Kompendium wiedzy na temat nowej muzyki: shoegaze, post-rock, indie, ambient, trip-hop i inne…

Radio Dept., The - Clinging To A Scheme (2010)

Labrador Records / 2010

Szwedzkie bożyszcze dream-popu po długim czteroletnim oczekiwaniu fanów powraca z nowym albumem. Jednak nowe wydawnictwo znacznie różni się od poprzednich Lesser Matters i Pet Grief. Z pozoru mamy ten sam wokal Johana Duncansona otoczony zewsząd przestrzenią melodyjnych gitar i klawiszy, za którymi kryją się jednak pewne wyraźne tendencje - poszukiwanie prostoty dźwięku i dużo wyraźniejsze parcie na przebojowość. Przemyślane aranżacje zastąpiły dotychczasowe bardziej eksperymentalne formy. Tym samym płyta nie jest tak marzycielska co nastrojowa w sobie tylko znany indie-popowy sposób.

Fakt, iż jest to dopiero trzeci album grupy wynika z popularności formy przekazu jaką jest dziś “epka”, których zespół w ciągu swego istnienia wydał kilkanaście. Jednak oczekiwanie następcy Pet Grief było dosyć wyjątkowe i odkładane w czasie. Już rok później zaczęły pojawiać się pogłoski na blogach i forach internetowych o rzekomych pracach nad dwoma albumami, które miały być wydane równocześnie w maju 2007 roku. Po epce Freddie And The Trojan House tzw. ‘deadlinem’ wytwórni Labrador była zima 2008.

Warto było przeczekać zwłokę dla jeszcze bardziej dopracowanego i przemyślanego materiału. Biorąc pod uwagę dość organiczny, noise’owy Lesser Matters (uznany w Szwecji za najważniejsze rodzime wydawnictwo sceny indie XXI-wszego wieku), shoegaze’owy i mniej konwencjonalny Pet Grief, nowy album to kolejny krok do przodu w karierze Radio Dept. Johan zainspirowany post-punkwoym minimalizmem, ambientem i wczesnym krautrockiem zmienił swoje główne założenia. Postawił na bardziej wyraźne, choć rzadkie na albumie, melodyjne linie gitar (Domestic Scene), motorykę basu i podkładów rytmicznych (This Time Around) a ponadto na nowatorskie dla swej twórczości echa P-Funku i nurtu “futuristic orchestra” z lat 70-tych. Te ostatnie znajdują odzwierciedlenie w okładce albumu, przedstawiającej grajka na flecie, który to instrument pojawia się kilkakrotnie na płycie podobnie jak i saksofon w przebojowym singlu Heaven’s On Fire. Wyraźnie klasycyzujący jest też utwór David, pozbawiony klawiszy i sampli mógłby znaleźć się w repertuarze niejednej filharmonii.

Radio Dept. tytułowo ‘przylega’ do swojej koncepcji jaką staję się dream-melodramatic-pop, tym samym zbliżając się do Cocteau Twins i Pet Shop Boys, a odchodząc od shoegaze’owych przyrównań do stylistyk My Bloody Valentine czy JaMC. Potwierdzają to bardziej nostalgiczne utwory jak Token Of Grattitude czy You stopped making sense, które zahaczają o chillwave i space-rock. Wydaję się, że małą pomyłką w kolejności utworów jest przedostatni – instrumentalny. Powinien znaleźć się podobnie jak It’s Personal z Pet Grief na samym początku. Podobnie zresztą zespół robi na koncertach, to właśnie Four Months In The Shade otworzyło występ grupy na Off Festiwalu, wprowadzając publikę w unikalną atmosferę własnej twórczości.

Duncanson i spółka nie obawiali się stworzyć też bardziej mainstreamowych utworów, które powinny stać się przebojami niejednej ambitniejszej stacji radiowej. Heaven’s On Fire i Never Follow Suit to najbardziej rytmiczne i taneczne wręcz piosenki jakie kiedykolwiek nagrali. Charakterystyczny bas i klawisze drugiej kompozycji zdecydowanie prowokują do żywszego ruchu.

Oba utwory łączy również inny wspólny element. Zawarto w nich wkomponowane słowa, które poruszają tematykę złożonego procesu nacisku massmediów na współczesną młodzież i kapitalistycznej roli biznesu w kulturze. To wyraz pogardy dla komercjalizacji i bezkultury mas. Biorąc pod uwagę bogactwo, różnorodność i głębszy wymiar aranżacji na Clinging To A Scheme, Szwedzi dają jednoczesną odpowiedź na słowną prowokację. Trudno o lepszy kulturalny policzek dla komercyjnej rzeczywistości jaka nas otacza.

1. Domestic Scene [2:00]
2. Heaven’s On Fire [2:18]
3. This Time Around [3:19]
4. Never Follow Suit [4:34]
5. A Token Of Gratitude [4:04]
6. The Video Dept. [2:33]
7. Memory Loss [2:53]
8. David [3:34]
9. Four Months In The Shade [2:58]
10. You Stopped Making Sense [3:15]


Radio Dept, The - Heaven’s On Fire

———-
Mateusz Cudo

Nowa płyta Foxtail Somersault

Po trwających dwa lata obietnicach, 22 lipca wytwórnia Vibraphone Records wyda płytę Foxtail Somersault zatytułowaną Reflection. To drugi minialbum zespołu, poza Fanthom z 2007 roku.
Tracklista przedstawia się następująco:
1. Raven
2. To a Runaway
3. Sirens
4. A Love Song Part 2
5. Lullaby

Oprócz tego grupa zapowiada trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych, a towarzyszyć jej będą m.in.: Tomihira, Vir, The Meeting Places, Joy Wants Eternity i Brain Fruit.

Kolejny singiel Yeasayer

10 sierpnia wytwórnia Secretly Canadian (która jest związana również z takimi zespołami, jak jj i Animal Collective) wyda trzeci singiel z płyty Odd Blood, zatytułowany Madder Red. Znajdą się na nim trzy wersje piosenki: oryginalna, instrumentalna oraz remiks wykonany przez nowojorski duet synthpopowy The Golden Filters.


Yeasayer - Madder Red (The Golden Filter Remix)

Ólafur Arnalds - Hægt, kemur ljósið

Ólafur Arnalds wydał właśnie swoje najnowsze dzieło. Płyta nazywa się …And They Have Escaped The Weight Of Darkness, a promuje ją wyżej zamieszczony teledysk do utworu Hægt, Kemur Ljósið.

PEEPHOLES

Autor: Mateusz Cudo

Muzyczne odkrycie 2010 roku…

W momencie kiedy kapele pokroju No Age czy Deerhunter szczyt popularności i kreatywności wydają się mieć za sobą odnalezienie interesującego spojrzenia na lo-fi i odświeżenia krautrockowych form jest z pewnością niezwykle cenne. Przestery gitarowe, ściany klawiszy i wszechogarniający noise dają dość często wrażenie kapel takich jak Fuck Buttons którzy wręcz w punkowy sposób komponują swoje elektroniczne koktajle Mołotowa.

Można także skojarzyć na pierwszy rzut oka Battles, którzy jednym albumem Mirrored z 2007 roku wkroczyli do szeregu najbardziej rozchwytywanych eksperymentalnych kapel i tzw. supergrup. Pytanie - czy trzeba aż czterech osób i pseudo-nowatorskich podkładów wokalnych z utworu Atlas, które jednak po n-tym odsłuchaniu wydają się być esencją kiczu?

Czy trzeba jak Fuck Buttons przez kilkanaście minut zdzierać sobie gardło aby w dżungli szmerów, zgrzytów spotęgować atmosferę? Otóż nie.

Jeśli się potrafi można osiągnąć cos znacznie więcej, co nie będzie własnym niepodrabialnym stylem jak w przypadku „analogowych”, „vocoder-owych” Black Moth Super Rainbow ale stanie się świeża dawka intrygującej muzyki.

Peepholes po angielsku znaczy nic innego co „wizjerzy” ale w kontekście dwójki muzyków zespołu powinno być raczej tłumaczone jako „wizjerska para”. Grając awangardowy noise/kraut bazują oni jednak na budowaniu atmosfery, doznaniach natury więcej niż ziemskiej. Utwory takie jak Airforce Trainer czy Lair za sprawą niezwykle kunsztownie dopasowanych wokali Katie Barret - co wydaje się być więcej niż połową sukcesu, są ilustracją plemiennych wiosek Masajów czy innych afrykańskich ludków. Do takiej muzyki z pewnością tańczą oni swoje rytualne tańce, a w ich rytm szamani leniuchują popołudniami szukając inspiracji. Z kolei na bardziej agresywnych Ladder i Bangel Peepholes wysyłają gdzieś w okolice Kambodży gdzie z maczetą w ręku trzeba przedzierać się przez krainę monsunów. Warto bo na końcu czeka na wiernego słuchacza uczucie, że nie zmarnowało się kilku ostatnich minut i warto poświęcić kilka następnych na powtórkę z rozrywki.

Niedługo Peepholes wydają swój pełnowymiarowy split z a.P.A.t.T w cenionej wytworni Upset The Rythm znanej ze współpracy z Xiu Xiu, High Places, Lucky Dragons czy No Age

Warto zamówić album z wyprzedzeniem zanim zostanie wyprzedany i mieć tych szamanów - wizjerów na winylu ku uciesze sąsiadów.

Całokształt artystyczny 9/10

Dyskografia:
Lair 12’
Kingdom 12’ – coming soon


Peepholes - Ladder

Caribou - Melody Day

XX, The - Islands

CECILIA::EYES

Cecilia::Eyes to pochodzący z Belgii zespół, grający muzykę oscylującą między takimi gatunkami jak: shoegaze, indie i post-rock. Pomysł na jego powstanie narodził się jesienią 2004 roku. W grudniu 2005 roku muzycy w składzie: Christophe Thys – gitara, Mike Colart – gitara, Pascal Thys – bass, Xavier Waerenburgh – perkusja, wydali pierwszą ep’kę zatytułowaną Echoes From The Attic.


Cecilia::Eyes - Goodbye The Sky

Wydany w 2007 roku pierwszy długogrający krążek Mountain Tops Are Sometimes Closer To The Moon promowany był na koncertach w zacnym towarzystwie, między innymi były to zespoły takie jak: Apse, Kwoon, Pg.Lost, Cranes, iLiKETRAiNS, Thee Silver Mt. Zion czy Three Steps To The Ocean. Można stwierdzić, że wyżej wymienione zespoły to wypadkowa muzyki, którą prezentują Belgowie. Kilka miesięcy po wydaniu albumu do Cecilia::Eyes doszedł Gauthier Vilain grający zwłaszcza na gitarze ale również wspomagający zespół głosem. Dokładnie jutro światło dzienne ujrzy najnowsze dzieło zespołu, które nosi tytuł Here Dead We Lie. Poniżej jego “filmowa” zapowiedź.

———-
Lucjan Lucimiński

Śmierć Marka Lincous’a

sparklehorse
Amerykański multiinstrumentalista Mark Lincous 6tego marca popełnił samobójstwo. Był on filarem zespołu Sparklehorse, który ostatnią płytę In the Fishtank nagrał wraz z Christianem Fennesz’em. Wielka szkoda, że odszedł tak utalentowany muzyk…

cóż tutaj błądzić słowami o tej tragedii… najlepiej posłuchać, wspomnieć, wzruszyć się …. i tęsknić


Sparklehorse - Sad & Beautiful World

Sian Alice Group - Close To The Ground

Florence & The Machine - Drumming Song


Już dziś Florencja w warszawskiej Stodole…

Adorable - Fake (1994)

Jak poprzednio. Kawał dobrego rocka, niespokojny, a jednak spokojny, niebezpieczny, ale ciepły. Bez niespodzianek. Płyta wydana nieco ponad rok po Against Perfection jest jak jej bliźniaczka. Nie znaczy to jednak, że jest nudna, przewidywalna, niepotrzebna (tfu!). Z Fake i Against Perfection jest jak z dwiema równie pięknymi siostrami - ciężko się zdecydować na jedną…
Bardzo dobrze, że powstają takie płyty i bardzo źle, że rozpadają się takie zespoły.

1. Feed Me [3:29]
2. Vendetta [4:10]
3. Man in a Suitcase [4:48]
4. Submarine [4:29]
5. Lettergo [3:59]
6. Kangaroo Court [3:27]
7. Radio Days [3:36]
8. Go Easy on Her [4:33]
9. Road Movie [4:17]
10. Have You Seen the Light [4:49]


Adorable - Kangaroo Court

Local Natives - Gorilla Manor (2010)

ln_gm_cover
Południowa Kalifornia, gubernator-terminator, a tam z nimi tubylcy Local Natives. Bardzo rzadko zdarza mi się słuchać płyty po raz pierwszy i już wtedy wiedzieć, że mi się podoba. Niebezpiecznym jest to, że krążek zahacza o pop, wywołuje to u mnie lekkie drżenie powieki, ale staram się opanować. Granica między komercją a wysublimowanym smakiem jest wbrew pozorom chwiejna. Odczuwam satysfakcję z powodu popularności Arctic Monkeys, lub tego, że na Vivie ujrzałam teledysk Editors. Nie przeszkadza mi popularność jakiejś kapeli do momentu, gdy sami nie zaczynają się tą popularnością dławić. Zmierzam do tego, że w przypadku Local Natives mogłoby się tak stać (módlmy się do bóstw wszelakich aby tak nie było). Wracając do Gorilla Manor: nie można jej odmówić melodyjności i pozytywnej mocy. Nieco androgeniczny wokal jest bardzo kojący i bardzo świadomie używany. Czasem potrzebujemy zasiąść na kanapie, włączyć coś lekkiego - jeśli tak właśnie chcemy spędzić czas to włączamy Rezydencję Goryla i w drogę. Na tej płycie nie ma słabego numeru. Jest melodyjnie, wpadająco w ucho. Minus dla kawałka Ariplanes, bo brzmi jak zerżnięty z Arcade Fire, no ale co zrobić - rockowy tygiel ;)

Dla mnie 10/10

1. Wide Eyes [4:26]
2. Airplanes [3:58]
3. Sun Hands [4:51]
4. World News [4:31]
5. Shape Shifter [5:30]
6. Camera Talk [3:45]
7. Cards & Quarters [4:00]
8. Warning Sign [4:12]
9. Who Knows Who Cares [3:53]
10. Cubism Dream [4:00]
11. Stranger Things [5:46]
12. Sticky Thread [3:48]


Local Natives - Wide Eyes

Dead Sea, The - The Dead Sea (2009)

Nie mogę sobie teraz za bardzo przypomnieć muzyki rodem z Australii (poza Nickiem), do której bym powracał i zachwycał się nią. Tym bardziej byłem ciekaw, co przyniesie ze sobą pochodzący stamtąd materiał zespołu The Dead Sea, który imiennym krążkiem w zeszłym roku zadebiutował. Ponieważ wiedziałem, że to kolejna grająca post-rocka kapela, zastanawiałem się, czy coś wniesie więcej w muzyczny świat sprowadzony do tych dwóch słów. Po odsłuchaniu słychać, że rewolucji tutaj nie ma. Istnieje jednak coś innego na tej płycie, coś niezwykłego, niebywałego - jest to aura ubarwiona schizofreniczną powłoką. Taką muzykę najczęściej porównuje się do zimnego klimatu Skandynawii, dopiero po tym skojarzeniu próbuje się odnaleźć inne, ale o Australii wątpię byśmy wspominali w tych rozrachunkach. Czy to miejsce, skąd pochodzą muzycy, niesie ze sobą tę chorą przenośnię, czy sami spoglądają w taki sposób i rozmawiają o tym dźwiękami? Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się właśnie, że płyta ta skrojona na pewnego rodzaju koncept album, przyciąga wizualnością dźwięków, wystarczy zamknąć oczy. Mimo, iż w większości to krótkie utwory, w których shoegaz’owe gitary mieszają się z post-rock’owym budowaniem kompozycji a całość okraszona jest minimalistycznym spojrzeniem, ich rozbudowany wydźwięk przenosi w jakiś potężny wymiar, gdzie pozostały już tylko myśli i przestrzeń. Obszerność jej jest przygniatająca. Zaczynam bać się kolejnych odsłuchań, milknę wraz z nimi, a czyjeś szepty ciągle podjudzają, odchodzą i zawracają. Zatyka mnie wszechświat wyobrażeń sprowadzany do galaktycznego lotu… i martwe morze wokół.

10 w skali beauforta - to morze tylko z nazwy upodabnia się do trupa

1. Slow Jet [3:06]
2. Okono [1:40]
3. The Devil Bends [4:34]
4. III [2:01]
5. Zabriskie Point [7:49]
6. Nulla Desiderata [2:47]
7. Little Lights [1:45]
8. Departure Gates [5:59]
9. Banquet [2:07]
10. Bandicoots [8:42]

———-
Lucjan Lucimiński

GLASSACRE

Dawno, dawno temu, w kraju, gdzie ludzie chodzą do góry nogami i ujeżdżają kangury, powstał projekt muzyczny o mrocznej nazwie Glassacre. Jego twórcami są panowie Chris Mason i Cam Merton. Grupa wykonuje muzykę shoegaze, ale uwaga - gdy uwzględnimy położenie geograficzne nasuwa się wniosek, że panowie, spoglądając w swe trzewiki, tak naprawdę patrzą do góry.! Jako wpływy muzyczne podają między innymi klasyków, jak: My Bloody Valentine i Cocteau Twins, zespoły rodzime: Severed Heads oraz grupy z kraju związanego osobą królowej: The Smiths i Boards Of Canada. Chris tworzy pod szyldem Chris Mason Implosion, a także w My Majestic Star, natomiast Cam jest szefem wytwórni Hidden Shoal Records. Grupa może się pochwalić jedynie niewielkimi sukcesami, jak prezentowanie ich utworów w radiu czy przychylne recenzje.
Pierwszą epką Glassacre jest Slow Attack z 2006 r., z niej pochodzi singiel Swimming in Greece (2006). Kolejny singiel, September 16th, wydany pierwotnie w 2007 r. i obwieszczający płytę długogrającą Without Sleep (zapowiadaną od tego samego roku), znalazł się na składance A Million Square Miles: A Sample of Western Australian Music (2009). Utwór Sanctuary, b-side singla September 16th, dostał swe miejsce na kompilacji Limit of Maps (2008), a Asleep in the Lake - na The Least Vestige of Land (2006).

Cam zapytany o to, co jest najfajniejsze w byciu w zespole:
“To może brzmieć trochę jak oczywistość, ale: muzyka, piosenki. Robimy muzykę, której sami chcielibyśmy słuchać. Słuchanie ostatecznej wersji utworu, gubienie się w niej i zapominanie, że maczałeś palce w jej tworzeniu jest magią. Wszystko poza tym jest dodatkiem.”

MySpace zespołu

Glassacre - Take Away the Smiles

Cass McCombs - The Executioner’s Song

Epic45 - Summer’s First Breath

Yeah Yeah Yeahs - Heads Will Roll

These New Puritans - We Want War

Animal Collective

Bat for lashes - Daniel

Zacznij Święta alternatywnie

Już w ten wtorek 22 grudnia warszawska Hydrozagadka zaprasza na wspólne rozpoczęcie przerwy świątecznej. Zanim więc zabijecie karpia, ubierzecie choinkę i upieczecie ciasto, wpadnijcie na koncert 4 alternatywnych kapel, które Was na pewno wprowadzą w rodzinną i ciepłą atmosferę Świąt. A zagrają dla Was: The Spouds, Rachael, Chasing the Sunshine i Parisian Lark. Cena biletu niedroga bo wynosi tyle co cena jednego piwa na miejscu :)

Start: godzina 20.

BOY IN STATIC

Zespół z San Francisco, który tworzą Alexander Chen (główny wokal, altówka, klawisze, gitara) i Kenji Ross (perkusja, beaty, sampler, boczny wokal). Ich demo z 2003 r. trafiło pod oględziny The Notwist, którzy w 2004 r. zdecydowali się wydać ich debiutancki album, Newborn. W następnym roku chłopcy z BIS zaangażowali się w trasę koncertową po Europie i Stanach Zjednoczonych jako support 13 & God. Po wydaniu Violet i kolejnych trasach koncertowych (Japonia, Stany Zjednoczone), bogatsi w doświadczenia wrócili do studia, by na nowej płycie - Candy Cigarette - połączyć lata 60. i 80. z całkiem współczesnymi gośćmi, a byli to: Marc Bianchi (Her Space Holiday), Liz Enthusiasm (Freezepop), Ulrich Schnauss. Występowali z takimi zespołami, jak Freezepop, Lymbyc Systym, Why?, Stereo Total. Współpracowali z Her Space Holiday, Alias, Styrofoam, Montag, Helios, Future Bible Heroes. Prywatnie Alexander cieszy ucho muzyką m.in. The Magnetic Fields, Casiotone For The Painfully Alone i Radiohead, a Kenji - The Beach Boys, Wilco i Davida Bowiego.

Dyskografia:
EP:
Lifetime achievement award (2005)
LP:
Newborn (2004)
Violet (2006)
Candy cigarette (2009)


Boy In Static - First love

oficjalna strona zespołu

Sleeping States - In The Gardens Of The North (2009)

Markland Starkie występujący jako Sleeping States jest żywym dowodem na to, że jeśli ktoś ma pomysł na swoją twórczość to potrafi samotnie stworzyć coś, do czego w innych kapelach często potrzeba kilku osób. Płyta In The Gardens Of The North jest trzecim albumem Londyńczyka. Już w pierwszych chwilach słuchania wiedziałam, że to będzie świetny stuff. Po pierwsze, piękny, intrygujący i delikatny wokal. Po drugie, głównie gitarowe tło, które mogłoby się wydawać zbyt ubogie, a jednak stanowi idealne uzupełnienie śpiewu Marklanda. Na każdy numer, jest jakiś pomysł. Nie wkrada się nuda i wrażenie, że “już to gdzieś słyszałam”. Moim faworytem na płycie jest Garden Of The South, numer który niezwykle wpada w ucho i wprowadza w niesmowite wibracje. Zdecydownie pozytywne. Ten krążek jest absolutnie wart uwagi i przesłuchania. Perfekcyjnie koi zmysly, kołysze. Nie wiem jak opisać ten zastrzyk pozytywnej energii, która z niego prominieniuje mimo tego, że nie wszystkie numery są “radosne”.

Świetne aranże, rewelacyjnie brzmiący wokal, który poprzez modulacje i nakładanie daje wrażenie idealnie spójnego chóru. Czy są jakieś minusy? Według mnie nie, ale dla kogoś o innej wrażliwości może brzmieć zbyt flegmatycznie.

10/10

1. Rings of Saturn [4:47]
2. The Next Village [5:29]
3. Showers In Summer [5:34]
4. Breathing Space [4:22]
5. Gardens of The South [4:13]
6. Red King [4:03]
7. On The Beach At Aldeburgh [6:54]
8. A Spiral Not Repeated [3:59]
9. The Cartographer [3:30]

Kolejny song Everything Is Made In China

Dostaliśmy już kolejne nagranie od chłopaków z rosyjskiego Everything Is Made In China. Nosi nazwę Sleep-walking. Oczywiście to kolejna świetna piosenka tego tercetu i ciekawy pomysł na teledysk, który współgra z promocyjnym zdjęciem znajdującym się na ich myspace, a może tak będzie wygladała okładka nowego albumu, który już niebawem?…


Everything Is Made In China - Sleep-walking

Nowa piosenka od Rachael

m_dbd7474580ea4cd684480d6a77e3466d1

W piątek, 13 listopada, premierę miała nowa piosenka Rachael, czyli warszawskich mistrzów garażowo-psychodelicznego grania . Utwór, zatytułowany Watchsick, można legalnie ściągnąć z profilu myspace zespołu. Jak mówią jego twórcy, ma on zapowiadać serię piosenek publikowanych co miesiąc w sieci, które następnie zostaną zebrane w jedno wydawnictwo EP. Całość, jak zwykle, zostanie udostępniona w Internecie do pobrania za darmo. Pozostaje na razie cieszyć się Watchsick i czekać na kolejne piosenki!

Spouds, The - Serenity Is Only A Brainwave (2009)

Lubię The Spouds. Stwierdziłam to już po zapoznaniu się z ich demem: trochę nierównym, bardzo garażowym, dość surowym, ale jakże oryginalnym jak na nasze polskie realia. Jeszcze bardziej ich lubię po dokładnym przesłuchaniu ich pierwszego oficjalnego wydawnictwa, czyli EP-ki zatytułowanej Serenity Is Only A Brainwave.
Wrażenia ogólne: dostajemy 7 kawałków (stąd dyskusje, czy to na pewno EP-ka, czy może jednak minialbum? – dla mnie bez różnicy), całość trwa 28 minut 16 sekund. Dużo gitar, noise’u i muzycznego brudu. Dość zauważalna (a właściwie słyszalna) perkusja. Wokale na przemian powściągliwe lub, wręcz przeciwnie, wykrzyczane i pełne emocji. Wydźwięk raczej pesymistyczny, ale The Spouds nie tworzą w końcu muzyki dla słitaśnych małolat.
Wrażenia szczególne: za pierwszym przesłuchaniem zaskakuje saksofon, który pojawia się zupełnie znienacka w Broken Sound. Tym bardziej „znienacka”, że poprzednia wersja tego utworu nie zawierała żadnych instrumentów dętych. Na początku wraz ze zdziwieniem, czułam lekkie zniesmaczenie (bo saksofon kojarzył mi się głównie z latami 90. i przebojem Lily Was Here), ale wystarczyło doczekać ostatniego kawałka Crisis, żebym się już uspokoiła. Zresztą, wszelkie moje wątpliwości rozwiał w pełni październikowy koncert The Spouds, więc w momencie, w którym piszę te słowa, wiem już, że ten saksofon jest na właściwym miejscu i nie może być inaczej! Zresztą, nie wiem czy to zasługa saksofonu, czy akurat przypadek, ale właśnie Broken Sound i Crisis są moimi faworytami z całej siódemki. Crisis ze względu na to co się dzieje na samym końcu, a Broken Sound ze względu na wspomnianą już powściągliwość wokalną w zwrotkach, która tak pięknie kontrastuje z refrenami.
A co poza tym? Running with Scissors jest przebojowe aż do bólu (wystarczy raz posłuchać, żeby nie móc się uwolnić od nucenia „It’s like running with scissors” w kółko), chociaż ja mam pewnie inne pojęcie przebojowości niż reszta świata. Absent Lovers także wpada w ucho z energicznym, trochę plemiennym początkiem na bębnach a w The Dreamlife of Angels znajdziemy równie dynamiczne przejście między zwrotkami i refrenami.
A wracając do wrażeń ogólnych: to, co mnie najbardziej zachwyca w większości zgromadzonych na krążku piosenek, to wyraźne, powtarzalne motywy gitarowe. Nigdy nie byłam zwolenniczką wyszukanych, przekombinowanych solówek i wcale się tego nie wstydzę!

Na koniec o sprawie równie istotnej jak zawartość płyty, czyli o jej opakowaniu. Niby nie można oceniać książki po okładce, ale… Ile razy udało wam się zwrócić uwagę na jakąś płytę w sklepie tylko dlatego, że miała ciekawą okładkę? No właśnie. I tutaj kolejny plus dla zespołu: płyta jest ślicznie, minimalistycznie wydana. Wielkie brawa dla Tomka, który jest autorem grafiki. Szkoda tylko, że płyta jest niedostępna w sklepowej sprzedaży, bo na pewno zwróciłaby czyjąś uwagę.

1. Running with Scissors [3:52]
2. No Light [4:09]
3. Broken Sound [4:12]
4. Absent Lovers [2:31]
5. 11 [2:46]
6. The Dreamlife of Angels [4:26]
7. Crisis [6:20]

Eaststrikewest - Wolvves (2009)

Jeśli muzykę można porównywać do rozkoszy cielesnych, to Eaststrikewest odbywają swoją płyta prawdziwy stosunek seksualny ze słuchaczem. Gra wstępna w postaci ambientowego God Can’t Take His Eyes Off Me - bez wokalu, jesteśmy wprowadzani w lekkie wibracje. Następnie przechodzimy do bliższego kontaktu: Stumble zaczyna się niepozornie, jednak pod koniec jest już rozgrzaną i pędzącą maszyną, która nie może się zatrzymać. Mocne gitary, szybkie tempo i przelewający się wokal. No właśnie, wokal. Z pewnością nie jest on zaskakujący. Pierwsze skojarzenie jakie pojawiło się w mojej głowie wiązało się z wokalistą post-grunge’owego Silverchair, Danielem Johnsem. Przy dłuższych wokalizach przychodzi mi na myśl Sting - nie wiem czy są to dobre objawy przy tego rodzaju muzyce…  Pieszczoty stają się odważniejsze: Welcoming The Ghost to chyba najbardziej “hitowy” numer z całego zestawienia, wpada w ucho i chce się go słuchać i słuchać. W końcu każdy audiofil zna te kawałki, które mają w sobie ten jeden, jedyny fragment, który powala na łopatki. Nagle coś się dzieje, czyżby partner nie miał gumki? Chu! - niczym pozytywka, fortepian i infantylizm - wybija z rytmu. Rekompensata przychodzi wraz The Architect: czysty post-rock z długimi, bardzo emocjonalnymi partiami wokalu. To chyba orgazm. Uśmiechnięta i zaspokojona opadasz na łóżko, endorfiny zalewają Twoje ciało:  Electricity.

Mogę zarzucić tej płycie kilka rzeczy:  mimo zróżnicowanego ładunku emocjonalnego, trochę monotonne jest używanie tych samych trików, jednak nie jest nudno, o nie! Chciałabym być na koncercie i sprawdzić, czy da się mocniej poruszyć niż tą płytą. Możliwe, że jeśli muzycy Eaststrikewest wkładają tyle energii i emocji w granie za każdym razem to byłoby to wręcz niebezpieczne. Wokal pod koniec płyty wywołuje szyderczy uśmieszek: ile razy można zawyć w ten sam sposób? A może tak buduje się “znak rozpoznawczy”? No i na koniec wizualnie: świetna okładka, właściwie to ona mnie zwiodła na pokuszenie… Nie żałuję.

9/10

1. God Can’t Take His Eyes Off Me [3:01]
2. Stumble [5:27]
3. Welcoming The Ghosts [6:25]
4. Chu! [1:39]
5. The Architect [6:33]
6. Every Whisper And Word Said [5:15]
7. Electricity [5:10]
8. From Here You Can See Everything [1:28]

Mew - Am I Wry? No

Nowy singiel Yeasayer

3. listopada grupa Yeasayer wydała singiel Ambling Alp zapowiadający wychodzącą 19 lutego 2010 płytę zatytułowaną Odd blood. Oprócz cyfrowej wersji piosenki, można wejść w posiadanie także limitowanej edycji winylu zawierającego tytułową ścieżkę zremiksowaną przez Memory Tapes i DJ/rupture oraz instrumentale. Ponadto istnieje jeszcze bardziej limitowana wersja z koszulką projektu Jeremy’ego Hymana. Te wszystkie cudeńka zamówić można tutaj.


Yeasayer - Ambling Alp