Kompendium wiedzy na temat nowej muzyki: shoegaze, post-rock, indie, ambient, trip-hop i inne…

Rumour Cubes - We Have Sound Houses Also (2010)

rumour
Są bandą londyńskich dwudziestoparolatków. Wydali swój debiutancki album i są gotowi zamieszać muzycznym światkiem. Wśród swoich inspiracji wymieniają zespoły takie jak: Explosions In The Sky, Godspeed You! Black Emperor czy Mogwai. Na krążku We Have Sound Houses Also sprawnie łączą brzmienie gitary, perkusji i skrzypiec. Gatunkowo zawisnęli gdzieś pomiędzy ambientem a post-rockiem. Mimo, że na płycie znajdują się tylko trzy numery, to wystarczy aby odkryć w nich ten muzyczny mariaż. Po wysłuchaniu tych niespełna 30 min. pozostaje spory niedosyt, bo chciałoby się jeszcze. Spędziłam też dłuższą chwilę na wlepianiu wzroku w ciekawą okładkę i próbach odgadnięcia co znajduje się w odbiciu okiennej szyby… Płyta godna wysłuchania. Czekam na więcej :)

Płyty w całości i za darmo można odsłuchać TU :)
Myspace zespołu.

1. The University is a Factory [7:27]
2. Rain On Titan [5:18]
3. At Sea [6:26]

Europejska trasa Gifts from Enola - wpadną do Polski!

header
Wyruszają spod słonecznego, amerykańskiego nieba żeby zagrać w Europie - Gifts from Enola. Możecie ich posłuchać TU

Zajrzyjcie też na ich  Myspace

15.09 - To Be Annnounced
16.09 - TBA
17.09 - GER-Dresden, AZ Conni
18.09 - TBA
19.09 - POL-Poznan, Pod Minogą - Poznań - bilety 20/25zł - rezerwacje i sprzedaż już pod adresem info@promusicage.pl
20.09 - CZ-Praha, 007
21.09 - AT-Vienna, Rhiz
22.09 - HU-Budapest, TBA
23.09 - GER-Ostfildern, Zinsholz
24.09 - GER-Siegen, Vortex
25.09 - Belgium, TBA
26.09 - FR- Lille, TBA
27.09 - GER-Oberhausen, Drucklufthaus
28.09 - GER-Hamburg, Hafenklang
29.09 - DK-Copenhagen, Lades
30.09 - TBA
1.10 - GER-Chemnitz, Weltecho
2.10 - TBA
3.10 - TBA

Kolejny singiel Yeasayer

10 sierpnia wytwórnia Secretly Canadian (która jest związana również z takimi zespołami, jak jj i Animal Collective) wyda trzeci singiel z płyty Odd Blood, zatytułowany Madder Red. Znajdą się na nim trzy wersje piosenki: oryginalna, instrumentalna oraz remiks wykonany przez nowojorski duet synthpopowy The Golden Filters.


Yeasayer - Madder Red (The Golden Filter Remix)

ARROYO + trasa koncertowa po Polsce

0707arroyo-plakat_pl1

Arroyo to pochodzący z Niemiec zespół grający muzykę oscylującą pomiędzy post-rockiem i screamo, a wszystko to zmieszane i otoczone w specyficznie experymentalnym sosie. Zespół założony pod koniec 2006 roku wszystkie teksty w swoich utworach pisze w ojczystym języku wyrażając w nich filozoficzne spojrzenie na świat.
Pytani o główne muzyczne wpływy, wskazują na zespoły: Cult Of Luna, Daturah i Envy. Po dwóch latach licznych koncertów z tak znakomitymi zespołami jak: The Black Heart Rebelion, Heirs, Morne, Neil On Impression oraz …Who Calls So Loud, w końcu w styczniu 2009 roku nagrali pierwszą EP zatytułowaną Individuum & Massen.
We wrześniu tego samego roku, z powodów osobistych zespół opuścił perkusista Fabian Krämer. Dwa dni później za bębnami Arroyo zasiadł Tim Friedrich. Od tamtego czasu zespół pracował nad nowym materiałem, który pod postacią długogrającego krążka zostanie wydany 3 lipca.

Skład zespołu:
David Schießer (Gitara)
Yannic Pöpperling (Gitara/Klawisze)
Marius Gumbert (Gitara Basowa/śpiew)
Tim Friedrich (Perkusja)

trasa po Polsce:
6, o7 - Kawiarnia Naukowa - Kraków
7, o7 - Dobra Karma - Warszawa
8, o7 - Slot Art Festival - Lubiąż + mewithoutYou (usa)
9, o7 - Kontrasty - Szczecin
10, o7 - Magnat - Gorzów
11. o7 - KontenerART - Poznań + mewithoutYou (usa)

Kiss Kiss - Innocent I

Pełny tytuł utworu brzmi Innocent I (The Corruption of Self Through the Introduction of Naturally Existing Self Producing Chemicals). To pierwszy klip z płyty The Meek Shall Inherit What’s Left. Chyba jeden z tych, które nigdy nie powinny powstać. Z drugiej strony, jest tak… kontrowersyjny, że prawdopodobnie ma jakiś sens.
Nieszczególnie polecam, jedynie jestem ciekawa waszych opinii.

How To Destroy Angels - The Space in Between

Animal Collective - Spirit They’re Gone, Spirit They’ve Vanished (2000)

Ból uszu i uśmiech.

Poemat dadaistyczny.
Myślałam, że ta płyta pozwoli mi się skupić. Że pierwszy raz w życiu napiszę spójną i rzeczową recenzję. Jednak tak nie będzie. Bo w tym wszystkim [Spirit They're Gone, Spirit They've Vanished] tkwi jakiś szatan. Tudzież inne siły nieczyste. Rzężące. Zgrzytające. Świszczące. A może tak słychać w piekle? Właśnie piszczący czajnik w kuchni wkomponował się w melodię. Zepsuta pozytywka oraz styropian + szkło również dałyby radę. A mimo to senność sączy się ospale jak krew z rozedrganego raną serca. Jak złośliwe myśli, wyśnione wśród śpiewu syren, spływające stopniowo smużkami powietrza. I nie chce się już więcej żadnej niespodzianki od życia.

1. Spirit They’ve Vanished [5:35]
2. April and the Phantom [5:53]
3. Untitled [2:58]
4. Penny Dreadfuls [7:58]
5. Chocolate Girl [8:28]
6. Everyone Whistling [1:00]
7. La Rapet [7:52]
8. Bat You’ll Fly [5:03]
9. Someday I’ll Grow to Be as Tall as the Giant [3:10]
10. Alvin Row [12:39]


Animal Collective - Spirit They’ve Vanished

Amusement Parks On Fire - Amusement Parks On Fire (2005)

To okrucieństwo.

Sytuacja, gdy zostaje się nagle i gwałtownie obudzonym z miłego snu nie jest zapewne nikomu obca. Wiele ludzi po takim początku dnia ma ochotę na:
a. natychmiastowy powrót do łóżka;
b. (po wyspaniu się) bezwzględne i szybkie zniszczenie źródła hałasu.

A co, gdyby dzień wyglądał jak płyta Amusement Parks On Fire?

Przyjemny nocny odpoczynek okrutnie przerwany przez spadającą na głowę Venus in Cancer - trzęsienie kosmosu: zapowiedź niezwykłych wydarzeń. Następnie, pęd faustyczny staje się siłą napędową. Wielka energia twórcza. Potęga gromowładnego Zeusa przepleciona mądrością stoików. A w ostatnich sekundach zdziwienie: “już koniec?”.

Gdyby krążek Amusement Parks On Fire był twoim dniem, znienawidziłbyś go?

1. 23 Jewels [3:46]
2. Venus in Cancer [3:37]
3. Eighty Eight [4:45]
4. Wiper [8:01]
5. Vensosa [4:22]
6. Asphalt (Interlude) [5:13]
7. Smokescreen [4:11]
8. The Ramones Book [3:55]
9. Local Boy Makes God [5:21]


Amusement Parks On Fire - Venus in Cancer

Gurzuf - Non-Existent Cinema (2007)

Gurzuf to białoruski duet który tworzą akordeonista Igor Zabelow i perkusista Artiom Zalesskij. Swój debiutancki album wydany w 2007 roku nazwali Nieistniejące kino i co najlepsze zabierają nas w tytułowe miejsce na bardzo ciekawy spektakl.
Mimo, iż muzyka ta nie jest wspierana przez słowa, naładowana energią dostarcza mnóstwo silnych wrażeń. Emocji, których nie da się opisać zawsze słowami. Wystarczą już same tytuły, które są świetnie przełożone na dźwięki i zabierają nas w osobliwą nieco bojową podróż razem z muzykami. Zostawimy za sobą wszystkie dziwactwa, przeszłość, niepokój. Rozmyślać będziemy o wolności i sile aż przeniesiemy się na koniec w bajkowy wymiar za sprawą miniatury nazwanej po prostu Epilog klimatem przypominającej dokonania Yanna Tiersena zwłaszcza z muzyki do jednego znanego wszystkim filmu. Jednakże będzie to również podróż przez poligon wrażeń i doznań muzycznych oscylujących pomiędzy folklorem, muzyką klasyczną a rockiem co w połączeniu z nagromadzeniem wyżej opisanych uczuć i emocji nie pozostawia nikogo obojętnym… i tak jest za każdym przesłuchaniem…

1. Martial [3:36]
2. About Strange [6:05]
3. About The Past [3:45]
4. Alarming [4:03]
5. About Freedom [4:05]
6. About Elan [3:58]
7. About Love [4:46]
8. About Power [3:59]
9. Non-Existent Cinema [6:32]
10. Epilogue [1:44]

Crippled Black Phoenix - pierwszy raz w Polsce!

13 maja - Poznań - Pod Minogą + 3moonboys
14 maja - Warszawa - Progresja

Crippled Black Phoenix jest zespołem z Wielkiej Brytanii, który łączy elementy post-rocka, ambientu i folku. Założony został w 2004 r. przez członków grup Electric Wizard (Justin Greaves) i Mogwai (Dominic Aitchison). W składzie pojawiają się też takie nazwiska jak: Andy Semmens (Pantheist), Nial McGaughey (3D House Of Beef), Joe Volk (Gonga).

Ich debiutancki album Love Of Shared Disasters, został nagrany w State of Art Studios w Bristolu. Geoff Barrow (lider Portishead) wyprodukował płytę i wydał ją w Invada Records.
W kwietniu 2008 wydany został album The Resurrectionists & Night Raider. W kolejnym roku ukazała się płyta 200 ton Bad Luck.

Skład:
Justin Greaves - gitara, perkusja, keyboard, pianino, Piła
Joe Volk - śpiew, gitara akustyczna
Demata Karl - gitara
Dominic Aitchison - gitara basowa, efekty
Panagiotou Kostas - fortepian, instrumenty klawiszowe
Charlotte Nicholls - wiolonczela, śpiew
Heillman Chris - gitara basowa
Merijn Royaards - perkusja

Bilety: 35 zł w przedsprzedaży i 45 zł w dniu koncertu
Dostępne:
Poznań: Klub Pod Minogą, CIM, Rock Long Luck, Carton Shop, www.ticketportal.pl, agencja@artwerk.pl

Warszawa: Progresja, Short Cut, www.ticketportal.pl, agencja@artwerk.pl

—–
informacja pochodzi ze strony www.artwerk.pl

My Own Private Alaska - Die For Me

Caribou - Melody Day

Gayngs - Relayted (2010)

gayngs_cover_art
Debiut Gayngs o których nawet na allmusic.com nie ma nic prócz spisu utworów, jest mówiąc jednym słowem: mocny. W skład zespołu wchodzą: Justin Vernon, P.O.S., oraz członkowie Solid Gold, Megafun, the Rosebuds i Lookbook. To wyjątkowa mieszanka eksperymentalnych brzmień z elementami jazzu i melodyjnych wokali. Podczas pierwszego przesłuchiwania Relayted niesamowicie wpada w ucho. Jednocześnie ma się wrażenie świeżości - to mimo wszystko rzadkie odczucie w dzisiejszej muzyce.  Nie nasuwa mi się nawet żadne konkretne porównanie. Ta płyta jest bardzo relaksująca i mocno oddziaływuje na słuchacza. Mistrzowski chillout: elektronika + żywe instrumenty.
Zapowiada się, że ten rok będzie naprawdę bardzo dobry, skoro pojawiają się TAKIE płyty…

10/10

Utwory:
1. The Gaudy Side of Town [7:07]
2. The Walker [4:50]
3. Cry [5:22]
4. No Sweat [6:05]
5. False Bottom [2:54]
6. The Beatdown [3:00]
7. Crystal Rope [3:24]
8. Spanish Platinum [4:22]
9. Faded High [7:28]
10. Ride [3:50]
11. The Last Prom on Earth [6:33]

Gayngs - The Gaudy Side of Town

Caribou - Swim (2010)

caribou

Fantastyczna, etniczno-nowoczesna, eklektyczna. Caribou czyli Dan Snaith popełnił być może najlepszą elektroniczną płytę tego roku. Każdy kawałek jest świeży i pobudzający do życia. Bezbłędne pomieszanie etnicznych instrumentów z nowoczesnym bitem. Wszystkie utwory są bardzo dobre, ale dla mnie bezapelacyjnym numerem jeden jest Bowls. Wprost magiczne połączenie marimby z mantrycznym rytmem i gęstym basem w tle- nie mogę przestać słuchać! Szczerze polecam!

Zdecydowane 10/10

1. Odessa [5:14]
2. Sun [5:44]
3. Kaili [3:18]
4. Found Out [3:18]
5. Bowls [6:20]
6. Leave House [5:11]
7. Hannibal [6:14]
8. Lalibela [2:25]
9. Jamelia [3:38]


Caribou - Jamelia

White Hinterland - Kairos (2010)

kairos
Nie przepadam za damskimi projektami, więc nieco na przekór upodobaniom sięgnęłam po płytę White Hinterland. Chyba łatwo się domyślić, że skoro o niej piszę, sama się zaskoczyłam. Bardzo przemyślana i melodyjna płyta. Kairos przenosi w nieco metafizyczny świat i wprawia organizm w przyjemne falowanie. Pani White Hinterland nagrała dotychczas dwie płyty, ale dopiero najświeższa zwróciła moją uwagę. Słucham jej gdy potrzebuję wyciszenia i chcę sobie poprawić nastrój. Bardzo polecam na co dzień i od święta ;) No i ten ocelocik na stronie..

1. Icarus [3:46]
2. Moon Jam [4:19]
3. No Logic [3:41]
4. Begin Again [3:42]
5. Bow & Arrow [3:35]
6. Amsterdam [2:55]
7. Thunderbird [3:38]
8. Cataract [5:14]
9. Huron [5:12]
10. Magnolias [5:20]

White Hinterland - Icarus

Jóhann Jóhannsson - Fordlandia (2008)

I tak nas dopada codziennie nocy czar. I tak pośród jej ciemności, wyzwala w nas potrzebę zanurkowania w jej głębię smug. Noc więcej rozumie, noc jest tak samo samotna jak my. Daje spokój, a jednak układa do snu nagich, samotnych, próbujących zapomnieć o dniu. Jednak to przecież noc wprowadza w nowe życie. Życie pod połacią powiek. Życie nienamacalne.. bez dotyku, bez dźwięku, bez oddechu a jeszcze bardziej intrygujące od rzeczywistości… Taka jest muzyka zawarta na tej płycie – jakby nieistniejąca.. tylko wyobrażona…

Uciekając w ten dziwny stan opowieści spod powiek drzemiących, wydaje mi się on porównywalny do dotyku dźwięku otoczonego ciszą nocy. Jakby dźwięk był w tym, co niewidoczne, namacalny, jakby powietrze nie tylko istniało samo sobie wokół, jakby rozedrgane grało wydając słyszalność zderzających się atomów.. Zaiste ciekawe są to podróże w głąb niewyrażalności niewidzialnej… i tak chciałoby się pozostać w tym przeźroczystym śnie.. niewiarygodnym, aczkolwiek ciągle kształtującym rzeczywistość. Lecz do niej nie chce się już po takich wrażeniach powracać i prosi się o więcej i więcej, zapadając się coraz głębiej i głębiej… wydaje się jakby Fordlandia Jóhanna Jóhannssona była właśnie ze snu usnuta…

10/10

1. Fordlandia [13:43]
2. Melodia (i) [1:56]
3. The Rocket Builder (Lo Pan!) [6:25]
4. Melodia (ii) [1:49]
5. Fordlandia - Aerial View [4:33]
6. Melodia (iii) [3:12]
7. Chimaerica [3:23]
8. Melodia (iv) [2:45]
9. The Great God Pan Is Dead [4:56]
10. Melodia (Guidelines For A Propulsion Device Based On Heim’s Quantum Theory) [9:04]
11. How We Left Fordlandia [15:25]


Jóhann Jóhannsson - Melodia (Guidelines For A Propulsion Device Based On Heim’s Quantum Theory)

———-
Lucjan Lucimiński

Epic45 - Summer’s First Breath

Grabek - elektroniki czar (12.12.09 Dobra Karma)

Ponad półtora miesiąca minęło od tego koncertu, już prawie zapomniałem o kilku słowach napisanych.. lepiej późno niż wcale..

Na Grabka do Dobrej Karmy wybierałem się jeszcze jakoś przed letnią przerwą, kiedy ów pan zaszczycił Warszawę swoją osobą. Wtedy jednak nie udało mi się dotrzeć. W sumie nie będę ukrywał, że na jego występ na HOFie, który zaczynał się o 2 w nocy też trafiłem przez dziwny zbieg okoliczności i dzięki temu w końcu udało mi się zaznajomić z tą muzyką a wręcz zostałem tam rozłożony na łopatki. Tak to bywa w momencie kiedy nieznany mi artysta trafi niczym Amora strzałą w sedno mego gustu.
Tak więc następnego występu w stolicy już nie mogłem przegapić, zwłaszcza wiedząc o tym, że Grabek siedzi gdzieś tam w studiu i nagrywa swoje nowe eksperymenty muzyczne. Utwory znane mi z epki Mono3some zagrane w nieco innych wersjach wypadły jeszcze lepiej niż na krążku, a te dopiero co spłodzone dzieci potwierdziły moje zdanie, że w tym momencie Grabek razem z duetem lady aarp rządzą na niezależnej, elektronicznej, scenie w Polsce. Muszę jeszcze wspomnieć, że na nowych „piosenkach” można usłyszeć wokalizy, które dodają osobliwego i niebywałego klimatu tym dźwiękom. Przyznaję, że z niecierpliwością będę czekał na każdą informację o długogrającym krążku tego nietuzinkowego artysty…

———-
Lucjan Lucimiński

Yeasayer - Odd Blood (2009)

Czekałam na tę płytę z niecierpliwością. Poprzedni krążek All Hour Cymbals, totalnie mnie oczarował.  Oczekiwałam, że nowa produkcja Yeasayer’a znów mnie powali. Niestaty tak się nie stało. Mam wrażenie, że te dwie płyty nagrały dwa różne zespoły. Dla jednych może to być zaletą, dla mnie jest wadą. Niby użyto podobnych aranży, instrumentów, a jednak coś się nie zgadza. Jeśli nie znałabym poprzedniej płyty to pewnie Odd Blood nie zwróciłaby mojej uwagi. Na tym krążku nie ma utworu, którego chciałabym posłuchać dwa razy z rzędu. Jedyny, który jest zapemiętywalny to singlowy Ambling Alp. Podsumowując, gdyby nie przeszłość to ta recenzja pewnie by nie powstała. Jestem rozczarowana. Jeśli ktoś lubi nowości - niech posłucha, jednak smaczków tu nie znajdzie.

1. The Children [3:12]
2. Ambling Alp [4:00]
3. Madder Red [4:26]
4. I Remember [5:44]
5. O.N.E. [4:51]
6. Love Me Girl [5:00]
7. Rome [3:48]
8. Strange Reunions [2:35]
9. Mondegreen [4:37]
10. Grizelda [2:40]

FOXTAIL SOMERSAULT

Zespół powstał w San Francisco w 2004 roku. W jego skład wchodzą: Becky Uline (śpiew, gitara), Elizabeth Anderson (śpiew, gitara), Seiken Nakama (gitara), James Spadaro (gitara), Brian Anderson (bas), Mark Lotfin (perkusja). Nakama skompletował grupę w sposób dość ciekawy, bo przez ogłoszenia na stronie internetowej Craigslist. James gra na gitarze w Mornign Spy. Ich muzyczne inspiracje to między innymi: The Cure, Cocteau Twins, Slowdive, My Bloody Valentine, Swervedriver, Bad Brains, David Bovie.
Póki co zespół wydał jedną EPkę - Fanthom, rok 2007. Już w 2008 roku Seiken deklarował, że Foxtail Somersault pracuje nad nową płytą, która z założenia ma różnić się kompozycyjnie od Fanthom, natomiast we wrześniu ubiegłego roku na oficjalnej stronie pojawiła się informacja, że kolejne wydawnictwo jest prawie gotowe. Czekajmy więc.


Foxtail Somersault - Divingboard

oficjalna strona zespołu
strona Becky oraz jej MySpace. MySpace zespołu, a tu - Jamesa

65daysofstatic - The destruction of small ideas (2007)

Pewne rzeczy ciężko zrozumieć, ale inne jeszcze ciężej. Maniakalne poszukiwania rozwiązań wśród cierni, w gęstwinach puszcz, w zamotanych kłębkach tylko pogłębia beznadziejność sytuacji. Wszak nawet Piotrek Kupicha wie, że słowa niczego nie zmienią*. Lepiej przejść w milczenie, lepiej poznać emocje, lepiej polegać na mowie ciała. Ono nie kłamie.
Muzyka też nie.
Dlaczego ludzie nie umieją porozumiewać się muzyką.

Może słuchają za mało 65daysofstatic.

No i tak się zastanawiam.
Czy jeżeli teraz coś napiszę, będzie to miało sens?
Słowa - czasami brzmią, ale ogólnie są abstrakcyjne. Słowo samo w sobie nic nie znaczy. Musi coś określać (”kocham cię” - funkcja emocjonalna, “ty durniu, wynoś się stąd!” - funkcja imperatywna) albo być przez coś określane (ton głosu, ewentualnie caps lock).
No a muzyka, hm. To piękne, że można nią wyrazić więcej, niż:
a. można się spodziewać i
b. w jakikolwiek inny sposób.
Że nie trzeba mówić, wystarczy słuchać. Że można aż tak zatracić się w dźwięku.

Bo ja to wszystko pisałam w odniesieniu do i na kanwie The destruction of small ideas.
Jeśli coś zaczyna się od pianina, nie może być złe.

1. When we were younger & better [6:54]
2. A failsafe [4:28]
3. Don’t go down to sorrow [6:55]
4. Wax futures [4:03]
5. These things you can’t unlearn [6:27]
6. Lyonesse [3:26]
7. Music is music as devices are kisses is everything [5:20]
8. The distant and mechanised glow of eastern european dance parties [3:33]
9. Little victories [5:14]
10. Primer [4:51]
11. White peak / Dark peak [3:57]
12. The conspiracy of seeds [7:08]


65daysofstatic - Don’t go down to sorrow

* Nie, nie słucham Feela.

Nowa EP’ka Animal Collective

Fani AC zawsze z niecierpliwością czekają na nowe nagrania, wtedy to bowiem przychodzi pora sądu: będą lepsi niż do tej pory (wszyscy pragną aby tak było, mimo że osiągnięcie doskonałości w przypadku tej kapeli nie jest czymś odległym) czy może rozczarują. Jak do tej pory każda nowa płyta była pozytywnym zaskoczeniem. Tak jest i tym razem. EP’ka nosi tytuł Fall Be Kind i została oceniona przez Pitchfork na na 8.9 w 10 stopniowej skali…

Z niecierpliwością czekamy więc na świeży krążek.

Everything Is Made In China, Powieki - zamieszanie (1.12.09 Hydrozagadka)

Wkład w ten koncert miałem nie tylko od strony uczestnika ale zostawię to na boku tak jak nie będę również wspominał o Hydrozagadce, o bossie tego klubu i akustyku pracującemu tam. Nie za bardzo chce mi się też pisać o Powiekach, które w ostatniej chwili zagrały support. Byłem na nich już nie raz, nie dwa i nie jestem odpowiednią osobą do ich komentowania. Wiadomo, że ich lubię. Podczas tego występu chłopaki zagrali jeden! nowy numer, którego wcześniej nie słyszałem więc coś się do przodu porusza i to dobra informacja. Co do nagłośnienia to było naprawdę źle. Zwłaszcza podczas koncertu grupy Everything Is Made In China. I mimo, że Rosjanie mieli swojego akustyka to nic się nie da zrobić z takim sprzętem jakim dysponuje to miejsce. Z wokalem było najgorzej. Chciałbym napisać, że to świetny był występ lecz przy całym moim życzliwym nastawieniu do EIMIC nie mogę. Najgorsze jest to, że nie z ich przyczyny taka wtopa nastąpiła tylko tak jak wspominałem problem był w nagłośnieniu i akustyce samego miejsca. Tym bardziej w dalszym ciągu nie mogę sobie wyobrazić jak fatalnie wypadłoby to w Jadłobaraku. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do upadku całego Dobrego zagłębia. Wracając do EIMIC to oczywiste było, że skupią się na prezentacji i promocji nowej płyty Automatic Movements. I muszę stwierdzić, że lutowy koncert w HRC był bardziej porywający z kilku względów. Na pewno dużą rolę wtedy odgrywało osłuchanie się z materiałem z pierwszego albumu, który dominował. Teraz w większości nowe piosenki usłyszeć można było pierwszy raz a wydaje mi się, że to co się już zna, lepiej “wchodzi” na żywo. Natomiast kiedy słucha się pierwszy raz nowych nagrań przy tak słabym nagłośnieniu to nawet nie można się wyrazić w jakikolwiek sposób o tym nowym materiale. Nie było też aż tak źle, nie chcę demonizować. EIMIC gra fajną, w niektórych momentach naprawdę porywającą muzykę, jednak o płycie Automatic Movements opowiem jak dobrze się z nią osłucham co już mam możliwość czynić dzięki miłemu gestowi jaki sprezentowali mi sami muzycy! Najbardziej irytuje mnie frekwencja w tym 2,5 milionowym mieście, które znów okazało się wioską.


Everything Is Made In China - Sleep-Walking

———-
Lucjan Lucimiński

School Of Seven Bells - Alpinisms (2008)

Jeden z debiutów roku 2008! I nie ma w tym żadnej przesady. Już po wcześniejszych nagraniach, sprzed długogrającego krążka, można się było tego spodziewać. Zespół pochodzący z Brooklynu, w którego skład wchodzą bliźniaczki Alexandra i Claudia Deheza oraz Benjamin Curtis (wcześniej Secret Machines), grają jak sami twierdzą Cathedral Cubs Cru-Gaze i szczerze przyznam, że w tej nazwie jest to coś co przedstawiają muzycznie. Jednak będąc ostrożnym należałoby włożyć ich do szafek podpisanych shoegaze, dream-pop, electronic, experimental, psychodelic ale znaleźć też można wstawki typowo orientalne czy folkowe. Idąc dalej należy stwierdzić, że muzyka zawarta na Alpinisms, jest bardzo melodyjna i harmonijna, przy czym, rytm i tępo nabierają mnóstwo znaczenia. Nie mogę się uwolnić od tych dźwięków. Siostry przyciągają głosem i wplatają w dziwny trans ciągłym powtarzaniem fraz (zwłaszcza na Iamundernodisguise). Muszę też zdradzić, że elektronika tutaj użyta, która dodaje tła i rytmu jest naprawdę smakowitą przyprawą. Kiedy już dochodzi do podsumowania, nasuwa mi się jeszcze takie spostrzeżenie, że całość jest cudownie delikatna, zwiewna i pewnie dlatego wnosi w słuchacza świeży podmuch, oczarowanie i przynosi pewnego rodzaju ulgę. Ach to rozmarzenie… Nawet coś z dźwiękowej skali Port-Royal można odnaleźć pod koniec bardzo długiego Sempiterna Amaranth. Wciągająca płyta, kolejna, która pokazuje jak dobrze ma się nowojorska scena.

9/10

1. Iamundernodisguise [3:47]
2. Face To Face On High Places [4:40]
3. Half Asleep [4:20]
4. Wired For Light [4:57]
5. For Kalaja Mari [4:17]
6. White Elephant Coat [4:17]
7. Connjur [4:40]
8. Sempiternal/Amaranth [11:26]
9. Chain [4:22]
10. Prince Of Peace [3:05]
11. My Cabal [5:09]


School Of Seven Bells - Half Asleep (Live on KEXP)

———-
Lucjan Lucimiński

School Of Seven Bells - Iamundernodisguise

Kammerflimmer Kollektief - Jinx (2007)

Wskazywanie różnych wariacji na temat krótkich ram czasowych. Poranny wydźwięk wolności ukrytej w samotności. Skuteczny aczkolwiek pretensjonalnie trzymany w poważaniu. Zamilkłe wspomnienia beztroskości pozostają ku uciesze radości. Broniące pokłady siły opuszczają bezbronne mury skóry. Dopuszczają do siebie tylko niewidoczne wnikające wraz z powietrzem myśli o zazdrosnej posturze. Wskrzeszając ciało do działań nie poznaję otoczenia. Plamy obrazów opowiadające nieznane historie. Lubiąc się w nie zanurzać pozwalam na to wszystko nie potrafiąc już spojrzeć za siebie. Podczas wynurzania się wyrasta wrażliwości smak. Ciężki wyrazisty i nie do zniesienia. Fantazyjnie zimne barwy przypominają wtedy o dźwiękach głębiej ukrytych nadających sensu snującego się pod nimi. Nurzanie się w tych ramach zwiewne pozostawia odczucia.
Świadomie intensywne snucie rytmicznych halucynacji.

9/10

1. Palimpsest [6:27]
2. Jinx [7:20]
3. Live At The Cactus Tree Motel [4:14]
4. Gammler, Zen & Hohe Berge [3:55]
5. Both Eyes Tight Shut [3:26]
6. Jinx (Version) [7:10]
7. Nest [2:26]
8. Subnarkotisch [10:46]


Kammerflimmer Kollektief - Jinx

———-
Lucjan Lucimiński

Allegories - Surf’s Out

BOWERY ELECTRIC

Nowojorski zespół założony w 1993 roku przez byłego protegowanego La Monte Young - Lawrence’a Chandlera (wokal, gitara) i Marthę Schwendener (wokal, bas). Do kompletu dobrali perkusistę - Michaela Johngrena i zaczęli grać pierwsze koncerty. Wytwórnia Kranky Records, urzeczona Drop, skontaktowała się z zespołem. Tak doszło do powstania pierwszej płyty długogrającej, pozytywnie przyjętej przez krytyków. Bowery Electric łączy elektryczne brzęczenie gitar, analogowe basy i zawodzący wokal z downtempowym hip-hopowymi beatem. Przy nagrywaniu drugiej, do duetu dołączył perkusista Wayne Magruder. Beat jest wynikiem ich zwiększonych inspiracji hip-hopem i elektroniką. Zmodyfikowali swoje podejście do komponowania i nagrywania, opuszczając tradycyjne rockowe techniki na rzecz tworzenia piosenek z sampli i sekwencjonowania, wciąż jednak używali instrumentów analogowych - i sterty podniszczonych winyli - jako źródeł dźwięku, manipulując nimi poprzez połączenie analogowych i cyfrowych technologii i przetwarzania sygnału. Od nagrania Lushfile zespół nie wydał już żadnego krążka. Lawrence występował z Experimental Audio Research i produkował remiksy dla zespołów takich jak: Calla, Mercova i Tristeza, Martha natomiast wydała album Sola. Bowery Electric to jedna z pierwszych amerykańskich grup występujących z laptopem, mikserem estradowym i samplerem razem z gitarą, basem i perkusją. Ich utwory pojawiły się między innymi na: The new atlantis, Deepwater black - Inclonation vol. one, Chillout basscapes 2 czy Dark city nights vol. 1.
“Wirujące, hipnotyczne beaty wraz z oszałamiającym szeregiem sampli, sekwencji i najpiękniejszego gitarowego noise’u odkąd Kevin Shields ostatni raz włączył swego Fendera Jazzmastera.” (uk.real.com)

Dyskografia:
EP:
Drop (1994)
LP:
Bowery Electric (1995)
Beat (1996)
Vertigo (1997)
Lushlife (2000)

MySpace zespołu

Bowery Electric - Fear of flying

BOO AND BOO TOO

Zespół ze Stanów Zjednoczonych, w jego skład wchodzą: Barret Emke (wokal, gitara), Luke Namee (gitara), Oscar Allen Guinn (gitara), Drew M. Gibson (gitara, efekty), Derek Solsberg (bas), Gaurav Bashyakarla (perkusja). Oscar udziela się w zespole Rooftop Vigilantes, a Gaurav - w Dactyls. Grają indie rocka z lat 90., łącząc burzliwość Sonic Youth i My Bloody Valentine ze swobodną żywiołowością Pavement. Czerpią z Wire i The Wedding Present, nawiązując przy tym do bardziej nowoczesnych zespołów, jak Liars i Broken Social Scene. Krzyczące gitary, łomoczące pianino, głębokie basy, brzęczące wzmacniacze i przede wszystkim wyjący wokal łączą się w formę hałaśliwego muzycznego krajobrazu, który jest bezładny, lecz schematyczny. W ciągu dwóch lat od powstania przeszli przez różne wcielenia i zmiany składu. Występowali z takimi zespołami, jak Broken Social Scene, Magnolia Electric Co., Death Cab For Cutie, The Black Angels, czy Rahim.
Boo And Boo Too gra namiętny, ponadczasowy rodzaj emo-punka. Tęskny wokal i pełne zadumy gitary rozbudzają w nas nostalgię za tamtymi indie-rockowymi mix-tape’ami, które montowaliśmy w liceum.” (Time Out New York)

Dyskografia:
EP:
Oh (2005)
Boo & Boo Too (2007)
Casste piss set (2009)
LP:
No tempo (2008)


Boo And Boo Too - Bottom of the lake (sesja Have you heard)

oficjalna strona, MySpace

Sleeping States - In The Gardens Of The North (2009)

Markland Starkie występujący jako Sleeping States jest żywym dowodem na to, że jeśli ktoś ma pomysł na swoją twórczość to potrafi samotnie stworzyć coś, do czego w innych kapelach często potrzeba kilku osób. Płyta In The Gardens Of The North jest trzecim albumem Londyńczyka. Już w pierwszych chwilach słuchania wiedziałam, że to będzie świetny stuff. Po pierwsze, piękny, intrygujący i delikatny wokal. Po drugie, głównie gitarowe tło, które mogłoby się wydawać zbyt ubogie, a jednak stanowi idealne uzupełnienie śpiewu Marklanda. Na każdy numer, jest jakiś pomysł. Nie wkrada się nuda i wrażenie, że “już to gdzieś słyszałam”. Moim faworytem na płycie jest Garden Of The South, numer który niezwykle wpada w ucho i wprowadza w niesmowite wibracje. Zdecydownie pozytywne. Ten krążek jest absolutnie wart uwagi i przesłuchania. Perfekcyjnie koi zmysly, kołysze. Nie wiem jak opisać ten zastrzyk pozytywnej energii, która z niego prominieniuje mimo tego, że nie wszystkie numery są “radosne”.

Świetne aranże, rewelacyjnie brzmiący wokal, który poprzez modulacje i nakładanie daje wrażenie idealnie spójnego chóru. Czy są jakieś minusy? Według mnie nie, ale dla kogoś o innej wrażliwości może brzmieć zbyt flegmatycznie.

10/10

1. Rings of Saturn [4:47]
2. The Next Village [5:29]
3. Showers In Summer [5:34]
4. Breathing Space [4:22]
5. Gardens of The South [4:13]
6. Red King [4:03]
7. On The Beach At Aldeburgh [6:54]
8. A Spiral Not Repeated [3:59]
9. The Cartographer [3:30]