MEMORYHOUSE
11 sierpnia 2010 ZESPOŁY
Mateusz Cudo

„Ostatnio nie sypiam, nie oddycham bez wspomagania maszyn” – tak dziwacznie brzmi przetłumaczony początek debiutanckiego singla kanadyjskiej grupy z Ontario Memoryhouse zatytułowanego Lately. Utwór ten o zupełnie niezwykłym połączeniu, zbalansowaniu przestrzennych kolaży, muzycznego tła za które odpowiada utalentowany student muzyki klasycznej Evan Abeele z wokalami na co dzień fotografki Denise Nouvion.
Memoryhouse nie reprezentuje jednak muzycznego dark-surrealizmu ani trip-hopu czy kwaśnej elektroniki ale jest jednym z najbardziej obiecujących projektów współczesnego dream-popu/shoegazowego minimalizmu. W ciągu zaledwie kilku miesięcy dzięki darmowej epce The Years zyskał niezwykły rozdźwięk i zainteresowanie koneserów spod znaku 4AD, M83 czy nawet My Bloody Valentine, na tyle by wyprzedać nakład 7’ calowego singla w ciagu zaledwie tygodnia.
The Years to 4 utwory trwające raptem kilkanaście minut choć nie tworzą idealnej dopełniającej się całości - dają jednak wyobrażenie o potencjale grupy, która powstała w zupełnie przypadkowy, nieplanowany sposób. Mieliśmy już w alternatywie duety takie jak Handsome Furs czy The Raveonettes ale Memoryhouse oferuje nam daleko bardziej zaangażowaną muzykę. Zawierającą ciągłe odwołania do sfery snu i marzeń, które wspomagane przez zatopione ściany dźwięków i atmosferyczne, przestrzenne harmonie gitar/chillwave’owych klawiszy maja dużo głębszy wymiar i oddziaływanie na słuchacza.
Nic jednak nie byłoby takie same gdyby nie świetnie wpasowujący się w całość glos Denise – czasem specjalnie niedbały, „znudzony rzeczywistością”, doskonale wpisuje się w założenia projektu i daje wyraźniejszą wartość przekazu jego muzyki.
Na epce znajdziemy 3 znakomite utwory – oprócz wspomnianego Lately są to jeszcze Sleep Patterns i To the lighthouse, oraz jeden dużo krótszy, mający bardziej eksperymentalną formę za sprawą gitarowych loopow i komputerowo przetworzonych wokali The Waves. Utwór z latarnią w tytule jest jakby kwintesencją doskonalości harmonii śpiewu Denise i muzyki jej partnera, co szczególnie oddaje fragment “Sometimes I’m pulled away from my own misery, Your hands cover me eyes drift slowly” gdzie ściana gitar wiernie naśladuje nutę głosu – które to podążanie za bliską osobą zakładają słowa tekstu.
Również na szczególną uwagę zasługuje początek Sleep Patterns, który wydaje się być najlepszym utworem z The Years i zarazem gitarowo-melodyjnym.
Kunszt Memoryhouse został doceniony również przez portal Pitchfork, który to właśnie tą grupę a nie Pains Of Being Pured At Heart czy The Pastels określił mianem muzyki z duszą i „rising” projektem .
Zdecydowanie warto jest dać szansę i zapoznać się z Memoryhouse zanim zaczną dawać (wyprzedane) epickie wielkosalowe koncerty a’la Spiritualized czy Pavement…
———-
Mateusz Cudo
Tagi: shoegaze
ARROYO + trasa koncertowa po Polsce
27 czerwca 2010 ZESPOŁY

Arroyo to pochodzący z Niemiec zespół grający muzykę oscylującą pomiędzy post-rockiem i screamo, a wszystko to zmieszane i otoczone w specyficznie experymentalnym sosie. Zespół założony pod koniec 2006 roku wszystkie teksty w swoich utworach pisze w ojczystym języku wyrażając w nich filozoficzne spojrzenie na świat.
Pytani o główne muzyczne wpływy, wskazują na zespoły: Cult Of Luna, Daturah i Envy. Po dwóch latach licznych koncertów z tak znakomitymi zespołami jak: The Black Heart Rebelion, Heirs, Morne, Neil On Impression oraz …Who Calls So Loud, w końcu w styczniu 2009 roku nagrali pierwszą EP zatytułowaną Individuum & Massen.
We wrześniu tego samego roku, z powodów osobistych zespół opuścił perkusista Fabian Krämer. Dwa dni później za bębnami Arroyo zasiadł Tim Friedrich. Od tamtego czasu zespół pracował nad nowym materiałem, który pod postacią długogrającego krążka zostanie wydany 3 lipca.
Skład zespołu:
David Schießer (Gitara)
Yannic Pöpperling (Gitara/Klawisze)
Marius Gumbert (Gitara Basowa/śpiew)
Tim Friedrich (Perkusja)
trasa po Polsce:
6, o7 - Kawiarnia Naukowa - Kraków
7, o7 - Dobra Karma - Warszawa
8, o7 - Slot Art Festival - Lubiąż + mewithoutYou (usa)
9, o7 - Kontrasty - Szczecin
10, o7 - Magnat - Gorzów
11. o7 - KontenerART - Poznań + mewithoutYou (usa)
Tagi: experimental, post-rock, screamo
MAJESTY CRUSH
22 czerwca 2010 ZESPOŁY

Grupa o wdzięcznej nazwie Majesty Crush pochodziła z Detroit, a jej założycielami byli: David Stroughter (śpiew), Michael Segal (gitara), Hobey Echlin (bas), Odell Nails (perkusja). Panowie wzorowali się m.in. na: The Jesus And Mary Chain, Cocteau Twins, My Bloody Valentine oraz A.R. Kane. Zespół współpracował z takimi producentami, jak Mike E. Clark (także Kid Rock, Eminem) oraz David Feeny (także The White Stripes) . Nie zyskawszy większej popularności, w połowie lat 90. rozpadł się. Obecnie Segal jest grafikiem w Detroit, Stroughter stworzył grupę P.S. I Love You, Echlin został niezależnym pisarzem i instruktorem jogi, natomiast Nails występował z Astrobite, Mahogany i Robinem Guthrie z Cocteau Twins, by potem zostać prawnikiem w Nowym Jorku.
Utwór If JFA Were Still Together pojawił się na Disco Sucks, brytyjskiej składance z 1996 roku.
DYSKOGRAFIA
Albumy długogrające:
Love 15 (1993)
Minialbumy:
No. 1 Fan (1992)
Sans Muscles (1994)
Majesty Crush – Uma
Tagi: alternative, ambient, post-punk, shoegaze, Stany Zjednoczone
JJ
2 czerwca 2010 ZESPOŁY

Ten mało znany duet (na który jednak naprawdę warto zwrócić uwagę!) pochodzi ze Szwecji i tworzy lekką, przyjemną muzykę w klimatach indie popu i balearic. W jego skład wchodzą Joakim Benon (gitara, sample) i Elin Kastlander (wokal, gitara). Nazwa jj pochodzi od słów “jag & Joakim” (”jag” oznacza po szwedzku ”ja”). Na pytanie o początki zespołu Elin odpowiada: “Joakim zstąpił z nieba i wziął mnie za rękę. Płakałam”.
W marcu i kwietniu 2010 r. odbyli trasę koncertową po Stanach z The xx. Następna - w maju tego roku - objęła Francję, Niemcy, Belgię, Holandię.
W jednym z niewielu wywiadów Joakim wspomina o nieśmiałości i fobii społecznej Elin, wyraża także niechęć do show biznesu. Zapewne z tych względów ich występy na trasie z The xx zostały negatywnie przyjęte przez recenzentów, których zdaniem zespół kompletnie nie interesował się publicznością.
Na stronie ich wydawnictwa można kupić wszystko, co do szczęścia potrzebne jest przeciętnemu fanowi - nawet koszulkę poplamioną krwią Joakima. Duet jj otrzymał pozytywne opinie m.in. od Paste, Pitchforka, The Washington Post, PopMatters, Billboardu. Niebywałą logikę, z jaką nazywa swoje kolejne płyty, uzasadnia słowami: “women lie, men lie, numbers don’t”. Motyw narkotyków w swojej muzyce (Ecstasy, liść marihuany na okładce) tłumaczy: “Nasza muzyka jest narkotykiem”.
Pod względem dokonań muzycznych jj porównywany jest niekiedy do Enyi, Imogen Heap i The Knife.
Utwór From Africa To Málaga pojawił się na składance Sweden Wants You To Dance.
DYSKOGRAFIA
Albumy długogrające:
jj n° 2 (2009)
jj n° 2.1 (2009) [także wersja winylowa]
jj n° 3 (2010) [dwie edycje]
Single:
jj n° 1 (2009)
from africa to málaga (2009)
Minialbumy:
a jj 12″ (2009)
blog zespołu (pisany białą czcionką na białym tle)
jj - ceo birthday
Tagi: balearic beat, electronic, indie pop, Szwecja
PEEPHOLES
1 czerwca 2010 ZESPOŁY
Autor: Mateusz Cudo

Muzyczne odkrycie 2010 roku…
W momencie kiedy kapele pokroju No Age czy Deerhunter szczyt popularności i kreatywności wydają się mieć za sobą odnalezienie interesującego spojrzenia na lo-fi i odświeżenia krautrockowych form jest z pewnością niezwykle cenne. Przestery gitarowe, ściany klawiszy i wszechogarniający noise dają dość często wrażenie kapel takich jak Fuck Buttons którzy wręcz w punkowy sposób komponują swoje elektroniczne koktajle Mołotowa.
Można także skojarzyć na pierwszy rzut oka Battles, którzy jednym albumem Mirrored z 2007 roku wkroczyli do szeregu najbardziej rozchwytywanych eksperymentalnych kapel i tzw. supergrup. Pytanie - czy trzeba aż czterech osób i pseudo-nowatorskich podkładów wokalnych z utworu Atlas, które jednak po n-tym odsłuchaniu wydają się być esencją kiczu?
Czy trzeba jak Fuck Buttons przez kilkanaście minut zdzierać sobie gardło aby w dżungli szmerów, zgrzytów spotęgować atmosferę? Otóż nie.
Jeśli się potrafi można osiągnąć cos znacznie więcej, co nie będzie własnym niepodrabialnym stylem jak w przypadku „analogowych”, „vocoder-owych” Black Moth Super Rainbow ale stanie się świeża dawka intrygującej muzyki.
Peepholes po angielsku znaczy nic innego co „wizjerzy” ale w kontekście dwójki muzyków zespołu powinno być raczej tłumaczone jako „wizjerska para”. Grając awangardowy noise/kraut bazują oni jednak na budowaniu atmosfery, doznaniach natury więcej niż ziemskiej. Utwory takie jak Airforce Trainer czy Lair za sprawą niezwykle kunsztownie dopasowanych wokali Katie Barret - co wydaje się być więcej niż połową sukcesu, są ilustracją plemiennych wiosek Masajów czy innych afrykańskich ludków. Do takiej muzyki z pewnością tańczą oni swoje rytualne tańce, a w ich rytm szamani leniuchują popołudniami szukając inspiracji. Z kolei na bardziej agresywnych Ladder i Bangel Peepholes wysyłają gdzieś w okolice Kambodży gdzie z maczetą w ręku trzeba przedzierać się przez krainę monsunów. Warto bo na końcu czeka na wiernego słuchacza uczucie, że nie zmarnowało się kilku ostatnich minut i warto poświęcić kilka następnych na powtórkę z rozrywki.
Niedługo Peepholes wydają swój pełnowymiarowy split z a.P.A.t.T w cenionej wytworni Upset The Rythm znanej ze współpracy z Xiu Xiu, High Places, Lucky Dragons czy No Age
Warto zamówić album z wyprzedzeniem zanim zostanie wyprzedany i mieć tych szamanów - wizjerów na winylu ku uciesze sąsiadów.
Całokształt artystyczny 9/10
Dyskografia:
Lair 12’
Kingdom 12’ – coming soon
Tagi: alternative, indie, lo-fi
CECILIA::EYES
15 kwietnia 2010 ZESPOŁY

Cecilia::Eyes to pochodzący z Belgii zespół, grający muzykę oscylującą między takimi gatunkami jak: shoegaze, indie i post-rock. Pomysł na jego powstanie narodził się jesienią 2004 roku. W grudniu 2005 roku muzycy w składzie: Christophe Thys – gitara, Mike Colart – gitara, Pascal Thys – bass, Xavier Waerenburgh – perkusja, wydali pierwszą ep’kę zatytułowaną Echoes From The Attic.
Wydany w 2007 roku pierwszy długogrający krążek Mountain Tops Are Sometimes Closer To The Moon promowany był na koncertach w zacnym towarzystwie, między innymi były to zespoły takie jak: Apse, Kwoon, Pg.Lost, Cranes, iLiKETRAiNS, Thee Silver Mt. Zion czy Three Steps To The Ocean. Można stwierdzić, że wyżej wymienione zespoły to wypadkowa muzyki, którą prezentują Belgowie. Kilka miesięcy po wydaniu albumu do Cecilia::Eyes doszedł Gauthier Vilain grający zwłaszcza na gitarze ale również wspomagający zespół głosem. Dokładnie jutro światło dzienne ujrzy najnowsze dzieło zespołu, które nosi tytuł Here Dead We Lie. Poniżej jego “filmowa” zapowiedź.
———-
Lucjan Lucimiński
GLASSACRE
12 lutego 2010 ZESPOŁY

Dawno, dawno temu, w kraju, gdzie ludzie chodzą do góry nogami i ujeżdżają kangury, powstał projekt muzyczny o mrocznej nazwie Glassacre. Jego twórcami są panowie Chris Mason i Cam Merton. Grupa wykonuje muzykę shoegaze, ale uwaga - gdy uwzględnimy położenie geograficzne nasuwa się wniosek, że panowie, spoglądając w swe trzewiki, tak naprawdę patrzą do góry.! Jako wpływy muzyczne podają między innymi klasyków, jak: My Bloody Valentine i Cocteau Twins, zespoły rodzime: Severed Heads oraz grupy z kraju związanego osobą królowej: The Smiths i Boards Of Canada. Chris tworzy pod szyldem Chris Mason Implosion, a także w My Majestic Star, natomiast Cam jest szefem wytwórni Hidden Shoal Records. Grupa może się pochwalić jedynie niewielkimi sukcesami, jak prezentowanie ich utworów w radiu czy przychylne recenzje.
Pierwszą epką Glassacre jest Slow Attack z 2006 r., z niej pochodzi singiel Swimming in Greece (2006). Kolejny singiel, September 16th, wydany pierwotnie w 2007 r. i obwieszczający płytę długogrającą Without Sleep (zapowiadaną od tego samego roku), znalazł się na składance A Million Square Miles: A Sample of Western Australian Music (2009). Utwór Sanctuary, b-side singla September 16th, dostał swe miejsce na kompilacji Limit of Maps (2008), a Asleep in the Lake - na The Least Vestige of Land (2006).
Cam zapytany o to, co jest najfajniejsze w byciu w zespole:
“To może brzmieć trochę jak oczywistość, ale: muzyka, piosenki. Robimy muzykę, której sami chcielibyśmy słuchać. Słuchanie ostatecznej wersji utworu, gubienie się w niej i zapominanie, że maczałeś palce w jej tworzeniu jest magią. Wszystko poza tym jest dodatkiem.”
Glassacre - Take Away the Smiles
Tagi: Australia, chillout, downtempo, electronica, indie, shoegaze
YUME BITSU
24 stycznia 2010 ZESPOŁY
Zespół ze Stanów Zjednoczonych założony w1998 roku. Jego nazwa w języku japońskim oznacza “uderzenia snu”. Skład: Adam Forkner (wokal, gitara), Franz Prichard (gitara), Alex Bundy (keyboard), Jason Anderson (perkusja).
Panowie nie ograniczają się tylko do swojej sennej przemocy. Adam w wywiadzie dla Pitchfork zwierzył się, że zawsze tworzył muzykę samodzielnie, ale nigdy nie miał na tyle pewności, by ją wydać - natchnął go dopiero Dave Longstreth z Dirty Projectors. Ten projekt stał się kamyczkiem do muzycznej lawiny, od tamtego czasu Forkner występuje jako White Rainbow, należy do supergrupy Surface Of Eceon, chałturzy jako gitarzysta Jackie-O Motherfucker. Franz udziela się w zespole kabaddi kabaddi kabaddi kabaddi. Jason działa jako Wolf Colonel.
Utwory na płycie Golden vessyl of sound powstały w wyniku improwizacji i nie zostały zatytułowane z szacunku dla świętości momentu (cokolwiek to oznacza).
Dyskografia
LP:
Giant surface music falling to earth like jewels from the sky (1998)
Yume bitsu (1999)
Auspicious winds (2000)
Golden vessyl of sound (2002)
EP:
Wabi morning (2003)
Yume Bitsu - Track 3
FOXTAIL SOMERSAULT
13 stycznia 2010 ZESPOŁY
Zespół powstał w San Francisco w 2004 roku. W jego skład wchodzą: Becky Uline (śpiew, gitara), Elizabeth Anderson (śpiew, gitara), Seiken Nakama (gitara), James Spadaro (gitara), Brian Anderson (bas), Mark Lotfin (perkusja). Nakama skompletował grupę w sposób dość ciekawy, bo przez ogłoszenia na stronie internetowej Craigslist. James gra na gitarze w Mornign Spy. Ich muzyczne inspiracje to między innymi: The Cure, Cocteau Twins, Slowdive, My Bloody Valentine, Swervedriver, Bad Brains, David Bovie.
Póki co zespół wydał jedną EPkę - Fanthom, rok 2007. Już w 2008 roku Seiken deklarował, że Foxtail Somersault pracuje nad nową płytą, która z założenia ma różnić się kompozycyjnie od Fanthom, natomiast we wrześniu ubiegłego roku na oficjalnej stronie pojawiła się informacja, że kolejne wydawnictwo jest prawie gotowe. Czekajmy więc.
Foxtail Somersault - Divingboard
oficjalna strona zespołu
strona Becky oraz jej MySpace. MySpace zespołu, a tu - Jamesa
Tagi: experimental, indie rock, new wave, shoegaze, Stany Zjednoczone
BROKEN GHOST
5 stycznia 2010 ZESPOŁY

Broken Ghost to projekt, który tworzy para Rosjan: Dima (gitara) i Diona (keyboard). Powstał w 2007 roku, na scenie muzycznej debiutował dwa lata później. Jako swoje muzyczne wpływy podają My Bloody Valentine, Belong. Co ciekawe, ich płytę można pobrać za darmo (legalnie!) z internetu, adres podano na MySpace zespołu. Póki co, niewiele o nich wiadomo, jedyne sprawdzone informacje można znaleźć na EPce. Ta obwieszcza, że mamy do czynienia z ambientowym kunsztem, muzyką powołująca do życia spokój oraz - jak mówi Dima - błogość niedzielnego poranka utkanego z promieni słońca i resztek snu.
Dyskografia:
Tichi star diaries (2009)
MySpace Broken Ghost, MySpace Diony
Tagi: ambient, instrumental, minimalistyczna, Rosja
BOY IN STATIC
11 grudnia 2009 ZESPOŁY
Zespół z San Francisco, który tworzą Alexander Chen (główny wokal, altówka, klawisze, gitara) i Kenji Ross (perkusja, beaty, sampler, boczny wokal). Ich demo z 2003 r. trafiło pod oględziny The Notwist, którzy w 2004 r. zdecydowali się wydać ich debiutancki album, Newborn. W następnym roku chłopcy z BIS zaangażowali się w trasę koncertową po Europie i Stanach Zjednoczonych jako support 13 & God. Po wydaniu Violet i kolejnych trasach koncertowych (Japonia, Stany Zjednoczone), bogatsi w doświadczenia wrócili do studia, by na nowej płycie - Candy Cigarette - połączyć lata 60. i 80. z całkiem współczesnymi gośćmi, a byli to: Marc Bianchi (Her Space Holiday), Liz Enthusiasm (Freezepop), Ulrich Schnauss. Występowali z takimi zespołami, jak Freezepop, Lymbyc Systym, Why?, Stereo Total. Współpracowali z Her Space Holiday, Alias, Styrofoam, Montag, Helios, Future Bible Heroes. Prywatnie Alexander cieszy ucho muzyką m.in. The Magnetic Fields, Casiotone For The Painfully Alone i Radiohead, a Kenji - The Beach Boys, Wilco i Davida Bowiego.
Dyskografia:
EP:
Lifetime achievement award (2005)
LP:
Newborn (2004)
Violet (2006)
Candy cigarette (2009)
Tagi: indie, pop-rock, Stany Zjednoczone
BOWERY ELECTRIC
7 grudnia 2009 ZESPOŁY

Nowojorski zespół założony w 1993 roku przez byłego protegowanego La Monte Young - Lawrence’a Chandlera (wokal, gitara) i Marthę Schwendener (wokal, bas). Do kompletu dobrali perkusistę - Michaela Johngrena i zaczęli grać pierwsze koncerty. Wytwórnia Kranky Records, urzeczona Drop, skontaktowała się z zespołem. Tak doszło do powstania pierwszej płyty długogrającej, pozytywnie przyjętej przez krytyków. Bowery Electric łączy elektryczne brzęczenie gitar, analogowe basy i zawodzący wokal z downtempowym hip-hopowymi beatem. Przy nagrywaniu drugiej, do duetu dołączył perkusista Wayne Magruder. Beat jest wynikiem ich zwiększonych inspiracji hip-hopem i elektroniką. Zmodyfikowali swoje podejście do komponowania i nagrywania, opuszczając tradycyjne rockowe techniki na rzecz tworzenia piosenek z sampli i sekwencjonowania, wciąż jednak używali instrumentów analogowych - i sterty podniszczonych winyli - jako źródeł dźwięku, manipulując nimi poprzez połączenie analogowych i cyfrowych technologii i przetwarzania sygnału. Od nagrania Lushfile zespół nie wydał już żadnego krążka. Lawrence występował z Experimental Audio Research i produkował remiksy dla zespołów takich jak: Calla, Mercova i Tristeza, Martha natomiast wydała album Sola. Bowery Electric to jedna z pierwszych amerykańskich grup występujących z laptopem, mikserem estradowym i samplerem razem z gitarą, basem i perkusją. Ich utwory pojawiły się między innymi na: The new atlantis, Deepwater black - Inclonation vol. one, Chillout basscapes 2 czy Dark city nights vol. 1.
“Wirujące, hipnotyczne beaty wraz z oszałamiającym szeregiem sampli, sekwencji i najpiękniejszego gitarowego noise’u odkąd Kevin Shields ostatni raz włączył swego Fendera Jazzmastera.” (uk.real.com)
Dyskografia:
EP:
Drop (1994)
LP:
Bowery Electric (1995)
Beat (1996)
Vertigo (1997)
Lushlife (2000)
Bowery Electric - Fear of flying
Tagi: ambient, downtempo, elektronica, experimental, post-rock, psychodelic, rock awangardowy, shoegaze, space rock, Stany Zjednoczone, trip hop
BOO AND BOO TOO
4 grudnia 2009 ZESPOŁY
Zespół ze Stanów Zjednoczonych, w jego skład wchodzą: Barret Emke (wokal, gitara), Luke Namee (gitara), Oscar Allen Guinn (gitara), Drew M. Gibson (gitara, efekty), Derek Solsberg (bas), Gaurav Bashyakarla (perkusja). Oscar udziela się w zespole Rooftop Vigilantes, a Gaurav - w Dactyls. Grają indie rocka z lat 90., łącząc burzliwość Sonic Youth i My Bloody Valentine ze swobodną żywiołowością Pavement. Czerpią z Wire i The Wedding Present, nawiązując przy tym do bardziej nowoczesnych zespołów, jak Liars i Broken Social Scene. Krzyczące gitary, łomoczące pianino, głębokie basy, brzęczące wzmacniacze i przede wszystkim wyjący wokal łączą się w formę hałaśliwego muzycznego krajobrazu, który jest bezładny, lecz schematyczny. W ciągu dwóch lat od powstania przeszli przez różne wcielenia i zmiany składu. Występowali z takimi zespołami, jak Broken Social Scene, Magnolia Electric Co., Death Cab For Cutie, The Black Angels, czy Rahim.
“Boo And Boo Too gra namiętny, ponadczasowy rodzaj emo-punka. Tęskny wokal i pełne zadumy gitary rozbudzają w nas nostalgię za tamtymi indie-rockowymi mix-tape’ami, które montowaliśmy w liceum.” (Time Out New York)
Dyskografia:
EP:
Oh (2005)
Boo & Boo Too (2007)
Casste piss set (2009)
LP:
No tempo (2008)
Tagi: ambient, emo, experimental, hardcore, indie rock, jungle, metal, punk, Stany Zjednoczone
BLIND MR. JONES
4 listopada 2009 ZESPOŁY

Zespół powstał we wczesnych latach 90. w Marlow. Tworzyli go: Richard Moore - gitara i wokal, Jamaal Franklin - gitara, Jon Tegner - flet, Will Teversham - bas i wokal, John White - perkusja. Przypuszczalnie ich nazwa pochodzi od tytułów dwóch pierwszych piosenek z płyty Naked zespołu Talking Heads. Ukształtowani przez brzmienia m.in. The Cure, The Telescopes, Slowdive, Ride, określani są żartobliwie “Jethroo Tull shoegazingu” ze względu na obecność dźwięków fletu w ich muzyce. Na Eyes wide wspomagał ich gitarowo Neil Halstead z Slowdive, a na Crazy jazz - Johnny Greenwood z Radiohead ze swoją harmonijką ustną. W okresie swego istnienia byli jedną z czołowych grup na scenie shoegazingu. Ich utwory zostały wykorzystane na składankach: My favourite flavour, Instrumentally yours, An assortment, Feedback to the future, Like a daydream - A shoegazing guide, obok takich zespołów, jak Ride, Slowdive, czy Cranes. Zespół rozwiązał się krótko po wydaniu Tatooine.
Dyskografia
EP:
Eyes wide (1992)
Crazy jazz (1992)
LP:
Stereo musicale (1992)
Tatooine (1994)
Kompilacje:
Spooky vibes: The very best of Blind Mr. Jones (2005)
Over my head: The complete recordings (2008)
Tagi: indie, muzyka psychodeliczna, shoegaze, Wielka Brytania
ANIMAL COLLECTIVE
3 listopada 2009 ZESPOŁY

Animal Collective to zespół pochodzący z Baltimore, Maryland, aktualnie działający w Nowym Yorku. Został założony w 2000 roku. Tworzą go Avey Tare (David Portner), Panda Bear (Noah Lennox), Deakin lub też Deacon zwany Strawberry Jam oraz Geologist (Brian Weitz). Nagrania zrealizowane pod nazwą Animal Collective są połączeniem elementów pochodzących zarazem od wszystkich członków kapeli jak i każdego z osobna. Ich działalność nie jest niczym ograniczona. Członkowie zespołu poznali się w szkole i zaczęli nagrywać wspólnie w różnych stylach, współpracowali od młodości. Chociaż grupa często jest określana mianem freak folku lub hałaśliwego popu, to trudno jest zaszufladkować AC, ponieważ ich twórczość jest eksperymentem łączącym różne style i idee na poszczególnych płytach.
Zespół założył własną wytwórnię PAW TRACKS w której realizuje własne projekty, a także wspiera innych artystów.
Wydali osiem albumów studyjnych:
Spirit They’re Gone, Spirit They’ve Vanished (2000) - Animal
Danse Manatee (2001) - Catsup Plate
Campfire Songs (2003) - Catsup Plate
Here Comes the Indian (2003) - Paw Tracks
Sung Tongs (2004) - FatCat Records
Feels (2005) - FatCat Records
Strawberry Jam (2007) - Domino Records
Merriweather Post Pavilion (2009) - Domino Records
oraz 2 albumy koncertowe:
Hollinndagain (2002) - St. Ives, Paw Tracks
Animal Crack Box (2009) - Catsup Plate
Wszyscy członkowie Animal Collective mają swoje własne projekty muzyczne, które są niezależne względem macierzystego zespołu.
Sylwetka perkusisty AC - PANDA BEAR:
Instynktowny, wędrowiec i ciekawski muzycznie Panda Bear (Noah) zawsze poszukiwał miejsc, które byłyby dla niego inspiracją i nadawałyby sens jego twórczości. Jako nastolatek w swoim rodzinnym mieście Baltimore, Panda Bear stworzył swoje pierwsze, solowe nagranie, pierwszy ( i ostatni) album wydany przez Deakin’s (Joshmin) Soccer Star Records. Później Panda postanowił pójść na Uniwersytet w Bostonie. Jednak problemy i zwariowane rzeczy sprowadziły go do Nowego Yorku, gdzie pod koniec milenium doszło do utworzenia wraz z niedawno poznanymi “braćmi” Animal (Avey Tare, Geologist i Deakin’em) Animal Collective narodził się. Gdy prace z Animal Collective są wstrzymane, Panda Bear tworzy mnóstwo własnej muzyki a także współpracuje ze Scotty’m Mou (DJ Casio - Queens ). Organizuje także jam’y z innymi “animal bros”. Z Rusty’m Santos’em tworzy muzykę do pokazów mody. Nigdy nie “skleja” swojej twórczości z określonych dźwięków. Zakres w jakim porusza się Panda zaczyna się od melodii niskich, ściśniętych w stylu Young Prayer a kończy na electro-popie w typie Perso Pitch. Aktualnie przebywa w Lizbonie.
Tagi: experimental, folk, freak folk, indie, indie rock, Stany Zjednoczone
AMAZING ELECTRONIC TALKING CAVE
26 października 2009 ZESPOŁY

Amazing Electronic Talking Cave to jednoosobowy projekt Rosjanina Felixa Bondareffa. Nazwa została zaczerpnięta z tytułu piosenki The Brian Jonestown Massacre zamieszczonej na EP-ce “Just Like Kicking Jesus”. W 2008 roku pod szyldem Amazing Electronic Talking Cave ukazał się wydany własnym sumptem minialbum “Green Maiden”. Wszystkie instrumenty oraz wokal zostały nagrane przez jedną osobę, czyli właśnie Felixa Bondareffa. W tym roku światło dzienne ma ujrzeć jego kolejna płyta zawierająca 11 kawałków. Części z nich, zgromadzonych pod roboczym tytułem “Damaged Equipment”, można już posłuchać na profilu Myspace. Natomiast w przerwie między pracami nad płytą Felix Bondareff udał się do Berlina, gdzie nagrał wokal do nowego utworu The Brian Jonestown Massacre, “Bruttermania“. Efekty tej współpracy możecie obejrzeć na YouTubie, miejmy nadzieję, że nie skończy się na jednej piosence.
Tagi: alternative, garage, neo-psychedelic, Rosja, shoegaze
AUTUMNS, THE
23 października 2009 ZESPOŁY

Jupijupijeej! Zima odeszła. Mogę nosić moje jesienne buty, które zamówiłam jeszcze przed atakiem śniegu, a otrzymałam, gdy już stopniał. Nie muszę ubierać kurtki zimowej, w której wyglądam jak borsuk. Mogę szurać stopami w liściach! Znaczna ich część wciąż jest zielona, więc gdyby nie chłód, ciągle mogłoby być lato. Aby utrzymać ten stan pogodowy, zabawię się w szamana - zaprezentuję wam grupę The Autumns.
The Autumns to zespół indie rockowy wyrosły z Los Angeles. Tworzą go: Matthew Kelly (wokal, gitara), Frankie Koroshec (gitara), Madison Megna (gitara), Dustin Morgan (bas) i Steve Elkins (perkusja). Matthew i Frankie - przyjaciele szkolni - założyli grupę w 1997 r. W swych początkach poświęcali mnóstwo czasu na rozgryzanie sieci dźwiękowego geniuszu ich idola - Johnny’ego Marra, często z miernym skutkiem. Jednak nie poszło to na marne, a pomogło ukształtować ich muzykalność. Dzięki częstym lokalnym koncertom zyskali zainteresowanie wielu wytwórni, wybrali natomiast Independent Risk. Pierwsza długogrająca płyta - The angel pool - pozytywnie przyjęta przez krytyków, przyciągnęła do nich uwagę Simona Raymonde z Cocteau Twins. Ich kolejny krążek, In the russet gold of this vain hour przyniósł wielkie zainteresowanie ze strony mediów. Niezrażeni upadkiem wytwórni Risk Records, która wydała ich drugą LP, wzięli się do pracy nad kolejną płytą, którą ochrzcili po prostu The Autumns. Ciepło przyjęta przez krytyków, została zignorowana przez publiczność. W międzyczasie Matthew podjął współpracę z The Sound Of Animals Fighting. Natomiast w sprawie najświeższego krążka, Fake noise from a box of toys z 2007 r., oddajmy głos zespołowi: “Fake noise jest odejściem od ospałego stylu poprzedniego materiału zespołu. Przedstawia ona ostrzejsze, bardziej bezpośrednie brzmienie. Rozkłada na części pierwsze z szaleńczą precyzją ich uderzające tempo zakłócone lekko przez subtelne osiągnięcia poprzednich albumów”.
Mówi się o nich następująco:
“W swojej działalności nie napotykają szczytów i dolin, lecz szczyty i równiny.” (Stylus Magazine)
“Muzyka The Autumns jest oznaczona przez humorzastą ciemność, która jest podobna do wydłużających się cieni i przelotnego ciepła ich sezonowej imienniczki.” (Amplifier Magazine)
“The Autumns mają muzyczną wszechstronność, co oznacza, że zespół może zwrócić się do niemal każdego stylu.” (MusicOMH)
Wśród swoich wpływów wymieniają między innymi Björk, Davida Bowiego, Cocteau Twins, The Cure, The Smiths. Z uwagi na zaszczyt posiadania gitarzystów wśród fanów, zespół postanowił ułatwić rozpracowywanie ich riffów i naucza przez internet, jak grać na gitarze. Grupa zostanie przedstawiona w filmie dokumentalnym Beautiful noise, obok takich zespołów jak My Bloody Valentine, Slowdive, Cocteau Twins i The Cure.
Dyskografia
LP:
The angel pool (1997)
In the russet gold of this vain hour (2000)
The Autumns (2004)
Fake noise from a box of toys (2007)
EP:
Suicide at strell park (1997)
Winter in a silver box (1998)
Le carillon (2001)
Covers (2001)
Gift (2003)
Tagi: dream pop, indie rock, shoegaze, Stany Zjednoczone
Zabrisky
8 października 2009 ZESPOŁY

Wszystko zaczęło się w 1995 roku we Włoszech. Zabrisky wywodzi się bezpośrednio z brytyjskiej muzyki wczesnych lat 90′tych: neopsychodelii i shoegazu. Jednakże w ich twórczości istnieją elementy muzyki garażowej podobnej do tej którą tworzyły zespoły Velvet Underground, the Beatles czy Kinks. Mini album “Waterboy” nagrany w 2001 to debiut kapeli. Został nagrany w Maximum Studio S. Dona’di Piave - VE i wydany nakładem AUA Records, pod okiem Geoff’a Turnera - współproducenta Girls Against Boys. Singiel “Atomic Boy” znalazł się także na składance “Soniche Avventure” wydanej przez Fridge Records. Pierwsza pełnowymiarowa płyta została nagrana w 2002 roku przez Srazz Records i dystrybuowana przez White ‘n’ Black. Album zyskał pozytywne recenzje od Fnac of Milan oraz prasy specjalistycznej. W 2004 roku zespół wziął udział w tworzeniu składanki “Let It Boom” gdzie znalazła się nowa wersja kawałka “Norwegian Wood” w hołdzie Beatlesom.
Wycinki prasowe dotyczące zespołu:
•Blow Up “ We thank Zabrisky and their producer Giovanni Ferrario (in collaboration with P.J. Harvey) for bringing the pop back home with a deliciously out of fashion record.”Enrico Veronese
Ester Apa
Stefano Gilardino
with a delicious record, suitable to those who practice British pop gardening
[…] defenitly my top record this month.” Maurizio Blatto
AN APRIL MARCH
6 października 2009 ZESPOŁY

Trzyosobowy zespół z Toronto: Danella Hocevar - wokal, gitara i bas, Christopher Perry - gitara, Michael Klüg - perkusja. Powstał w 1989 roku, rozpadł się dziesięć lat później. Za życia był donorem skrzypiącej, lecz lekkiej muzyki, okraszonej wirującym, zawstydzającym anioły wokalem. Porównywani do Cocteau Twins, poczytują to za komplement, chociaż nie widzą wielu podobieństw.
Nie są jedynymi artystami o marcowo-kwietniowej nazwie. Swego czasu otrzymali od rosyjskiego April March płytę tychże, jednak bez wzmianki o celu przesyłki. Natomiast amerykańska wokalistka April March na okładce płyty “Chick habit” pozowała z gitarą Fender Electric XII, czyli taką, na jakiej gra Danella. Perry uznał to za podporę do budowania kariery Amerykanki, życząc jej w mailu powodzenia.
Dorobek:
Impatiens (1993)
Instruments of lust and fury (1995)
Lessons in vengeance (1995)
Adagio (1996)
It goes without saying (1997)
…something once true, is always true… (1999)
MySpace zespołu
MySpace Danelli
Tagi: dream pop, ethereal, female vocalists, indie rock, Kanada, shoegaze
OREN LAVIE
25 września 2009 ZESPOŁY

Oren Lavie urodził się i spędził swoją młodości w Izraelu. W 1997 jego sztuce zatytułowanej “Sticks and Wheels” przyznano nagrodę główną w konkursie “Acco Festival of Alternative Israeli Theatre”. Sztukę tę wystawiano później w teatrach Tel Awiwu przez 1998 rok. W tymże roku rozpoczął on studia na prestiżowej London Academy of Music and Dramatic Art (LAMDA). Po ukończeniu studiów, jego dwie sztuki były wystawiane na deskach teatrów w Londynie.
W 2001 roku przeniósł się do Nowego Jorku gdzie skoncentrował się na pisaniu piosenek. Ze zgromadzonym materiałem udał się w 2003 do Berlina, gdzie rozpoczął nagrania, pracując jako swój własny producent. Jego pierwszy album zatytułowany “The Opposite Side of the Sea” został ukończony w 2006 i wydany w Europie na początku 2007 roku. W jego kompozycjach zawsze pojawia się dźwięk pianina lub gitary i jego własny wokal, wzbogacony często o partie smyczkowe (wiolonczelę solo, kwartet, orkiestrę kameralną) i inne, głównie nie-elektroniczne instrumenty, co nadaje jego piosenkom niepowtarzalny klimat i klasyczne brzmienie połączone z nowoczesnymi kompozycjami.
Dyskografia:
2007 - “The Opposite Side of the Sea”
2008 - “Opowieści z Narnii: Książę Kaspian (soundtrack)”, Piosenka “A Dance ‘Round the Memory Tree”
Przedstawiony teledysk uważam za jeden z najlepszych obejrzanych w moim życiu
Tagi: acoustic, alternative, folk, indie, singer-songwriter
SCARLET YOUTH
23 września 2009 ZESPOŁY
Scarlet Youth to zespół wywodzący się z Finlandii, gdzie powstał ze współpracy członków grup takich jak: Iconcrash, ShamRain, Kemopetrol & Sidewaytown. Pierwsze kroki zespół postawił wiosną 2004 roku; był to powrót pasji do tworzenia shoegazu na bazie twórczości legend gatunku: Slowdive, My Bloody Valentine, Chapterhouse etc. Zaowocowało to powstaniem pierwszych kompozycji. Na początku procesu twórczego - jeszcze nie nazwanego bandu - zaczątki utworów istniały jedynie na twardym dysku komputera Kalle’a Pyyhtinen’a, który nie planował wydania ich, czy znalezienia towarzyszy do wspólnego tworzenia. Jesienią 2007 roku pojawiła się nowa iskra i Kalle stworzył nowe utwory, a część starych została zmodyfikowana. W tym okresie do Kalle’a dołaczył Markus Baltes - wokalista, dzięki któremu ten shoegazowy projekt zaczął nabierać rumieńców. Na początku 2008 roku Kalle i Marcus pracowali nad nagraniami demo a latem do zespołu doszedł perkusista Jaani Peuhu oraz basista Riku H. Mattila. Przygotowania do wydania EP’ki “Breaking the Patterns“, rozpoczęły się pod koniec sierpnia i trwały do listopada, kiedy to materiał został zremasterowany. W tym okresie kapela powiększyła się o gitarzystę Marko Soukka. Scarlet Youth zyskało zainteresowanie fanów na całym świecie wywołując bardzo pozytywne reakcje. Część materiału została wydana przez Homesick Music, 4 marca 2009 roku. Zespół pracuje nad swoim debiutanckim albumem.
Skład: Markus Baltes - wokal
Kalle Pyyhtinen -gitara&klawisze
Marko Soukka - gitary
Riku H. Mattila - bas
Jaani Peuhu - perkusja&bębny
Nieoficjalny klip Scarlet Youth:
Tagi: alternative, Finlandia, shoegaze
Wywiad z Piotrem Cudnokiem z zespołu Powieki
22 września 2009 WYWIADY, ZESPOŁY

Trwało to i trwało. Co chwilę coś nam wypadało ale najważniejsze, że udało się doprowadzić całość do końca.
Lucjan Lucimiński: Piotr od czego zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Co skłoniło Cię by zacząć grać, kiedy to było i dlaczego gitara basowa, chyba, że na początku był inny instrument?
Piotr Cudnok: Przygodę z muzyką rozpocząłem niedługo po przyjściu na świat. Jeszcze zanim to nastąpiło moi rodzice zdołali zaopatrzyć się w adapter marki Unitra i zgromadzić w międzyczasie sporo płyt analogowych, które upiększały pierwsze lata mojego życia. Słuchaczem byłem więc niemalże od zawsze. Gdy skończyłem jakieś 8 lat w mojej kolekcji zaczęły pojawiać się nieśmiało pierwsze kasety magnetofonowe. Najcieplej wspominam do dzisiaj album Get a Grip Aerosmith, który gościł niezliczoną ilość razy w najróżniejszych odtwarzaczach, z którymi miałem wówczas styczność. Od niego też zaczęła się poniekąd moja właściwa przygoda z wyszukiwaniem nagrań wykonawców, którzy mogliby mnie zainteresować, a w tamtych czasach nie było to łatwe. Dostęp do muzyki był dość ograniczony. Powoli zaczęły pojawiać się na rynku płyty kompaktowe, ale ich kupno było początkowo swego rodzaju luksusem. Główne źródło poznawania stanowiły więc nabywane od czasu do czasu kasety oraz koledzy z podwórka posiadający kasety, które można było od nich przegrać.
Jeśli chodzi o granie muzyki - nie wyglądało to już tak kolorowo. Gdy poszedłem do podstawówki rodzice chcieli zapisać mnie do szkoły muzycznej. Z różnych powodów ostatecznie tak się nie stało, czego do dzisiaj żałuję. Wolałem wtedy bawić się na podwórku w Pogromców Duchów.
Za gitarę chwyciłem dopiero w ósmej klasie. Początkowo była to klasyczna rosyjska gitara z grubymi, metalowymi strunami, nie zawsze strojąca na poszczególnych progach. Podstawy starałem się opanować sam, sporo pomógł mi też wówczas Maciek Zych, z którym ostatecznie po latach spotkaliśmy się w Powiekach. Rok później za pieniądze uzbierane z urodzin i gwiazdek udało mi się kupić pierwszą gitarę elektryczną. Był to używany Hohner o klasycznym wyglądzie Gibsona.
Gitara basowa pojawiła się u mnie dość późno, bo zaledwie kilka lat temu. Nie był to do końca zaplanowany zakup. Kolega pozbywał się instrumentu po okazyjnej cenie. Skorzystałem i tak już zostało do dzisiaj.
LL: I nie chcesz wracać do gitary już?
PC: Cały czas mam w domu gitarę. To nie jest tak, że się od tego instrumentu kompletnie odciąłem. Z racji roli, jaką pełnię w zespole - najwięcej uwagi poświęcam gitarze basowej i to jest mój priorytet, jeśli chodzi o ćwiczenia.
LL: To opowiedz jak przebiegała droga do projektu Powieki, ponieważ z tego co wiem był po drodze zespół Gra Pozorów, czy jeszcze coś wcześniej?
PC: Różnie z tym bywało. Zdarzały się spotkania trwające kilka prób, zdarzały się i takie, które kończyły się po jednej. Duża część z nich nie doczekała się nawet żadnej konkretnej nazwy. Później nastąpił okres stagnacji i rozglądania się za osobami, z którymi można by było zrobić coś konkretnego. Pewnego dnia przyszedł mi do głowy Michał, z którym znaliśmy się wcześniej bardzo pobieżnie z racji tego, że jest bratem Maćka. Zadzwoniłem, umówiliśmy się na próbę. Epizod w Grze Pozorów zaliczyłem nieco później, kiedy już Powieki pomału raczkowały.
LL: I zrezygnowałeś z Gry by zająć się na poważnie Powiekami, tak?
PC: Po części tak, chociaż miałem wówczas wystarczająco dużo czasu, żeby grać w dwóch zespołach. Nie chciałbym zagłębiać się w szczegóły. Ja robię swoje, oni robią swoje. Życzę chłopakom wszystkiego dobrego.
LL: To w jaki sposób ukształtował się skład Powiek, pojawił się Michał a później? Kiedy postanowiłeś, że w tym projekcie będziesz śpiewał? Zawsze chciałeś być frontmanem czy w Twoim przypadku to za dużo powiedziane?
PC: Później przez bardzo długi czas nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego gitarzysty. Po drodze było ich kilku, a jak nie było żadnego to spotykaliśmy się z Michałem w piwnicy i nagrywaliśmy swoje ówczesne pomysły na taśmy magnetofonowe. Sytuacja zmieniła się pod koniec czerwca 2006, kiedy to dołączył do nas Szymon, z którym już na początku sierpnia zagraliśmy pierwszy koncert. Od sierpnia do listopada w składzie znajdował się również drugi gitarzysta - Ksawery. Następnie jego miejsce zajął Maciek, z którym gramy do dzisiaj, a Szymon opuścił zespół kilka miesięcy później.
Jeśli chodzi o drugie pytanie - nie czuję się frontmanem. Większość utworów powstaje kolektywnie. Czasem zdarzało mi się przynieść na próbę pomysły na bas i głos, następnie wspólnie próbowaliśmy zrobić z tego pełnoprawny utwór. Od kiedy pamiętam zawsze było tak, że każdy dodawał coś od siebie. Co innego jeśli chodzi o teksty.
To, że stanąłem za mikrofonem wyszło w miarę naturalnie. Mam powiedzmy jakąś swoją prywatną wizję i nie jestem pewien, czy chciałbym aby ktoś się do niej mieszał. Nie chciałbym więc śpiewać cudzych tekstów, a i czułbym się trochę dziwnie gdyby kto inny śpiewał teksty pisane przeze mnie, przynajmniej jeśli chodzi o ten zespół.
LL: Wspomniałeś o tekstach, które sam piszesz. Jak słychać to w waszych utworach są to surrealistyczne opowieści, dziwne historie odbiegające od tych, które słyszy się na co dzień. To jest takie specjalne zamierzenie czy po prostu odzwierciedlają one część Ciebie i inaczej wyglądać by nie mogły? A może coś na Ciebie wpłynęło, że zacząłeś pisać w ten sposób?
PC: Każdy ma jakiś swój styl pisania, w którym czuje się najlepiej. Osobiście nie lubię podawać wszystkiego na tacy. Świadomie zostawiam słuchaczowi pole do własnych wyobrażeń. Myślę jednak, że jest w tych tekstach też sporo bezpośrednich sformułowań, które co prawda nie muszą, ale mogą naprowadzić słuchającego na właściwy tor. Jeśli chodzi o wpływy to inspiruje mnie to, co dzieje się wokół, rzeczy i zjawiska, które obserwuję, więc w tym miejscu pojadę standardem i nie będzie niestety żadnej niespodzianki.
LL: Myślałem, że nasłuchałeś się Ścianki… ale tytuł piosenki Black shirts to chyba żart? Kojarzy mi się to z powiedzeniem: “czarne - wściekłe” a piosenka jest przecież bardzo spokojna, wręcz ospała. To chyba taki przewrotny tytuł. Z drugiej strony Stacja sufit, której tytuł według mnie świetnie pasuje do tej kompozycji. Co myślisz na ten temat, skąd biorą się tytuły piosenek?
PC: Z tytułami mam zazwyczaj mały problem i ostatnio pojawiają się dużo później od samego tekstu i warstwy muzycznej. Kiedyś rodziły się niemal od razu. Nie przepadam za konwencją pod tytułem „nie ma nazwy to niech będzie kawałek refrenu”, chociaż czasem zdarza mi się z niej korzystać. Tak jest w przypadku wspomnianego przez ciebie Black Shirts. Tekst jest dość prosty, wróciłem myślami parę lat wstecz i odniosłem się do tamtego okresu. Piosenka jest spokojna… cóż, tak już wyszło.
LL: Żeby nie pytać o inspiracje muzyczne pomyślałem, że lepiej będzie jak poproszę Cię o wymienienie chociaż pięć ulubionych płyt.
PC: Słucham bardzo dużo muzyki i ciężko jest mi wyciąć z tego wszystkiego pięciu faworytów. Powiem więc może o kilku wybranych albumach, które według mnie warto poznać i do których chętnie wracam.
The Velvet Underground – The Velvet Underground & Nico – klasyczna pozycja klasycznego składu. Pewne niedoskonałości dodają jej tylko uroku.
The Vaselines – The Way Of The Vaselines: A Complete History – zbiór wszystkich studyjnych nagrań szkockiego zespołu, który zasłynął głównie z utworów coverowanych przez Nirvanę. Pozornie proste, wpadające w ucho melodie, które wciąż towarzyszą mi przy różnych okazjach.
Sonic Youth – Goo – płyta, do której do dzisiaj mam największy sentyment, bo była to pierwsza studyjna płyta Sonic Youth, z którą się zapoznałem. Idealnie wyważone proporcje pomiędzy brudem i melodią.
Miles Davis – Filles De Kilimanjaro – moja ulubiona płyta Davis’a. Rozbudowane kompozycje plus rewelacyjny Tony Williams na perkusji. Jazz w najlepszym wydaniu.
At The Drive-In – Relationship Of Command – mam słabość do tego zespołu. Płyta stawia na nogi szybciej niż poranna kawa.
Z nowszych rzeczy: Akron/Family i album pod tym samym tytułem.
Na koniec dorzucę jeszcze coś z Polski: Something Like Elvis – Personal Vertigo – debiut nieistniejącego już zespołu, który do dzisiaj często obraca się w moim odtwarzaczu. Melodia plus hałas, a na deser akordeon. Szczerze polecam.
LL: Co do albumu Relationship Of Command zespołu At The Driver-In zgadzam się w stu procentach. Zdecydowanie budzi fantastycznie.
Słyszałem pogłoski o pomyśle na teledysk do jednej z waszych piosenek to prawda? Trwają jakieś prace w tym kierunku?
PC: Szczerze? Nie trwają. To prawda, że przy różnych okazjach kilkakrotnie pojawił się taki pomysł. Nie poczyniliśmy jednak w tym kierunku żadnych konkretnych działań, więc w tym momencie nie mogę nic więcej na ten temat powiedzieć. Nie wiem nawet do którego utworu miałby taki obraz powstać.
LL: W takim razie może wymienisz kilka przez siebie ulubionych?
PC: Jest sporo świetnych teledysków. Na pewno sporej części z nich nie mam w tym momencie w głowie, ale z tych, które nasuwają mi się na myśl: Blur Coffee & TV - za oryginalny pomysł, Bjork Human Behaviour - piękny klip z piękną scenografią i zdjęciami. Z polskich na pewno Białe Wakacje Ścianki czy Trzynastka Projektu SI 031.
LL: Chciałbym byś opowiedział jeszcze o przygodach zespołu z muzyką „filmową”. Przywiązujesz dużą uwagę do muzyki podczas oglądania filmów? Jest kompozytor takowej którego cenisz najbardziej bądź może wspominasz któryś z filmów właśnie ze względu na muzykę?
PC: Powieki miały do tej pory 3 przygody z filmem. Dwie pierwsze to motywy zrobione do filmów krótkometrażowych. Jeden z nich nie został jeszcze do dzisiaj ukończony, drugi jest gotowy już od dłuższego czasu, ale nie możemy się wciąż zebrać, aby zarejestrować studyjnie zrobione do niego dźwięki. Trzecia i największa chyba jak dotąd przygoda to muzyka wykonana na żywo do niemego filmu Kult Ciała Michała Waszyńskiego z 1930 roku w ramach 38 Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie. Są to niewątpliwie nowe i fajne dla nas doświadczenia. Lubimy po prostu robić to, co w jakiś sposób rozwija nas jako zespół. Jeśli chodzi o muzykę filmową to niesamowite wrażenie zrobiły na mnie swego czasu motywy muzyczne Clint’a Mansell’a wykonane przez Kronos Quartet w Requiem For A Dream. Mocna rzecz.
LL: Bardzo podobają mi się okładki do waszych ep’ek. Jaka jest ich historia, kto je wykonał i dlaczego przedstawiają to co przedstawiają?


PC: Obie okładki wykonała Małgorzata Lewandowska-Zych, prywatnie żona Michała. Z pierwszą jest dłuższa historia, ponieważ projekt powstał już rok wcześniej, jako robocza okładka do demówki, którą wysłaliśmy na jeden z festiwali. Przy okazji Trzasków były różne inne projekty i propozycje, ale ostatecznie wybraliśmy właśnie ten. Inspiracją był tu jeden z obrazów Paula Klee z 1922 roku. Z Szeptami poszło o wiele sprawniej, ponieważ pojawił się jeden właściwy projekt, tyle że w kilku wersjach. Jednogłośnie wybraliśmy tę, która znajduje się na okładce.
LL: Skoro znaleźliśmy się wśród sztuki malarskiej, którego z malarzy cenisz najbardziej?
PC: Salvador’a Dali.
LL: Stąd pewnie Twoje teksty… Biorąc pod uwagę gust wybranych przez was prac na okładki Powiekowych płyt na pewno zwracasz również uwagę na okładki albumów, których słuchasz. Może są jakieś, które bardziej Cię zainteresowały i poleciłbyś je?
PC: Okładka to dla mnie integralna część płyty. Niby nie jest aż tak istotna, jak jej zawartość, ale jednak miło, kiedy te dwie rzeczy idą ze sobą w parze i stanowią swego rodzaju całość. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałbym podpisać się pod wydawnictwem opatrzonym zdjęciem lub grafiką kłócącą się totalnie z moim poczuciem estetyki. Przyznam, że kiedyś nawet zdarzało mi się czasem kupić płytę jedynie ze względu na okładkę, nie słysząc wcześniej ani jednej z zawartych na niej piosenek. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale na szczęście w większości przypadków był to trafiony zakup. Jedną z takich płyt był np. album Julie Doiron and the Wooden Stars pod tym samym tytułem.
LL: Czy to prawda, że szukacie kogoś kto mógłby dorzucić kilka elektronicznych dźwięków do waszej muzyki?
PC: Przez niemal 3 lata szukaliśmy osoby, która mogłaby do nas dołączyć i wnieść coś od siebie do naszej muzyki. Poszukiwania dotyczyły konkretnie klawiszowca. W międzyczasie na próbach pojawiło się kilku ludzi, ale ostatecznie nic z tego nie wynikło. Na dzień dzisiejszy zaniechaliśmy jakichkolwiek ruchów w tym kierunku. Jeśli jednak ktoś ma ochotę spróbować to zachęcamy do kontaktu. Namiar mailowy znaleźć można na naszej stronie.
LL: Na koniec jeszcze chciałem zapytać o Algorytm lotu otwierający Trzaski, o te wszystkie odgłosy zawarte w tej piosence?
PC: Do dzisiaj z łezką w oku wspominam, jak w środku zimy pojechaliśmy z Maćkiem pod nieistniejący już obecnie hipermarket Geant na Jubilerskiej, aby wyłapać wszystko to, o co nam chodziło i co pasowało nam w tych miejscach. Kręciliśmy się tam przez godzinę. Towarzyszyły nam deszcze i wichry.
LL: Planowane są w niedalekiej przyszłości nowe nagrania Powiek?
PC: Nie, nie ma jak na dzień dzisiejszy takich planów. Skupiamy się cały czas na promocji Szeptów. Być może w przyszłym roku nagramy coś nowego.

Pochodzący z Warszawy zespół Powieki tworzą: Michał Zych, Maciej Zych oraz Piotr Cudnok.
strona zespołu
Tagi: post-rock, psychedelic-rock, surrealism
8MM SKY
19 września 2009 ZESPOŁY

Mając nad sobą zaczątki dziury ozonowej można nie obawiać się o rychłą śmierć i spokojnie tworzyć. Toteż te wszystkie przestrogi na temat ocieplania się klimatu to tzw. obiecanki cacanki. Nasze pokolenie i tak tego nie dożyje, a niech się martwią następni. My jesteśmy dostatecznie obciążeni przez wydarzenia niedawne typu zamachy, wybuchy, niewypały, przekręty, żeby przejmować się jakąś tam dziurą w niebie.
Chyba że to niebo ma osiem milimetrów.
Tajwańska grupa, którą tworzą: Ah-Long (gitara), Peter (bas, wokal), Zen (perkusja). Po raz pierwszy dali o sobie usłyszeć za sprawą składanki Lobo, gdzie znalazła się piosenka The sound before Christmas. Od kiedy w 2002 roku postanowili grać razem do wydania debiutanckiej płyty minęły cztery lata. Dziecko ma na imię Finders keepers i 2536 sekund długości. Jak sami mówią – wywoła eksplozję z najprzenikliwszym szeptem i być może odrobiną wilgoci z nieba, by podarować ci wyobrażenia dalekie od rzeczywistości. Zdaniem Pacifiction Records to kojący eksperyment, sztuka naśladująca życie, idealna towarzyszka długich podróży.
Lokalnie są bardzo aktywnym zespołem. Grali na dużych festiwalach, jak Spring Scream czy Formoz, supportowali m.in. Múm, Explosions in the Sky, Yo La Tengo. Nietrudno będzie zobaczyć ich na żywo, jeśli akurat przebywasz w Tajwanie.
The Gathering - The West Pole (2009)
17 września 2009 RECENZJE, ZESPOŁY

Mały rozrachunek przy nagraniu ostatniej płyty The West Pole oraz zmianie wokalistki należy się Holendrom z The Gathering. Pierwszy raz usłyszałem muzykę tego zespołu ponad 10 lat temu za sprawą albumu Mandylion a utwór Strange Machines na długo wkradł się we mnie. Płyta ta nagrana w 1995 była dla mnie wielkim odkryciem i nieco cięższą przygodą niż dotychczas a tytułowy utwór jak wisienka na torcie dodawała jej niezwykłości. Później The Gathering ustąpił innym pola na mej drodze muzycznej edukacji. Powrócił za sprawą maxi płyty pod tytułem Black Light District, na której tytułowy (ponownie), bardzo rozbudowany utwór wgniótł mnie i zmienił trochę tok myślenia i obraz samego zespołu. Jest to spokojniejsza muzyka, zmierzająca już w tym momencie nieco w stronę trip-rockowej myśli lecz zachowująca ciągle klimat starszych dokonań. Wydawało mi się wtedy, że zespół znalazł to do czego dążył, że uspokojenie przyszło wraz z czasem i doświadczeniem. Okazało się, że mój tok myślenia był całkiem trafny patrząc na to co przedstawili już rok później przy okazji wydania przepięknego albumu Souvenirs. Pamiątki były jeszcze bardziej trip ale tym razem już hopowe a ja wsiąkłem doszczętnie, wręcz przepadłem słuchając tej płyty na zmianę z koncertem zespołu Portishead nagranym w Nowym Yorku. Porównać można muzykę wymienionych zespołów również w kwestii emocji mimo tego, że to mimo wszystko jednak inna muzyka przecież jest. Wtedy nastąpiło dla mnie apogeum jeżeli chodzi o The Gathering. Słuchałem wszystkiego, pożerałem lecz już przed Mandylion czyli do płyt Almost A Dance oraz Always nie pamiętam bym kiedykolwiek dotarł. Poza tym to nagrania bez wokalistki Anneke van Giersbergen, która była jak się okazało wraz z dołączeniem do zespołu strzałem w dziesiątkę i jakby nie było motywem przewodnim i rozpoznawalnym w muzyce The Gathering. Jak się okazało już How To Measure A Planet wkroczyło w łagodniejsze klimaty, nieco rozmarzone i wymagające większego skupienia. Na tej płycie ostrość współgra ze spokojem tak, że ogół wypada świetnie a rozmazany i piękny The Big Sleep umieszczony przed rytmicznym Marooned rewelacyjnie wpisuje się w ten schemat. Trzeba jeszcze dodać, że znajduje się tutaj wspaniały Travel ale i zajmujący prawie pół godzinny tytułowy! How To Measure A Planet, w którym cała piątka pokazuje już to o czym myślałem przy Black Light District. Następnie zespół wydał na krążku pół akustyczny koncert Sleepy Buildings, na którym nie znalazł się żaden utwór z Souvenirs. Nieco zmienione wersje zabrzmiały cudownie i nie mogłem się oderwać od nich. Później został wydany na dvd zapis koncertu promującego Pamiątki. Zespół przedstawił podczas tego występu właśnie swoje spokojniejsze oblicze dodając do tego fantastyczne wizualizacje. Na kolejnej studyjnej płycie Home wcześniej wyznaczony kierunek został kontynuowany dalej, co bardzo mi odpowiadało. To chyba najspokojniejsza „rzecz” The Gathering. Na początku Home wydawało mi się za długie, trochę zbyt rozwlekłe. Można by było kilka utworów wyrzucić trzynaście to za dużo. Tylko które? Problem jest lada wyzwaniem. Ja skróciłbym album o A Noise Severe, The Quiet One oraz rozwlekłe i męczące Home. Może kiedy całość byłaby krótsza miałaby silniejszy przekaz i wymiar? Najjaśniejszymi punktami wydają się być Walking Hour, Your Troubles Are Over i następny w kolejności cudownie przestrzenny Box i to one nadają wyrazu tej płycie.
Kolejnymi dochodzącymi do nas informacjami było odejście Anneke z zespołu i zajęcie się przez nią swoim solowym projektem Aqua the Annique. Jej płyta Air wydana pod tym pseudonimem ujrzała światło dzienne już w 2007 roku. Natomiast po trzech latach od ukazania się Home pojawiła się wyczekiwana z obawą po odejściu Anneke kolejna płyta The Gathering nagrana z nową wokalistką. Na The West Pole zaśpiewała Silje Wergeland występująca wcześniej w zespole Octavia Sperati. Obawy były słuszne lecz nie koniecznie co do nowego głosu a co do tego w jaką stronę będzie zmierzała nowa muzyka z nową wokalistką. Słuchając, wiadomo, że dźwięki te grają muzycy zespołu, który dobrze już znałem. Jednak trochę zmieniła się stylistyka. Niektóre kompozycje są najradośniejszymi w całej karierze grupy. Słychać dużo więcej przesterowanych gitar niż dotychczas oraz dream-popowe zagrywki czym mnie jednak zaskoczyli. Silje śpiewa w podobny sposób do Anneke jednak przy całości trochę irytuje i mam wrażenie, że ciekawiej wypadła zaproszona do swojej interpretacji utworu Capital Of Nowhere Anne van den Hoogen. Mimo tego, że brakuje mi Gatheringowego trip-hopu stylistyka płyty nie przeszkadza. Uważam natomiast, że całość jest lekko drażniąca i ciężko przez nią przebrnąć a niektóre momenty są wręcz nudne. Takie piosenki jak When Trust Becomes Sound, No Bird Call, najlepszy kąsek na płycie No One Smoke czy zamykający ją A Constant Run są tu rodzynkami ale nie są w stanie udźwignąć całości. Jest lekki zawód albowiem przy wcześniejszych dokonaniach grupy The West Pole wypada słabiej. Poprzewracało się tutaj coś i nie chodzi mi tu o odwrócone zdjęcie na okładce, która bardzo mi się podoba. Spodziewałem się po The Gathering silniejszych przeżyć i boję się, że Souvenirs jest arcydziełem, którego zespół ten już nigdy nawet nie doścignie. W tym momencie jest daleki ku temu.
5/10
1. When Trust Becomes Sound [3:53]
2. Treasure [4:06]
3. All You Are [4:34]
4. The West Pole [6:35]
5. No Bird Call [5:38]
6. Capital Of Nowhere [6:35]
7. You Promised Me A Symphony [2:54]
8. Pale Traces [7:46]
9. No One Spoke [4:32]
10. A Constant Run [7:44]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: alternative, female vocalists, rock
GAZPACHO
12 września 2009 ZESPOŁY
Gazpacho jest Art rock’ową grupą z Oslo w Norwegii.
Oryginalni członkowie grupy: Jan-Henrik Ohme (wokal), Jon-Arne Vilbo (gitara) oraz Thomas Andersen (klawisze, produkcja) - zaczęli tworzych wspólnie muzykę w 1996 i od tego czasu rozszerzyła się ona o następujące osoby: Mikael Krømer (skrzypce, współproducent), Robert Risenberg (bębny) oraz Kristian Torp (bass).
Muzyka Gazpacho została określona przez jednego z krytyków jako: „klasyczny post ambient nocturnal atmospheric neo-progressive folk world rock”. Porównuje sie ich do takich twórców jak a-ha, Radiohead, Muse, Marillion czy Porcupine Tree.
Nie wspierani przez żadną znaczącą markę, Gazpacho są jednym z wielu zespołów wykorzystujących w celu rozpowszechnienia zasoby internetu - w oparciu o ich stronę, forum, zakupy online, MySpace oraz inne inicjatywy sieciowego świata. To pozwala członkom zespołu na utrzymanie pełnych etatów nie przeszkadzając w wydaniu albumu rocznie z zachowaniem całkowitej kontroli artystycznej nad swoimi kompozycjami i ich dystrybucją.
Tagi: neo progressive, Norwegia, post-rock, progressive, progressive rock
CO NOWEGO U BLACK REBEL MOTORCYCLE CLUB?
9 września 2009 NEWSY, ZESPOŁY

10 listopada ukaże się długo oczekiwane przez fanów dvd koncertowe Black Rebel Motorcycle Club. Znajdzie się na nim ponad dwugodzinny materiał z koncertów w Berlinie, Dublinie i Glasgow, które odbyły się w 2007 roku podczas trasy promującej album “Baby 81″. Na dodatkowej, bonusowej płycie dvd będzie można zobaczyć również jak przebiegały prace nad albumem “Howl” oraz jak powstał teledysk do utworu “Weapon of Choice”. W zestawie znajdzie się również płyta audio zawierająca 14 kawałków w wersjach live. Do tego dołączona zostanie 48-stronicowa (!) książeczka z niepublikowanymi wcześniej zdjęciami zespołu. Pełna tracklista oraz okładka wydawnictwa ma się pojawić w ciągu najbliższych tygodni.
Tymczasem zespół kończy właśnie prace nas piątym studyjnym albumem. Jest to pierwsza płyta, przy której Robert Levon Been i Peter Hayes współpracują z perkusistką Leah Shapiro. Do tej pory Leah wspierała ich tylko na koncertach po tym jak odszedł od zespołu poprzedni perkusista, Nick Jago. Premiera piątego albumu przewidziana jest na razie na wiosnę przyszłego roku.
Przypomnijmy jeszcze, że Black Rebel Motorcycle Club wystąpili w tym roku w Polsce. Oto fragment koncertu w Gdańsku (11.07.09):
Tagi: alternative, garage, neo-psychedelic, Stany Zjednoczone
MANESCAPE - wywiad dla shoegaze.pl
6 września 2009 NEWSY, WYWIADY, ZESPOŁY

Shoegaze.pl: Jesteście określani jako zespół shoegaze’owy, czy zgadzacie się z tą opinią?
Manescape: I tak i nie. Jeśli shogaze to granie muzyki wpatrując się w buty, to zdecydowanie nie jesteśmy shogaze’owym zespołem. Moim zdaniem w tym terminie zawiera się coś więcej. To pewnego rodzaju wspólny mianownik muzyki tworzonej przez zespoły, dla których charakterystycznym jest operowanie brzmieniem jako ścianą dźwięku. Ale to również ładunek emocjonalny zawierający się w tej muzyce. Samo gapienie się na swoje obuwie i kręceni gałkami nie ma wiele z tym wspólnego. Łączy się to raczej z pewnym skupieniem czy „wejściem” w stan porównywalny do transu, gdzie na scenie prezentuje się inną stronę samych siebie.
Shoegaze.pl: Gdybyście mieli możliwość wybrania festiwalu na którym moglibyście zagrać, to wasz wybór padłby na….? i dlaczego akurat ten?
Manescape: Reading, Leeds czy Glastonbury – to w Europie. Jeśli chodzi o Polskę to na pewno OFF i Opener – tam jest szansa by pokazać się szerszej publiczności. Ale tak naprawdę zależy nam by grać jak najwięcej koncertów. I to wszędzie, gdzie znajdą się odbiorcy takiej muzyki. Już za miesiąc ruszamy z dość mocną trasą. Zaczynamy pod koniec września od Fląder Pop Festival, a później gramy niemal po całej Polsce. Chcemy dotrzeć do wielu tych, którzy nas jeszcze nie słyszeli. Na festiwale przyjdzie czas – mamy nadzieję, że już w przyszłym roku uda nam się zaprezentować na tych najmocniejszych scenach.
Shoegaze.pl: Co inspiruje waszą twórczość?
Manescape: Hm.. to chyba nie do końca jasne. Główną siłą sprawczą jest pewnie ten wewnętrzny stan rozedrgania, który każdy człowiek przeżywa częściej lub rzadziej. Myślę, że muzycy jak i chyba wszyscy artyści przeżywają pewne rzeczy bardziej dogłębnie i intensywniej. Wywołuje to pewne reakcje zwrotne w postaci energii czy pasji twórczej. I tak powstają pewne twory. W naszym przypadku muzyczne.
Inspiracją jest samo życie. Może to być krótka rozmowa z kimś bliskim czy też niespodziewane zderzenie z nieznajomym. Krótki obraz w telewizji, fragment audycji w radio, sen, z którego budzisz się spocony albo po prostu nieograniczony napływ różnorakich myśli. Zaczynasz to trawić i wyłaniają się różne spostrzeżenia, których wcześniej nie było. Pod ich wpływem wyłaniają się dźwięki, powstają zarysy kompozycji. Ale i tak większość pracy odbywa się w sali prób, gdzie konfrontuje się te szkice z zespołem. Tam już działa chemia wewnętrzna. Czasem jest mowa o utworze, a czasem godzinami nie słychać nic poza dźwiękami, jakby to była jedyna forma komunikacji.

Shoegaze.pl: Czy są jakieś kapele z kanonu shoegaze, które szczególnie was ukształtowały?
Manescape: Raczej nie. Mamy bardzo szerokie korzenie muzyczne. Na pewno wszyscy lubimy My Bloody Valentine czy The Jesus And Mary Chain. Jednak to nie jest tak, ze chcemy się na kimś wzorować. I nie jest tak, że na silę próbujemy być super oryginalni. Kształt naszej muzyki wynika ze zbyt wielu wzorców i doświadczeń muzycznych i nie tylko. Myślę, że to mocno słychać w tym co gramy. Brak tam naśladownictwa. Mam nadzieję, ze nasz debiutancki album ukaże to w pełni.
Shoegaze.pl: Na jesieni ruszacie w trasę koncertową, jakie macie oczekiwania względem niej?
Manescape: W warunkach panujących dzisiaj w naszym kraju, mieć oczekiwania jest niebezpieczne. Można szybko stracić wiarę w sens swoich poczynań. Tak więc oczekiwania mamy dość skromne – chcemy, by jak największa liczba osób miała okazję usłyszeć nas na żywo, poznać naszą muzykę. To pierwszy krok. O krok dalej chce pójść nasz Manager – chce przekonać ludzi, ze kupowanie muzyki przez odbiorców jest wyrazem uznania dokonań artysty. Mówimy mu, że jest naiwny jeśli wydaje mu się, że w kilka osób chce zmienić mentalność polskich słuchaczy, ale on się tylko głupio uśmiecha i mówi, że trzeba w nich uwierzyć. Wiesz – zaczynamy się zastanawiać czy czasem nie ześwirował… (śmiech).
Shoegaze.pl: Są w Polsce zespoły, które odniosły sukces komercyjny. Czy Manescape ma takie aspiracje?
Manescape: (śmiech)! Nie gramy muzyki w stylu gwiazd polskiej rozrywki. To całkiem inny świat muzyczny. Trudno sobie wyobrazić, że z tego typu graniem w Polsce osiągnąć można sukces finansowy. Nie jesteśmy jednak pesymistami. Jak każdy artysta, chcielibyśmy dojść do takiej sytuacji, gdzie możemy się skupić na tworzeniu muzyki, nie martwiąc się o byt, ale myślę, że do tego nam bardzo daleko. Nie zmienia to jednak faktu, że robimy swoje. To od odbiorców zależy co z tym będzie. Jak już mówiłem, nasz manager ma dość zaskakującą wiarę w ludzi i powoli zaczyna nas tym zarażać, więc wszystko się może zdarzyć…
Shoegaze.pl: Czy prace nad nową płytą zostały zakończone?
Manescape: Właśnie w tym tygodniu zakończyliśmy ostatni etap miksowania materiału na płytę. Nie szło nam tak gładko, bo jesteśmy dość krytyczni odnośnie swojej twórczości. Teraz pozostał mastering i etap produkcyjny. Premiera planowana jest na listopad, czyli za dwa miesiące będzie można ocenić naszą pracę. Płyta będzie dostępna już wcześniej na koncertach podczas trasy, na które zapraszamy.
Strona zespołu: http://www.myspace.com/manescape
Na pytania odpowiadał Daniel Paluszek - wokalista Manescape
Wypytywała - Gabriela Szymaszkiewicz
Tagi: alternative, Polska, psychodelic, shoegaze
GRIZZLY BEAR
4 września 2009 ZESPOŁY
Grizzly Bear to amerykański zespół folkowy powstały w 2004 roku w Nowym Jorku. Muzyka zespołu składa się na harmonijne wokale wszystkich czterech muzyków oraz klasycznych i elektronicznych instrumentach. Grizzly Bear jest jednym z nielicznych zespołów nieelektronicznych, który należy do renomowanej wytwórni Warp Records. Pierwszy album zespołu nazwany Horn of Plenty pomimo świetnych ocen krytyków muzycznych nie osiągnął sukcesu na arenie alternatywnej. Dopiero drugi z kolei krążek nowojorczyków - Yellow House został w pełni doceniony zarówno przez krytykę jak i przez fanów, zajmując wysokie lokaty w muzycznych podsumowaniach roku 2006. Pod koniec maja 2009 ukazało się trzecie wydawnictwo Grizzly Bear zatytułowane Veckatimest (tak jak jedna z wysepek w stanie Massachusetts), które zgodnie z zapowiedziami muzyków, jest bardziej psychodeliczne od poprzedników. Pierwszym singlem z płyty jest utwór ‘Two Weeks’. Zespół kilka razy supportował Radiohead podczas ich tras koncertowych. Warto dodać, że wielkim fanem Grizzly Bear jest członek Radiohead - gitarzysta Jonny Greenwood.
Tagi: experimental, folk, freak folk, indie, lo-fi, Stany Zjednoczone
PREMIERA ALBUMU BLACK RYDER CORAZ BLIŻEJ
3 września 2009 NEWSY, ZESPOŁY

Znamy już datę premiery debiutanckiego albumu duetu The Black Ryder. Krążek zatytułowany “Buy the Ticket, Take the Ride” ma ukazać się 3o października bieżącego roku nakładem The Anti-Machine Machine. Jest to label założony przez członków zespołu, Aimée Nash i Scotta Von Rypera. Oni sami też są odpowiedzialni za mastering albumu. Jak pisaliśmy wcześniej, w nagrywaniu 11 kawałków wzięli udział liczni goście, m.in.: Ricky Maymi (z The Brian Jonestown Massacre), Peter Hayes (z Black Rebel Motorcycle Club), czy Tim Powels (z The Church). Na profilu myspace zespołu można już teraz posłuchać dwóch przearanżowanych utworów, znanych wcześniej z wersji demo, “Burn and Fade” oraz “Let it Go”.
Tagi: Australia, neo-psychedelic, post-shoegaze, rock alternatywny
PINKSHINYULTRABLAST
3 września 2009 ZESPOŁY
Pinkshinyultrablast to powstały w 2007 roku czteroosobowy zespół pochodzący z Saint-Petersburga. Pierwsza ich EPka: “Happy Songs for Happy Zombies” ukazała się w 2009 roku. Została wydana przez londyńską wytwórnię ODDBOX Records. Nazwa kapeli zaczerpnięta jest od tytułu albumu zespołu Astrobrite. To ulubiona kapela członków Pinkyshinyultrablast.
Obecnie zespół przygotowuje się do trasy koncertowej i pracuje nad nowym materiałem.
“Totally would love to visit Poland as well! Say ‘Hi!’ to our polish comrades!”- takie słowa padły ze strony Pinkyshinyultrablast.
Strona zespołu: http://www.myspace.com/pinkshinyultrablast
