School Of Seven Bells - Alpinisms (2008)
8 grudnia 2009 RECENZJE

Jeden z debiutów roku 2008! I nie ma w tym żadnej przesady. Już po wcześniejszych nagraniach, sprzed długogrającego krążka, można się było tego spodziewać. Zespół pochodzący z Brooklynu, w którego skład wchodzą bliźniaczki Alexandra i Claudia Deheza oraz Benjamin Curtis (wcześniej Secret Machines), grają jak sami twierdzą Cathedral Cubs Cru-Gaze i szczerze przyznam, że w tej nazwie jest to coś co przedstawiają muzycznie. Jednak będąc ostrożnym należałoby włożyć ich do szafek podpisanych shoegaze, dream-pop, electronic, experimental, psychodelic ale znaleźć też można wstawki typowo orientalne czy folkowe. Idąc dalej należy stwierdzić, że muzyka zawarta na Alpinisms, jest bardzo melodyjna i harmonijna, przy czym, rytm i tępo nabierają mnóstwo znaczenia. Nie mogę się uwolnić od tych dźwięków. Siostry przyciągają głosem i wplatają w dziwny trans ciągłym powtarzaniem fraz (zwłaszcza na Iamundernodisguise). Muszę też zdradzić, że elektronika tutaj użyta, która dodaje tła i rytmu jest naprawdę smakowitą przyprawą. Kiedy już dochodzi do podsumowania, nasuwa mi się jeszcze takie spostrzeżenie, że całość jest cudownie delikatna, zwiewna i pewnie dlatego wnosi w słuchacza świeży podmuch, oczarowanie i przynosi pewnego rodzaju ulgę. Ach to rozmarzenie… Nawet coś z dźwiękowej skali Port-Royal można odnaleźć pod koniec bardzo długiego Sempiterna Amaranth. Wciągająca płyta, kolejna, która pokazuje jak dobrze ma się nowojorska scena.
9/10
1. Iamundernodisguise [3:47]
2. Face To Face On High Places [4:40]
3. Half Asleep [4:20]
4. Wired For Light [4:57]
5. For Kalaja Mari [4:17]
6. White Elephant Coat [4:17]
7. Connjur [4:40]
8. Sempiternal/Amaranth [11:26]
9. Chain [4:22]
10. Prince Of Peace [3:05]
11. My Cabal [5:09]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: dream pop, electronic, experimental, folk, orient, psychedelic, shoegaze
School Of Seven Bells - Iamundernodisguise
8 grudnia 2009 TELEDYSKI
Tagi: dream pop, electronic, experimental, folk, orient, psychodelic, shoegaze
AUTUMNS, THE
23 października 2009 ZESPOŁY

Jupijupijeej! Zima odeszła. Mogę nosić moje jesienne buty, które zamówiłam jeszcze przed atakiem śniegu, a otrzymałam, gdy już stopniał. Nie muszę ubierać kurtki zimowej, w której wyglądam jak borsuk. Mogę szurać stopami w liściach! Znaczna ich część wciąż jest zielona, więc gdyby nie chłód, ciągle mogłoby być lato. Aby utrzymać ten stan pogodowy, zabawię się w szamana - zaprezentuję wam grupę The Autumns.
The Autumns to zespół indie rockowy wyrosły z Los Angeles. Tworzą go: Matthew Kelly (wokal, gitara), Frankie Koroshec (gitara), Madison Megna (gitara), Dustin Morgan (bas) i Steve Elkins (perkusja). Matthew i Frankie - przyjaciele szkolni - założyli grupę w 1997 r. W swych początkach poświęcali mnóstwo czasu na rozgryzanie sieci dźwiękowego geniuszu ich idola - Johnny’ego Marra, często z miernym skutkiem. Jednak nie poszło to na marne, a pomogło ukształtować ich muzykalność. Dzięki częstym lokalnym koncertom zyskali zainteresowanie wielu wytwórni, wybrali natomiast Independent Risk. Pierwsza długogrająca płyta - The angel pool - pozytywnie przyjęta przez krytyków, przyciągnęła do nich uwagę Simona Raymonde z Cocteau Twins. Ich kolejny krążek, In the russet gold of this vain hour przyniósł wielkie zainteresowanie ze strony mediów. Niezrażeni upadkiem wytwórni Risk Records, która wydała ich drugą LP, wzięli się do pracy nad kolejną płytą, którą ochrzcili po prostu The Autumns. Ciepło przyjęta przez krytyków, została zignorowana przez publiczność. W międzyczasie Matthew podjął współpracę z The Sound Of Animals Fighting. Natomiast w sprawie najświeższego krążka, Fake noise from a box of toys z 2007 r., oddajmy głos zespołowi: “Fake noise jest odejściem od ospałego stylu poprzedniego materiału zespołu. Przedstawia ona ostrzejsze, bardziej bezpośrednie brzmienie. Rozkłada na części pierwsze z szaleńczą precyzją ich uderzające tempo zakłócone lekko przez subtelne osiągnięcia poprzednich albumów”.
Mówi się o nich następująco:
“W swojej działalności nie napotykają szczytów i dolin, lecz szczyty i równiny.” (Stylus Magazine)
“Muzyka The Autumns jest oznaczona przez humorzastą ciemność, która jest podobna do wydłużających się cieni i przelotnego ciepła ich sezonowej imienniczki.” (Amplifier Magazine)
“The Autumns mają muzyczną wszechstronność, co oznacza, że zespół może zwrócić się do niemal każdego stylu.” (MusicOMH)
Wśród swoich wpływów wymieniają między innymi Björk, Davida Bowiego, Cocteau Twins, The Cure, The Smiths. Z uwagi na zaszczyt posiadania gitarzystów wśród fanów, zespół postanowił ułatwić rozpracowywanie ich riffów i naucza przez internet, jak grać na gitarze. Grupa zostanie przedstawiona w filmie dokumentalnym Beautiful noise, obok takich zespołów jak My Bloody Valentine, Slowdive, Cocteau Twins i The Cure.
Dyskografia
LP:
The angel pool (1997)
In the russet gold of this vain hour (2000)
The Autumns (2004)
Fake noise from a box of toys (2007)
EP:
Suicide at strell park (1997)
Winter in a silver box (1998)
Le carillon (2001)
Covers (2001)
Gift (2003)
Tagi: dream pop, indie rock, shoegaze, Stany Zjednoczone
Fleeting Joys - Occult Radiance (2009)
18 października 2009 RECENZJE

Jest jest jest, czysty shoegaze. Fleeting Joys brzmi jak reinkarnacja My Bloody Valentine. Ich debiut Despondent Transponder z 2006 roku jeszcze nie przyniósł tak silnych wrażeń. Jednakże już po nim należało się spodziewać, że następny album może zrobić spustoszenie, taka musiała być kolej rzeczy w tym przypadku. I stało się Occult Radiance podoba mi się jeszcze bardziej niż albumy ich guru. Rzężenie jakie można tutaj usłyszeć rozkłada mnie na łopatki. Dźwięk ten, który z samego założenia jest czymś nieprzyjemnym przynosi mnóstwo pozytywnych emocji i rozładowania. Natłok harmonii trzech zaledwie osób wgniata w fotel a melodie i rytmika pozwalają przedostać się gdzieś poza granicę ciała. Kiedy dodamy do tego całego przyjemnego zgiełku rozmarzone wokale nie udaje mi się jakakolwiek próba zaprzestania słuchania. Choćby czas poganiał, choćby niebo zwalało mi się na głowę…, mimo tego, że utwór A Beautiful End jest już w połowie, nie mam ochoty przerywać tej płyty a dźwięki same jakby próbują się cofnąć. Mimo okrojonych możliwości gatunkowych jest w tej muzyce mnóstwo pomysłów i czarujących chwil. Occult Radiance jest jak wydobywające się z podziemi światło…
9,5/10
1. You Are The Darkness [4:32]
2. Cloudlike Mercury [2:53]
3. Lights Underground [3:59]
4. All Release [3:56]
5. A Beautiful End [5:01]
6. Closer To My World Without Pain [2:59]
7. Don’t Go [5:11]
8. Luminous LA [7:03]
9. The Good Kind Of Tomorrow [3:29]
10. Into Sun & Dark [3:15]
11. Destroyer [3:36]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: dream pop, indie, psychedelic, shoegaze, USA
AN APRIL MARCH
6 października 2009 ZESPOŁY

Trzyosobowy zespół z Toronto: Danella Hocevar - wokal, gitara i bas, Christopher Perry - gitara, Michael Klüg - perkusja. Powstał w 1989 roku, rozpadł się dziesięć lat później. Za życia był donorem skrzypiącej, lecz lekkiej muzyki, okraszonej wirującym, zawstydzającym anioły wokalem. Porównywani do Cocteau Twins, poczytują to za komplement, chociaż nie widzą wielu podobieństw.
Nie są jedynymi artystami o marcowo-kwietniowej nazwie. Swego czasu otrzymali od rosyjskiego April March płytę tychże, jednak bez wzmianki o celu przesyłki. Natomiast amerykańska wokalistka April March na okładce płyty “Chick habit” pozowała z gitarą Fender Electric XII, czyli taką, na jakiej gra Danella. Perry uznał to za podporę do budowania kariery Amerykanki, życząc jej w mailu powodzenia.
Dorobek:
Impatiens (1993)
Instruments of lust and fury (1995)
Lessons in vengeance (1995)
Adagio (1996)
It goes without saying (1997)
…something once true, is always true… (1999)
MySpace zespołu
MySpace Danelli
Tagi: dream pop, ethereal, female vocalists, indie rock, Kanada, shoegaze
a Sunny Day In Glasgow szuka wokalistki
26 września 2009 NEWSY

Na oficjalnej stronie zespołu znajduje się notka na ten temat. Szczególnie pożądana jest kobieta śpiewająca sopranem. Nie ma żadnych przeciwwskazań geograficznych, w oczach zespołu wszyscy są równi, jednak pojawiła się wzmianka, że dobrze by było, gdyby kandydatka pochodziła z Filadelfii lub Sydney, bo tam obecnie przebywają członkowie grupy.
Zespół wydał niedawno album Ashes Grammar, w związku z czym zapowiadają dwie trasy koncertowe: krótką tej jesieni oraz dłuższą w przyszłym roku. Daty jeszcze nieznane.
Tagi: ambient, dream pop, noise pop, Stany Zjednoczone
Mew - No More Stories Are Told Today I’m Sorry They Washed Away No More Stories The World Is Grey I’m Tired Let’s Wash Away (2009)
16 września 2009 RECENZJE

Prosto z mostu, po kolei, bez odwracających uwagę wstępów.
New Terrain otwierająca album zapowiada, że będzie on wielce obiecujący. Ciekawie skomponowana, przyjemna i zastanawiająca, pobudza apetyt. Jest harmonijna, mimo że chce wymknąć się spod kontroli. Szkoda, że dalej jest słabiej. Introducing Palace Players wydaje się być jakby stworzona przez inny zespół dla innych celów. Odstaje i przypomina Gorączkę sobotniej nocy. Różnice są dobre, ale nie wtedy, gdy wszystko jest zupełnie inne i żyje własnym życiem. Nie mówiąc hop, przechodzę do Beach, która nieco poprawia mi humor. Spokojna, z subtelnie nakreślonym wokalem i muzyką migotającą jak gwiazdy na wieczornym niebie, tworzy dream popowy klimat, któremu nie sposób się oprzeć. Gniewnie przechodzi w krótką, ale post rockowo dosadną Repeaterbeater. Intermezzo 1 jest dwudziestosiedmiosekundową przerwą na złapanie oddechu, a jednocześnie stanowi granicę. Silas The Magic Car z cudownym falsetem jest jak kołysanka – ta subtelna perkusja i elektronika kojarząca się z pozytywkami… I mimo to sprawnie unika tandety. Wprowadza w senny świat. Pierwszym snem jest Cartoons And Macramé Wounds, beztroska i spokojna. Atmosferę szczęścia tworzą chórki i podporządkowanie muzyki słodkiemu, ale nie cukierkowemu wokalowi. W końcowej części następuje eksplozja wyciszająca się samoczynnie, by ustąpić miejsca spokojowi Hawaii Dream. Jawi się on jak podróż po niebie na chmurze, cel – Hawaii. A tam beztroska zabawa gdzieś w dziczy, z akompaniamentem ptaków i tajemniczym echem. Kończy się drapieżnie, co jest barierą pomiędzy nią a Vaccine, która klimatem koresponduje z Beach. Tricks Of The Trade przechodzi bez echa. A to, co następuje po Intermezzo 2, to zupełnie inna bajka…
Takiej muzyki potrzeba znerwicowanemu światu
1. New Terrain [3:14]
2. Introducing Palace Players [4:46]
3. Beach [2:46]
4. Repeaterbeater [2:34]
5. Intermezzo 1 [0:29]
6. Silas The Magic Car [4:06]
7. Cartoons And Macramé Wounds [7:21]
8. Hawaii Dream [1:47]
9. Hawaii [5:01]
10. Vaccine [5:08]
11. Tricks Of The Trade [4:28]
12. Intermezzo 2 [1:04]
13. Sometimes Life Isn’t Easy [5:21]
14. Reprise [5:32]
Tagi: Dania, dream pop, indie rock, new prog, post-rock, rock alternatywny, rock awangardowy, rock progresywny, shoegaze, space rock
School Of Emotional Engineering - School Of Emotional Engineering (2004)
1 września 2009 RECENZJE
Zagadka. Jak długo bym jej nie słuchała i tak nie będę w stanie nic o niej powiedzieć.
Od dawna wiadomo, że siła tkwi w prostocie.
Całkowicie ambientowe kompozycje, w większości instrumentale. Długie, każda trwa powyżej 4 minut, są nawet dwie 8-minutówki.
I kojarzy mi się z kościołem. Nie chodzi o żadne organy i brzdęk monet rzucanych na tacę, ale o tę PODNIOSŁOŚĆ.
Zamedytowałam się.
Tagi: ambient, dream pop, instrumental shoegaze, neoclassical, post-rock, space music
As Tall As Lions - You can’t take it with you (18.08.2009)
22 sierpnia 2009 RECENZJE
Przyznam szczerze – zainteresowałam się tą płytą, gdy przeczytałam, że brzmi podobnie do Coldplay. I to racja, zwłaszcza wokal – wypisz wymaluj Chris Martin. Podobnie w tym przypadku nie znaczy tak samo dobrze.
Krótko i rzeczowo. Tym razem nie będę się rozpisywać.
Gdybym chciała być wredna, określiłabym ten krążek jako nudny, jeśli entuzjastyczna – jako transowy. Natomiast jako obiektywna recenzentka (brak stronniczości to cecha, którą nabywam na potrzeby owego zajęcia) stwierdzam, że grają spokojnie, nawet w momentach mocniejszych uderzeń w bębny i intensywniejszych szarpnięć strun. Spokój i senność. Kołyszące rytmy. Z tego schematu delikatnie wyłamuje się „Is this tommorow?”, pobrzmiewający w klimacie indie electronic. Przyjemna odmiana w tym zagęszczeniu spokoju. „Sleepyhead” z respiratorem w tle już samym wokalem przywołuje klimaty szpitalne – Dan Nigro szepce kojąco jak osoba odwiedzająca pacjenta. Aż (tak!) dwie piosenki są dualistyczne - w obrębie każdej znajduje się jeszcze jeden krótszy utwór. Ciekawy zabieg, ale w nadmiarze staje się pretensjonalny. Zwracam uwagę na „Home is where you’re happy” (niestety, z deluxe edition (; )– to mój faworyt. Co prawda tekst banalny, ale gitara i prosta budowa piosenki tworzą całość bliską moim upodobaniom. Szkoda, że to taki krótki utwór.
Bez kawy się nie obeszło. Przypuszczam, że osoby energetyczne i cholerycy nie znajdą tu nic dla siebie; wszak świat nie składa się tylko z tych. Przy „You can’t take it with you” można odpocząć, a nawet spokojnie pospać.
Płyta jest dobra, ale tylko miłośnicy znajdą w niej coś wciągającego. Jest dużo synonimicznie grających zespołów, a nawet parę lepszych. Żeby tworzyć muzykę balansującą na granicy jawy i snu, trzeba umieć nadać jej oryginalność, wynieść ją ponad inne podobne, inaczej ginie się w tłumie. To nie jest muzyka popowa, która – zgodnie z definicją – sprzedaje się wszędzie i w każdym wydaniu. I za to należy się Lionsom szacunek.
Tagi: dream pop, indie electronic, indie rock, rock alternatywny, Stany Zjednoczone
Amesoeurs - Amesoeurs (10.03.2009)
19 sierpnia 2009 Bez kategorii

Połączenie black metalu i shoegazingu tylko na wstępie może wydawać się pomysłem karkołomnym. Alcest w pewnym sensie przetarł już szlak, jednak dopiero ten album może przekonać wszystkich niedowiarków. Szaleńcze tempa napędzane podwójną stopą, wrzucone w oniryczny świat liryki Dead Can Dance, to połączenie, wobec którego nie da się przejść obojętnie.
Z jednej strony jest to muzyka absolutnie świeża i ciekawa, z drugiej zaś, w każdej jej nucie spotyka się starych znajomych. Widoczna jest fascynacja nową falą, post-punkiem, dream popem. Jedna osoba usłyszy weń Joy Division, ktoś inny – Burzum z czasów „Hvis Lyset Tar Oss”. Wszystkie te inspiracje nie są jednak natrętne, raczej właśnie potęgują wrażenie znajomości albumu już po pierwszym przesłuchaniu. Być może właśnie to sprawia, iż każda dźwięk wydaje się być dokładnie na swoim miejscu, a każda zmiana tempa, czy początek interludy, brzmią całkowicie naturalnie.
Trudno skupić się na jednym elemencie i poświęcić mu więcej uwagi, kiedy tak naprawdę wszyscy członkowie zespołu i większość użytych przez nich rozwiązań, godna jest pochwały. Niewątpliwym plusem dodającym muzyce Amesoeurs smaczku, są francuskojęzyczne teksty. Oczywiście, w angielskojęzycznie nastawionym świecie, utrudnia to odbiór warstwy tekstowej, ale za to buduje baśniowy wręcz klimat. Specyficzny rodzaj melodeklamacji stosowany przez Audrey Sylvain przywodzi na myśl intrygujące zaśpiewy Lisy Gerard, czy Suzanne Perry z Love Spirals Downwards. Blackowy ryk po francusku w wydaniu Neige’a także brzmi niczego sobie. Styl gitary prowadzącej zmienia się z utworu na utwór, momentami wygrywa ciągnącą się, niejako autonomiczną względem reszty instrumentów, melancholijną melodię, kojarzącą się z ostatnimi dokonaniami Agallocha („Recueillement”), czasem wkracza w rejony klasyki shoegazingu („Faux Semblants”), by nagle uderzyć słuchacza jakby obuchem w ciemię, za pomocą utworu „I XIII V XIX XV V XXI XVIII XIX – IX XIX – IV V I IV”, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na składance Misantrophy Records. Jest to zresztą jeden z nielicznych zarzutów, jakie mam wobec wydawnictwa Amesoeurs. Albumowi, pomimo huśtawek klimatu, nie sposób odmówić spójności, jest to jednak – można by rzec – spójność na granicy. Być może postawienie pomysłowej, ale jednak czysto blackowej sieczki, jaką jest wspomniany powyżej utwór, przy pięknym i minimalistycznym „Trouble (Éveils Infâmes)”, miało swój artystyczny cel, jednak dla kogoś oceniającego album „na sucho” zabieg ten może nosić znamiona przypadkowości. Po stronie minusów należy też zapisać słabszą – poza ostatnim utworem - końcówkę albumu. Jej poziom ciągle należy oceniać wysoko, jednak w porównaniu z pierwszą połową płyty, jest to już tylko muzyka bardzo dobra, nie zaś zanakomita.
Nie jestem zwolennikiem wystawiania albumom ocen, nie partycypuję też w toczących się na tym tle kłótniach. Uważam, że podstawowym zadaniem recenzenta jest nie wystawienie cenzurki opisywanej muzyce, a zwrócenie na nią uwagi wtedy, kiedy naprawdę na to zasługuje. Tak jest z całą pewnością tym wypadku. Debiut, a jednocześnie ostatni krążek Amesoeurs, to bez wątpienia jedno z największych odkryć i najważniejszych tegorocznych wydarzeń dla ogólnie pojętej sceny shoegazingowej. To muzyka pełna pasji, szczera i intrygująca, zarówno w sferze muzycznej, jak i tekstowej. Tak więc słowniki francusko-polskie w dłoń i do sklepu! Gorąco polecam.
Tagi: black metal, dream pop, Francja, shoegaze
Cranes - Cranes (2008)
16 sierpnia 2009 RECENZJE

Dotąd mi nieznany brytyjski zespół Cranes na swoim ostatnim, ósmym! krążku (znów okazuje się, że jestem ignorantem) wydanym w październiku 2008 roku zabiera słuchaczy w niezwykłą osobliwą podróż. Obrazy przychodzące na myśl przenikają się, próbują na bazie tła mieszać się ze sobą. Przesuwają się, co jakiś czas wybijając się przed siebie. Natomiast głos prowadzi nas przez te bajkowe aczkolwiek chłodne dźwięki. Daje do zrozumienia, że jesteśmy w tym otaczającym świecie bezpieczni, letcy jak puch i słowa, które wypowiadamy. Przenosi w świat niewidzialnych wyobrażeń jakie doznaje lunatyk ponad i poniżej… Okładka płyty przedstawia mlecz po przekwitnięciu, który jest już dmuchawcem czekającym tylko na mocniejszy podmuch i wzlot w przestworza – i taka jest muzyka zawarta na tym albumie.
9/10
1. Diorama [1:32]
2. Worlds [4:08]
3. Feathers [3:19]
4. Wires [3:42]
5. Panorama [3:20]
6. Wonderful Things [4:17]
7. Collecting Stones [3:13]
8. Invisible [4:05]
9. Move Along [3:54]
10. Sleepwalking [3:07]
11. High And Low [4:06]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: dream pop, Wielka Brytania
THE CHAMELEONS
13 sierpnia 2009 ZESPOŁY
O początkach The Chameleons można mówić około 1981 roku, w momencie ponownego spotkania przyjaciół z ogólniaka, które wyniknęło z rozpadu dwóch kapel z Middleton (okolice Manchesteru, Wielka Brytania). W jednej z nich, The Clichés, udzielał się późniejszy basista i wokalista, Mark Burgess, natomiast w The Years grali obydwaj gitarzyści, Reg Smithies i Greg Fielding. Skład dopełnił perkusista John Lever z The Politicians, zastępując pierwszego bębniarza - Briana Schofielda. Zanim jeszcze w składzie zagościł perkusista, ambitni muzycy wysłali taśmę demo z czterema utworami nagranymi na próbie (”The Fan And The Bellows”, “Things I Wish I’d Said”, “Looking Inwardly” i “Here Today”) do Johna Peela. Legenda głosi, że dotarcie do muzyków zajęło mu kilka miesięcy, ostatecznie jednak poszukiwania zakończyły się sukcesem, i zespół dostał szansę na ponowne zarejestrowanie i zaprezentowanie swoich dokonań szerokiemu gronu słuchaczy w audycji legendarnego prezentera Radio One. Zespół zachęcony szybko rosnącą popularnością nagrań skontaktował się z Epic, będącym wówczas sub-labelem CBS. Zespół dostał do swojej dyspozycji studio, obiecującego producenta, Steve’a Lillywhite’a (współpracował przy nagrywaniu dema Ultravox, a później w latach 80-tych m.in. U2, Morriseya, Talking Heads czy The Pogues), jak również kontrakt na osiem(!) albumów, co świadczyć może o niebywałym entuzjazmie labela dla zespołu… który to entuzjazm szybko wygasł, gdy w 1982 roku, po wydaniu pierwszego singla - „In Shreds” - The Chameleons okazali się całkowicie niewrażliwi na naciski wytwórni w kwestii „lekkiej zmiany stylu”. Skończyło się to zerwaniem kontraktu przez Epic, zaś zespół pozostawiony został samemu sobie z częściowo zarejestrowanym materiałem na płytę długogrającą, co w finale opóźniło jej wydanie prawie o dwa lata. Mark Burgess:„Ostatni raz mieliśmy do czynienia z Epic, gdy kazali nam spotkać się z Nigelem Burnhamem; następne utwory nagrywać mieliśmy pod jego okiem. Już na początku zaczął gadać o zmianie aranży i skróceniu kawałków do trzech, trzech i pół minuty. Powiedzieliśmy „nie”. Dzień po tym poinformowano nas że wytwórnia zakończyła z nami współpracę”
Singiel zawierał dwa utwory – o ile tytułowy, niespokojny, o nerwowym pulsie, jest świadectwem jeszcze silnych postpunkowych fascynacji kolektywu, to drugi - „Nostalgia” - można uznać już za zapowiedź kiełkowania własnego stylu zespołu. Warto zaznaczyć również, że okładkę zaprojektował gitarzysta, Reg Smithies – będzie on później autorem większości okładek The Chameleons. Tuż po wydaniu singla John Lever stwierdził że jest zmęczony atmosferą wokół zespołu i odszedł na prawie roczny „urlop”; Na ten czas zastąpił go Martin Jackson. Mimo wyżej wymienionych trudności, dzięki niezłym wynikom sprzedaży singla (dotarł do 42 pozycji w audycji Festive Fifty Johna Peela, będącej swoistym muzycznym podsumowaniem roku), naszymi bohaterami zainteresował się mały label Statik. Zagwarantował on im pomoc producenta Tony’ego Skinkissa, środki (choć bardzo skromne) na następny singiel „As High As You Can Go”, (zawierający utwory które później znajdą się na debiutanckiej płycie, jakkolwiek w dużo mniej surowych wersjach) jak i też na pierwszą płytę zespołu - „Script Of The Bridge” wydaną w 1983 roku. Płytę nagrano w Cargo Studios w Rochdale przy pomocy Colina Richardsona (będzie im pomagał przy nagrywaniu singli i następnej płyty, później znany ze współpracy z takimi zespołami jak… Carcass, Napalm Death czy Sepultura), na pół etatu jako klawiszowiec do zespołu dołączył Alistair Lewthwaite.
Debiut The Chameleons już na samym początku zyskał sobie duże grono oddanych słuchaczy i pozytywnych recenzji, zespół porównywano często z Echo And The Bunnymen i The Sound. Sporą popularność zyskali na wyspach i w Europie, potwierdzoną dodatkowo przez serię koncertów które grali w 1983 i 1984 roku, supportując między innymi Simple Minds w Niemczech (gdzie The Chameleons cieszyli się stosunkowo dużą popularnością). Aby iść za ciosem, z albumu wykrojono kolejne single - „Up The Down Escalator” (początkowo przeznaczony na rynek niemiecki) i „Don’t Fall” (wydany we Francji). W międzyczasie światło dzienne ujrzały jeszcze dwie sesje nagrań dla Johna Peela, a dodatkowo The Chameleons pierwszy raz pojawili się w telewizji (klub Honky Dory w Detmold, Niemcy). Niedługo potem, ze względu na rosnącą popularność zespołu, Statik nabył prawa do pierwszego singla, i wydał go ponownie wraz z dodatkowym kawałkiem z pierwszej płyty, „Less Than Human”. Wszystko szło po myśli zespołu, aż do momentu premiery ich debiutu w Stanach. Okazało się, że Statik bez konsultacji z zespołem zezwolił MCA na wypuszczenie debiutanckiej płyty okrojonej o cztery utwory. Doprowadziło to do serii kłótni zespołu i wytwórni, ostatecznie zakończonej pozasądową ugodą, na mocy której zespół miał nagrać dla Statik jeszcze jedną płytę (obowiązywał ich znacznie dłuższy kontrakt i groziła im utrata praw do nowych nagrań); nie mając innego wyjścia, na początku 1985 roku The Chameleons zabrali się za nowego materiału. Płytę nagrywano w Highland Studios, ponownie przy pomocy Colina Richardsona.
Album sam w sobie jest zdecydowanie mniej melancholijny i mroczny niż debiut, dużo w nim mocniejszych i szybszych utworów; „What Does Antything Mean? Basically” wywołał entuzjastyczne reakcje prasy muzycznej, zdecydowana większość recenzji była bardzo pochlebna. Zespół wkrótce wkrótce wyruszył w długą trasę, wpierw po Europie, a później po Stanach, gdzie spotykali się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem; dodatkowo, z racji że The Chameleons po wydaniu singla z płyty („Singing Rule Britannia (While The Walls Close In)”) przestał obowiązywać kontrakt z Statik Records, zespół wydał singla ”One Flesh” pod skrzydłami Polydor, (korzystając z kontaktów które wyrobił sobie podczas dwóch tras w Stanach) by w końcu podpisać umowę z Geffenem (Geffen Records), będącym wtedy jednym z większych niezależnych labeli. Kolejną, bardzo ważą dla zespołu zmianą, która wynikała ze zmiany wydawcy, był nowy manager, Tony Fletcher (nie mylić z Tonym Fletcherem – dziennikarzem; napisał m.in. biografie Echo And The Bunnymen i R.E.M.); miał się stać osobą która była nieoficjalnym, „piątym członkiem” zespołu, wspierając go w trudnych momentach i mediując w coraz bardziej narastających konfliktach między muzykami.
Na początku 1986 roku doszło do kolejnego starcia zespołu z dawną wytwórnią, Statik – tym razem o prawa autorskie do starych utworów, nagranych w większości jeszcze na sesjach z 1981 roku. Tym razem zespołowi udało się wygrać tę batalię, w związku z czym Statik musiał wstrzymać wydanie „The Fan And The Bellows”, na którą miał zawierać się miały utwory z wczesnych sesji The Chameleons. Finalnie materiał wydała niewielka wytwórnia Hybrid, później zaś prawa od niej odkupiła Caroline Records, będąca wtedy częścią Virgin. W tym samym czasie The Chameleons zabrali się za pisanie materiału na trzecią płytę. Kontrakt z Geffenem umożliwił im zapewnienie sobie współpracy Dave’a Allena (był producentem The Cure i Sisters Of Mercy), jak i również komfortowe warunki w Jacob’s Studio w Londynie. Pierwszym owocem pracy w studio był wydany w różnych wersjach (7”, 12” I 2x 7”) singiel, “Tears” będący zapowiedzią następnego albumu. Końcowym rezultatem trwającej kilka miesięcy sesji była ostatnia studyjna płyta zespołu w latach 80-tych - “Strange Times”; okładkę ponownie zaprojektował Reg Smithies. Album spotkał się ze zróżnicowanymi recenzjami w ówczesnej prasie muzycznej, od pochlebnych (zwłaszcza w Stanach) aż do przyczepiających zespołowi etykietkę “stadionowego rocka” - głównie w Wielkiej Brytanii; zespół, co chwila pojawiały się komentarze porównujące zespół do U2. Płycie towarzyszył singiel “Swamp Thing”, na którym znalazł się również cover Davida Bowie (“John, I’m Only Dancing”). Komentarz Marka Burgessa na temat porównywania dotychczasowych dokonań zespołu z innymi wykonawcami:
“Dla mnie jest to swojego rodzaju obraza i potwarz. Zrozumiałe jest, że na samym początku jest się porównywanym do bardziej znanych zespołów, bo dziennikarze muszą mieć jakiś punkt odniesienia. Ale jeśli nagrywasz płyty od pięciu lat, to ciągłe słuchanie że brzmisz jak ktoś inny jest naprawdę wkurzające”
Trasie promującej “Strange Times” towarzyszyły narastające konflikty między członkami zespołu, głównie na tle dążeń Burgessa do “przeprowadzki” zespołu do USA; niedługo po zakończeniu trasy w Stanach, Tony Fletcher (menedżer) zmarł na zawał serca, a zespół, pozbawiony swojego “dobrego ducha” na dobre pogrążył się w kłótniach. Udało im się jeszcze nagrać EP-kę “Tony Fletcher Walked On Water”, jednak praktycznie nie została ona wydana ze względu na narastające tarcia w kapeli. Ponieważ The Chameleons byli przede wszystkim bliskimi przyjaciółmi, nieuniknionym było, że powolny rozpad był bardzo bolesny i w konsekwencji zaowocował zerwaniem jakichkolwiek kontaktów między dwoma obozami które się wytworzyły w zespole. Wypowiedź Marka Burgessa z 1988 roku:
“To wszystko były osobiste problemy między nami, więc nie lubimy o tym rozmawiać, właśnie dlatego że to takie cholernie osobiste. Po trasie w Ameryce wróciliśmy do Anglii i mieliśmy nagrywać materiał na nową płytę; około dwóch tygodni po naszym powrocie nasz menedżer, Tony Fletcher, zmarł i wszystko zaczął szlag trafiać. Mieliśmy już zabukowane studio, więc nagraliśmy cztery utwory, ale potem cały zespół zaczął się rozlatywać, co skończyło się na odejściu mnie i Johna z The Chameleons. Nie mogę na ten temat nic więcej powiedzieć – to naprawdę nie jest przyjemne, a rozwody właśnie takie są…”
W 1987 roku Mark Burgess, John Lever, Andy Clegg i znajomy z jego poprzedniej kapeli (Music For Aborigines), Andy Whitaker, założyli The Sun And The Moon. Ze względu na zobowiązania kontraktowe jeszcze z czasów poprzedniego zespołu, pierwsze single (“The Speed Of Life” w Wielkiej Brytanii i “Peace In Our Time” w USA) jak też debiutancki album nowego projektu Burgessa wyszły pod szyldem Geffena. Zespół, określanego w prasie jako “łatwiejsza wersja The Chameleons”, nie odniósł większego sukcesu (zwłaszcza w Ameryce, na co bardzo liczył wokalista), jakkolwiek dawni fani często pojawiali się na koncertach formacji.
W tym samym czasie dwaj byli gitarzyści The Chameleons, Dave Fielding i Reg Smithies nie próżnowali. Wszystko zaczęło się od prośby przyjaciela brata Dave’a, aby nagrali jeden numer na płytę z kowerami The Kinks (“Shangri La – A Tribute To The Kinks”) dla nowo powstałego niezależnego labela Imaginary Records. Utwór nowego zespołu gitarzystów, The Reegs, jest bardzo ciekawym coverem, utrzymującym nastrój i klimat oryginału, aczkolwiek przy użyciu bardziej nowoczesnych środków, charakterystyczna jest ściana dźwięku wytworzona przez dwóch muzyków, jak też intrygująca partia wokali Smithiesa. Zachęcani przez label, muzycy postanowili nagrać więcej materiału. Ze względu na niechęć Rega do bycia wokalistą, do zespołu dołączył Gary Lavery z Partisan Grey, którzy supportowali The Chameleons w początkach ich kariery. Niedługo potem, w 1989 roku zespół wydał album “Return Of The Sea Monkeys”, któremy poprzedziły dwa single, “See My Friends” I “Chorus Of The Lost”. Album jest dość eklektyczny, choć od razu zauważalne stają się partie obydwóch gitarzystów, momentami kojarzące się z późniejszymi albumami The Jesus And Mary Chain. Interesującą ciekawostką jest ostatni utwór, “All Tomorrow’s Parties”, będący instrumentalnym coverem The Velvet Underground, który zresztą pojawił się na “Heaven And Hell Volume Two – A Tribute To The Velvet Underground”, wydanym w 1991 roku.
Około 1990 roku między byłymi członkami The Chameleons ponownie wybuchł konflikt, spowodowany próbami wydania przez Marka Burgessa ostatniej EP-ki zespołu, “Tony Fletcher Walked On Water” nakładem Glass Pyramid, co zakończyło się pozwem sądowym i wstrzymaniem dystrybucji wydawnictwa. Tego typu sytuacje będą się zresztą powtarzać przez lata 90-te, głównie z powodów praw autorskich do koncertowych wydawnictw The Chameleons. Po rozejściu się dróg muzyków The Sun And The Moon, Mark Burgess przez większość lat 90-tych będzie brał udział w kilku innych quasi-solowych przedsięwzięciach, lecz żadne z nich nie powtórzy sukcesu jego macierzystego zespołu. Z kolei byli gitarzyści The Chameleons nagrają w 1993 drugi album pod szyldem The Reegs (“Rock The Magic Rock”), będącym udaną kontynuacją tego co stworzyli na debiucie, z zauważalnymi wpływami bardzo popularnego wówczas na wyspach shoegaze’u. Pod koniec ubiegłego stulecia, muzycy zdecydowali się zakopać topór wojenny i zostawić przeszłe niesnaski za sobą – często wspominaną w wywiadach przyczyną była samobójcza śmierć Adriana Borlanda z The Sound, z którym Burgess miał grać koncerty w Niemczech:
“Grałem wtedy z Adrianem Borlandem w Bremie w jego solowym projekcie White Rose Transmission; prosił mnie żebym zaśpiewał i zagrał na basie w jednym z jego utworów; końcowy efekt tak mu się spodobał, że chciał żebym dołączył na stałe do zespołu, mieliśmy grać koncerty i tak dalej… I wtedy on się zabił, całą trasę oczywiście odwołano, a ja wróciłem do Anglii. Spotkałem się z Dave’em i powiedziałem mu, że jeśli mamy kiedykolwiek znów wszyscy zejść jako The Chameleons, to właśnie teraz nadszedł ten czas.”
Pogodzeni ze sobą członkowie zespołu, spotkawszy się z entuzjastycznym przyjęciem widowni, po zagraniu serii koncertów w Manchesterze i okolicach, zabrali się za nagrywanie nowej płyty. W międzyczasie wydali własnym sumptem płytkę “Strip” z akustycznymi wersjami starych utworów. Pierwszy album z nowym studyjnym materiałem po szesnastu latach przerwy, “Why Call It Anything”, nagrany ponownie z udziałem Dave’a Allena i wydany w 2001 roku, stanowi kolejny krok w rozwoju zespołu, bez patrzenia się wstecz; dominują w nim bardzo delikatne i stonowane brzmienia, z mocno wyeksponowanym akustykiem (Mark Burgess wspominał w kilku wywiadach o dużym wpływie, jaki na niego wywarł Jeff Buckley). Wyróżniające się utwory to rozpoczynający płytę “Shades”, zmienny “Truth Isn’t Truth Anymore” i momentami reggae’owy “Miracles And Wonders” z udziałem przyjaciela zespołu, Kwasi Asante. The Chameleons ponownie wyruszają w trasę po Europie by po jej zakończeniu ponownie zaszyć się w studiu, i nagrać “This Never Ending Now” (wydany w grudniu 2002 roku), będący kontynuacją akustycznych sesji z “Strip”. Po amerykańskiej trasie promującej “Why Call It Anything”, zespół zawiesił aktywność na kilka miesięcy, by ostatecznie ponownie rozpaść w Święta Wielkanocne 2003 roku. Ostatnim oficjalnym wydawnictwem zespołu został dwupłytowy zapis koncertu w Academy (Manchester) z 2001 roku zatytułowany po prostu “Live At The Academy”.
The Chameleons pozostawali w latach 80-tych jednym z najbardziej niedocenianych zespołów, nigdy nie osiągając takiej popularności jak Echo And The Bunnymen czy U2, z którymi najczęściej bywali porównywani. Na to wszystko nakładała się zła passa zespołu, który ciągle musiał walczyć ze swoimi własnymi wydawcami o wolność artystyczną, co dodatkowo pogarszało samopoczucie muzyków; prawie w każdym wywiadzie z tamtych lat powraca sprawa konfliktów z labelami na tym tle. Lata 90-te przyniosły wzrost zainteresowania muzyką kwartetu z Middleton, głównie za sprawą zdobywającego ogromną popularność nurtu shoegaze (za którego głównych protoplastów, oprócz The Jesus And Mary Chain uznawani są właśnie The Chameleons). Wiele zespołów grających w tym stylu (z bardziej znanych Ride, Slowdive czy Kitchens Of Distinction) otwarcie deklarowało The Chameleons jako jedną ze swoich największych muzycznych inspiracji. Do dziś dzień płyty zespołu nie straciły nic ze swojego uroku, i cały czas uwodzą słuchacza niepowtarzalnym melancholijno – romantycznym klimatem; naprawdę warto zapoznać się z dokonaniami tego nieco zapomnianego, acz bardzo zasłużonego dla muzyki rockowej zespołu.
Skład:
Mark Burgess: bas i wokal 1981-1987, 2000 - 2003
Dave Fielding: gitara 1981 – 1987, 2000 – 2003
Reg Smithies: gitara 1981 – 1987, 2000 – 2003
John Lever: perkusja 1981 – 1982, 1983 – 1987, 2001 – 2003
Alistair Lewthwaite: klawisze (sesyjnie) 1983 – 1985
Andy Clegg: klawisze (sesyjnie) 1985 – 1987
Martin Jackson: perkusja 1982 – 1983
Brian Shofield: perkusja 1981
Podstawowa dyskografia:
In Shreds [7” singiel, Epic EPC A 2210, 1982]
As High As You Can Go [7” singiel, Statik STAT 30-12, 1983]
As High As You Can Go [12” singiel, Statik TAK 6, 1983]
Script Of The Bridge [longplay, Statik STAT LP 17, 1983]
A Person Isn’t Safe Anywhere These Days [7” singiel, Statik TAK 6, 1983]
A Person Isn’t Safe Anywhere These Days [12” singiel, Statik TAK 06-12, 1983]
Up The Down Escalator [12” singiel, Statik TAK 11, 1983]
Up The Down Escalator [7” singiel, Statik TAK 11-12, 1983]
Don’t Fall [7” singiel, Statik TAK 13, 1983]
What Does Anything Mean? Basically [longplay i CD, Statik LP 22/CDST 22, 1985]
Singing Rule Britannia (While The Walls Close In) [7” singiel, Statik TAK 35, 1985]
One Flesh [7” singiel, Polydor 883-220-7, 1985]
Tears [7” singiel, Geffen 928 666-7, 1986]
Tears [12” singiel, Geffen 920 486-0, 1986]
Tears [2x 7” singiel, Geffen GEF 4F, 1986]
Strange Times [longplay i CD, Geffen 9 24119-1/GEFD-24609, 1986]
Swamp Thing [7” singiel, Geffen GEF 10, 1986]
The Fan And The Bellows [longplay, Hybrid CHAM LP 1, 1986]
Tony Fletcher Walked On Water [singiel 12” i CD, Glass Pyramid EMC 1/EMC 1CD]
Strip [longplay i CD, Paradiso PARADISCOLP01/PARADISOCD0, 2000]
Why Call It Anything [CD, Artful Records ARTFULCD39, 2001]
This Never Ending Now [CD, Paradiso PARADISOCD02, 2002]
Live At The Academy [2xCD, Paradiso PARADISOCD03, 2002]
Autor: yronisdead
Tagi: 80s, alternative, dream pop, new wave, post-punk, Wielka Brytania
CRANES
12 sierpnia 2009 ZESPOŁY
Cranes, grupa wprost z południowego wybrzeża Wielkiej Brytanii (z miasta Portsmouth), określana jest często jako dream pop. Swoje niecodzienne brzmienia wydali na kilku płytach, m.in. ‘Wings of Joy’ (1991), ‘Forever’ (1993), ‘Loved’ (1994), ‘La Tragedie d’Oreste et Electre’ (1995), i ‘Population Four’ (1997). Po czteroletniej przerwie Cranes powstali na nowo, nagrywając kolejno albumy: ‘Future Songs’ (2001) oraz ‘Particles & Waves’ (2004). W tej części twórczości wyczuwa się nieco bardziej elektroniczne inspiracje niż dotychczas.
Tagi: dream pop, ethereal, female vocalists, indie, shoegaze, Wielka Brytania
THE SUNDAYS
11 sierpnia 2009 ZESPOŁY
Działający w latach 1987-1997 brytyjski zespół grający alternatywny pop-rock. The Sundays powstali w Londynie z inicjatywy gitarzysty Davida Gavurina i wokalistki Harriet Wheeler. Potem do zespołu dołączyli: basista Paul Brindley i perkusista Patrick Hannin. Po debiucie w 1998 roku w londyńskim klubie Vertigo brytyjska prasa porównywała ich do The Smiths i Cocteau Twins.
W ciągu dekady istnienia grupy The Sundays wydali trzy albumy: „Reading, Writing, and Arithmetic” (1990), „Blind” (1992) i „Static and Silence” (1997). Najsłynniejsze piosenki zespołu to: „Can’t be sure” (1989) i „Here’s where the story ends” (1990).
Tagi: 90s, alternative, dream pop, female vocalists, indie, shoegaze, Wielka Brytania
THE TELESCOPES
6 sierpnia 2009 ZESPOŁY
The Telescopes to zespół, który powstał w 1986 r. za sprawą Stepehna Lawrie (wokal, gitara akustyczna) oraz Joanny Doran (podkład wokalny, gitara rytmiczna), Davida Fitzgeralda (gitara prowadząca), basisty Roberta Brooksa i Dominica Dillona (bębny i perkusja).
Muzykę, jaką ma w swym dorobku grupa , można określić jako eksperymentalną/noise lecz również lawiruje ona na pograniczu shoegaze i space rocka, a
w ich piosenkach słychać inspiracje takimi artystami jak Jesus and Mary Chain, My Bloody Valentine czy Spacemen 3.
W 1988 r.w wytwórni Cheree, grupa wraz z zespołem Loop wydała tak zwany “split flexi-disc”, na którym zamieściła pierwszy singiel pt. “Forever Close Your Eyes”,
Rok później opublikowali swój debiutancki utwór “Kick the wall” oraz “7th# Disaster” natomiast pierwszy longplay “Taste” wydali za pośrednictwem niezależnego, amerykańskiego What Goes On Records. “Perfect Needle”, przełomowy singiel, również wydany w tej wytwórni, stał się bodajże najbardziej znaną piosenką The Telescopes.
W styczniu 1990 r. zanim światło dzienne ujrzał koncertowy LP “Trade Mark of Quality” ,(w wytwórni Fierce), zespół opublikował 12-inch krążek “To Kill A Slow Girl Walking”. Niedługo po tym, What Goes On Records zbankrutowało a zespół wstąpił do Creation Records i wraz z tą zmianą nadeszła kolejna, w brzmieniu.
Nie był to teraz powolny , wpadający w trans noise rock , (coś na miano Spacemen 3, a sięgając dalej - nawet The Stooges) lecz bardziej przestrzenny,
lekki i rozmarzony dźwięk, który tkwił w świeżo wydanym “Celeste” , “Flying” oraz “Everso”. W ‘91 r. Singiel “Flying” zajął 79 miejsce w UK Charts.
Drugi album studyjny “# Untitled Second” , zawierający sporą dawkę psychodelii i “uduchowionych” rytmów, został wydany w 1992 r. i można zaliczyć go
do grona shoegazowych klasyków.
The Telescopes rozpadł się w ‘94 r. jednakże w ‘96 r. wokaliści ponownie zjednoczyli się i uformowali Unisex, obecnie zespół nieco zapomniany; do Stephena Lawrie
oraz Jo Doran dołączyli Nick Hemming (kompozytor muzyki filmowej), Andrew Foster oraz Dan Thompson.
W 1996 r. ukazał się pierwszy utwór Unisex - “They Do Feel Strange”. Następnie grupa wydała EPkę “Deadlock” w 2000 r. a wkrótce po tym, album “Stratosphere”
Wielką niespodzianką okazał się powrót ‘Telescopes w roku 2002, wydali wówczas “The Third Wave” , a w 2005 r. już czwartą płytę “The Telescopes #4″ w własnej wytwórni ,Antenna Records. Wtedy odbyli trasę po Wielkiej Brytanii, wraz z Experimental Audio Research jako supportem.
W 2006 r. skład znów uległ zmianie, pozostał tylko założyciel zespołu czyli Lawrie , a dołączyła do niego Bridget Hayden, która gra także okazjonalnie w Sunburned Hand Of The Man.
W tym samym roku zespołowi udało się wydać zarówno mini album “Hungry Audio Tapes” jak i EPkę “Night Terrors”. Grupa postanowiła skupić się na eksperymentach oraz muzyce noise ,obecnie koncertuje i wydaje kolejne nagrania.
Newsy o The Telescopes : http://www.myspace.com/thetelescopes
Nieoficjalna strona zespołu : http://www.thetelescopes.com/
autor: Inez
Tagi: dream pop, indie, noise pop, shoegaze, space rock
The Autumns - In the russet gold of this vain hour (15.02.2000)
5 sierpnia 2009 RECENZJE

Trzecia recenzja, a ja już chciałabym trafić na słabą płytę. Żeby móc ją zjechać. Opluć. Zmieszać z błotem. Zmiażdżyć obcasem, a potem uśmiechnąć się i odejść, poprawiając szminkę na ustach. Ech, jak się okazuje, nie można notorycznie przebywać w idealnym świecie. Do następnej recenzji postaram się wyszukać coś beznadziejnego.
Na pierwszy ogień rzucam teksty. Osobiście jestem wobec tych wymagająca; puste i bezsensowne są w stanie skreślić piosenkę na wieki. „This is the end you’re searching for, this is it, this is all, this is the dream where you hit the floor” oraz „Hung in drapes of palest lace, from the stakes of brittle grace. It’s away, my love” z otwierającej album „Boy with the aluminium stilts” i już wiem, że mam czego szukać dalej. Piosenki mówią o miłości i krwi, ale to wszystko zaklęte jest w czarujące porównania i metafory: „Once in the slumber and frost we’re clinging” z „June in her frost and fur” i sam tytuł kolejnej piosenki „Mistral chimes at nightfall” są przykładami intensywnych, ale nie przesłodzonych fraz. Przykładem magii niech będzie „Soft spoken spells as their voice often quells thus alluring her near” z „The wreathe and the chain”. „Witch hazel” rozwiała moje obawy dotyczące braku „lirycznego uderzenia”. Oczywiście nie był to brutalny cios, a mocniejszy akcent, nie odstający od całości.
„Będą nudy” – pomyślałam, włączywszy pierwszy utwór. Jednak po zaznajomieniu się z całą płytą stwierdziłam, że piosenka nie ma nic wspólnego z przewidywalnością. Monotonna, ale delikatna, urzekająca. Ten piękny falset, subtelna perkusja i niebezpieczne przestery stanowią lekkie wprowadzenie do całej głębokiej dźwiękowo reszty.
Nastoletnim zachwytem pozwolę sobie stwierdzić: jaki ten facet ma piękny głos. Harmonizuje on z linią melodyczną lub tworzy wysublimowany „utwór w utworze”. Jest jak pokryta rosą pajęczyna gdzieś w załamaniach chropowatej – dobrze wyczuwalnej – kory. Wokalista Matthew Kelly ma moc w delikatności – potrafi zaczerpnąć uczuć słuchacza, nie siląc się na wrzaski lub łkania.
Odnoszę wrażenie, jakoby instrumenty były dla wokalu: tworzą idealny podkład, ale nigdy nie wysuwają się na pierwszy plan. Stanowią perfekcyjne dopełnienie i razem z nim opowiadają historię, lecz nigdy nie są krzykliwe. Więcej – one są tworzone przez muzykę, która niejako powołuje je do życia, wzywa do kreowania tej eterycznej siły spokoju. Całość jest jak poranna mgła, unosząca się sennie nad gruntem, nim rozpłynie się w namnażających się promieniach słońca lub wzleci niepostrzeżenie do nieba. Muzyka, która wprowadza niepokój wymagający rozważań.
Płyta bardzo przyjemna dla ucha, a jednocześnie bezpretensjonalna. Jednolita, ale nie nudna. Stonowana, ale poruszająca. Odmierza czas, dawkuje deszcz i wiatr. Pozwala zwolnić tempo i przepuścić pędzący świat obok, uspokoić nerwy i wyruszyć na poszukiwanie zagubionego „ja”. Wszelako intryguje niespodzianką ostatnich pięciu minut: końcówka „Witch hazel” i początek utworu dziesiątego – „ In the russet gold of this vain hour” są jakby linią graniczną; ostatnia piosenka jest… inna. Nie wyłamuje się z konwencji i stylu, ale jest poniekąd bardziej zmysłowa, zmysłowością niepewną. Intymna, jak bliskość w tańcu, lżejsza. Bardziej senna.
Czyli nie generalizujmy.
Tagi: dream pop, indie rock, rock alternatywny, shoegaze, Stany Zjednoczone
A SUNNY DAY IN GLASGOW
3 sierpnia 2009 ZESPOŁY

A Sunny Day in Glasgow to zespół wykonujący muzykę łączącą w sobie dream pop, noise pop, shoegaze, indie i ambient. Jego początki sięgają 2005 roku, kiedy to do Filadelfii w USA powrócili z Wielkiej Brytanii Ben Daniels i Ever Nalens. Postanowili stworzyć dwuosobowy projekt muzyczny, Nalens, były mieszkaniec Glasgow, wymyślił również jego nazwę. Po kilku miesiącach porzucił jednak projekt i Daniels zaproponował rolę wokalistki swojej siostrze, Robin. Wkrótce dołączyła do nich Lauren, bliźniacza siostra Robin. Nagrań dokonywano w mieszkaniu Bena i w domu rodzinnym na przedmieściach, gdzie odgłosy ulicy nie przeszkadzały w miksach.
W marcu 2006 roku zespół zebrał kilka swoich piosenek i wydał je jako EP, zatytułowane „The Sunniest Day Ever”. Zainteresowali się nim bloggerzy muzyczni, co przyciągnęło uwagę krytyków i radia. Już jesienią zaowocowało to podpisaniem kontraktu z Notenuf Records.
13.02.2007 zespół wydał swój debiutowy album, „Scribble Mural Comic Journal”. Zebrał on znakomite recenzje, m.in. Drowned in Sound nazwał krążek „pretendentem do albumu roku”.
A Sunny Day in Glasgow zebrali utwory ze swoich wczesnych sesji nagraniowych i wydali je na krążku zatytułowanym „Tout New Age” 10.07.2007.
W sierpniu 2008 roku album „Scribble Mural Comic Journal” ukazał się na winylu nakładem Ruined Potential Records.
Na 15.09.2009 zapowiedziana jest premiera drugiego albumu, zatytułowanego „Ashes Grammar”.
Obecny skład zespołu: Ben Daniels (komponowanie), Robin Daniels (wokal/instrumenty klawiszowe), Lauren Daniels (wokal/instrumenty klawiszowe), Josh Meakim (perkusja), Brice Hickey (gitara basowa).
Tagi: ambient, dream pop, indie, noise pop, shoegaze, Stany Zjednoczone
Klimt 1918 - Just in Case We’ll Never Meet Again (Soundtrack for the Cassette Generation) 23.06.2008
1 sierpnia 2009 RECENZJE

Znacie to uczucie będące syntezą smutku, radości i tęsknoty, pojawiające się w momencie, kiedy przypadkiem natrafia się na rzecz sprzed lat pięciu, dziesięciu, czy piętnastu? Kiedy z niewiadomych przyczyn zaczyna się robić porządek w szufladzie biurka, lub przekopuje się przez całą stertę materiałów związanych ze szkołą? Kiedy przegląda się stare zdjęcia, bilety do kina, wpisy w pamiętniku? Niektórzy nazywają je melancholią, ale to tylko słowo, nijak nie mogące oddać tego wszystkiego, co w takim momencie dzieje się w ludzkiej głowie. Wreszcie, czy pamiętacie epokę kaset? Szum magnetofonu i głośne szczęknięcia, kiedy taśma przesuwała się do końca? Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy natrafiłem na swoje stare kasety i kiedy postanowiłem je przesłuchać. Nawet jeśli jakość, z racji sporego zużycia materiału, pozostawiała sporo do życzenia i tak nie mogłem zrozumieć, jak płyty winylowe, których jestem fanem, oraz właśnie kasety magnetofonowe, mogły zostać wyparte przez bezduszne nośniki cyfrowe. Być może są one nieśmiertelne, ale – moim zdaniem – nieśmiertelność samej muzyki zdecydowanie lepiej oddaje nośnik analogowy.
To jeszcze nie koniec tego odrobinę przydługiego wstępu. Uważam bowiem, iż muzyka to nie tylko to, co znajduje się na krążku, czy taśmie. Muzyka to nie tylko występ na żywo, znakomite instrumentarium i nagłośnienie. Siła i mistrzostwo muzyki tkwią w naszych odczuciach, w tym jak ją odbieramy, w tym, co pozostaje w naszych głowach po odsłuchu, zarówno pierwszym, jak i sto pierwszym, w jaki sposób zmieniamy się pod jej wpływem. Jeżeli powyższe słowa brzmią dla Was znajomo, to mogę się założyć, że niejedną chwilę spędzicie przy „Just In Case We’ll Never Meet Again”, ścieżce dźwiękowej dla ludzi wychowanych na muzyce płynącej z szumiącego radiomagnetofonu.
Klimat 1918 przeszedł długą drogę od swojego pierwszego albumu, „Undressed Momento”, którego brzmienie mogło kojarzyć się z Anathemą, czy Katatonią. Elementy gotyckie w dużej mierze zanikły już na drugim krążku, intrygująco zatytułowanym „Dopoguerra”, pojawiły się nań również „momenty” zgoła nieoczekiwane, zapowiadające jednocześnie dalszą przemianę. Dopiero jednak „Just In Case We’ll Never Meet Again” przedstawia zespół w pełnym, shoegazingowo-dream popowym blasku. Gitarowe ściany dźwięku, niezwykle charakterystycznie grająca sekcja rytmiczna i melancholijny wokal, porażają od pierwszej sekundy albumu. Włosi, muzycznie i nie tylko, kojarzeni z kiczem (vide włoskie zespoły progrockowe), mają jednocześnie niezwykłą zdolność zręcznego nim żonglowania. Motywy, które przywodzą na myśl plastikowy synth pop lat osiemdziesiątych, zostały niezwykle umiejętnie i naturalnie wkomponowane w typowo shoegazingową, oniryczną aurę. Krążek jest to prostu urzekający.
Można by zarzucić tekstom naiwność i ckliwość, lecz byłaby to zwykła złośliwość. Stylistyka, w jakiej porusza się Klimat 1918, jest jasna. Ma być o dzieciństwie, utraconych miłościach, samotności i zwykłym zamyśleniu, ma być o zdradach i złudzeniach, ma być wreszcie naiwnie, bo i dla naiwnych jest ten album skierowany. Duże słowo? Być może sformułowanie „naiwny” powinienem był zastąpić sformułowaniem „marzyciel”, ale – szczerze mówiąc – w tym kontekście nie widzę pomiędzy nimi większej różnicy. Jeżeli się na nie, Drogi Czytelniku, obruszasz, to powiedz, czy nigdy nie patrzyłeś w niebo, powtarzając sobie, że wszystko będzie dobrze i już nigdy nie popełnisz tych samych błędów? Czy nie wypominałeś sobie nigdy czegoś, co kiedyś zrobiłeś, pomimo podświadomej pewności, że za drugim razem zachowałbyś się dokładnie tak samo?
Celowo więcej miejsca w tej recenzji poświęcam uczuciom, niż samej muzyce. Taka jest bowiem specyfika opisywanej płyty; w swej prostocie trafia ona w sam środek ludzkiego umysłu i – pozwolę sobie na luksus możliwości popadnięcia w chwilowy patos – serca. Ludzie dorastają szybciej, niż potrafią to sobie uświadomić, dorastają szybciej, niż kasety, które zalegają gdzieś w ich szufladach, zapomniane i skazane na niełaskę. Pozwólmy sobie zatem na chwilę refleksji, na głupie i przyziemne rozmarzenie. Wbrew temu, co mówi nam instynkt, pielęgnowanie dziecka, jakie wciąż w nas tkwi, w niczym nie szkodzi.
Jeżeli przekonałem Was przynajmniej częściowo, to kiedy już pozwolicie sobie na własny moment zapomnienia, najlepiej w wakacyjną noc, przy lampce wina, w towarzystwie najbliższej osoby, zachęcam, aby ścieżką dźwiękową stała się płyta „Just In Case We’ll Never Meet Again (Soundtrack For The Cassette Generation)”.
I drop off these notes
I turn on the amp.
This song wants to make you cry.
Tagi: alternative, dream pop, indie, shoegaze, Włochy
DESTROYALLDREAMERS
23 lipca 2009 ZESPOŁY
Destroyalldreamers to kanadyjska grupa wykonująca mieszankę post-rocka i instrumentalnego shoegazingu. Założona została w 2002 roku w Montrealu przez Erica Quacha (gitara) i Shauna Doré’a (perkusja). Wkrótce do składu dołączyli Mathieu Grisé (gitara) i Michèle Martin (gitara basowa). Szybko podpisany kontrakt z wytwórnią Where Are My Records zaowocował wydaniem debiutanckiego krążka, co miało miejsce w listopadzie 2004 roku. Album zatytułowany „À Cœur Léger Sommeil Sanglant” spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem przez krytyków.
Następny rok zespół poświęcił na koncertowanie i doskonalenie umiejętności pracy w studiu, jego kompozycje trafiły też na kilka shoegazingowych składanek.
Jesienią 2006 roku Destroyalldreamers zakończyli pracę nad nad drugim albumem, jednak wkrótce później drogi ich i Michèle’a Martina rozeszły się. Premiera została przesunięta na czas nieokreślony, a zespół poświęcił się innym projektom.
Latem następnego roku zdecydowano, iż zespół pozostanie w trzyosobowym składzie, zaś w występach na żywo wspierać go będzie zaprzyjaźniony basista. Pod koniec 2007 roku, nakładem tej samej wytwórni, ukazał się wreszcie długo oczekiwany krążek, zatytułowany „Wish I Was All Flames”. Prezentuje on dojrzalsze oblicze zespołu, muzyka na nim zawarta jest bardziej przemyślana, a jednocześnie pełna energii, w jaką obfitują koncerty grupy.
Obecnie, tj. od 2008 roku, trwają prace nad trzecim albumem.
PIA FRAUS
21 lipca 2009 ZESPOŁY

Pia Fraus (łac. pobożne oszustwo) to estoński zespół grający w klimatach shoegaze rock i indie pop. Grupa została założona w 1998 roku w Tallinie, a jej twórcami była szóstka przyjaciół ze szkoły artystycznej - Kärt Ojavee, Kristel Loide, Rein Fuks, Tõnis Kenkmaa, Reijo Tagapere i Joosep Volk. Po wydaniu drugiej płyty (pierwsza została nagrana własnymi środkami, drugą przejęła wytwórnia z USA) Kristel opuściła grupę, a na jej miejsce przyszła Eve Komp. W 2003 nastąpiła jeszcze jedna zmiana w składzie zespołu - Margus Voolpriit zastąpił Joosepa. Grupa dzieliła scenę z artystami takimi jak Ulrich Schnauss, Animal Collective, Frida Hyvönen, Fleckfumie, Suburban Kids With Biblical Names.
Albumy:
Wonder What It’s Like (2001 Pia Fraus)
In Solarium (2002 Clairecords)
In Solarium - Japanese release (2004 Vinyl Junkie)
Sailing On A Grapefruit Lake (2005 Vinyl Junkie)
Nature Heart Software (2006 Seksound)
Nature Heart Software - Japanese release (2006 Vinyl Junkie)
After Summer (2008 Seksound, Clairecords)
After Summer - Japanese release (2008 Vinyl Junkie)
Piosenka nieco “bezpośrednia” w przekazie
Nie zawsze taka bezpośredniość jest dobra, ale ta według mnie wyszła całkiem zabawnie…
THE PAINS OF BEING PURE AT HEART
20 lipca 2009 ZESPOŁY

The Pains Of Being Pure At Heart stanowią pomost pomiędzy amerykańską i brytyjską kulturą muzyczną. Choć pochodzą z Nowego Jorku, ich podstawową inspiracją jest twórczość Jesus & Mary Chain, jednego z najbardziej wpływowych zespołów ostatnich dwóch dekad ubiegłego wieku na Wyspach.
Oficjalny początek działalności zespołu datuje się na wiosnę 2007 roku – wtedy to bowiem, po długich i męczących perturbacjach, ukształtował się ostateczny skład. Co ciekawe, pierwsze próby odbywały się w siedzibie zajmującej się kontrolą zawartości stron internetowych firmy, dla której pracowała Peggy Wang, wokalistka i klawiszowiec grupy. Parę miesięcy później ukazało się pierwsze wydawnictwo kwartetu, EP-ka „The Pains Of Being Pure At Heart”. Jego tytuł zespół zaczerpnął z niewydanego nigdy opowiadania dla dzieci, napisanego przez jedną z przyjaciółek Kipa. Stał się on również oficjalną nazwą zespołu.
Debiutancka płyta TPOBPAH ukazała się w lutym 2009 i spotkała z ciepłym przyjęciem krytyki po obu stronach Atlantyku. Zwracano w szczególności uwagę na „przebojowe, urokliwe w swej naiwności kompozycje”.
Biblia fanów muzyki niezależnej, portal Pitchforkmedia.com, przyznał krążkowi 8.4 punktu w skali dziesiątkowej, klasyfikując płytę jednocześnie do kategorii „best new music”, co dla debiutantów jest wyróżnieniem wyjątkowym. Zespół nie ukrywa dumy: „Ci, na których zwracaliśmy uwagę, również zostali docenieni przez Pitchfork. Teraz stoimy z naszymi idolami w jednym szeregu. Owszem, zwykle jesteśmy klasyfikowani przez dziennikarzy do określonego nurtu, ale myślę, że TPOBPAH to czysty pop. To, że nasza muzyka zwróciła uwagę tylu osób, umożliwiło nam rzucenie wykonywanych przez nas prac – jeszcze do grudnia każdy z nas był gdzieś zatrudniony!”.
CHAPTERHOUSE
18 lipca 2009 ZESPOŁY
Chapterhouse to zespół rockowych nurtu shoegaze założonyw 1987 r. przez Andrew Sherriffa i Stephena Patmana w Reading w Wielkiej Brytanii.
Grupa początkowo była związana ze sceną acid rockową, by w końcu odnaleźć się w muzyce shoegaze.
Basista Jon Curtis odszedł na początku działalności zespołu, zastąpił go Amerykanin Russell Barrettwho, który był również liderem swojego zespołu garage rockowego The Bikinis. Chapterhouse w końcu podpisało kontrakt z wytwórnią Dedicated, wydając kilka popularnych singli m.in. “Pearl,” który doszedł do 75. miejsca listy przebojów. Pierwsza płyta zespołu pt. “Whirlpool” została wydana w 1991 roku, i jest przez wielu uważana za jedno ze szczytowych osiągnięć nurtu shoegaze. Mimo tego płyta nie zdobyła sobie większej popularności. W tym samym roku Chapterhouse wystąpił na festiwalu w Reading, gdzie został przyjęty dość chłodno, zapewne po wcześniejszym pierwszym występie Nirvany w Wielkiej Brytanii.
Druga płyta, “Blood Music”, odmienna stylistycznie, została wydana w 1993 roku. Dwa single z płyty: “She’s a Vision” i “We Are the Beautiful”, odniosły dość spory sukces, lecz zespół oskarżono o bezprawne wykorzystanie sampli.
Zespoł wydał jeszcze tylko “Rownderbout (disc 1)”/”Rownderbout (disc 2)” kompilację singli, stron B, demówek i nagrań na żywo.
Skład grupy:
Andrew Sherriff (guitar/vocals)
Stephen Patman (guitar/vocals)
Simon Rowe (guitar)
Jon Curtis (bass)
Ashley Bates (drums)
Tagi: dream pop, indie, shoegaze, Wielka Brytania
LE CORBEAU
14 lipca 2009 ZESPOŁY
Zespół Le Corbeau został założony w 2006 roku przez Oysteina Sandsalena w Norwegii. Nazwa pochodzi od ekranizacji dzieła Charlesa Baudelaira pt. “Kruk”. Główną inspiracją dla powstania zespołu były amerykańskie formacje Skywave i A Place to Bury Strangers. W 2008 roku dołączył perkusista Tord Lovik, następnie basiści Henning Sandsdalen i Henrik Lie, grający na instrumentach perkusyjnych Yngve Hilmo, saksofonista Dag Stilberg oraz drugi wokalista Mette Breddam. Pierwszy album, nazwany po prostu „Le Corbeau”, został nagrany jeszcze solowo przez Oysteina Sandsalena w 2008. Na drugim oprócz Oysteina, Torda i Henninga wystąpili również gościnnie klawiszowiec Marius Ergo oraz Jorgen Sissyfus Skjulstad grający na klarnecie i saksofonie barytonowym. W 2009 wydana została „Evening Chill/Montreal of the Mind”, zawierająca wpływy jazzowe i noirowe – główny temat płyty oddaje jej tytuł. Wszyscy członkowie zespołu byli w latach dziewięćdziesiątych silnie związani ze sceną muzyczną Oslo.
Kilka utworów zespołu można posłuchać na stronie http://www.myspace.com/lecorbeaurecord
Tagi: dream pop, Norwegia, post-shoegaze
ADORABLE
10 lipca 2009 ZESPOŁY

Adorable było brytyjskim zespołem rockowym z lat 90-tych XX wieku, związanym z muzyką shoegaze. Zespół powstał w 1991 w Coventry i składał się z: Piotra Fijalkowskiego (wokal, gitara), Roberta Dillama (gitara), Wila (bas)i Kevina Grittona (bębny).
Ich wytwórnia Creation Records wydała w 1992 r. pierwszy singiel zespołu pt. „Sunshile Smile”. Piosenka została wybrana przez NME na singiel tygodnia, pozostając przez jakiś czas w notowaniach list przebojów.
Mimo początkowego zainteresowania i sympatii mediów zespół nie zyskał większej popularności i rozwiązał się po wydania dwóch albumów.
Dyskografia:
Against Perfection (1993)
Fake (1994)
LUSH
9 lipca 2009 ZESPOŁY

LUSH
LUSH- grupa brytyjska. Powstała w 1988 w Londynie. Z początku tworzyły ją: Miki Berenyi (18.03.1967, Londyn) - wokal, gitara, Emma Andersen (10.06.1967, Londyn)-gitara, wokal, Steve Rippon - bas i Chris Acland (7.09.1966. Lancaster) - perkusja
W październiku 1991 odszedł Rippon. Zastąpił go Phil King (29.04.1960, Londyn) - b, były współpracownik m. in. Felt, wcześniej zatrudniony w archiwum fotograficznym redakcji tygodnika „New Musical Express”. Pierwotnie miała nosić nazwę Baby Machine.
Berenyi i Andersen uczęszczały do tej samej szkoły w Willesden Green. Zaprzyjaźniły się, redagowały razem fanzin „Alphabet Soup” (twierdzą, że była to lubieżna wersja „Smash Hits”), a także tworzyły piosenki w stylu Abby, które nagrywały w duecie na ośmiościeżkowy magnetofon firmy Tascam. Przed utworzeniem Lush pierwsza z nich współpracowała z The I-Goat-Fuhrer Five i The Bugs, druga z The Rover Girls (jako basistka).
Grupa Lush zadebiutowała w marcu 1988 przed publicznością klubu Falcon w Londynie. Nieco później zarejestrowała na własny koszt dwie piosenki, Etheriel i Second Sight. Wysłała taśmę Ivo Wattsowi-Russellowi i podpisała kontrakt z jego firmą 4AD. W listopadzie 1989 legitymowała się już minialbumem , wyprodukowanym przez Johna Fryera. Zwróciła uwagę słuchaczy - płyta osiągnęła nakład piętnastu tysięcy egzemplarzy - piosenkami przesyconymi kobiecym wdziękiem, o pełnych uroku melodiach, ale zazwyczaj opracowanymi w sposób eksponujący hałaśliwe, dysonansowe kulminacje gitarowe, wzorowany na nagraniach The Jesus And Mary Chain i MY BLOODY VALENTINE, np. Scarlet, Thoughtforms, Bitter.
COCTEAU TWINS
7 lipca 2009 ZESPOŁY

Cocteau Twins to szkocka grupa dream popowa. Zespół działał w latach 1981 - 1998. Powstał w Grangemouth w Szkocji. Nazwa zespołu pochodzi od tytułu utworu wykonywanego przez grupę Simple Minds. W początkowym składzie znajdowali się tylko Robin Guthrie (gitara) i Will Heggie (gitara basowa), później do zespołu dołączyła Elizabeth Fraser (wokal). Ostateczny skład zespołu ustalił się w 1983 roku - z zespółu odszedł Heggie, a na jego miejsce przyszedł Simon Raymonde (gitara basowa). Muzyka zespołu określana jest jako dream pop z elementami shoegaze. Popularność grupie przyniosły oryginalne kompozycje (często o brzmieniu folklorystycznym). Muzyka charakteryzowała się oszczędnym brzmieniem gitarowym, który nadawał tajemniczy i misterialny nastrój. Wszystko uzupełniał delikatny wokal Fraser - śpiewany przeważnie w zmyślonym lub przeinaczonym języku.
Dyskografia:
Garlands (1982)
Head Over Hils (1993)
Treasue (1984)
Victorialand (1986)
The Moon And The Malodies (1986)
Blue Bell Knoll (1988)
Heaven or Las Vegas (1990)
Four-Calendar Cafe (1993)
Four-Calendar Cafe (1996)
Tagi: alternative, dream pop, ethereal, post-punk, shoegaze, Wielka Brytania
SLOWDIVE
5 lipca 2009 ZESPOŁY

Reading, Wielka Brytania (1989 – 1995)
Zespół został założony w 1989 roku w Reading przez Neila Halsteada (gitara, wokal), Rachel Goswell (gitara, wokal), Nicka Chaplina (gitara basowa), Christiana Savilla (gitara) oraz Adriana Sella (perkusja). Ten ostatni wkrótce został zastąpiony przez Simona Scotta, który z kolei w 1994 r. został zastąpiony przez Iana McCutcheona.
Po rozwiązaniu Slowdive (które nastąpiło 1995 roku), Goswell, Halstead i McCutcheon utworzyli zespół Mojave 3.
Dyskografia:
Just For A Day (1991)
Souvlaki (1993)
Pygmalion (1995)
Tagi: dream pop, indie, shoegaze, Wielka Brytania
ASOBI SEKSU
4 lipca 2009 ZESPOŁY

Asobi Seksu jest nowojorskim zespołem rockowym grającym w stylistyce dream pop/shoegaze.
Wokalistka Yuki Chikudate często dodaje japońskie wyrazy do słów piosenek. Nazwa zespołu po japońsku składa się z dwóch słów: „asobi” znaczy „bawić się” lub „dla zabawy, przyjemności”, oraz „sekkusu” - japońskiego zapożyczenia oznaczającego stosunek seksualny.
W stylu grania zespołu można zauważyć nawiązania do muzyki „shoegaze” z lat 80. i 90.- gatunku, który wykorzystywał wiele efektów nałożonych na gitarową ścianę dźwięku i ściszony, „niewyraźny”, lecz bardzo melodyjny wokal.
Członkowie zespołu: Yuki Chikudate (wokal), James Hanna (gitara, wokal), Haji (bas) oraz Ben Shapiro (perkusja).
Asobi Seksu wydało swój pierwszy album pt. Asobi Seksu w 2004 roku. Zespół zmienił sekcję rytmiczną przy nagrywaniu drugiej płyty, Citrus, wydanej w 2006 roku.
Wytwórnia One Little Indian Records wydała powtórnie debiut zespołu oraz drugą płytę w 2006.
Dyskografia:
Lp:
Asobi Seksu (2004)
Citrus (2006)
Hush (2009)
Ep:
Stay Awake b/w Then He Kissed Me (2007)
Me & Mary b/w Breathe into Glass (2008)
Tagi: dream pop, Japonia, shoegaze, Stany Zjednoczone
MY BLOODY VALENTINE
4 lipca 2009 ZESPOŁY
My Bloody Valentine - irlandzko-brytyjska grupa indie rockowa / indie popowa, poruszająca się w stylistyce shoegaze. Zespół został założony w 1984 roku w Dublinie i był aktywny do 1997 roku. W roku 2007 grupa reaktywowała się już w nowym składzie i pozostaje aktywna do dnia dzisiejszego.
Dyskografia:
LP:
• Isn’t Anything (listopad 1988)
• Loveless (listopad 1991) UK #24
Ep:
• This Is Your Bloody Valentine (styczeń 1985) (minialbum z 7 piosenkami)
• Geek (grudzień 1985)
• The New Record by My Bloody Valentine (wrzesień 1986)
• Sunny Sundae Smile (luty 1987)
• Strawberry Wine (sierpień 1987)
• Ecstacy (listopad 1987) (minialbum z 7 piosenkami)
• You Made Me Realise (sierpień 1988)
• Feed Me With Your Kiss (listopad 1988)
• Glider (kwiecień 1990)
Tagi: dream pop, indie, indie rock, Irlandia, shoegaze, Wielka Brytania