Kompendium wiedzy na temat nowej muzyki: shoegaze, post-rock, indie, ambient, trip-hop i inne…

Radio Dept., The - Clinging To A Scheme (2010)

Labrador Records / 2010

Szwedzkie bożyszcze dream-popu po długim czteroletnim oczekiwaniu fanów powraca z nowym albumem. Jednak nowe wydawnictwo znacznie różni się od poprzednich Lesser Matters i Pet Grief. Z pozoru mamy ten sam wokal Johana Duncansona otoczony zewsząd przestrzenią melodyjnych gitar i klawiszy, za którymi kryją się jednak pewne wyraźne tendencje - poszukiwanie prostoty dźwięku i dużo wyraźniejsze parcie na przebojowość. Przemyślane aranżacje zastąpiły dotychczasowe bardziej eksperymentalne formy. Tym samym płyta nie jest tak marzycielska co nastrojowa w sobie tylko znany indie-popowy sposób.

Fakt, iż jest to dopiero trzeci album grupy wynika z popularności formy przekazu jaką jest dziś “epka”, których zespół w ciągu swego istnienia wydał kilkanaście. Jednak oczekiwanie następcy Pet Grief było dosyć wyjątkowe i odkładane w czasie. Już rok później zaczęły pojawiać się pogłoski na blogach i forach internetowych o rzekomych pracach nad dwoma albumami, które miały być wydane równocześnie w maju 2007 roku. Po epce Freddie And The Trojan House tzw. ‘deadlinem’ wytwórni Labrador była zima 2008.

Warto było przeczekać zwłokę dla jeszcze bardziej dopracowanego i przemyślanego materiału. Biorąc pod uwagę dość organiczny, noise’owy Lesser Matters (uznany w Szwecji za najważniejsze rodzime wydawnictwo sceny indie XXI-wszego wieku), shoegaze’owy i mniej konwencjonalny Pet Grief, nowy album to kolejny krok do przodu w karierze Radio Dept. Johan zainspirowany post-punkwoym minimalizmem, ambientem i wczesnym krautrockiem zmienił swoje główne założenia. Postawił na bardziej wyraźne, choć rzadkie na albumie, melodyjne linie gitar (Domestic Scene), motorykę basu i podkładów rytmicznych (This Time Around) a ponadto na nowatorskie dla swej twórczości echa P-Funku i nurtu “futuristic orchestra” z lat 70-tych. Te ostatnie znajdują odzwierciedlenie w okładce albumu, przedstawiającej grajka na flecie, który to instrument pojawia się kilkakrotnie na płycie podobnie jak i saksofon w przebojowym singlu Heaven’s On Fire. Wyraźnie klasycyzujący jest też utwór David, pozbawiony klawiszy i sampli mógłby znaleźć się w repertuarze niejednej filharmonii.

Radio Dept. tytułowo ‘przylega’ do swojej koncepcji jaką staję się dream-melodramatic-pop, tym samym zbliżając się do Cocteau Twins i Pet Shop Boys, a odchodząc od shoegaze’owych przyrównań do stylistyk My Bloody Valentine czy JaMC. Potwierdzają to bardziej nostalgiczne utwory jak Token Of Grattitude czy You stopped making sense, które zahaczają o chillwave i space-rock. Wydaję się, że małą pomyłką w kolejności utworów jest przedostatni – instrumentalny. Powinien znaleźć się podobnie jak It’s Personal z Pet Grief na samym początku. Podobnie zresztą zespół robi na koncertach, to właśnie Four Months In The Shade otworzyło występ grupy na Off Festiwalu, wprowadzając publikę w unikalną atmosferę własnej twórczości.

Duncanson i spółka nie obawiali się stworzyć też bardziej mainstreamowych utworów, które powinny stać się przebojami niejednej ambitniejszej stacji radiowej. Heaven’s On Fire i Never Follow Suit to najbardziej rytmiczne i taneczne wręcz piosenki jakie kiedykolwiek nagrali. Charakterystyczny bas i klawisze drugiej kompozycji zdecydowanie prowokują do żywszego ruchu.

Oba utwory łączy również inny wspólny element. Zawarto w nich wkomponowane słowa, które poruszają tematykę złożonego procesu nacisku massmediów na współczesną młodzież i kapitalistycznej roli biznesu w kulturze. To wyraz pogardy dla komercjalizacji i bezkultury mas. Biorąc pod uwagę bogactwo, różnorodność i głębszy wymiar aranżacji na Clinging To A Scheme, Szwedzi dają jednoczesną odpowiedź na słowną prowokację. Trudno o lepszy kulturalny policzek dla komercyjnej rzeczywistości jaka nas otacza.

1. Domestic Scene [2:00]
2. Heaven’s On Fire [2:18]
3. This Time Around [3:19]
4. Never Follow Suit [4:34]
5. A Token Of Gratitude [4:04]
6. The Video Dept. [2:33]
7. Memory Loss [2:53]
8. David [3:34]
9. Four Months In The Shade [2:58]
10. You Stopped Making Sense [3:15]


Radio Dept, The - Heaven’s On Fire

———-
Mateusz Cudo

jj - wywiad dla Noisevox

Końcem sierpnia ubiegłego roku, jak dar z niebios, w ręce wpadła mi płyta jj n° 2. Odwróciła moje myśli zarówno od procesu termoregulacji podczas okropnych upałów tamtego lata, jak i od beznadziejnej muzyki, której wtedy słuchałam. Zespół, który stworzył tę perełkę, w krótkim czasie stał się jednym z moich ulubionych, przez co chciałam czegoś się o nim dowiedzieć. Po pewnych poszukiwaniach udało mi się odkryć jedynie, że niełatwo będzie przejrzeć mgłę tajemnicy, jaka go okrywa.

jj to duet, który tworzy raczej muzyka, niż ludzie z krwi i kości. Elin i Joakim podążają bezszelestnie swoją sekretną ścieżką, pozostawiając za sobą ślady jedynie w postaci kolejnych krążków (5 wydawnictw w ciągu roku!). Nie tylko niechętnie mówią o sobie (co udowadnia poniższa rozmowa), ale wydają się być skrępowani nawet obecnością na scenie podczas własnego koncertu. Z tego powodu informacje, jakie można o nich zdobyć, są szczątkowe i mało znaczące.

Wprawdzie niżej przedstawiony wywiad wiele nie ujawnia, jest jednak wart obejrzenia choćby dlatego, że trudno spotkać gwiazdy tak skrępowane byciem gwiazdami.
Co cieszy mamę Joakima, jakie znaczenie ma wytwórnia płytowa oraz wpływ Málagi na inspiracje artystyczne, czyli jj dla Noisevox.

Błogosławieni cisi, albowiem oni robią dobrą muzykę.

HEALTH w lipcu w Warszawie

Pojawiła się wspaniała informacja dla miłośników zespołu Health. Po świetnie przyjętym występie na zeszłorocznym Off Festivalu Amerykanie znów dla nas zagrają. Koncert odbedzie się w Centralnym Basenie Artystycznym w Warszawie 7go lipca około godziny 23ej. Wydarzenie organizują Cyprian i Emi czyli Front Row Heroes. Informacja o biletach wkrótce.


HEALTH - We Are Water

JJ

Ten mało znany duet (na który jednak naprawdę warto zwrócić uwagę!) pochodzi ze Szwecji i tworzy lekką, przyjemną muzykę w klimatach indie popu i balearic. W jego skład wchodzą Joakim Benon (gitara, sample) i Elin Kastlander (wokal, gitara). Nazwa jj pochodzi od słów “jag & Joakim” (”jag” oznacza po szwedzku ”ja”). Na pytanie o początki zespołu Elin odpowiada: “Joakim zstąpił z nieba i wziął mnie za rękę. Płakałam”.

W marcu i kwietniu 2010 r. odbyli trasę koncertową po Stanach z The xx. Następna - w maju tego roku - objęła Francję, Niemcy, Belgię, Holandię.
W jednym z niewielu wywiadów Joakim wspomina o nieśmiałości i fobii społecznej Elin, wyraża także niechęć do show biznesu. Zapewne z tych względów ich występy na trasie z The xx zostały negatywnie przyjęte przez recenzentów, których zdaniem zespół kompletnie nie interesował się publicznością.

Na stronie ich wydawnictwa można kupić wszystko, co do szczęścia potrzebne jest przeciętnemu fanowi - nawet koszulkę poplamioną krwią Joakima. Duet jj otrzymał pozytywne opinie m.in. od Paste, Pitchforka, The Washington Post, PopMatters, Billboardu. Niebywałą logikę, z jaką nazywa swoje kolejne płyty, uzasadnia słowami: “women lie, men lie, numbers don’t”. Motyw narkotyków w swojej muzyce (Ecstasy, liść marihuany na okładce) tłumaczy: “Nasza muzyka jest narkotykiem”.
Pod względem dokonań muzycznych jj porównywany jest niekiedy do Enyi, Imogen Heap i The Knife.
Utwór From Africa To Málaga pojawił się na składance Sweden Wants You To Dance.

DYSKOGRAFIA
Albumy długogrające:
jj n° 2 (2009)
jj n° 2.1 (2009) [także wersja winylowa]
jj n° 3 (2010) [dwie edycje]
Single:
jj n° 1 (2009)
from africa to málaga (2009)
Minialbumy:
a jj 12″ (2009)

blog zespołu (pisany białą czcionką na białym tle)


jj - ceo birthday

How To Destroy Angels - The Space in Between

EZ3kiel - Le Lac Des Signes

65daysofstatic - We Were Exploding Anyway (2010)

To nie jest łatwa w odbiorze płyta, raczej wymagająca od słuchacza cierpliwości. Muzyka ta nie przynosi ani wytchnienia ani spokoju. To jest tykająca bomba zegarowa, to nawałnica dźwięków, taneczna alternatywa w istnym wulkanie energii, hard core… INWAZJA.

Już rok temu podczas Asymmetry Festival mieliśmy okazję wysłuchać dwóch utworów, które finalnie znalazły się na We Were Exploding Anyway. Były to Crash Tactics oraz Go Complex, które wyraźnie zasugerowały jak dynamiczna i żywiołowa może być to płyta. Na domiar tego stwierdzam, że nie znam drugiego z taką odwagą i polotem tworzącego muzykę zespołu. Przy pierwszym zderzeniu się z tym albumem można pomyśleć, że chłopaki przegięli i to po całości. To co się dzieje na WWEA to poniekąd pomieszanie z poplątaniem lecz tak skrojone, że wydaje się jakby wszystkie gatunki zostały w tym kotle złączone wręcz idealnie. Tak jakby wszystko było zaplanowane od samego początku.
Zapomnijmy już, że to post-rockowy zespół bo na dobrą sprawę nigdy takim nie był. Na pewno jedną z rzeczy, która łączy wszystkie ich płyty, jest pewnego rodzaju matematyczność dźwięków – wszystkie są na swoim miejscu dając wynik doskonałości. Pociągające jest również to, że elektronika, która odgrywa coraz większą rolę, jest, jak zwykle w przypadku 65daysofstatic, dodana po mistrzowsku. I mimo to, że od skojarzeń się nie uwolnimy, jak na przykład w przypadku ostatniej kompozycji Tiger Girl, która utkana jest z powtórzeń w duchu gatunku drone, szerszej publiczności znanego z dokonań duetu Fuck Buttons, i tak wiadomo, że stworzyli ją muzycy 65daysofstatic. Takich melodii nie sposób pomylić z niczym innym. Trafia we mnie ten album na wskroś, jak światełko w tunelu wyznaczające jedyną właściwą drogę.
… tak, muzyka ta ma unikalny charakter i niezwykły smak, a We Were Exploding Anyway pokazuje jak powinna wyglądać w niej genialna i, nie bójmy się tego słowa - taneczna - rozpierducha.
Po każdym przesłuchaniu czuję się wykorzystany do cna i nie wiem co ze sobą począć… czy świat realny ma jakąkolwiek moc w tym równaniu? Wątpię…

1. Mountainhead [5:33]
2. Crash Tactics [3:47]
3. Dance Dance Dance [4:01]
4. Piano Fights [3:50]
5. Weak4 [3:54]
6. Come To Me [8:00] - (Robert Smith - wokal)
7. Go Complex [4:04]
8. Debutante [7:21]
9. Tiger Girl [10:37]

65daysofstatic - Go Complex

———-
Lucjan Lucimiński

Caribou - Melody Day

XX, The - Islands

Radiohead - A Wolf at the Door

Grabek - elektroniki czar (12.12.09 Dobra Karma)

Ponad półtora miesiąca minęło od tego koncertu, już prawie zapomniałem o kilku słowach napisanych.. lepiej późno niż wcale..

Na Grabka do Dobrej Karmy wybierałem się jeszcze jakoś przed letnią przerwą, kiedy ów pan zaszczycił Warszawę swoją osobą. Wtedy jednak nie udało mi się dotrzeć. W sumie nie będę ukrywał, że na jego występ na HOFie, który zaczynał się o 2 w nocy też trafiłem przez dziwny zbieg okoliczności i dzięki temu w końcu udało mi się zaznajomić z tą muzyką a wręcz zostałem tam rozłożony na łopatki. Tak to bywa w momencie kiedy nieznany mi artysta trafi niczym Amora strzałą w sedno mego gustu.
Tak więc następnego występu w stolicy już nie mogłem przegapić, zwłaszcza wiedząc o tym, że Grabek siedzi gdzieś tam w studiu i nagrywa swoje nowe eksperymenty muzyczne. Utwory znane mi z epki Mono3some zagrane w nieco innych wersjach wypadły jeszcze lepiej niż na krążku, a te dopiero co spłodzone dzieci potwierdziły moje zdanie, że w tym momencie Grabek razem z duetem lady aarp rządzą na niezależnej, elektronicznej, scenie w Polsce. Muszę jeszcze wspomnieć, że na nowych „piosenkach” można usłyszeć wokalizy, które dodają osobliwego i niebywałego klimatu tym dźwiękom. Przyznaję, że z niecierpliwością będę czekał na każdą informację o długogrającym krążku tego nietuzinkowego artysty…

———-
Lucjan Lucimiński

French Teen Idol - (Un)Told Prejudices

School Of Seven Bells - Alpinisms (2008)

Jeden z debiutów roku 2008! I nie ma w tym żadnej przesady. Już po wcześniejszych nagraniach, sprzed długogrającego krążka, można się było tego spodziewać. Zespół pochodzący z Brooklynu, w którego skład wchodzą bliźniaczki Alexandra i Claudia Deheza oraz Benjamin Curtis (wcześniej Secret Machines), grają jak sami twierdzą Cathedral Cubs Cru-Gaze i szczerze przyznam, że w tej nazwie jest to coś co przedstawiają muzycznie. Jednak będąc ostrożnym należałoby włożyć ich do szafek podpisanych shoegaze, dream-pop, electronic, experimental, psychodelic ale znaleźć też można wstawki typowo orientalne czy folkowe. Idąc dalej należy stwierdzić, że muzyka zawarta na Alpinisms, jest bardzo melodyjna i harmonijna, przy czym, rytm i tępo nabierają mnóstwo znaczenia. Nie mogę się uwolnić od tych dźwięków. Siostry przyciągają głosem i wplatają w dziwny trans ciągłym powtarzaniem fraz (zwłaszcza na Iamundernodisguise). Muszę też zdradzić, że elektronika tutaj użyta, która dodaje tła i rytmu jest naprawdę smakowitą przyprawą. Kiedy już dochodzi do podsumowania, nasuwa mi się jeszcze takie spostrzeżenie, że całość jest cudownie delikatna, zwiewna i pewnie dlatego wnosi w słuchacza świeży podmuch, oczarowanie i przynosi pewnego rodzaju ulgę. Ach to rozmarzenie… Nawet coś z dźwiękowej skali Port-Royal można odnaleźć pod koniec bardzo długiego Sempiterna Amaranth. Wciągająca płyta, kolejna, która pokazuje jak dobrze ma się nowojorska scena.

9/10

1. Iamundernodisguise [3:47]
2. Face To Face On High Places [4:40]
3. Half Asleep [4:20]
4. Wired For Light [4:57]
5. For Kalaja Mari [4:17]
6. White Elephant Coat [4:17]
7. Connjur [4:40]
8. Sempiternal/Amaranth [11:26]
9. Chain [4:22]
10. Prince Of Peace [3:05]
11. My Cabal [5:09]


School Of Seven Bells - Half Asleep (Live on KEXP)

———-
Lucjan Lucimiński

School Of Seven Bells - Iamundernodisguise

Kammerflimmer Kollektief - Jinx (2007)

Wskazywanie różnych wariacji na temat krótkich ram czasowych. Poranny wydźwięk wolności ukrytej w samotności. Skuteczny aczkolwiek pretensjonalnie trzymany w poważaniu. Zamilkłe wspomnienia beztroskości pozostają ku uciesze radości. Broniące pokłady siły opuszczają bezbronne mury skóry. Dopuszczają do siebie tylko niewidoczne wnikające wraz z powietrzem myśli o zazdrosnej posturze. Wskrzeszając ciało do działań nie poznaję otoczenia. Plamy obrazów opowiadające nieznane historie. Lubiąc się w nie zanurzać pozwalam na to wszystko nie potrafiąc już spojrzeć za siebie. Podczas wynurzania się wyrasta wrażliwości smak. Ciężki wyrazisty i nie do zniesienia. Fantazyjnie zimne barwy przypominają wtedy o dźwiękach głębiej ukrytych nadających sensu snującego się pod nimi. Nurzanie się w tych ramach zwiewne pozostawia odczucia.
Świadomie intensywne snucie rytmicznych halucynacji.

9/10

1. Palimpsest [6:27]
2. Jinx [7:20]
3. Live At The Cactus Tree Motel [4:14]
4. Gammler, Zen & Hohe Berge [3:55]
5. Both Eyes Tight Shut [3:26]
6. Jinx (Version) [7:10]
7. Nest [2:26]
8. Subnarkotisch [10:46]


Kammerflimmer Kollektief - Jinx

———-
Lucjan Lucimiński

Port-Royal - ekscytacja w przestrzeni nieograniczonej (29.11.09 CBA)


Port-Royal - Putin vs Valery (29.11.09, CBA, Warszawa)

Nie ma sensu się rozpisywać i komentować poszczególnych utworów. Nagłośnienie było świetne, przestrzeń basenu odpowiednia. Zespół Port-Royal znalazł w swojej muzyce taką skalę dźwięku, którą porównać można do ciągłej ekscytacji. Porażająca jej siła sprawiła, że koncert ten był moim najsilniejszym erotycznym doznaniem muzycznym jakie dane było mi przeżyć. Każdy utwór miał to coś w sobie a ostatni rozrzucił w najdalsze sfery wyobrażeń, po czym długo musiałem do siebie dochodzić. Podprogowa wręcz historia. Należy też przyznać, że na żywo Port-Royal wypada jeszcze lepiej niż na płytach. Ach i była też Natalia… Przestrzeń i energia w tym muzycznym wirze do cna wsysającym… Zjawiskowe

trudna do opisania
erotyczna podróż
w świat wrażeń niezwykłych
pełnych emocji i doświadczeń

Ps. W CBA pojawiło się tylko około 30 miłośników tych cudownych dźwięków. Kto nie był ten trąba…


Port-Royal - Deca-Dance (29.11.09, CBA, Warszawa)

———
Lucjan Lucimiński

We Fell To Earth - Deaf

Editors - przez przypadek (23.11.09 Stodoła)

Zacznę od tego, że wcale miało mnie tam nie być. Decyzję wybrania się na ten koncert podjąłem ok. godziny 20.50 jadąc zupełnie w inne miejsce. Nagle stwierdziłem słuchając po raz pierwszy ostatniego albumu przez słuchawki, że nastąpiła lekka wtopa kiedy oceniłem ją raczej chłodno. Czasem tak jest, że w końcu za którymś razem słuchacza coś przekonuje. Mnie przekonało aż tak, że spoglądając na zegarek zrozumiałem jak mało czasu zostało mi na dotarcie do Stodoły. Oczywiście zdążyłem niczym struś pędziwiatr, wypiłem piwo i wraz z wyjściem zespołu na scenę przekroczyłem próg sali. Spotkałem jeszcze po drodze pana Stelmacha a po chwili już stałem niedaleko sceny. Takie spontaniczne akcje są najfajniejsze.
Mimo, iż na początku były lekkie problemy techniczne, zwłaszcza wokal przy pianinie był źle ustawiony przez akustyka, panowie z zespołu Editors ponownie wywarli na mnie duże wrażenie na żywo. Zaczęli tak jak zaczyna się nowy album od piosenki tytułowej In This Light And On This Evening. Jakby nie patrzeć to przecież był koncert promujący tą płytę i wszystkie utwory z niej zostały zagrane. Publiczność najlepiej reagowała i tak przy starszych nagraniach ale to z jakim zapałem został zagrany na bis Papillon to naprawdę trzeba oddać szacunek Editorsom a muszę przyznać, że nie przepadam za promującymi albumy singlami, ponieważ są zazwyczaj najbardziej przystępne dla słuchacza a co za tym idzie najbardziej upopowione. W ogóle cały album na żywo wypadł bardzo dobrze zwłaszcza do gustu przypadły mi wykonania The Boxer i Bricks And Mortar zamykający główną część występu. Umiejętnie poprzeplatali nowe rzeczy ze starszymi, z których to, wybrali już same szlagiery takie jak Munich, All Sparks, Bullets, Bones czy Smokers Outside the Hospital Doors…. Fajnie też, że zagrali You Are Fading nie ograniczając występu tylko do piosenek z płyt długogrających. Wokalista Tom potrafi przyciągnąć wzrok publiczności. Nie może gość wysiedzieć ani wystać w miejscu, ciągle się porusza, tańczy ze statywem, prawdziwy wulkan energii, którą przekazywał wraz z kompanami z zespołu zgromadzonym. Dobrze, że nadchodziły takie momenty jak wymienione wcześniej The Boxer czy Walk The Fleet Road zagrane jako pierwszy numer na bis bo byśmy wszyscy tam się przekręcili z narzuconego tempa.
To mój kolejny koncert Korektorów. Dwa lata temu też zdecydowałem się jakoś dopiero na dwa dni przed samym występem, natomiast na Heinekenie duża scena niestety nie spełnia żadnych oczekiwań. Dwa lata temu w Stodole było świetnie lecz inaczej. Pamiętny koncert pasował do tamtego czasu w jakim był zespół i ja jako słuchacz. Poniedziałkowe wydarzenie było również znakomite i przedstawiało to w jakim kierunku ci muzycy się rozwijają. Na ten czas ten koncert wydaje mi się ciekawszy ale nie można ich porównywać poprzez widoczną zmianę w podejściu do muzyki i Editorsów i moją. Nie jest to mój ulubiony zespół, żadna z ich płyt nie rzuca mnie na kolana a jednak nagła decyzja by ich zobaczyć była świetna i nie żałuje jej wcale. Gorąco i owacyjnie wspominam to wydarzenie. Najgorsze jest jednak to, że kiedy przypominam sobie takie chwile dochodzi do mnie jak szybko mijają… dobrze, że zachwyt i energia pozostaje.

Zdjęcia z koncertu mozna zobaczyć tutaj.


Editors - Eat Raw Meat = Blood Drool (live at studio Brussels)

———-
Lucjan Lucimiński

The Postal Service - Such great heights (teledysk na dziś)

Na płytę czyjego zespołu czekam najbardziej?

odpowiedź jest tak prosta jak “prostaki” z pzpn’u. oczywiście 65daysofstatic

Na stronie zespołu www.65daysofstatic.com jak na ich myspace żadnych informacji dotyczącej takowych wieści nie ma!
Jak na razie możemy raczyć się tylko nagraniami zamieszczonymi na tej stronie


65daysofstatic - AOD

Valgeir Sigurðsson - Ekvílibríum (2007)

Pląsające uczuciem dźwięki
Rozchodzą się
Rozpryskują

W zawartości tych plam
szumiące melodie
Spokój głosu
Rytm poprzecinany
Dzwonki i przeźroczysta wiolonczela

Mimo zimnego rodowodu
osadzone w ambiencie a okraszone mnóstwem ciepłych uczuć
jak gorące gejzery w zimnej Islandii

Valgeir Sigurðsson z pochodzenia Islandczyk, jest producentem, kompozytorem, programistą dźwięku. Założył wytwórnię Bedroom Community. Brał udział w produkcjach płyt Björk, Bonnie ‘Prince’ Billy, múm, CocoRosie, Nico Muhly. Pomimo wcześniejszej współpracy z wyżej wymienionymi płyta Ekvílibríum ma w sobie dużo świeżości i nie powiela wcześniejszych pomysłów. Występują na niej również wymienieni wcześniej goście Bonnie ‘Prince’ Billy, Nico Muhly oraz wiolonczelistka Hildur Gudnadóttir. Polecam serdecznie.. lepiej późno niż wcale…

8,5/10

1. A Symetry [4:41]
2. Evolution Of Waters [4:38]
3. Focal Point [6:08]
4. Baby Architect [4:51]
5. After Four [3:38]
6. Winter Sleep [4:48]
7. Equilibrium Is Restored [8:24]
8. Before Nine [1:42]
9. Kin [5:09]
10. Lungs, For Merrilee [5:10]

———-
Lucjan Lucimiński

65daysofstatic

Zespół został założony w 2001 roku przez muzyków: Joe Shrewsbury, Paul Wolinski, i Iain Armstrong. 65daysofstatic (także znane pod skrótami 65dos, 65days czy po prostu 65) to instrumentalna, post-rockowa kapela z Sheffield w Anglii. W ich twórczości słychać dokonania Mogwai czy Tortoise, ale także eksperymentalno-elektronicznego Aphex Twin. W kompozycjach mieszają progresywne, gitarowe sekcje instrumentalne z klawiszami, żywą perkusją i samplami. Od założenia zespołu w 2001 roku wydali 3 pełnometrażowe krążki, które spotkały się z niezwykłym entuzjazmem wśród fanów i krytyków niezależnego grania. To zespół, który godzi zarówno fanów ciężkich brzmień jak i wielbicieli subtelniejszych, alternatywnych dźwięków. W ich utworach usłyszymy delikatne pejzaże tworzone przez klawisze, połamaną, żywiołową perkusję, sentymentalne gitary i szemrającą elektronikę. Całość momentami usypiająco zwalnia tempo by za chwilę ponownie dać się ponieść energii.

Muzycy są znani z częstego koncertowania. Występowali podczas tras koncertowych w Europie, Japonii i Stanach Zjednoczonych. Supportowali m.in. Fear Before the March of Flames czy The Cure. Grali na wspólnych festiwalach z takimi zespołami jak Metallica, Lostprophets, Linkin Park czy Deftones.


Jest to nieoficjalny klip zespołu.

ATLAS SOUND

Atlas Sound to solowy projekt Bradforda Coxa, znanego także z zespołu Deerhunter.
Cox zaczął tworzyć muzykę pod tą nazwą, kiedy w 1994 r. on oraz jego przyjaciel Locket Pundt (także członek Deerhunter) tworzyli nagrania za pomocą magnetofonu karaoke, którego producentem była firma Atlas Sound. Pierwsza płyta Atlas Sound, Let the Blind Lead Those Who Can See but Cannot Feel, ukazała się w 2008 r. nakładem wytwórni Kranky

Bradford Cox udostępnia także muzykę Atlas Sound na blogu:

http://deerhuntertheband.blogspot.com/