GIAA, C, TFN - Warszawa (09.09.09 Progresja)
10 września 2009 KONCERTY

Krótko bo co tu się wyzewnętrzniać, zresztą ciężko jest to zrobić po takim koncercie. Przed God Is an Astronaut zagrał warszawski Tides From Nebula. Jeszcze chłopaków nie widziałem na żywo więc nawet przybyłem jurnie i prawie, że zdążyłem na początek. TFN niedawno wydali całkiem udany album Aura a na żywo wypadli jeszcze lepiej. Później zagrał amerykański Caspian i aż dziw mnie bierze czemu grali ciszej od pozostałych. Set taki sobie, monotonią odziany. Miło, że na koniec zagrali również zamykający ich nowy album Tertia utwór Sycamore, na który czekałem. Najbardziej zastanawia mnie jednak fakt, że irlandzki GIAA złożony tylko z trzech muzyków (a nie jak Caspian z pięciu), tak zmiażdżyli, że chłopakom ze Stanów powinno być trochę głupio. Jak już wspomniałem trudno jest tutaj cokolwiek opisywać. Fajnie, że nie było ścisku choć trochę osób jednak przybyło. Fajnie również, że nagłośnienie dało radę bym mógł zanurzyć się w tą przestrzeń dźwięku i zatracić w niej do cna. Niestety nie widziałem wizualizacji, nie patrzyłem. Szkoda tylko, że niektórzy nie rozumieją, że na pogaduchy wybiera się inne miejsca. No i ta opcja z meczem piłki nożnej doprowadziła mnie do szczerego wybuchu śmiechu. Amen.
———-
Lucjan Lucimiński
GOD IS AN ASTRONAUT
2 września 2009 NEWSY, ZESPOŁY
God Is an Astronaut to trzech muzyków z hrabstwa Wicklow w Irlandii grających post-rocka. Zespół powstał w 2002.
Dyskografia:
2002 “The End of the Beginning”,
2005 “All Is Violent, All Is Bright”,
2007 “Far from Refuge”,
2008 (7 listopada) ‘God Is An Astronaut’.
Skład:
* Torsten Kinsella (wokal, gitara, klawisze)
* Niels Kinsella (bas, gitara)
* Lloyd Hanney (perkusja, syntezatory)
Zespół w najbliższych dniach zagra kilka koncertów w Polsce:
8.09. 2009 w klubie Ucho w Gdyni
9.09. w warszawskiej Progresji
10.09 w krakowskim centrum Manggha
Tagi: ambient, experimental, instrumental, Irlandia, post-rock
My Bloody Valentine - Loveless (04.11.1991)
24 lipca 2009 RECENZJE

Raz, dwa, trzy… Alt, ctrl, de… Stop.!
Pierwsza recenzja. Wyzwanie. Pewnie na początek nie powinnam mieszać w to klasyków shoegaze’owego brzmienia, ale przecież zasady są po to, by co jakiś czas udowodnić wyższość anarchii nad nimi.
„Loveless”, My Bloody Valentine. Płyta została wydana 04.11.1991 r. I została uznana. Za co? Za arcydzieło. Za coś nie do pokonania. Być może udałoby się to osiągnąć, lecz pod jednym warunkiem – gdyby Krwawe Walentynki zdecydowały się nagrać kolejny krążek.
Ta muzyka może ci się nie podobać, może drażnić twoje uszy. Ale jeżeli nie jesteś głupi lub głuchy, nie możesz odmówić jej kunsztu, tej wirtuozerii, która mogłaby wskazywać na pakt z siłami wyższymi, gdyby nie to, że po głębszym zastanowieniu Krwawy Shoegazing JEST siłą wyższą…
Kilka piosenek, które wywarły na mnie wrażenie – po prostu „wrażenie”, bez epitetów. W kolejności występowania na płycie:
„Loomer” - wokal Bilindy wyróżnia się jak niewielkie, acz kolorowe graffiti wykonane na jednolitym murze. Ścianie. Ścianie muzyki. I tyle na ten temat. Mój faworyt z płyty „Loveless”.
„Touched” - cierpiące gitary i brzmienie jak ze zdartego winylu. Zupełnie, jakby ten krótki instrumental był skrzywdzony, jakby łkał.
„To here knows when” - pięcioipółminutowa piosenka, w której czterdzieści słów przeplata się z melodyjnymi jękami Bilindy. A w zasadzie te jęki wypełniają piosenkę od momentu, gdy skończył się tekst, czyli od 2:05 minuty. Zwróciłam uwagę na fakt, że zwrotki składają się dokładnie z dziesięciu wyrazów, śpiewanych z przerwami po jednym, dwóch, trzech i czterech. Psychodelię tego utworu tworzy połączenie westchnień z gitarami brzmiącymi jak piła spalinowa tnąca kawałek metalu. Na czterdzieści pięć sekund przed końcem piosenka zaczyna się męczyć sama ze sobą; trudno odgadnąć - silnik, który nie chce odpalić czy fragment tworzony na zasadzie backmasking. Nim zdążyło mnie to ukoić, zostałam rozdarta przez…
„When you sleep”, a być może zostałam przeniesiona do rzeczywistości snu. I to wrażenie jest kontynuowane w…
„Sometimes”, kiedy to poczułam zimno. Utwór zawiesił mnie w jakimś stanie, więc nie mogę napisać nic więcej…
„Blown a wish” - nawiedza. Sprawdza. Obiecuje. Odbiera obietnice. „Once in love
I’ll be the death of you”.
„Soon” jest metaforą uciekającego czasu. Bo nie można być ukojonym na wieki. Bo gdy jesteś wystarczająco spokojny - działaj.
„Loveless wydziela muzyczny balsam, który najpierw obejmuje, a potem łagodnie ściera na proch szaleńczą presję życia”.
/Rolling Stone/
Przy tej płycie się nie wypoczywa. Ona bezczelnie naruszy twoją prywatność, przejrzy cię na wskroś, przeniknie do głębi, wleje się do każdej komórki, by wydobyć z ciebie uczucia, których się wstydzisz, boisz lub nie jesteś świadom. Ukryje cię w ciemności, by nim zdążysz dotykiem wyczuć miejsce, w którym się znajdujesz, oślepić niespokojnymi akordami, których nigdy nie będziesz umiał nazwać. Powtarzające się partie brzmieniowe wprowadzą cię w stan półświadomości. Dźwięk jest i znika, by ustąpić miejsca nowemu, ale nie będziesz znał jego pochodzenia. Jeśli spróbujesz wychwycić tekst, mimowolnie znajdziesz się między ścianą muzyki, a śpiewającą do ciebie Bilindą. Ale to bez sensu, słowa nic ci nie zdradzą. Poza tym, jaki sam jesteś – to twoja interpretacja tej nastrojowości, niejasności, tajemniczości.
Tej płyty się nie słucha. Ją się kontempluje, oddając się spokojowi będącemu NASTĘPSTWEM unii dźwięków. Nie ma w nich punktu zaczepienia, nie ma przewidywalności i prostoty – nawracające fragmenty brzmienia są zwodzące. I nie ma ani jednego zbędnego dźwięku, nic, co byłoby jak wyprowadzenie z hipnozy. Terapia? Bynajmniej.
Wiesz coś o marzeniach? Ta płyta przewartościowuje twoje pojęcie na ich temat. Nie zastanawiaj się - na paluszkach, do świętych miejsc…
MY BLOODY VALENTINE
4 lipca 2009 ZESPOŁY
My Bloody Valentine - irlandzko-brytyjska grupa indie rockowa / indie popowa, poruszająca się w stylistyce shoegaze. Zespół został założony w 1984 roku w Dublinie i był aktywny do 1997 roku. W roku 2007 grupa reaktywowała się już w nowym składzie i pozostaje aktywna do dnia dzisiejszego.
Dyskografia:
LP:
• Isn’t Anything (listopad 1988)
• Loveless (listopad 1991) UK #24
Ep:
• This Is Your Bloody Valentine (styczeń 1985) (minialbum z 7 piosenkami)
• Geek (grudzień 1985)
• The New Record by My Bloody Valentine (wrzesień 1986)
• Sunny Sundae Smile (luty 1987)
• Strawberry Wine (sierpień 1987)
• Ecstacy (listopad 1987) (minialbum z 7 piosenkami)
• You Made Me Realise (sierpień 1988)
• Feed Me With Your Kiss (listopad 1988)
• Glider (kwiecień 1990)
Tagi: dream pop, indie, indie rock, Irlandia, shoegaze, Wielka Brytania