Polysics - We ate the machine (23.04.2008)
9 sierpnia 2009 Bez kategorii, RECENZJE

Zaczyna się ciekawie. Ale tylko zaczyna. Gdyby nie to, że lubię wszelkie obce dźwięki typu brzdęki i piski w piosenkach, spisałabym tę płytę na straty. No i wokalista, Hiroyuki Hayashi, ma taki fajniusi, cukierkowy głos. Przywodzi mi to na myśl japońskie kreskówki, jakie oglądałam. Nie było ich wiele, ale to miłe wspomnienie dzieciństwa. Oczyma wyobraźni widzę dziewczynki harajuku z lizaczkami w rączkach skaczące w rytm muzyki. Z tym, że w „Rocket” ten rytm jest męcząco zmienny, więc zdezorientowane panienki grupują się w chórki. „機械食べちゃいました (I ate the machine)” przynosi swoistą masakrę brzmieniową, zawiera siepanie w instrumenty i zagadkowe dyszenie.
Im głębiej w las, tym więcej dzikości ujawnia płyta. Staje się wroga, syntezatory i przesterowane gitary wysuwają pazurki i błyskają złowrogo oczkami. W to wplecione są bezpardonowo piskliwe jakby-dziecięce głosiki, ale odnoszę wrażenie, że te biedne dzieci zostały zahipnotyzowane. Nie brakuje także nieokiełznanych solówek, patrz: „ポニーとライオン (Pony and lion)”, oraz szaleńczo punkowych bębnów. Świergoty wędrują od prawego do lewego głośnika z zawrotną prędkością. Rozpraszające, ale nie robi sieczki z mózgu.
Otwierająca album piosenka „Moog is love” jest apoteozą syntezatora marki Moog. Rzeczywiście, imponujące urządzenie. Zatem utwór ten zapewne jest wyznaniem bezgranicznej wdzięczności dla możliwości tego sprzętu, specyficznym hymnem zespołu. Bez Mooga nie istnieliby. A i sam Moog ich kocha. „Rocket” i „Blue noise” trącą podkładem do gier typu Mario Bros – absolutnie nie hamują ciała migdałowatego, ale za to działają retrospektywnie: któż z nas nie cieszył się tą wspaniałą rozrywką.!
Oni naprawdę brzmią, jakby zjedli maszynę… Zastosowano tu paletę osobliwości brzmieniowych, jak choćby szczekaczka, koniki polne, zgrzytanie styropianem po szkle i mnóstwo innych, do nazwania których mój aparat pojęciowy jest zbyt ubogi. Mogą one być męczące dla co wrażliwszych uszu. Jednak ma to ten plus, że „We ate the machine” nadaje się na imprezę zarówno w rytmach disco, jak i przy gandzi – transowe brzmienia podkreślą stan uczestników melanżu.
Słów nie będę się czepiać, bo po japońsku nie rozumiem, a co do angielskich – nie ma o czym mówić.
Intrygujące, że płyta jest spójna, ale nie nudna oraz szalona, ale nie irytująca. Odważna, bardzo. Tj. na tyle, na ile odważna być może, nie wkraczając na obce tereny, np. brzmień ekstremalnych.
Poprawne, ciekawe, dzikie, ale nie wnosi nic nowego w pojęcie muzyki. Ekscentrycy zawsze byli i nigdy ich nie zabraknie; Polysics mają dużą szanse na bycie zapomnianym. To prawda, że ich płyty – czasem nawet mimo słabych wyników sprzedaży – zyskują entuzjastyczne recenzje, jednak zachwycić się można wszystkim, zwłaszcza żyjąc w kulturze odrzucającej odszczepieńców jako ubytek. Czy krążek spodoba się, czy nie – to jest sprawa indywidualna jak rzadko kiedy. Jeszcze nigdy nie byłam w sytuacji, gdy nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy dana muzyka jest godna polecenia. Na to składa się wiele czynników: gust, nastrój, stan zdrowia, styl zabawy, a nawet wrażliwość sąsiadów.
Widać, że w tworzenie włożono mnóstwo – jak na purytańską Japonię – zaangażowania i radości. A być może nawet podczas nagrywania trzymano się za rączki, tuptano w miejscu i kiwano główkami na boki. Zaiste, uroczy jest śpiew Hiroyuki.
Szaleństwo, należy dawkować.
バイバイ!
(papa!)
Tagi: experimental, Japonia, new wave, noise rock, post-punk, rock japoński
ASOBI SEKSU
4 lipca 2009 ZESPOŁY

Asobi Seksu jest nowojorskim zespołem rockowym grającym w stylistyce dream pop/shoegaze.
Wokalistka Yuki Chikudate często dodaje japońskie wyrazy do słów piosenek. Nazwa zespołu po japońsku składa się z dwóch słów: „asobi” znaczy „bawić się” lub „dla zabawy, przyjemności”, oraz „sekkusu” - japońskiego zapożyczenia oznaczającego stosunek seksualny.
W stylu grania zespołu można zauważyć nawiązania do muzyki „shoegaze” z lat 80. i 90.- gatunku, który wykorzystywał wiele efektów nałożonych na gitarową ścianę dźwięku i ściszony, „niewyraźny”, lecz bardzo melodyjny wokal.
Członkowie zespołu: Yuki Chikudate (wokal), James Hanna (gitara, wokal), Haji (bas) oraz Ben Shapiro (perkusja).
Asobi Seksu wydało swój pierwszy album pt. Asobi Seksu w 2004 roku. Zespół zmienił sekcję rytmiczną przy nagrywaniu drugiej płyty, Citrus, wydanej w 2006 roku.
Wytwórnia One Little Indian Records wydała powtórnie debiut zespołu oraz drugą płytę w 2006.
Dyskografia:
Lp:
Asobi Seksu (2004)
Citrus (2006)
Hush (2009)
Ep:
Stay Awake b/w Then He Kissed Me (2007)
Me & Mary b/w Breathe into Glass (2008)
Tagi: dream pop, Japonia, shoegaze, Stany Zjednoczone