Flyingdeadman - w.e.n. (2010)
20 sierpnia 2010 RECENZJE

Są z Francji i to słychać. Musiałam tej płyty wysłuchać kilkanaście razy, żeby móc wykrzesać z siebie jakąś opinię. To jakiś szaleńczy mix, który nie pozwala na łatwy odbiór. Zaczyna się od spokojnego, nieco psychodelicznego zawodzenia. Taki “atmosferyczny” rock. Nagle w połowie drugiego numeru Sunday 12 wyskakują mocne gitarowe riffy. Mimo tego, że materiał jest bardzo “poszarpany” to linie wokalu wpadają w ucho a to sprawia, że przy każdym kolejnym odsłuchaniu nabieramy sympatii. Dla mnie problemem są zbyt drastyczne zmiany klimatu. Najpierw nastrojowy ambient, a potem nagle bum i robi się bardzo ciężko i mrocznie. Kawałki wydają się nie mieć końca, bo o ile w przypadku ambientu długość nie ma większego znaczenia… jakkolwiek to brzmi
to przy takiej mieszance w pewnym momencie myśli się: wtf?! Dochodzimy do utworu tytułowego - w.e.n. i do tego wszystkiego co było dotychczas, pojawia się elektroniczny bit. Z początku pachnie trochę jak Tricky, ale zaraz potem wracamy do mocnego rocka. Na tym koniec regularnej płyty, bo po 6. utworach pojawiają się remiksy. Najbardziej przypadł mi do gustu Drifting alone, bo jest mocno elektroniczne i zupełnie wybija się na tle pozostałych kawałków. Gdyby postawili na takie rozwiązanie, płyta bardziej by mi się podobała… Na sam koniec growl i metal. Hu hu! czy pojawi się country? Aaaa już nie, bo to koniec płyty.
Podsumowując: + za chwytliwe wokalizy, za ciekawe remiksy. - za brak fajerwerków, za momentami nie dający rady wokal i drastyczne zmiany klimatu. Warto posłuchać, ale do zakochania daleko.
Myspace
6/10
1. Why [7:10]
2. Sunday 12 [4:56]
3. Black sun [7:23]
4. Once again [6:56]
5. Drifting alone [6:05]
6. w.e.n. [8:40]
Remiksy:
7. Sunday 12 (the noein) [5:28]
8. Black sun (3tin) [4:28]
9. Drifting alone (ohbymon) [5:22]
Tagi: ambient, Francja, progressive, rock
MAJESTY CRUSH
22 czerwca 2010 ZESPOŁY

Grupa o wdzięcznej nazwie Majesty Crush pochodziła z Detroit, a jej założycielami byli: David Stroughter (śpiew), Michael Segal (gitara), Hobey Echlin (bas), Odell Nails (perkusja). Panowie wzorowali się m.in. na: The Jesus And Mary Chain, Cocteau Twins, My Bloody Valentine oraz A.R. Kane. Zespół współpracował z takimi producentami, jak Mike E. Clark (także Kid Rock, Eminem) oraz David Feeny (także The White Stripes) . Nie zyskawszy większej popularności, w połowie lat 90. rozpadł się. Obecnie Segal jest grafikiem w Detroit, Stroughter stworzył grupę P.S. I Love You, Echlin został niezależnym pisarzem i instruktorem jogi, natomiast Nails występował z Astrobite, Mahogany i Robinem Guthrie z Cocteau Twins, by potem zostać prawnikiem w Nowym Jorku.
Utwór If JFA Were Still Together pojawił się na Disco Sucks, brytyjskiej składance z 1996 roku.
DYSKOGRAFIA
Albumy długogrające:
Love 15 (1993)
Minialbumy:
No. 1 Fan (1992)
Sans Muscles (1994)
Majesty Crush – Uma
Tagi: alternative, ambient, post-punk, shoegaze, Stany Zjednoczone
Port-Royal & Millimetrik - Afterglow (2010)
16 czerwca 2010 RECENZJE

Dostarcza przyjemności, a jest tylko rozpływającą się plamą w codzienności
Krople odbijające się w tym głuchym basenie przynoszą drgający rytmicznie powab rozmarzenia
Pozamykane formy przyglądają się z boku, nie ulegają wymiarowi przestrzeni
Pustka wypełniona głębi lekkością pod zamglonym ciężarem
Umożliwia delikatne przemieszczanie się o świcie
Włosi z Port-Royal połączyli siły z kanadyjskim artystą Pascal’em Asselin’em nagrywającym pod pseudonimem Millimetrik i stworzyli dwudziestominutowy obraz przypominający przejście między nocą a dniem. Od barw snu i rytmicznego przebudzenia, poprzez obszar rozmyślań, a kończąc na głosach przechodniów zaburzających wsłuchiwanie się w bijące serce… szkoda tylko, że tak krótkie są te chwile i rozpływają się gdzieś na wymyślonym horyzoncie…
1. Richard Sorge [6:07]
2. Petrzalka [7:04]
3. Frederic Back [3:01]
4. Pink [4:00]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: ambient, electronica, newgaze
Crippled Black Phoenix - pierwszy raz w Polsce!
7 maja 2010 NEWSY

13 maja - Poznań - Pod Minogą + 3moonboys
14 maja - Warszawa - Progresja
Crippled Black Phoenix jest zespołem z Wielkiej Brytanii, który łączy elementy post-rocka, ambientu i folku. Założony został w 2004 r. przez członków grup Electric Wizard (Justin Greaves) i Mogwai (Dominic Aitchison). W składzie pojawiają się też takie nazwiska jak: Andy Semmens (Pantheist), Nial McGaughey (3D House Of Beef), Joe Volk (Gonga).
Ich debiutancki album Love Of Shared Disasters, został nagrany w State of Art Studios w Bristolu. Geoff Barrow (lider Portishead) wyprodukował płytę i wydał ją w Invada Records.
W kwietniu 2008 wydany został album The Resurrectionists & Night Raider. W kolejnym roku ukazała się płyta 200 ton Bad Luck.
Skład:
Justin Greaves - gitara, perkusja, keyboard, pianino, Piła
Joe Volk - śpiew, gitara akustyczna
Demata Karl - gitara
Dominic Aitchison - gitara basowa, efekty
Panagiotou Kostas - fortepian, instrumenty klawiszowe
Charlotte Nicholls - wiolonczela, śpiew
Heillman Chris - gitara basowa
Merijn Royaards - perkusja
Bilety: 35 zł w przedsprzedaży i 45 zł w dniu koncertu
Dostępne:
Poznań: Klub Pod Minogą, CIM, Rock Long Luck, Carton Shop, www.ticketportal.pl, agencja@artwerk.pl
Warszawa: Progresja, Short Cut, www.ticketportal.pl, agencja@artwerk.pl
—–
informacja pochodzi ze strony www.artwerk.pl
Tagi: ambient, experimental, instrumental, post-rock
Gayngs - Relayted (2010)
13 kwietnia 2010 RECENZJE

Debiut Gayngs o których nawet na allmusic.com nie ma nic prócz spisu utworów, jest mówiąc jednym słowem: mocny. W skład zespołu wchodzą: Justin Vernon, P.O.S., oraz członkowie Solid Gold, Megafun, the Rosebuds i Lookbook. To wyjątkowa mieszanka eksperymentalnych brzmień z elementami jazzu i melodyjnych wokali. Podczas pierwszego przesłuchiwania Relayted niesamowicie wpada w ucho. Jednocześnie ma się wrażenie świeżości - to mimo wszystko rzadkie odczucie w dzisiejszej muzyce. Nie nasuwa mi się nawet żadne konkretne porównanie. Ta płyta jest bardzo relaksująca i mocno oddziaływuje na słuchacza. Mistrzowski chillout: elektronika + żywe instrumenty.
Zapowiada się, że ten rok będzie naprawdę bardzo dobry, skoro pojawiają się TAKIE płyty…
10/10
Utwory:
1. The Gaudy Side of Town [7:07]
2. The Walker [4:50]
3. Cry [5:22]
4. No Sweat [6:05]
5. False Bottom [2:54]
6. The Beatdown [3:00]
7. Crystal Rope [3:24]
8. Spanish Platinum [4:22]
9. Faded High [7:28]
10. Ride [3:50]
11. The Last Prom on Earth [6:33]
Gayngs - The Gaudy Side of Town
Tagi: ambient, chill out, experimental
Jóhann Jóhannsson - Fordlandia (2008)
5 lutego 2010 RECENZJE
I tak nas dopada codziennie nocy czar. I tak pośród jej ciemności, wyzwala w nas potrzebę zanurkowania w jej głębię smug. Noc więcej rozumie, noc jest tak samo samotna jak my. Daje spokój, a jednak układa do snu nagich, samotnych, próbujących zapomnieć o dniu. Jednak to przecież noc wprowadza w nowe życie. Życie pod połacią powiek. Życie nienamacalne.. bez dotyku, bez dźwięku, bez oddechu a jeszcze bardziej intrygujące od rzeczywistości… Taka jest muzyka zawarta na tej płycie – jakby nieistniejąca.. tylko wyobrażona…
Uciekając w ten dziwny stan opowieści spod powiek drzemiących, wydaje mi się on porównywalny do dotyku dźwięku otoczonego ciszą nocy. Jakby dźwięk był w tym, co niewidoczne, namacalny, jakby powietrze nie tylko istniało samo sobie wokół, jakby rozedrgane grało wydając słyszalność zderzających się atomów.. Zaiste ciekawe są to podróże w głąb niewyrażalności niewidzialnej… i tak chciałoby się pozostać w tym przeźroczystym śnie.. niewiarygodnym, aczkolwiek ciągle kształtującym rzeczywistość. Lecz do niej nie chce się już po takich wrażeniach powracać i prosi się o więcej i więcej, zapadając się coraz głębiej i głębiej… wydaje się jakby Fordlandia Jóhanna Jóhannssona była właśnie ze snu usnuta…
10/10
1. Fordlandia [13:43]
2. Melodia (i) [1:56]
3. The Rocket Builder (Lo Pan!) [6:25]
4. Melodia (ii) [1:49]
5. Fordlandia - Aerial View [4:33]
6. Melodia (iii) [3:12]
7. Chimaerica [3:23]
8. Melodia (iv) [2:45]
9. The Great God Pan Is Dead [4:56]
10. Melodia (Guidelines For A Propulsion Device Based On Heim’s Quantum Theory) [9:04]
11. How We Left Fordlandia [15:25]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: ambient, classical, electronica, experimental, Islandia
Grabek - elektroniki czar (12.12.09 Dobra Karma)
1 lutego 2010 KONCERTY

Ponad półtora miesiąca minęło od tego koncertu, już prawie zapomniałem o kilku słowach napisanych.. lepiej późno niż wcale..
Na Grabka do Dobrej Karmy wybierałem się jeszcze jakoś przed letnią przerwą, kiedy ów pan zaszczycił Warszawę swoją osobą. Wtedy jednak nie udało mi się dotrzeć. W sumie nie będę ukrywał, że na jego występ na HOFie, który zaczynał się o 2 w nocy też trafiłem przez dziwny zbieg okoliczności i dzięki temu w końcu udało mi się zaznajomić z tą muzyką a wręcz zostałem tam rozłożony na łopatki. Tak to bywa w momencie kiedy nieznany mi artysta trafi niczym Amora strzałą w sedno mego gustu.
Tak więc następnego występu w stolicy już nie mogłem przegapić, zwłaszcza wiedząc o tym, że Grabek siedzi gdzieś tam w studiu i nagrywa swoje nowe eksperymenty muzyczne. Utwory znane mi z epki Mono3some zagrane w nieco innych wersjach wypadły jeszcze lepiej niż na krążku, a te dopiero co spłodzone dzieci potwierdziły moje zdanie, że w tym momencie Grabek razem z duetem lady aarp rządzą na niezależnej, elektronicznej, scenie w Polsce. Muszę jeszcze wspomnieć, że na nowych „piosenkach” można usłyszeć wokalizy, które dodają osobliwego i niebywałego klimatu tym dźwiękom. Przyznaję, że z niecierpliwością będę czekał na każdą informację o długogrającym krążku tego nietuzinkowego artysty…
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: ambient, electronic, experimental, fusion
BROKEN GHOST
5 stycznia 2010 ZESPOŁY

Broken Ghost to projekt, który tworzy para Rosjan: Dima (gitara) i Diona (keyboard). Powstał w 2007 roku, na scenie muzycznej debiutował dwa lata później. Jako swoje muzyczne wpływy podają My Bloody Valentine, Belong. Co ciekawe, ich płytę można pobrać za darmo (legalnie!) z internetu, adres podano na MySpace zespołu. Póki co, niewiele o nich wiadomo, jedyne sprawdzone informacje można znaleźć na EPce. Ta obwieszcza, że mamy do czynienia z ambientowym kunsztem, muzyką powołująca do życia spokój oraz - jak mówi Dima - błogość niedzielnego poranka utkanego z promieni słońca i resztek snu.
Dyskografia:
Tichi star diaries (2009)
MySpace Broken Ghost, MySpace Diony
Tagi: ambient, instrumental, minimalistyczna, Rosja
Volga - transowy folk (11.11.09 Dobra Karma)
13 grudnia 2009 KONCERTY

Dzięki inicjatywie Dobrej Karmy mogliśmy uczestniczyć w niecodziennym wydarzeniu. Volga/Волга zespół z Moskwy gra bardzo interesującą muzykę łączącą w sobie różne odmiany elektroniki, industrial, folk, psychodelię a w to wszystko wplatany jest od czasu do czasu wątek trip-hopowy. Eklektyczność ta przynosi ze sobą wyjątkową i specyficzną aurę. Potrafi wprowadzić w pewnego rodzaju pozytywny trans a to rzadkość i należy stwierdzić, że pewna oryginalność w tych dźwiękach się kryje. Trochę drażni mnie jednak w tym przypadku folkowy charakter wokalu, który pomimo wszystko wprowadza bardzo osobliwy wydźwięk całości, jednak najbardziej przypadły mi do gustu instrumentalne momenty. Volga, której skład liczy cztery osoby, podczas koncertu była wspomagana jeszcze przez dziewczynę grającą na bębnie. Całość wypadła bardzo dobrze a przyznam się, że po wysłuchaniu udostępnionych utworów na myspace zespołu raczej sceptycznie podchodziłem do tego występu. Nagłośnienie było świetne i wydaje mi się, że przestrzeń tego miejsca była idealna dla takiego zespołu. Czekam na podobne smakołyki…
———-
Lucjan Lucimiński
Nowy teledysk Massive Attack
13 grudnia 2009 NEWSY

Teledyski są jedną z lepszych dróg promocji dla nowych nagrań. Massive Attack postawiło na modny ostatnio sposób na zdobycie rozgłosu, a mianowicie szokujący teledysk o lekkim zabarwieniu erotycznym. Kawałek nosi tytuł Paradise Circus, a na wokalu możemy usłyszeć Hope Sandova. Jest to zapowiedź nowego albumu MF, Heligoland, który ukaże się w styczniu 2010 roku. Tytuł albumu oznacza mały archipelag wysp niemieckich na morzu północnym…
W klipie użyto fragmentów z filmu pornograficznego The Devil in Miss Jones nakręconego w 1973 roku, w którym wystąpiła Georgina Spelvin. Reżyserem teledysku jest Toby Dye.
Krótki film na temat teledysku wraz z jego fragmentami możecie zobaczyć TU (jedynie dla pełnoletnich)
Tagi: ambient, chillout, downtempo, electronica, Wielka Brytania
French Teen Idol - (Un)Told Prejudices
9 grudnia 2009 TELEDYSKI
Tagi: ambient, electronic, post-rock, shoegaze, Włochy
Kammerflimmer Kollektief - Jinx (2007)
7 grudnia 2009 RECENZJE

Wskazywanie różnych wariacji na temat krótkich ram czasowych. Poranny wydźwięk wolności ukrytej w samotności. Skuteczny aczkolwiek pretensjonalnie trzymany w poważaniu. Zamilkłe wspomnienia beztroskości pozostają ku uciesze radości. Broniące pokłady siły opuszczają bezbronne mury skóry. Dopuszczają do siebie tylko niewidoczne wnikające wraz z powietrzem myśli o zazdrosnej posturze. Wskrzeszając ciało do działań nie poznaję otoczenia. Plamy obrazów opowiadające nieznane historie. Lubiąc się w nie zanurzać pozwalam na to wszystko nie potrafiąc już spojrzeć za siebie. Podczas wynurzania się wyrasta wrażliwości smak. Ciężki wyrazisty i nie do zniesienia. Fantazyjnie zimne barwy przypominają wtedy o dźwiękach głębiej ukrytych nadających sensu snującego się pod nimi. Nurzanie się w tych ramach zwiewne pozostawia odczucia.
Świadomie intensywne snucie rytmicznych halucynacji.
9/10
1. Palimpsest [6:27]
2. Jinx [7:20]
3. Live At The Cactus Tree Motel [4:14]
4. Gammler, Zen & Hohe Berge [3:55]
5. Both Eyes Tight Shut [3:26]
6. Jinx (Version) [7:10]
7. Nest [2:26]
8. Subnarkotisch [10:46]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: ambient, electronic, experimental, jazz, post-rock
BOWERY ELECTRIC
7 grudnia 2009 ZESPOŁY

Nowojorski zespół założony w 1993 roku przez byłego protegowanego La Monte Young - Lawrence’a Chandlera (wokal, gitara) i Marthę Schwendener (wokal, bas). Do kompletu dobrali perkusistę - Michaela Johngrena i zaczęli grać pierwsze koncerty. Wytwórnia Kranky Records, urzeczona Drop, skontaktowała się z zespołem. Tak doszło do powstania pierwszej płyty długogrającej, pozytywnie przyjętej przez krytyków. Bowery Electric łączy elektryczne brzęczenie gitar, analogowe basy i zawodzący wokal z downtempowym hip-hopowymi beatem. Przy nagrywaniu drugiej, do duetu dołączył perkusista Wayne Magruder. Beat jest wynikiem ich zwiększonych inspiracji hip-hopem i elektroniką. Zmodyfikowali swoje podejście do komponowania i nagrywania, opuszczając tradycyjne rockowe techniki na rzecz tworzenia piosenek z sampli i sekwencjonowania, wciąż jednak używali instrumentów analogowych - i sterty podniszczonych winyli - jako źródeł dźwięku, manipulując nimi poprzez połączenie analogowych i cyfrowych technologii i przetwarzania sygnału. Od nagrania Lushfile zespół nie wydał już żadnego krążka. Lawrence występował z Experimental Audio Research i produkował remiksy dla zespołów takich jak: Calla, Mercova i Tristeza, Martha natomiast wydała album Sola. Bowery Electric to jedna z pierwszych amerykańskich grup występujących z laptopem, mikserem estradowym i samplerem razem z gitarą, basem i perkusją. Ich utwory pojawiły się między innymi na: The new atlantis, Deepwater black - Inclonation vol. one, Chillout basscapes 2 czy Dark city nights vol. 1.
“Wirujące, hipnotyczne beaty wraz z oszałamiającym szeregiem sampli, sekwencji i najpiękniejszego gitarowego noise’u odkąd Kevin Shields ostatni raz włączył swego Fendera Jazzmastera.” (uk.real.com)
Dyskografia:
EP:
Drop (1994)
LP:
Bowery Electric (1995)
Beat (1996)
Vertigo (1997)
Lushlife (2000)
Bowery Electric - Fear of flying
Tagi: ambient, downtempo, elektronica, experimental, post-rock, psychodelic, rock awangardowy, shoegaze, space rock, Stany Zjednoczone, trip hop
Port-Royal - ekscytacja w przestrzeni nieograniczonej (29.11.09 CBA)
5 grudnia 2009 KONCERTY

Nie ma sensu się rozpisywać i komentować poszczególnych utworów. Nagłośnienie było świetne, przestrzeń basenu odpowiednia. Zespół Port-Royal znalazł w swojej muzyce taką skalę dźwięku, którą porównać można do ciągłej ekscytacji. Porażająca jej siła sprawiła, że koncert ten był moim najsilniejszym erotycznym doznaniem muzycznym jakie dane było mi przeżyć. Każdy utwór miał to coś w sobie a ostatni rozrzucił w najdalsze sfery wyobrażeń, po czym długo musiałem do siebie dochodzić. Podprogowa wręcz historia. Należy też przyznać, że na żywo Port-Royal wypada jeszcze lepiej niż na płytach. Ach i była też Natalia… Przestrzeń i energia w tym muzycznym wirze do cna wsysającym… Zjawiskowe
trudna do opisania
erotyczna podróż
w świat wrażeń niezwykłych
pełnych emocji i doświadczeń
Ps. W CBA pojawiło się tylko około 30 miłośników tych cudownych dźwięków. Kto nie był ten trąba…
———
Lucjan Lucimiński
Tagi: ambient, electronic, post-rock, shoegaze, Włochy
BOO AND BOO TOO
4 grudnia 2009 ZESPOŁY
Zespół ze Stanów Zjednoczonych, w jego skład wchodzą: Barret Emke (wokal, gitara), Luke Namee (gitara), Oscar Allen Guinn (gitara), Drew M. Gibson (gitara, efekty), Derek Solsberg (bas), Gaurav Bashyakarla (perkusja). Oscar udziela się w zespole Rooftop Vigilantes, a Gaurav - w Dactyls. Grają indie rocka z lat 90., łącząc burzliwość Sonic Youth i My Bloody Valentine ze swobodną żywiołowością Pavement. Czerpią z Wire i The Wedding Present, nawiązując przy tym do bardziej nowoczesnych zespołów, jak Liars i Broken Social Scene. Krzyczące gitary, łomoczące pianino, głębokie basy, brzęczące wzmacniacze i przede wszystkim wyjący wokal łączą się w formę hałaśliwego muzycznego krajobrazu, który jest bezładny, lecz schematyczny. W ciągu dwóch lat od powstania przeszli przez różne wcielenia i zmiany składu. Występowali z takimi zespołami, jak Broken Social Scene, Magnolia Electric Co., Death Cab For Cutie, The Black Angels, czy Rahim.
“Boo And Boo Too gra namiętny, ponadczasowy rodzaj emo-punka. Tęskny wokal i pełne zadumy gitary rozbudzają w nas nostalgię za tamtymi indie-rockowymi mix-tape’ami, które montowaliśmy w liceum.” (Time Out New York)
Dyskografia:
EP:
Oh (2005)
Boo & Boo Too (2007)
Casste piss set (2009)
LP:
No tempo (2008)
Tagi: ambient, emo, experimental, hardcore, indie rock, jungle, metal, punk, Stany Zjednoczone
KLIMT - wywiad dla shoegaze.pl
18 listopada 2009 WYWIADY

Klimt to Antoni Budzinski grający na co dzień na gitarze w sopockim zespole Saluminesia. Zadebiutował na składance Sleep Well III z utworem Ennui w maju 2007. W marcu 2008 ukazała się jego debiutancka płyta zatytułowana Jesienne odcienie melancholii.
Rozmawia Gabriela Szymaszkiewicz:
Shoegaze.pl: Co sprawia, że gitarzysta postanawia stworzyć solowy projekt? Czy ktoś pomagał Ci w nagraniu materiału na Jesienne odcienie melancholii? Jeśli tak to kto?
Klimt: Tzn. ja tworzyłem i nagrywałem muzykę zanim jeszcze powstał zespół Saluminesia. Oprócz twórczości zespołu miałem zawsze mnóstwo własnego materiału, który zupełnie różńił się od tego co działo się w zespole. Zawsze miałem w “zapasie” setki różnych kompozycji i utworów. Sama propozycja wydania płyty pojawiła się z zewnątrz. Mianowicie zainteresowała się moją twórczością wytwórnia z Warszawy. Na początku był to jeden utwór na składance Sleep Well III, a później był to już cały longplay. W tamtym okresie nie myślałem wogóle o wydaniu solowej płyty.
A odpowiadając na druga część pytania to jest to w pełni moje samodzielne dzieło. Tylko ja przy tym majstrowałem:).
Shoegaze.pl: Jako swoje inspiracje wymieniasz między innymi zespoły takie jak Slowdive, Mew czy Mogwai. Czy Twoja twórczość jest bezpośrednią odpowiedzią na fascynację tymi kapelami “są świetni, chciałbym robić coś podobnego” czy może wtórną, będąca następstwem funkcjonowania w takiej stylistyce?
Klimt: Te zespoły raczej poznałem później na swojej drodze. Zespołem, który chyba najbardziej ukształtował mnie jako muzyka to Smashing pumpkins. To jest dla mnie ta podstawa. Staram się raczej wypracować moją własną ścieżkę. I myślę, że osoby którym spodobała się moja pierwsza płyta widzą tą ścieżkę. Oczywiście podświadomie człowiek w pewnym stopniu naśladuje to czego słucha i nie da się od tego uciec, ale staram się raczej iść własną drogą.

Okładka płyty "Jesienne odcienie melancholii"
Shoegaze.pl: Pierwsze skojarzenie jakie pojawiło się w mojej głowie podczas słuchania Twojej płyty brzmiało: Jacaszek. Czy spotkałeś się już z tego rodzaju porównaniem i czy się z nim zgadzasz?
Klimt: No proszę, to porównanie słyszę pierwszy raz. Na pewno znajdujemy się na polskim rynku w tej samej szufladzie. Aczkolwiek dla mnie są to raczej odmienne światy, ale skojarzenie jak najbardziej właściwe.
Shoegaze.pl: Momentami jesteś bardzo shoegaze’owy a momentami zdecydowanie ambientowy, a może określiłbyś swój styl jako coś zupełnie nowego?
Klimt: No na pewno jest to jakaś mieszanka, gdzie tam jeszcze po drodze dochodzi post-rock. Dla mnie jednak najważniejsze jest “wnętrze” muzyki. Styl dla mnie jest na drugim miejscu, ale na pewno duże przestrzenie muzyczne mam naturalnie zaprogramowane w sobie.
Shoegaze.pl: Twoja płyta jest bardzo hipnotyzująca, czy kolejna będzie kontynuacją czy może będziesz eksperymentował z brzmieniem?
Klimt: Większość materiału na drugi krążek jest już właściwie skończona. Druga płyta będzie dosyć mocno różnić się od pierwszej. Brzmienie będzie zdecydowanie bardziej ostrzejsze, bardziej dynamiczne i będzie raczej mniej ambientowych klimatów. Muzyka będzie całościowo bardziej optymistyczna i “jaśniejsza” od Jesiennych. Tak z założenia nie zamierzam nigdy wydawać płyt, które będą kontynuacją poprzedniej. Dla mnie to jest taki naturalny proces zmiany. Człowiek po drodze się trochę zmienia. Muzyka zmienia się razem z nim.
Shoegaze.pl: Czy koledzy z Saluminesii pomagają Ci w twoich projektach?
Klimt: Janek - perkusista wspomaga mnie w graniu Klimta na żywo.
Shoegaze.pl: Gdzie można Cie usłyszeć na żywo?
Klimt: Narazie tylko w salce prób:), ale już niedługo powinny się pojawić koncerty.
Shoegaze.pl: Twoje muzyczne numer 1: utwór, płyta a może cała twórczość artysty lub zespołu, coś do czego zawsze wracasz…
Klimt: Jak już wcześniej powiedziałem kapelą nr 1 będzie zawsze dla mnie Smashing Pumpkins. Plyty Mellon Collie… , Adore i Machina to dla mnie taka podstawa, do której zawsze lubię wrócić. Jeśli chodzi o ulubiony utwór czy album to nie byłbym w stanie wskazać.
Chociaż znalazloby się na pewno parę ważniejszych płyt, które z rożnych powodów są mi szczególnie bliskie, m.in. NIN - The Downward Spiral, wspomniane wczesniej Mellon Collie zespołu Smashing Pumpkins, The Cure - Kiss Me,Kiss Me,Kiss Me , Ulrich Schnauss - A Strangely Isolated Places, South - From Here on In, Sigur Ros - Agaetis Byrjun. No i oczywiscie Klimt - Jesienne odcienie melancholii :).
Shoegaze.pl: Czy myślisz o wydaniu płyty za granicą - tam rynek jest zdecydowanie bardziej chłonny na tego rodzaju alternatywę..
Klimt: Wydaje mi się, że najpierw trzeba opanować swój rodzimy kraj, a później dopiero atakować na zachód. Najpierw tutaj muszę stać się niebezpieczny:). Aczkolwiek zauważyłem, że jeśli chodzi o cyberprzestrzeń to poza granicami kraju płyta wzbudziła sporo zainteresowania.
Dziękuję za wywiad i życzę szybkiego wzrostu owego “niebezpieczeństwa” na polskim i zagranicznym rynku
Myspace Klimta: www.myspace.com/theklimt
Tagi: alternative, ambient, Polska, shoegaze
Eaststrikewest - Wolvves (2009)
11 listopada 2009 RECENZJE

Jeśli muzykę można porównywać do rozkoszy cielesnych, to Eaststrikewest odbywają swoją płyta prawdziwy stosunek seksualny ze słuchaczem. Gra wstępna w postaci ambientowego God Can’t Take His Eyes Off Me - bez wokalu, jesteśmy wprowadzani w lekkie wibracje. Następnie przechodzimy do bliższego kontaktu: Stumble zaczyna się niepozornie, jednak pod koniec jest już rozgrzaną i pędzącą maszyną, która nie może się zatrzymać. Mocne gitary, szybkie tempo i przelewający się wokal. No właśnie, wokal. Z pewnością nie jest on zaskakujący. Pierwsze skojarzenie jakie pojawiło się w mojej głowie wiązało się z wokalistą post-grunge’owego Silverchair, Danielem Johnsem. Przy dłuższych wokalizach przychodzi mi na myśl Sting - nie wiem czy są to dobre objawy przy tego rodzaju muzyce… Pieszczoty stają się odważniejsze: Welcoming The Ghost to chyba najbardziej “hitowy” numer z całego zestawienia, wpada w ucho i chce się go słuchać i słuchać. W końcu każdy audiofil zna te kawałki, które mają w sobie ten jeden, jedyny fragment, który powala na łopatki. Nagle coś się dzieje, czyżby partner nie miał gumki? Chu! - niczym pozytywka, fortepian i infantylizm - wybija z rytmu. Rekompensata przychodzi wraz The Architect: czysty post-rock z długimi, bardzo emocjonalnymi partiami wokalu. To chyba orgazm. Uśmiechnięta i zaspokojona opadasz na łóżko, endorfiny zalewają Twoje ciało: Electricity.
Mogę zarzucić tej płycie kilka rzeczy: mimo zróżnicowanego ładunku emocjonalnego, trochę monotonne jest używanie tych samych trików, jednak nie jest nudno, o nie! Chciałabym być na koncercie i sprawdzić, czy da się mocniej poruszyć niż tą płytą. Możliwe, że jeśli muzycy Eaststrikewest wkładają tyle energii i emocji w granie za każdym razem to byłoby to wręcz niebezpieczne. Wokal pod koniec płyty wywołuje szyderczy uśmieszek: ile razy można zawyć w ten sam sposób? A może tak buduje się “znak rozpoznawczy”? No i na koniec wizualnie: świetna okładka, właściwie to ona mnie zwiodła na pokuszenie… Nie żałuję.
9/10
1. God Can’t Take His Eyes Off Me [3:01]
2. Stumble [5:27]
3. Welcoming The Ghosts [6:25]
4. Chu! [1:39]
5. The Architect [6:33]
6. Every Whisper And Word Said [5:15]
7. Electricity [5:10]
8. From Here You Can See Everything [1:28]
Tagi: ambient, indie, post-rock, progressive rock, shoegaze
Port-Royal - Dying In Time (2009)
9 listopada 2009 RECENZJE

Takie płyty rozrzucające dźwięki w nieznaną przestrzeń przyjmuję z nieskrywaną radością. Galaktyczno-ambientalny shoegaze równa się, dla mnie, z błogością, która dociera do najskrytszych mych pragnień. Uspokaja, przenosi w fantazyjne, nieznane miejsca, niczym ze snu. Potrafi w nich jednak urosnąć do niewyobrażalnych granic, pobudzić do lunatycznego tańca i zapomnieć o istnieniu codziennego oblicza rzeczywistości. Rozwarstwione marzenia skupiają się w jedną myśl o ciągłej ucieczce. Rozbrzmiewające mazy dźwięków przynoszą ukojenie i relaksację w pustce, która zarazem jest pełna i kompletna. Ten stan wstrzymania przywodzi na myśl odmienny stan świadomości, który lubimy by trwał jak najdłużej. Na szczęście podróż umierania w tym czasie trwa ponad godzinę więc nie musimy się martwić o zbyt szybkie otrzeźwienie i opuszczanie stworzonych granic. Wraz z cudownym zakończeniem, które przynoszą trzy części Pustelni najlepiej już tylko zasnąć by nie tracić nic z jej właściwości odosobnienia i zadumy. Dlatego Dying In Time polecam słuchać zwłaszcza w nocy. Jak dobrze, że muzyka posiada taką siłę.
Dźwiękom zawartym na Dying In Time najbliżej jest do tych znajdujących się na płytach M83, jednakże jest ona jeszcze bardziej rozległa i bezgraniczna. W projekcie tym udział wzięły również najciekawsze, według mnie, damskie wokale z naszej rodzimej sceny muzycznej: Natalia Grosiak oraz Natalia Fiedorczuk. Na płycie zaśpiewał też Michał Wiraszka z Much, który jednak aż takiego powiewu świeżości jak wymienione panie już nie wniósł. Zespół z Genui nagrał przepiękną nieco zimową płytę, co nie tylko słychać ale nawet widać po okładce. Mnie natomiast już tylko koncert w głowie, którego data zbliża się dużymi krokami.
10/10
1. HVA (Failed Revolutions) [8:28]
2. Nights In Kiev [7:02]
3. Anna Ustinova [3:58]
4. Exhausted Muse\Europe [9:37]
5. I Used To Be Sad [4:41]
6. Susy: Blue East Fading [8:34]
7. The Photoshopped Prince [4:05]
8. Balding Generation (Losing Hair As We Lose Hope) [8:49]
9. Hermitage Pt. 1 [5:21]
10. Hermitage Pt. 2 [5:24]
11. Hermitage Pt. 3 [6:06]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: ambient, electronica, shoegaze, Włochy
Epic45 - Daylight Ghosts
9 listopada 2009 TELEDYSKI
Tagi: ambient, experimental, post-rock, shoegaze
a Sunny Day In Glasgow szuka wokalistki
26 września 2009 NEWSY

Na oficjalnej stronie zespołu znajduje się notka na ten temat. Szczególnie pożądana jest kobieta śpiewająca sopranem. Nie ma żadnych przeciwwskazań geograficznych, w oczach zespołu wszyscy są równi, jednak pojawiła się wzmianka, że dobrze by było, gdyby kandydatka pochodziła z Filadelfii lub Sydney, bo tam obecnie przebywają członkowie grupy.
Zespół wydał niedawno album Ashes Grammar, w związku z czym zapowiadają dwie trasy koncertowe: krótką tej jesieni oraz dłuższą w przyszłym roku. Daty jeszcze nieznane.
Tagi: ambient, dream pop, noise pop, Stany Zjednoczone
Bibio - Ambivalence Avenue (2009)
13 września 2009 RECENZJE

Wielki mix. Na tej płycie style mieszają się w dość zaskakujący sposób. Po kilku przesłuchaniach łatwiej jest zdefiniować poszczególne utwóry. Momentami lekko hip-hopowe i bardzo przyjemne brzmienia. Idealne w chwili gdy potrzebujemy relaksu, gdy chcemy zamknąć oczy i odpłynąć. Bibio miesza style. Początek płyty to mój faworyt: Ambivalence Avenue i Jealous Of Ross- według mnie najlepszy kawałek; trochę funkowy, ale bardzo chwytliwy, napisany w myśl zasady: do przodu, wciąż do przodu – rozwija się kłębek wełny i wprawia ciało w przyjemne wibracje.
Dalej trafiamy zdecydowanie w styl elektro – hip – hopowy: Fire Ant, nasycone skreczami - na szczęście bez rapowania - zamiast niego pojawiają się miły dla ucha damski wokal z „domieszkami”. Nieco shoegazowy Haikuesque (When She Laughs) rozbudza z klimatu pierwszych utworów, jest bardzo pogodny i delikatny jak pędzące po niebie lekkie chmury… Sugarette to elektroniczna zabawa z dźwiękiem, mimo pozornego na pierwszy rzut haosu, to bardzo fajnie rozkręcający się kawałek, który ewoluuje po to, aby nagle się urwać…
Kolejny skok. Tym razem do gitary akustycznej i klasycznej konstrukcji utworu ze stabilnym, delikatnym, męskim wokalem. Bardzo pozytywny numer. Nostalgiczny i shoegazowy Abrasion przenosi w melancholijny nastrój – według mnie idealna piosenka na zakończenie dnia, kołysze do snu rytmem i chórkami. Nie brakuje także lekkiego ambientu – S’Vive. Cry! Baby! – leniwe, miękkie i chill out’owe, 3:57 bez słów. Płytę zamyka Dwrcan, bardzo ambientowy utwór, jakby oderwany od całej reszty. Mieszanina styli najprawdopodobniej ratuje cały krążek – gdyby Stephen Wilkinson znany jakoBibio zdecydował się na jeden nurt, płyta mogłaby nudzić…
Rozczarowuje tylko długość utworów: najdłuższy trwa 5:55. Szkoda, bo pozostaje niedosyt. Ta płyta nie wymaga skupienia, nie zmusza do większych refleksji, ale jest idealna w chwili gdy chcemy się wyciszyć, uspokoić i odpocząć. Najbardziej pasujący do niej przymiotnik? Przyjemna… Gorąco polecam!
Tagi: ambient, electro-acoustic, experimental, indie electronic, Wielka Brytania
PINKSHINYULTRABLAST
3 września 2009 ZESPOŁY
Pinkshinyultrablast to powstały w 2007 roku czteroosobowy zespół pochodzący z Saint-Petersburga. Pierwsza ich EPka: “Happy Songs for Happy Zombies” ukazała się w 2009 roku. Została wydana przez londyńską wytwórnię ODDBOX Records. Nazwa kapeli zaczerpnięta jest od tytułu albumu zespołu Astrobrite. To ulubiona kapela członków Pinkyshinyultrablast.
Obecnie zespół przygotowuje się do trasy koncertowej i pracuje nad nowym materiałem.
“Totally would love to visit Poland as well! Say ‘Hi!’ to our polish comrades!”- takie słowa padły ze strony Pinkyshinyultrablast.
Strona zespołu: http://www.myspace.com/pinkshinyultrablast
GOD IS AN ASTRONAUT
2 września 2009 NEWSY, ZESPOŁY
God Is an Astronaut to trzech muzyków z hrabstwa Wicklow w Irlandii grających post-rocka. Zespół powstał w 2002.
Dyskografia:
2002 “The End of the Beginning”,
2005 “All Is Violent, All Is Bright”,
2007 “Far from Refuge”,
2008 (7 listopada) ‘God Is An Astronaut’.
Skład:
* Torsten Kinsella (wokal, gitara, klawisze)
* Niels Kinsella (bas, gitara)
* Lloyd Hanney (perkusja, syntezatory)
Zespół w najbliższych dniach zagra kilka koncertów w Polsce:
8.09. 2009 w klubie Ucho w Gdyni
9.09. w warszawskiej Progresji
10.09 w krakowskim centrum Manggha
Tagi: ambient, experimental, instrumental, Irlandia, post-rock
School Of Emotional Engineering - School Of Emotional Engineering (2004)
1 września 2009 RECENZJE
Zagadka. Jak długo bym jej nie słuchała i tak nie będę w stanie nic o niej powiedzieć.
Od dawna wiadomo, że siła tkwi w prostocie.
Całkowicie ambientowe kompozycje, w większości instrumentale. Długie, każda trwa powyżej 4 minut, są nawet dwie 8-minutówki.
I kojarzy mi się z kościołem. Nie chodzi o żadne organy i brzdęk monet rzucanych na tacę, ale o tę PODNIOSŁOŚĆ.
Zamedytowałam się.
Tagi: ambient, dream pop, instrumental shoegaze, neoclassical, post-rock, space music
