Kompendium wiedzy na temat nowej muzyki: shoegaze, post-rock, indie, ambient, trip-hop i inne…

Port-Royal - Balding Generation

Cooper Temple Clause, The - Homosapiens

Raveonettes, The - In And Out Of Control (2009)

raveonettes-in-and-out-of-control

Na samym początku zaznaczę, że najlepszym albumem The Raveonettes w całej ich karierze jest debiutancki Whip It On. Osiem garażowych kawałków stanowiących idealną, spójną całość. Zapewne już nigdy nie uda im się nagrać nic równie dobrego, zresztą w ciągu ostatnich lat udowodnili, że zmienili kierunek i nie chcą wrócić do początków. Dlatego uważam, że na kolejne ich płyty nie powinniśmy wciąż patrzeć poprzez pryzmat debiutu, tylko oceniać je osobno.
Daruję więc sobie niepotrzebne porównania.
W takim razie jaka jest najnowsza płyta duńskiego duetu?
Przede wszystkim nadal jest dość garażowa, gitarowa i jednocześnie słodka i seksowna. A do tego jest chyba jedną wielką grą z konwencją. Właściwie każda piosenka ma troszkę inny klimat. I tak:
Bang! czy Suicide to takie opowieści o imprezującej młodzieży z lat 50. Widzicie te włosy upięte w kucyk, rozszerzane spódnice wirujące w tańcu, sweterki z dekoltem w serek i spodnie w kancik? Ja widzę.
Gone Forever jest jak z soundtracku do filmu o studentach z początku lat 90. i o ich bardzo poważnych problemach.
Boys Who Rape zaczyna się jak jakiś hiphopowy kawałek. Naprawdę, zawsze mam wrażenie, że zaraz usłyszę rapującego Murzyna.
Heart Of Stone to chyba najbardziej raveonettsowy utwór z całej płyty, a powtarzający się riff przywodzi na myśl np. Love In A Trashcan. Klimat natomiast jak z jakiegoś zapomnianego westernu, w którym namiętność idzie w parze z przemocą.
Krótkie, półtoraminutowe Oh, I Buried You Today to z kolei hołd dla soulowych ballad z lat 60. Takich jak Stand By Me Bena E. Kinga (może to przez ten bas?).
Natomiast refren Breaking Into Cars mógłby spokojnie zostać wykorzystany w jakimś popowym przeboju z lat 80. śpiewanym np. przez Kim Wilde (ona była boska!).
Break Up Girl! to chyba jedyna pozycja, która stylistyką przypomina czasy Whip It On – szczególnie świetny gitarowo-noisowy początek, który pomału się wycisza.

Gra z konwencją polega tutaj również na tym, że surowość gitar kontrastuje ze słodkim wokalem, a ten z kolei kontrastuje z tekstami naszpikowanymi przekleństwami i opowiadającymi o narkotykach, samobójstwach, przemocy czy rozstaniach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, przecież to główna charakterystyka stylu The Raveonettes (pamiętacie ten tekst: „My girl is a little animal, she always wants to fuck!”?). Jednak z tego wynika też największa wada całego albumu. Niektóre piosenki są tak przesłodzone, że aż się niedobrze robi. Ja wiem, że pod tą warstwą lukru kryje się spora porcja goryczy (np. w The Last Dance, czy Boys Who Rape), jednak troszkę trudno się do niej dokopać. Dlatego na albumie wygrywają te utwory, w których proporcje między słodkim a gorzkim są idealnie zrównoważone.

1. Bang! [2:54]
2. Gone Forever [3:36]
3. Last Dance [3:47]
4. Boys Who Rape (Should All Be Destroyed) [3:04]
5. Hearts Of Stone [3:55]
6. Oh, I Buried You Today [1:22]
7. Suicide [3:13]
8. D.R.U.G.S. [4:30]
9. Breaking Into Cars [3:08]
10. Break Up Girls! [4:00]
11. Wine [3:43]


Raveonettes, The - Last Dance

ASOBI SEKSU - ME & MARY

M83 - SITTING

Nie jest to oryginalny teledysk M83

AMAZING ELECTRONIC TALKING CAVE

Amazing Electronic Talking Cave to jednoosobowy projekt Rosjanina Felixa Bondareffa. Nazwa została zaczerpnięta z tytułu piosenki The Brian Jonestown Massacre zamieszczonej na EP-ce “Just Like Kicking Jesus”. W 2008 roku pod szyldem Amazing Electronic Talking Cave ukazał się wydany własnym sumptem minialbum “Green Maiden”. Wszystkie instrumenty oraz wokal zostały nagrane przez jedną osobę, czyli właśnie Felixa Bondareffa. W tym roku światło dzienne ma ujrzeć jego kolejna płyta zawierająca 11 kawałków. Części z nich, zgromadzonych pod roboczym tytułem “Damaged Equipment”, można już posłuchać na profilu Myspace. Natomiast w przerwie między pracami nad płytą Felix Bondareff udał się do Berlina, gdzie nagrał wokal do nowego utworu The Brian Jonestown Massacre, “Bruttermania“. Efekty tej współpracy możecie obejrzeć na YouTubie, miejmy nadzieję, że nie skończy się na jednej piosence.

OBRAZY KIM GORDON DO KUPIENIA

Wokalistka Sonic Youth, Kim Gordon, postanowiła wystawić na sprzedaż cztery ze swoich dość oryginalnych dzieł. Wszystkie zostały wykonane farbami akrylowymi na płótnach o wymiarach 20 na 16 cali. Ich tytuły są dość widoczne - zajmują prawie całą powierzchnię obrazów i brzmią odpowiednio: Failing Lights, Noise Nomads, Dude War oraz Pussy Galore. Można je obejrzeć TUTAJ.

65daysofstatic - Retreat Retreat

AUTUMNS, THE

Jupijupijeej! Zima odeszła. Mogę nosić moje jesienne buty, które zamówiłam jeszcze przed atakiem śniegu, a otrzymałam, gdy już stopniał. Nie muszę ubierać kurtki zimowej, w której wyglądam jak borsuk. Mogę szurać stopami w liściach! Znaczna ich część wciąż jest zielona, więc gdyby nie chłód, ciągle mogłoby być lato. Aby utrzymać ten stan pogodowy, zabawię się w szamana - zaprezentuję wam grupę The Autumns.

The Autumns to zespół indie rockowy wyrosły z Los Angeles. Tworzą go: Matthew Kelly (wokal, gitara), Frankie Koroshec (gitara), Madison Megna (gitara), Dustin Morgan (bas) i Steve Elkins (perkusja). Matthew i Frankie - przyjaciele szkolni - założyli grupę w 1997 r. W swych początkach poświęcali mnóstwo czasu na rozgryzanie sieci dźwiękowego geniuszu ich idola - Johnny’ego Marra, często z miernym skutkiem. Jednak nie poszło to na marne, a pomogło ukształtować ich muzykalność. Dzięki częstym lokalnym koncertom zyskali zainteresowanie wielu wytwórni, wybrali natomiast Independent Risk. Pierwsza długogrająca płyta - The angel pool - pozytywnie przyjęta przez krytyków, przyciągnęła do nich uwagę Simona Raymonde z Cocteau Twins. Ich kolejny krążek, In the russet gold of this vain hour przyniósł wielkie zainteresowanie ze strony mediów. Niezrażeni upadkiem wytwórni Risk Records, która wydała ich drugą LP, wzięli się do pracy nad kolejną płytą, którą ochrzcili po prostu The Autumns. Ciepło przyjęta przez krytyków, została zignorowana przez publiczność. W międzyczasie Matthew podjął współpracę z The Sound Of Animals Fighting. Natomiast w sprawie najświeższego krążka, Fake noise from a box of toys z 2007 r., oddajmy głos zespołowi: “Fake noise jest odejściem od ospałego stylu poprzedniego materiału zespołu. Przedstawia ona ostrzejsze, bardziej bezpośrednie brzmienie. Rozkłada na części pierwsze z szaleńczą precyzją ich uderzające tempo zakłócone lekko przez subtelne osiągnięcia poprzednich albumów”.

Mówi się o nich następująco:
“W swojej działalności nie napotykają szczytów i dolin, lecz szczyty i równiny.” (Stylus Magazine)
“Muzyka The Autumns jest oznaczona przez humorzastą ciemność, która jest podobna do wydłużających się cieni i przelotnego ciepła ich sezonowej imienniczki.” (Amplifier Magazine)
“The Autumns mają muzyczną wszechstronność, co oznacza, że zespół może zwrócić się do niemal każdego stylu.” (MusicOMH)

Wśród swoich wpływów wymieniają między innymi Björk, Davida Bowiego, Cocteau Twins, The Cure, The Smiths. Z uwagi na zaszczyt posiadania gitarzystów wśród fanów, zespół postanowił ułatwić rozpracowywanie ich riffów i naucza przez internet, jak grać na gitarze. Grupa zostanie przedstawiona w filmie dokumentalnym Beautiful noise, obok takich zespołów jak My Bloody Valentine, Slowdive, Cocteau Twins i The Cure.

Dyskografia
LP:
The angel pool (1997)
In the russet gold of this vain hour (2000)
The Autumns (2004)
Fake noise from a box of toys (2007)
EP:
Suicide at strell park (1997)
Winter in a silver box (1998)
Le carillon (2001)
Covers (2001)
Gift (2003)

oficjalna strona zespołu


The Autumns - Boys

Skok w bok Chrisa Taylora

Chris Taylor z Grizzly Bear od niedawna para się swym bocznym projektem Cant. 13. października wydał pierwszy singiel na mocy swej własnej wytwórni Terrible Records. Dzięki temu winylowi światło dzienne po raz pierwszy ujrzy piosenka Arthura Russella “Come to life”, ponadto singiel zawiera utwór “Ghosts”.
28. października Terrible Records wyda EP zespołu Acrylics pod tytułem “All of the fire”, którego producentem jest oczywiście Taylor.

Sweek - The Shooting Star’s Sigh… (2004)

No to się narobiło. Wychodzi po raz kolejny na to, że pięć lat w plecy jestem z odsłuchiwaniem muzyki. Skoro taką! płytę poznałem dopiero teraz. Gdzieś tam w Belgii takie cuda istnieją a my tutaj nie mamy o tym bladego pojęcia. Jak to jest możliwe? Ostatnio takie zdumienie przeżyłem za sprawą Francuzów z All Angels Gone. I tak właśnie stawiam muzykę zespołu Sweek debiutującego albumem The Shooting Star’s Sigh gdzieś pomiędzy tym co prezentują grupy: All Angels Gone, Mogwai czy Set Fire To Flames. Podczas każdego przesłuchania nie mogę uwierzyć, jestem bardzo podekscytowany i doznaję ciągłego wstrząsu. Jest to również przykład na to jak cudownie i elegancko można skroić album zamieszczając na nim miniatury trwające tylko ponad dwie minuty w zestawieniu z utworami rozbudowanymi aż do prawie osiemnastu. Poza standardowym instrumentarium usłyszeć można również wiolonczelę i skrzypce, które dodają rumieńców całości a jedną z miniatur zajmuje tylko pianino. Smaczkami są tutaj jeszcze dźwięki otaczającej nas przestrzeni i w niektórych momentach deklamujący teksty męski głos. A to jak kończy się Westchnienie spadającej gwiazdy przechodząc od subtelnych stonowanych dźwięków do rozbudowanej z rozmachem i werwą ich gonitwy budzi ciągły zachwyt… następuje po niej jeszcze chwila ciszy by po chwili przerodzić się w swoiste brzmieniowe zwieńczenie całości… Odkrywać takie albumy to największa przyjemność - lepiej późno niż wcale!


Sweek - James Piano

10/10

1. Summer Trip [2:24]
2. Microbacterium Leprae [9:37]
3. Everybody Takes The Plane [5:35]
4. Creutzfeld Jacob [6:10]
5. Things Are Bigger Than They Appear [16:38]
6. James Piano [2:18]
7. New James [17:54]


Sweek - Everybody Takes The Plane

———-
Lucjan Lucimiński

Anneke van Giersbergen with Agua De Annique - Pure Air (2009); Anneke van Giersbergen & Danny Cavanagh - In Parallel (2009)

Była wokalistka zespołu The Gathering - Anneke van Giersbergen, tym razem nagrała wraz z zaproszonymi gośćmi akustyczny album z coverami bądź przedstawiła nowe wersje utworów pochodzących z płyty jej ostatniego projektu Agua De Anniqe. Razem z Anneke zaśpiewali na płycie między innymi Danny Cavanagh z Anathemy, Arjen Lucassen z Ayreon czy John Wetton najbardziej znany z legendarnego King Crimson. Usłyszeć możemy również Ironic Allanis Morissette jak i znaną wszystkim piosenkę Damiena Rice’a z filmu Closer pod tytułem The Blower’s Daughter. To bardzo słaby zbiór piosenek i nieciekawe, proste wykonania. Chociaż lubię akustyczne aranżacje to w tym przypadku zupełnie nie rozumiem dla kogo jest to wydawnictwo.

3/10

1. The Blower’s Daughter [4:33]
2. Beautiful One [5:55]
3. Wild Flowers [4:19]
4. Day After Yesterday [3:43]
5. Come Wander With Me [3:34]
6. Valley Of The Queens [2:40]
7. To Catch A Thief [5:46]
8. Ironic [3:54]
9. What’s The Reason? [3:31]
10. Yalin [3:40]
11. Somewhere [4:09]
12. Witnesses [1:51]
13. The Power Of Love [4:44]


Anneke van Giersbergen with Agua de Annique - The Blower’s Daughter

Mija zaledwie ponad pół roku i dobiega kolejna wieść związana z Anneke. Wiadomość, która z miejsca zamieniła się w obawy – po co? Komu potrzebne kolejne akustyczne wzmagania tej pani, tym razem koncertowe. W tym przypadku do całego przedsięwzięcia zaproszony został tylko jeden niezwykły gość - Danny Cavanagh. Występ przebiega pod dyktando utworów Danny’ego, znanych z płyt Anathemy i piosenek z wcześniejszych dokonań, na których śpiewała Anneke + Teardrop Massive Attack i Jolene Dolly Parton. Wspomniany Teardrop, umieszczony na początku zawiesza poprzeczkę dość wysoko, świetna aranżacja potęguje doznanie. Dalej natomiast większe wrażenie robią piosenki Danny’ego niż Anneke zwłaszcza, że w większości znamy je z płyty Pure Air w bardzo podobnych wersjach. Można się także przyczepić do tego, że wszystkie piosenki napisane przez członka Anathemy, umieszczone na In Parallel, znalazły się wcześniej na płycie Hindsight w specjalnie przaranżowanych, akustycznych, również podobnych wersjach. Jednak to one wiodą tu prym. Anneke natomiast najlepiej wypada na You Learn About It, jedynym zamieszczonym tutaj utworze zespołu The Gathering co prowadzi do smutnej puenty - niepotrzebnie z niego zrezygnowała… Tylko dwie osoby na scenie, między którymi przyjemnie iskrzy zwłaszcza w momentach kiedy razem śpiewają. Tym bardziej szkoda, że takowych jest niewiele. Płyta szczególnie dla fanów Anneke i Anathemy.

5/10

1. Teardrop [5:00]
2. You Learn About It [3:54]
3. Temporary Peace [4:26]
4. Yalin [3:16]
5. Songbird [3:23]
6. Big Love [3:08]
7. The Blower’s Daughter [4:35]
8. One Last Goodbye [5:48]
9. Are You There? [4:29]
10. Day After Yesterday [3:56]
11. A Natural Disaster [4:37]
12. Trail Of Grief [3:54]
13. Flying [6:12]
14. Jolene [3:46]


Danny Cavanagh: Are You There? @ Little Devil, Tilburg, 30 Marca 2009

———-
Lucjan Lucimiński

Fleeting Joys - Occult Radiance (2009)

Jest jest jest, czysty shoegaze. Fleeting Joys brzmi jak reinkarnacja My Bloody Valentine. Ich debiut Despondent Transponder z 2006 roku jeszcze nie przyniósł tak silnych wrażeń. Jednakże już po nim należało się spodziewać, że następny album może zrobić spustoszenie, taka musiała być kolej rzeczy w tym przypadku. I stało się Occult Radiance podoba mi się jeszcze bardziej niż albumy ich guru. Rzężenie jakie można tutaj usłyszeć rozkłada mnie na łopatki. Dźwięk ten, który z samego założenia jest czymś nieprzyjemnym przynosi mnóstwo pozytywnych emocji i rozładowania. Natłok harmonii trzech zaledwie osób wgniata w fotel a melodie i rytmika pozwalają przedostać się gdzieś poza granicę ciała. Kiedy dodamy do tego całego przyjemnego zgiełku rozmarzone wokale nie udaje mi się jakakolwiek próba zaprzestania słuchania. Choćby czas poganiał, choćby niebo zwalało mi się na głowę…, mimo tego, że utwór A Beautiful End jest już w połowie, nie mam ochoty przerywać tej płyty a dźwięki same jakby próbują się cofnąć. Mimo okrojonych możliwości gatunkowych jest w tej muzyce mnóstwo pomysłów i czarujących chwil. Occult Radiance jest jak wydobywające się z podziemi światło…

9,5/10

1. You Are The Darkness [4:32]
2. Cloudlike Mercury [2:53]
3. Lights Underground [3:59]
4. All Release [3:56]
5. A Beautiful End [5:01]
6. Closer To My World Without Pain [2:59]
7. Don’t Go [5:11]
8. Luminous LA [7:03]
9. The Good Kind Of Tomorrow [3:29]
10. Into Sun & Dark [3:15]
11. Destroyer [3:36]


Fleeting Joys - Cloudlike Mercury

———-
Lucjan Lucimiński

Gossip - Heavy cross (teledysk na dziś)

Nudge - As Good As Gone (2009)

Szukając przymiotnika mogącego określić As Good As Gone na myśl przyszło mi: atmosferyczny. Ta trwajaca ok 40. min płyta, jest leniwą kontemplacją świadomości. Elektroniczna i ezoteryczna. To nie jest muzyka, która wprawi Cie w dobry nastrój, ukoi nerwy po męczącym dniu.  Sprzyja raczej nastrojom depresyjnym. Jest spokojna i momentami  wręcz ambientowa. Damski wokal sączy się przez głośniki wywołując wrażenie spowolnienia czasu. Mam mieszane uczucia: z jednej strony płyta poprawna pod względem formy, konsekwentna ale irytujący jest nastrój jaki wywołuje w słuchaczu. Ilekroć próbuję się z nią zmierzyć, coś jest nie tak. Piękna okładka, ładne dźwięki, ale…

Najlepiej chyba spróbować samemu, ale trzeba przyznać, że nie porywa…

1. Harmo [4:49]
2. Two Hands [5:19]
3. Verdantique [0:46]
4. Aurolac [6:42]
5. Tito [7:41]
6. Burns Blue [5:35]
7. Dawn Comes Light [8:43]

Moonlit Sailor - A Footprint Of Feelings (2008)

Tylko 27 minut muzyki na debiucie pochodzącego z Borås w Szwecji zespołu Moonlit Sailor. Kolejna post-rockowa odsłona, w której na pierwszy rzut ucha słychać skandynawską melodię. Bez większych odkryć i podniecenia… nie odnoszę wrażenia by ślady stóp pozostawiały tutaj uczucia lecz te na okładce widoczne na wodzie bardzo mi się podobają. Pozostaje jednak za każdym razem chęć włączenia tego krążka od nowa. Płynie spokojnie oświetlony światłem księżyca dając pewnego rodzaju ukojenie. To akurat jest zadowalające…

Ps. Trwają prace nad kolejną płytą pod tytułem So Close To Life .

6,5/10

1. A Footprint of Feelings [3:24]
2. Night Stroll [4:08]
3. Earls Court [3:38]
4. The Fog Is Lifting [3:46]
5. Waterwall [4:28]
6. Yes [3:21]
7. Once We Were Children [4:30]


Moonlit Sailor - Earls Court

———-
Lucjan Lucimiński

8mm Sky - Finders Keepers (2006)

Bardzo długo nie mogłam zabrać się do tej płyty, zrażona twórczością Azjatów z Polysics. We Ate The Machine nie jest tragedią, ale w pewien sposób zniechęciła mnie, człowieka łaknącego spokoju i harmonii, do brzmień z sąsiedniego kontynentu. Wiem, że nie można oceniać całości na podstawie jednego przykładu, ale jakoś tak wyszło. Wreszcie zmusiłam się do zanurkowania w Finders Keepers

… i całe szczęście, że nie umiem pływać, bo dzięki temu spokojnie mogę zatonąć w tej muzyce, aż ktoś ośmieli się mnie wyłowić. Jedno słowo - piękna. Nigdy nie przypuszczałam, że muzyka rockowa może ubrać się w zwiewną sukienkę. Mam ochotę zaprzeczyć sama sobie, krzycząc: “Jak to?! A Coldplay?”, wszelako te dwa zespoły szyją zupełnie różne sukienki.

Otwierająca album kompozycja We Do Not Even Shake Hands jest niemal czterominutowym instrumentalem, stwarzającym w ośrodku odbioru muzyki w mózgu (musi być taki ośrodek. Musi) krainę mlekiem i miodem płynącą. Dlaczego akurat tym? Bo to pyszne i delikatne połączenie. Jeśli gust muzyczny może mieć podniebienie, to zostanie ono rozpieszczone przez ten utwór. A to dopiero początek. Dalej cicha i lekka The Painter już ze śpiewającym Peterem i niema Finders Keepers. So Let’s Go natomiast jest nasączonym shoegazem echem w lesie, razem z Rocket No 7 dodają płycie pazura (bardzo niepoprawne celebrytycznie porównanie.).
Peter ma ciepły, miękki, głęboki głos. Jego talent aranżacyjny wspaniale uwidacznia się w Her November Diary, gdzie bardzo plastycznie operuje śpiewem. Zen ogarnia całość perkusją, raz czyniąc z niej szeleszczące liście, a innym razem odbijającą się piłeczkę.

Miewam problemy z analizowaniem brzmienia instrumentów w muzyce, bo angażuję się raczej w świat przez nią kreowany. W tym wypadku to żaden problem, a wręcz naturalna konsekwencja. Po przesłuchaniu krążka czuję się jak po odświeżającym spacerze. Jest taki, hm, spokojnie idealny lub idealnie spokojny, a może oba. Brzmi jak strumień między szemraniem trawy na ziemi a gwizdaniem wiatru pod niebem.

Może jeszcze drugie słowo - czarująca.

Kocham tę płytę. A ty?


8mm Sky - The Painter

All Angels Gone - Quietly (2005)

Nie umiem mówić
Nie potrafię nic wycisnąć z klawiszy
Nie spotykają się słowa

Są fale,
inni w lustrze
… i pusty samochód na drodze

I jest zadumy czas
w myślach bez języka…

10/10

1. Unrelated [6:58]
2. Wave [5:52]
3. Empty Cars On The Road [5:11]
4. Others As A Mirror [14:14]
5. (Stephen H.) [5:04]

oficjalna strona zespołu
zobacz - Others As A Mirror
myspace
———-
Lucjan Lucimiński

Editors - In This Light And On This Evening (2009)

Najnowszy album Editors wciąga jak czarna dziura. Przeskakuję z kawałka na kawałek i za każdym razem jestem zaskoczona. Jeszcze nie “nauczyłam się” tej płyty, a już czuję z nią jakąś więź…

Zacznijmy od wokalu - moim czysto subiektywnym zdaniem, barwa głosu Thomasa Smith’a przypomina mi nieco Dave’a Gahana. Maniera śpiewu nawiązuje do stylistyki nowofalowej. Idźmy dalej. Tytuł sugeruje, że na płycie scierają się ze sobą skrajności: światło i zmrok - to słychać. Kompozycje przeplatają się; od chwytliwych, wręcz przebojowych melodii pokroju Papillon do nostalgicznych i niepokojących jak np. The Big Exit. Podoba mi się to połączenie - kawałki nie są przewidywalne, nastroje mieszają się jak w kalejdoskopie. W sposobie przekazu wyczuwa się pewną teatralność, rzeźbienie formy; nie jest to “szczere śpiewanie prosto z mostu” - kolejny plus.  Ta płyta nie uspokaja, nie koi. Jest manifestem i donośnym przemówieniem ze zmienną intonacją.. wyobraźmy sobie oratora stojącego przed tłumem, który przez blisko 30 minut nie daje oderwać od siebie oczu i wyłączyć się słuchaczom.

Całość kompozycji jest zdecydowanie w klimacie nowofalowym, jest wariacją na temat klasyki - to wszystko niby już było, a jednak jest w tym pewna świeżość.  Płyta  smakowita, trochę cierpka, ale finezyjna. Momentami nieco popowa, przypominająca lata 80 przez partie syntezatora, mocno elektroniczna.  Często powtarza się, że Editors grają podobnie do Joy Division - faktycznie, coś w tym jest jednak nie umniejsza to kunsztu zespołu.

Szczerze polecam!

1. In This Light And On This Evening [4:20]
2. Bricks And Mortar [6:20]
3. Papillon [5:24]
4. You Don’t Know Love [4:38]
5. The Big Exit [4:44]
6. The Boxer [4:40]
7. Like Treasure [4:51]
8. Eat Raw Meat = Blood Drool [4:53]
9. Walk The Fleet Road [3:47]

Hatifnats - Before It Is Too Late (2009)

Niepokojące smugi na twarzach niewidomych pogrążonych we własnych okazjonalnych uśmiechach. Wybiegające przebłyski kroczące po nagich jezdniach. Goniące odgłosy za plecami, prześcigający się przechodnie. Biegnący podmuch na rozedrganych skroniach. Spadające na głowę odgłosy i odbijające się pogłosy przynoszące niepokoju spokój. Emocji dreszcz, wzruszenie i niemy śmiech dający satysfakcję. Zostań ze mną, zostań we mnie a czas niech stoi w miejscu. Pragnienie pozostania w nim i nie schodzenia z tej drogi obranej w tylko znanej mi przestrzeni…

Mój sceptycyzm po koncertach przerodził się po wysłuchaniu płyty w błogosławieństwo. Brzmi ona dużo lepiej niż występy zespołu na żywo tym bardziej zachęcam do przesłuchania Before It Is Too Late. Na naszym wtórnym rodzimym rynku muzycznym na palcach jednej ręki wyliczymy tak świetne debiuty jak ten…

Ps. Zdjęcie z okładki przedstawiające trzy postaci, których prawie nie widać przypomina mi obraz Caspara Davida Friedricha pod tytułem „Mnich na brzegu morza” mówiący o tym, że człowiek jest niczym przecinek wśród otaczającej go natury i rzeczywistości… tutaj jest podobnie. Poza tym przy skromności jaką prezentują muzycy zespołu, którą widać było na przykład podczas ostatnio odbytego się występu w Trójce, zdjęcie to do nich i płyty świetnie pasuje. Przestrzeń, którą możemy porównać do muzyki jest ważniejsza od nich samych…

7,5/10

1. Towards The Last Sunset [3:12]
2. World 2 [4:44]
3. Horses From Shelville [3:23]
4. Iris [5:32]
5. Soil [3:43]
6. Mathematix [4:48]
7. Walking In The Dark [3:22]
8. The Lost Boys [4:16]
9. Hypoxia [5:24]
10. Before It Is Too Late [5:48]


Hatifnats - Horses From Shellville

———-
Lucjan Lucimiński

Zabrisky

Wszystko zaczęło się w 1995 roku we Włoszech.  Zabrisky wywodzi się bezpośrednio z brytyjskiej muzyki wczesnych lat 90′tych: neopsychodelii i shoegazu. Jednakże w ich twórczości istnieją elementy muzyki garażowej podobnej do tej którą tworzyły zespoły Velvet Underground, the Beatles czy Kinks. Mini album “Waterboy” nagrany w 2001 to debiut kapeli. Został nagrany w Maximum Studio S. Dona’di Piave - VE  i wydany nakładem AUA Records, pod okiem Geoff’a Turnera - współproducenta Girls Against Boys. Singiel “Atomic Boy” znalazł się także na składance “Soniche Avventure” wydanej przez Fridge Records. Pierwsza pełnowymiarowa płyta została nagrana w 2002 roku przez Srazz Records i dystrybuowana przez White ‘n’ Black. Album zyskał pozytywne recenzje od Fnac of Milan oraz prasy specjalistycznej. W 2004 roku zespół wziął udział w tworzeniu składanki “Let It Boom” gdzie znalazła się nowa wersja kawałka “Norwegian Wood” w hołdzie Beatlesom.

Wycinki prasowe dotyczące zespołu:

Blow Up “ We thank Zabrisky and their producer Giovanni Ferrario (in collaboration with P.J. Harvey) for bringing the pop back home with a deliciously out of fashion record.”Enrico Veronese

• Freakout ” a Journey to Four decades ago and back to the english 80’s , belonging to Creations and Sarah Records.” Guido  Gambacorta
• Jam “ The Second record of the Venetian band, produced by Giovanni Ferrario from the Micevice , takes the typical sounds of the late 80’s english shoegaze to turn them into a personal pop rock.” Silvia Pellizzon
• Mucchio “A nice and capable way to look back with semplicity and feelings, thanks also to the great production of Giovanni Ferrario.” Federico Guglielmi
• Rockit “The main motif of this album is the fresh sound.”

Ester Apa

• Rocksound “’Northside Highway’ rocks a lot , specially the remake of Emma’s house from Field  mice, and Robert’s song from Robert Vogel, (the unknow swiss guitar player, cooperator of of Yello and Fred frith) which reveal passion and care.

Stefano Gilardino

• Rumore “ After more than 5 years zabrisky are back

with a delicious record, suitable to those who practice British pop gardening

[…] defenitly my top record this month.” Maurizio Blatto

• Sentireascoltare “ Nationwide, they truly represent the feelings of a movement which made Sarah Records a cult Label, even better when soaked into psychodelic features and an hint of retro’ wave .” Giancarlo Turra

AN APRIL MARCH


Trzyosobowy zespół z Toronto: Danella Hocevar - wokal, gitara i bas, Christopher Perry - gitara, Michael Klüg - perkusja. Powstał w 1989 roku, rozpadł się dziesięć lat później. Za życia był donorem skrzypiącej, lecz lekkiej muzyki, okraszonej wirującym, zawstydzającym anioły wokalem. Porównywani do Cocteau Twins, poczytują to za komplement, chociaż nie widzą wielu podobieństw.
Nie są jedynymi artystami o marcowo-kwietniowej nazwie. Swego czasu otrzymali od rosyjskiego April March płytę tychże, jednak bez wzmianki o celu przesyłki. Natomiast amerykańska wokalistka April March na okładce płyty “Chick habit” pozowała z gitarą Fender Electric XII, czyli taką, na jakiej gra Danella. Perry uznał to za podporę do budowania kariery Amerykanki, życząc jej w mailu powodzenia.

Dorobek:
Impatiens (1993)
Instruments of lust and fury (1995)
Lessons in vengeance (1995)
Adagio (1996)
It goes without saying (1997)
…something once true, is always true… (1999)

MySpace zespołu
MySpace Danelli

Editors - In This Light And On This Evening (2009)

Tym, którzy śledzą losy i wiedzą co w trawie piszczy na pewno obiło się o uszy, że nowe nagrania zespołu Editors będą wyglądały nieco inaczej. Rzecz ma się podobnie do tego co zrobili na swoim ostatnim albumie pod tytułem Intimacy chłopaki z Bloc Party. Mimo podobieństwa dodania elektronicznych brzmień na swoich trzecich płytach przez obydwa wymienione wyżej zespoły podejście do tej kwestii jest jednak inne. W przypadku Bloc Party dodanie elektroniki można porównać do słów Liwiusza, który stwierdził, że “obfitość budzi przesyt”. Natomiast w przypadku Editorsów wygląda to dużo lepiej. Elektronika, w dużej mierze nastawiona na klawisze, na albumie In This Light And On This Evening potraktowana została jako dodatek a nie motyw przewodni. “Naszym celem było zrobienie czegoś, czego nie robiliśmy nigdy wcześniej” – takie właśnie podejście mieli muzycy podczas nagrywania nowego materiału.
Mnie ogólnie cieszą wszelkie zmiany lecz czy przyniosły one pozytywne skutki akurat w tym przypadku też? Pewnie znajdzie się tyle samo zwolenników co przeciwników. Osobiście jestem za sprawnym eksperymentowaniem niż nagrywaniem ciągle takich samych płyt. Nie ma przecież nic odkrywczego w tym, że dwa pierwsze albumy The Back Room oraz An End Has A Start są do siebie bardzo podobne. Jest też pewien fakt, który irytuje mnie w tych płytach. Mam problem z wysłuchaniem ich do końca chociaż poszczególne piosenki podobają mi się nawet bardzo. Od zawsze wolałem krótsze formy i może należałoby powyrzucać po jednym numerze z tych płyt, a wtedy słuchałoby się ich dużo przyjemniej? Wolę mieć niedosyt niż być rozdrażnionym po odsłuchu bądź co gorsze wyłączyć płytę, zanim dobiegnie do końca.
W przypadku nowej muzyki dostrzegam pewną przewrotność. Wydaje mi się, że całości słucha się lepiej, pomimo słabszych jednostek. Należałoby stwierdzić, że zasługą w tej kwestii jest właśnie ta nienarzucająca się elektronika. Jest inaczej, to pewne, chociaż rewolucji większej w stylistyce muzyki zespołu Editors nie odnajdziemy. Jeżeli chodzi o poszczególne piosenki, tak jak już wspominałem, jest nawet słabiej, mniej tutaj “przebojów”. Jednak wiem, że wolę taki album niż trzeci, prawie identyczny.
Możemy sobie czekać na kolejny OK Computer i to dobra cecha, ponieważ “temu, kto nie wie do jakiego portu zmierza, nie sprzyja żaden wiatr”. Mam jednak wrażenie, że już nigdy się tej chwili nie doczekamy. Żyjemy w trochę innym świecie, jesteśmy innymi słuchaczami i podejście do muzyki też się zmieniło. Nie zmieniło się natomiast to, że ciągle się oszukujemy i pomimo wszystko czekamy dalej…

5/10
dopisek z dnia 26, 11, ‘09 - tuż przed koncertem zespołu stwierdziłem, że się znacznie pomyliłem co do oceny tego albumu i zmieniam notę: 8/10
i jeszcze tylko dodam, że moimi ulubionymi piosenkami z tej płyty zostały The Boxer, Bricks And Mortar, tytułowy In This Light And On This Evening (…) wszystkie nagrania trzymają dobry poziom… to na pewno moja ulubiona płyta tego zespołu.

1. In This Light And On This Evening [4:20]
2. Bricks And Mortar [6:20]
3. Papillon [5:24]
4. You Don’t Know Love [4:38]
5. The Big Exit [4:44]
6. The Boxer [4:40]
7. Like Treasure [4:51]
8. Eat Raw Meat = Blood Drool [4:53]
9. Walk The Fleet Road [3:47]


Editors - Papillon

głupkowaty teledysk promujący album

———-
Lucjan Lucimiński

Morte Macabre - Symphonic Holocaust (1998)

Upiorny
Krzycząco niemy
Uzbrojony w pokłady energii
Wybujały
Okryty w strach
Opowiadający
Trzymający w napięciu…

Rewelacyjne wersje znanych utworów muzyki filmowej (horrory) + niezwykły czar

Z wielką przyjemnością obejrzałbym niemy film z muzyką znajdującą się pod postacią ostatniego znacznie rozbudowanego napisanego specjalnie na tę płytę imiennego utworu Symphonic Holocaust. To byłby dopiero obraz!

Morte Macabre to projekt, w którym grają muzycy zespołów Anekdoten i Landberk. Wyśmienita wycieczka wśród unoszącej się grozy. Już dziesięć lat tej mrożącej krew w żyłach historii a ja ciągle w niej. Nigdy nie znudzi mi się ten album!

Ps. Podobno ma powstać kolejna część tej historii.

10/10

1. Apoteosi Del Mistero [4:16]
2. Threats Of Stark Reality [2:59]
3. Sequenza Ritmica E Tema [7:02]
4. Lullaby [8:02]
5. Quiet Drops [6:43]
6. Opening Theme [2:50]
7. The Photosession [7:10]
8. Symphonic Holocaust [17:51]


Morte Macabre - Lullaby

———-
Lucjan Lucimiński