Radio Dept., The - Clinging To A Scheme (2010)
1 września 2010 RECENZJE

Labrador Records / 2010
Szwedzkie bożyszcze dream-popu po długim czteroletnim oczekiwaniu fanów powraca z nowym albumem. Jednak nowe wydawnictwo znacznie różni się od poprzednich Lesser Matters i Pet Grief. Z pozoru mamy ten sam wokal Johana Duncansona otoczony zewsząd przestrzenią melodyjnych gitar i klawiszy, za którymi kryją się jednak pewne wyraźne tendencje - poszukiwanie prostoty dźwięku i dużo wyraźniejsze parcie na przebojowość. Przemyślane aranżacje zastąpiły dotychczasowe bardziej eksperymentalne formy. Tym samym płyta nie jest tak marzycielska co nastrojowa w sobie tylko znany indie-popowy sposób.
Fakt, iż jest to dopiero trzeci album grupy wynika z popularności formy przekazu jaką jest dziś “epka”, których zespół w ciągu swego istnienia wydał kilkanaście. Jednak oczekiwanie następcy Pet Grief było dosyć wyjątkowe i odkładane w czasie. Już rok później zaczęły pojawiać się pogłoski na blogach i forach internetowych o rzekomych pracach nad dwoma albumami, które miały być wydane równocześnie w maju 2007 roku. Po epce Freddie And The Trojan House tzw. ‘deadlinem’ wytwórni Labrador była zima 2008.
Warto było przeczekać zwłokę dla jeszcze bardziej dopracowanego i przemyślanego materiału. Biorąc pod uwagę dość organiczny, noise’owy Lesser Matters (uznany w Szwecji za najważniejsze rodzime wydawnictwo sceny indie XXI-wszego wieku), shoegaze’owy i mniej konwencjonalny Pet Grief, nowy album to kolejny krok do przodu w karierze Radio Dept. Johan zainspirowany post-punkwoym minimalizmem, ambientem i wczesnym krautrockiem zmienił swoje główne założenia. Postawił na bardziej wyraźne, choć rzadkie na albumie, melodyjne linie gitar (Domestic Scene), motorykę basu i podkładów rytmicznych (This Time Around) a ponadto na nowatorskie dla swej twórczości echa P-Funku i nurtu “futuristic orchestra” z lat 70-tych. Te ostatnie znajdują odzwierciedlenie w okładce albumu, przedstawiającej grajka na flecie, który to instrument pojawia się kilkakrotnie na płycie podobnie jak i saksofon w przebojowym singlu Heaven’s On Fire. Wyraźnie klasycyzujący jest też utwór David, pozbawiony klawiszy i sampli mógłby znaleźć się w repertuarze niejednej filharmonii.
Radio Dept. tytułowo ‘przylega’ do swojej koncepcji jaką staję się dream-melodramatic-pop, tym samym zbliżając się do Cocteau Twins i Pet Shop Boys, a odchodząc od shoegaze’owych przyrównań do stylistyk My Bloody Valentine czy JaMC. Potwierdzają to bardziej nostalgiczne utwory jak Token Of Grattitude czy You stopped making sense, które zahaczają o chillwave i space-rock. Wydaję się, że małą pomyłką w kolejności utworów jest przedostatni – instrumentalny. Powinien znaleźć się podobnie jak It’s Personal z Pet Grief na samym początku. Podobnie zresztą zespół robi na koncertach, to właśnie Four Months In The Shade otworzyło występ grupy na Off Festiwalu, wprowadzając publikę w unikalną atmosferę własnej twórczości.
Duncanson i spółka nie obawiali się stworzyć też bardziej mainstreamowych utworów, które powinny stać się przebojami niejednej ambitniejszej stacji radiowej. Heaven’s On Fire i Never Follow Suit to najbardziej rytmiczne i taneczne wręcz piosenki jakie kiedykolwiek nagrali. Charakterystyczny bas i klawisze drugiej kompozycji zdecydowanie prowokują do żywszego ruchu.
Oba utwory łączy również inny wspólny element. Zawarto w nich wkomponowane słowa, które poruszają tematykę złożonego procesu nacisku massmediów na współczesną młodzież i kapitalistycznej roli biznesu w kulturze. To wyraz pogardy dla komercjalizacji i bezkultury mas. Biorąc pod uwagę bogactwo, różnorodność i głębszy wymiar aranżacji na Clinging To A Scheme, Szwedzi dają jednoczesną odpowiedź na słowną prowokację. Trudno o lepszy kulturalny policzek dla komercyjnej rzeczywistości jaka nas otacza.
1. Domestic Scene [2:00]
2. Heaven’s On Fire [2:18]
3. This Time Around [3:19]
4. Never Follow Suit [4:34]
5. A Token Of Gratitude [4:04]
6. The Video Dept. [2:33]
7. Memory Loss [2:53]
8. David [3:34]
9. Four Months In The Shade [2:58]
10. You Stopped Making Sense [3:15]
———-
Mateusz Cudo
Tagi: electronic, indie, indie pop, shoegaze
jj - wywiad dla Noisevox
26 czerwca 2010 NEWSY

Końcem sierpnia ubiegłego roku, jak dar z niebios, w ręce wpadła mi płyta jj n° 2. Odwróciła moje myśli zarówno od procesu termoregulacji podczas okropnych upałów tamtego lata, jak i od beznadziejnej muzyki, której wtedy słuchałam. Zespół, który stworzył tę perełkę, w krótkim czasie stał się jednym z moich ulubionych, przez co chciałam czegoś się o nim dowiedzieć. Po pewnych poszukiwaniach udało mi się odkryć jedynie, że niełatwo będzie przejrzeć mgłę tajemnicy, jaka go okrywa.
jj to duet, który tworzy raczej muzyka, niż ludzie z krwi i kości. Elin i Joakim podążają bezszelestnie swoją sekretną ścieżką, pozostawiając za sobą ślady jedynie w postaci kolejnych krążków (5 wydawnictw w ciągu roku!). Nie tylko niechętnie mówią o sobie (co udowadnia poniższa rozmowa), ale wydają się być skrępowani nawet obecnością na scenie podczas własnego koncertu. Z tego powodu informacje, jakie można o nich zdobyć, są szczątkowe i mało znaczące.
Wprawdzie niżej przedstawiony wywiad wiele nie ujawnia, jest jednak wart obejrzenia choćby dlatego, że trudno spotkać gwiazdy tak skrępowane byciem gwiazdami.
Co cieszy mamę Joakima, jakie znaczenie ma wytwórnia płytowa oraz wpływ Málagi na inspiracje artystyczne, czyli jj dla Noisevox.
Błogosławieni cisi, albowiem oni robią dobrą muzykę.
Tagi: balearic beat, electronic, indie pop, Szwecja
jj - jj nº 3 (2010)
4 czerwca 2010 RECENZJE

Płytę otwiera cover My Life Game, wykorzystujący fragmenty Around the World ATC. Wersja jj przekształca rap i dance w nowe wcielenie Amy Winehouse i Reigny Spektor. Lepsze wcielenie. To muzyka arkadii przeniknięta transowym głosem anielskim. Delikatny wokal Elin i mnogość instrumentów tworzą całość pełną lekkości i gracji, muzycznego wdzięku. A najwspanialsze jest to, że płyta utrzymuje poziom przez cały (zbyt króki!…) czas jej trwania.
O ile debiut był określonym fragmentem równoległego świata, tak jj nº 3 oferuje podróż poprzez przyjemności różnych niebios. Pierwsza uzależnia, druga unosi w inny wymiar magii. Jest jak wykład na temat piękna, opowieść o nowym miejscu i zaproszenie do niego.
Moje zachwyty nad jj nº 3 to nie pustosłowie. Tę płytę naprawdę trzeba znać, by nie utonąć w morzu pseudo-muzycznej tandety.
1. my life [1:56]
2. and now [3:02]
3. let go [3:02]
4. into the light [3:40]
5. light [2:42]
6. voi parlate, io gioco [3:39]
7. golden virginia [3:44]
8. you know [2:53]
9. no escapin’ this [2:41]
jj – let go
Tagi: balearic beat, dream pop, indie pop, Szwecja
JJ
2 czerwca 2010 ZESPOŁY

Ten mało znany duet (na który jednak naprawdę warto zwrócić uwagę!) pochodzi ze Szwecji i tworzy lekką, przyjemną muzykę w klimatach indie popu i balearic. W jego skład wchodzą Joakim Benon (gitara, sample) i Elin Kastlander (wokal, gitara). Nazwa jj pochodzi od słów “jag & Joakim” (”jag” oznacza po szwedzku ”ja”). Na pytanie o początki zespołu Elin odpowiada: “Joakim zstąpił z nieba i wziął mnie za rękę. Płakałam”.
W marcu i kwietniu 2010 r. odbyli trasę koncertową po Stanach z The xx. Następna - w maju tego roku - objęła Francję, Niemcy, Belgię, Holandię.
W jednym z niewielu wywiadów Joakim wspomina o nieśmiałości i fobii społecznej Elin, wyraża także niechęć do show biznesu. Zapewne z tych względów ich występy na trasie z The xx zostały negatywnie przyjęte przez recenzentów, których zdaniem zespół kompletnie nie interesował się publicznością.
Na stronie ich wydawnictwa można kupić wszystko, co do szczęścia potrzebne jest przeciętnemu fanowi - nawet koszulkę poplamioną krwią Joakima. Duet jj otrzymał pozytywne opinie m.in. od Paste, Pitchforka, The Washington Post, PopMatters, Billboardu. Niebywałą logikę, z jaką nazywa swoje kolejne płyty, uzasadnia słowami: “women lie, men lie, numbers don’t”. Motyw narkotyków w swojej muzyce (Ecstasy, liść marihuany na okładce) tłumaczy: “Nasza muzyka jest narkotykiem”.
Pod względem dokonań muzycznych jj porównywany jest niekiedy do Enyi, Imogen Heap i The Knife.
Utwór From Africa To Málaga pojawił się na składance Sweden Wants You To Dance.
DYSKOGRAFIA
Albumy długogrające:
jj n° 2 (2009)
jj n° 2.1 (2009) [także wersja winylowa]
jj n° 3 (2010) [dwie edycje]
Single:
jj n° 1 (2009)
from africa to málaga (2009)
Minialbumy:
a jj 12″ (2009)
blog zespołu (pisany białą czcionką na białym tle)
jj - ceo birthday
Tagi: balearic beat, electronic, indie pop, Szwecja
The Postal Service - Such great heights (teledysk na dziś)
24 września 2009 TELEDYSKI
Tagi: alternative, electronic, indie, indie pop, Stany Zjednoczone
jj - jj n° 2 (2009)
27 sierpnia 2009 RECENZJE

O tym zespole niewiele wiadomo. Lakoniczna nazwa, lakoniczny tytuł płyty. Nie mogę się przyczepić do żadnego faktu w biografii, bo jej nie znam, nie mogę szukać głębi w nazwie krążka. Wszelako są nowi, pozwólmy im się zaaklimatyzować i w miarę upływu czasu zdradzić co nieco.
Zacznę od podsumowania. Tak lekkiej i chilloutowej płyty jeszcze nie słuchałam. Ona jest jak lot na grzbiecie orła czy pegaza (zależnie od preferencji) – pewny, spokojny no i ten wiatr na twarzy, we włosach… Nic, tylko zamknąć oczy, rozłożyć ręce na boki i zaufać środkowi lokomocji w kwestii miejsca przeznaczenia. Może to Vallda, a może Málaga?…
Motywem przewodnim jest radość, wolność, spokój. Szwedom udało się przywołać klimat Karaibów, niewykluczone, że z tęsknoty za słońcem, którego w rodzimym kraju jak na lekarstwo. Więc kwiaty za ucho, spódniczka z trawy na biodra i tańczymy! A przynajmniej letnie popołudnie (o tej porze roku o to nietrudno), napój chłodzący, ciemne okulary, żyć nie umierać. Podejrzewam jednak, że nawet zimową porą, gdy pędzący z nieba śnieg przesłania widok na okna sąsiada albo zgoła wiosną podczas bębniącej o szyby ulewy (tu zalecam wyciszane słuchawki) jj n° 2 sprawdzi się znakomicie – ćwierkająca are you still in valida? to strzał w dziesiątkę; pieści spragnioną swobody duszę i przywołuje ciepłe dni. Warto w tym momencie wspomnieć o tekstach, które swoją ascetycznością nie zaburzają lekkości płyty. Jest tak, jak powinno być, by się oderwać, po części także dlatego, że wokalistka osładza i odciąża swym głosem ewentualną gorycz słów.
Chciałoby się powiedzieć: nic nie jest bez wad, pora wytknąć coś krążkowi. Mogłabym w tym miejscu stwierdzić, że jest za krótki – trwa niecałe 27 minut. Jednak to chyba wystarczająco, by zapomnieć o zgrzytach dnia i odprężyć się.
Zwróćmy uszy ku Szwecji w poszukiwaniu dobrej muzyki.
On my way to the sky, bye bye.
Tagi: balearic beat, indie electronic, indie pop, muzyka elektroniczna, Szwecja, szwedzki pop, szwedzki rock
THE BOO RADLEYS
27 lipca 2009 ZESPOŁY
The Boo Radleys to nieistniejący już brytyjski zespół alternatywny, założony w Wallasey (hrabstwo Cheshire). Byli aktywni w latach 1988 - 1999. Muzyka, którą tworzyli oscylowała głównie wokół stylu shoegaze i noise/dream pop’u. Przez wielu nazywani byli również zespołem eksperymentalnym, głównie z powodu mieszania wielu gatunków. Przez 11 lat aktywności na scenie muzycznej zdążyli nagrać 6 albumów długogrających.
Skład zespołu:
* Sice
* Martin Carr
* Timothy Brown
* Steve Hewitt * Rob Cieka
Albumy:
* Ichabod And I
* Everything’s Alright Forever
* Giant Steps
* Wake Up!
* C’mon Kids
* Kingsize
Tagi: alternative, britpop, indie, indie pop, shoegaze
