White Hinterland - Kairos (2010)
7 marca 2010 RECENZJE

Nie przepadam za damskimi projektami, więc nieco na przekór upodobaniom sięgnęłam po płytę White Hinterland. Chyba łatwo się domyślić, że skoro o niej piszę, sama się zaskoczyłam. Bardzo przemyślana i melodyjna płyta. Kairos przenosi w nieco metafizyczny świat i wprawia organizm w przyjemne falowanie. Pani White Hinterland nagrała dotychczas dwie płyty, ale dopiero najświeższa zwróciła moją uwagę. Słucham jej gdy potrzebuję wyciszenia i chcę sobie poprawić nastrój. Bardzo polecam na co dzień i od święta
No i ten ocelocik na stronie..
1. Icarus [3:46]
2. Moon Jam [4:19]
3. No Logic [3:41]
4. Begin Again [3:42]
5. Bow & Arrow [3:35]
6. Amsterdam [2:55]
7. Thunderbird [3:38]
8. Cataract [5:14]
9. Huron [5:12]
10. Magnolias [5:20]
White Hinterland - Icarus
Tagi: alternative, experimental, female vocalists, Stany Zjednoczone
Yeah Yeah Yeahs - Heads Will Roll
27 stycznia 2010 TELEDYSKI
Tagi: alternative, female vocalists, indie, rock
Anneke van Giersbergen & Agua De Annique – In Your Room (2009)
16 grudnia 2009 RECENZJE

Tej pani coś się chyba pomyliło. W przeciągu 2009 roku to trzeci krążek sygnowany jej nazwiskiem. Kolejny zupełnie nikomu niepotrzebny. Nie ma tutaj nic wciągającego. Kompozycje są mizerne i mdłe. Podczas słuchania tych kiepskich pioseneczek, kilka z nich, przywodzi mi nawet na myśl projekt Blackmore’s Night, co do końca nie jest jednak prawidłowe ale nic na to nie poradzę, że w pewnym (złym) sensie taki wydźwięk one mają. Nie znajdziemy w tej muzyce nic czym tak bardzo przekonywał kiedyś The Gathering. Na In Your Room wysłuchać można tylko najzwyklejsze rockowe patenty + mnóstwo smęcenia i zastanawia mnie po co wydaje się 3 przeciętne płyty jednego roku zamiast popracować nad czymś do czego słuchacz będzie chciał wracać. Mamy teraz słaby The Gathering i nudną jak flaki z olejem Anneke. Kiepsko to wygląda… I nawet najciekawsza piosenka Adore, która ma w sobie pewną zaciętość, mimo, iż umieszczona na sam koniec, nie jest w stanie podnieść tego krążka ani zmienić mojego zdania. Mówię zdecydowane „nie” takim nagraniom, ponieważ wiem jaki potencjał drzemie w tej Holenderce. Teraz jest tylko przeciętność, na którą zdecydowanie szkoda czasu…
a jak stwierdziła niegdyś śpiewaczka operowa Maria Callas: “Przeciętność w sztuce jest nie do wybaczenia”.
3,5/10
1. Pearly [3:32]
2. Hey Okey! [2:34]
3. I Want [3:14]
4. Wonder [3:06]
5. The World [3:52]
6. Sunny Side Up [2:46]
7. Physical [3:47]
8. Home Again [4:37]
9. Wide Open [3:15]
10. Longest Day [4:11]
11. Just Fine [3:27]
12. Adore [3:57]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: female vocalists, Holandia, rock
AN APRIL MARCH
6 października 2009 ZESPOŁY

Trzyosobowy zespół z Toronto: Danella Hocevar - wokal, gitara i bas, Christopher Perry - gitara, Michael Klüg - perkusja. Powstał w 1989 roku, rozpadł się dziesięć lat później. Za życia był donorem skrzypiącej, lecz lekkiej muzyki, okraszonej wirującym, zawstydzającym anioły wokalem. Porównywani do Cocteau Twins, poczytują to za komplement, chociaż nie widzą wielu podobieństw.
Nie są jedynymi artystami o marcowo-kwietniowej nazwie. Swego czasu otrzymali od rosyjskiego April March płytę tychże, jednak bez wzmianki o celu przesyłki. Natomiast amerykańska wokalistka April March na okładce płyty “Chick habit” pozowała z gitarą Fender Electric XII, czyli taką, na jakiej gra Danella. Perry uznał to za podporę do budowania kariery Amerykanki, życząc jej w mailu powodzenia.
Dorobek:
Impatiens (1993)
Instruments of lust and fury (1995)
Lessons in vengeance (1995)
Adagio (1996)
It goes without saying (1997)
…something once true, is always true… (1999)
MySpace zespołu
MySpace Danelli
Tagi: dream pop, ethereal, female vocalists, indie rock, Kanada, shoegaze
The Gathering - The West Pole (2009)
17 września 2009 RECENZJE, ZESPOŁY

Mały rozrachunek przy nagraniu ostatniej płyty The West Pole oraz zmianie wokalistki należy się Holendrom z The Gathering. Pierwszy raz usłyszałem muzykę tego zespołu ponad 10 lat temu za sprawą albumu Mandylion a utwór Strange Machines na długo wkradł się we mnie. Płyta ta nagrana w 1995 była dla mnie wielkim odkryciem i nieco cięższą przygodą niż dotychczas a tytułowy utwór jak wisienka na torcie dodawała jej niezwykłości. Później The Gathering ustąpił innym pola na mej drodze muzycznej edukacji. Powrócił za sprawą maxi płyty pod tytułem Black Light District, na której tytułowy (ponownie), bardzo rozbudowany utwór wgniótł mnie i zmienił trochę tok myślenia i obraz samego zespołu. Jest to spokojniejsza muzyka, zmierzająca już w tym momencie nieco w stronę trip-rockowej myśli lecz zachowująca ciągle klimat starszych dokonań. Wydawało mi się wtedy, że zespół znalazł to do czego dążył, że uspokojenie przyszło wraz z czasem i doświadczeniem. Okazało się, że mój tok myślenia był całkiem trafny patrząc na to co przedstawili już rok później przy okazji wydania przepięknego albumu Souvenirs. Pamiątki były jeszcze bardziej trip ale tym razem już hopowe a ja wsiąkłem doszczętnie, wręcz przepadłem słuchając tej płyty na zmianę z koncertem zespołu Portishead nagranym w Nowym Yorku. Porównać można muzykę wymienionych zespołów również w kwestii emocji mimo tego, że to mimo wszystko jednak inna muzyka przecież jest. Wtedy nastąpiło dla mnie apogeum jeżeli chodzi o The Gathering. Słuchałem wszystkiego, pożerałem lecz już przed Mandylion czyli do płyt Almost A Dance oraz Always nie pamiętam bym kiedykolwiek dotarł. Poza tym to nagrania bez wokalistki Anneke van Giersbergen, która była jak się okazało wraz z dołączeniem do zespołu strzałem w dziesiątkę i jakby nie było motywem przewodnim i rozpoznawalnym w muzyce The Gathering. Jak się okazało już How To Measure A Planet wkroczyło w łagodniejsze klimaty, nieco rozmarzone i wymagające większego skupienia. Na tej płycie ostrość współgra ze spokojem tak, że ogół wypada świetnie a rozmazany i piękny The Big Sleep umieszczony przed rytmicznym Marooned rewelacyjnie wpisuje się w ten schemat. Trzeba jeszcze dodać, że znajduje się tutaj wspaniały Travel ale i zajmujący prawie pół godzinny tytułowy! How To Measure A Planet, w którym cała piątka pokazuje już to o czym myślałem przy Black Light District. Następnie zespół wydał na krążku pół akustyczny koncert Sleepy Buildings, na którym nie znalazł się żaden utwór z Souvenirs. Nieco zmienione wersje zabrzmiały cudownie i nie mogłem się oderwać od nich. Później został wydany na dvd zapis koncertu promującego Pamiątki. Zespół przedstawił podczas tego występu właśnie swoje spokojniejsze oblicze dodając do tego fantastyczne wizualizacje. Na kolejnej studyjnej płycie Home wcześniej wyznaczony kierunek został kontynuowany dalej, co bardzo mi odpowiadało. To chyba najspokojniejsza „rzecz” The Gathering. Na początku Home wydawało mi się za długie, trochę zbyt rozwlekłe. Można by było kilka utworów wyrzucić trzynaście to za dużo. Tylko które? Problem jest lada wyzwaniem. Ja skróciłbym album o A Noise Severe, The Quiet One oraz rozwlekłe i męczące Home. Może kiedy całość byłaby krótsza miałaby silniejszy przekaz i wymiar? Najjaśniejszymi punktami wydają się być Walking Hour, Your Troubles Are Over i następny w kolejności cudownie przestrzenny Box i to one nadają wyrazu tej płycie.
Kolejnymi dochodzącymi do nas informacjami było odejście Anneke z zespołu i zajęcie się przez nią swoim solowym projektem Aqua the Annique. Jej płyta Air wydana pod tym pseudonimem ujrzała światło dzienne już w 2007 roku. Natomiast po trzech latach od ukazania się Home pojawiła się wyczekiwana z obawą po odejściu Anneke kolejna płyta The Gathering nagrana z nową wokalistką. Na The West Pole zaśpiewała Silje Wergeland występująca wcześniej w zespole Octavia Sperati. Obawy były słuszne lecz nie koniecznie co do nowego głosu a co do tego w jaką stronę będzie zmierzała nowa muzyka z nową wokalistką. Słuchając, wiadomo, że dźwięki te grają muzycy zespołu, który dobrze już znałem. Jednak trochę zmieniła się stylistyka. Niektóre kompozycje są najradośniejszymi w całej karierze grupy. Słychać dużo więcej przesterowanych gitar niż dotychczas oraz dream-popowe zagrywki czym mnie jednak zaskoczyli. Silje śpiewa w podobny sposób do Anneke jednak przy całości trochę irytuje i mam wrażenie, że ciekawiej wypadła zaproszona do swojej interpretacji utworu Capital Of Nowhere Anne van den Hoogen. Mimo tego, że brakuje mi Gatheringowego trip-hopu stylistyka płyty nie przeszkadza. Uważam natomiast, że całość jest lekko drażniąca i ciężko przez nią przebrnąć a niektóre momenty są wręcz nudne. Takie piosenki jak When Trust Becomes Sound, No Bird Call, najlepszy kąsek na płycie No One Smoke czy zamykający ją A Constant Run są tu rodzynkami ale nie są w stanie udźwignąć całości. Jest lekki zawód albowiem przy wcześniejszych dokonaniach grupy The West Pole wypada słabiej. Poprzewracało się tutaj coś i nie chodzi mi tu o odwrócone zdjęcie na okładce, która bardzo mi się podoba. Spodziewałem się po The Gathering silniejszych przeżyć i boję się, że Souvenirs jest arcydziełem, którego zespół ten już nigdy nawet nie doścignie. W tym momencie jest daleki ku temu.
5/10
1. When Trust Becomes Sound [3:53]
2. Treasure [4:06]
3. All You Are [4:34]
4. The West Pole [6:35]
5. No Bird Call [5:38]
6. Capital Of Nowhere [6:35]
7. You Promised Me A Symphony [2:54]
8. Pale Traces [7:46]
9. No One Spoke [4:32]
10. A Constant Run [7:44]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: alternative, dutch, female vocalists, rock
CRANES
12 sierpnia 2009 ZESPOŁY
Cranes, grupa wprost z południowego wybrzeża Wielkiej Brytanii (z miasta Portsmouth), określana jest często jako dream pop. Swoje niecodzienne brzmienia wydali na kilku płytach, m.in. ‘Wings of Joy’ (1991), ‘Forever’ (1993), ‘Loved’ (1994), ‘La Tragedie d’Oreste et Electre’ (1995), i ‘Population Four’ (1997). Po czteroletniej przerwie Cranes powstali na nowo, nagrywając kolejno albumy: ‘Future Songs’ (2001) oraz ‘Particles & Waves’ (2004). W tej części twórczości wyczuwa się nieco bardziej elektroniczne inspiracje niż dotychczas.
Tagi: dream pop, ethereal, female vocalists, indie, shoegaze, Wielka Brytania
THE SUNDAYS
11 sierpnia 2009 ZESPOŁY
Działający w latach 1987-1997 brytyjski zespół grający alternatywny pop-rock. The Sundays powstali w Londynie z inicjatywy gitarzysty Davida Gavurina i wokalistki Harriet Wheeler. Potem do zespołu dołączyli: basista Paul Brindley i perkusista Patrick Hannin. Po debiucie w 1998 roku w londyńskim klubie Vertigo brytyjska prasa porównywała ich do The Smiths i Cocteau Twins.
W ciągu dekady istnienia grupy The Sundays wydali trzy albumy: „Reading, Writing, and Arithmetic” (1990), „Blind” (1992) i „Static and Silence” (1997). Najsłynniejsze piosenki zespołu to: „Can’t be sure” (1989) i „Here’s where the story ends” (1990).
Tagi: 90s, alternative, dream pop, female vocalists, indie, shoegaze, Wielka Brytania