Manescape - Ex-Internal (2009)
11 lutego 2010 RECENZJE

Płyta nagrana w studio im. Tom’a Waits’a zobowiązuje…
Ad rem: bardzo gitarowe, dynamiczne i osnute mgłą brzmienia. Ex-Internal to taka biel i czerń, która nieustannie się miesza. Zaczyna się to już na okładce - notabene bardzo udanej. Od pierwszego utworu pojawia się pewna płynność, która sprawia, że nie potrafię się “wyłączyć” ze słuchania. Kolejne przeciwieństwo wiąże się z nastrojem całej płyty: mamy tu wspomnianą wcześniej dynamikę, regularność sekwencji, powtarzalność, ale równocześnie wszystko zatopione jest w raczej mrocznej mgle. Najwyraźniej widać to w kawałku Hell Will Burn In Heaven, który zaczyna się od eterycznego zawodzenia i stopniowo przechodzi w transowe akordy. Przypomina to trochę rozpędzającą się lokomotywę. Z kolei w Ordinary Indywidual jest bardziej chwytliwe, wpadające w ucho. Każdy utwór na tej płycie jest “jakiś”, zawiera pewne smaczki - momenty, ciekawe przejścia, ładne rozwiązania melodii - według mnie mogłoby być ich więcej. Należy docenić pewną kwestię, która w muzyce popularnej byłaby zarzutem: subtelny, ginący wokal. Uważam, że dużą sztuką dla wokalisty jest nagrać utwór w którym pozostanie on jakby w tle, równocześnie nie ginąc. Na pierwszym miejscu są tu gitary. To duża sztuka, a w przypadku takiego rodzaju muzyki jest to zaletą. Najbardziej mięsisty kawałek to Way Out- aż chce się pomachać głową na koncercie. Ponieważ wychodzę z założenia, że w muzyce rockowej nie jest możliwy brak inspiracji, odniesień, pozwolę sobie na porównanie, które na początku trudno mi było wyartykułować. Zespół Tool. To duży plus, mieć choć iskierkę podobieństwa z taką kapelą. Kropką nad i jest Black The White, który smakowicie zamyka płytę, podsumowując walkę przeciwieństw.
Podsumowując: Gratuluję spójności tematycznej: okładka, teksty, muzyka - wszystko trzyma się w całości i to smakuje. Czy są jakieś minusy? to kwestia indywidualnych potrzeb, dla mnie zabrakło nieco optymistycznej energii, bo płyta jest raczej refleksyjna, momentami wręcz mroczna, bardzo męska. Ex-Internal nie jest rewolucyjna, ale jest bardzo, bardzo dobra. Wreszcie do Polski dotarł powiew zachodu, w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto promować taką twórczość - szczerze polecam.
1. Smell My Spot Recognition [3:51]
2. Switched Off [3:37]
3. Failure Machines Never Salute [4:10]
4. In Progress [5:25]
5. Hell Will Burn In Heaven [7:25]
6. Ordinary Indywidual [3:45]
7. Absence Of Silence [8:46]
8. Way Out [4:38]
9. Black The White [4:40]
Tagi: Polska, post-rock, psychodelic, shoegaze, stoner rock
Zacznij Święta alternatywnie
18 grudnia 2009 NEWSY

Już w ten wtorek 22 grudnia warszawska Hydrozagadka zaprasza na wspólne rozpoczęcie przerwy świątecznej. Zanim więc zabijecie karpia, ubierzecie choinkę i upieczecie ciasto, wpadnijcie na koncert 4 alternatywnych kapel, które Was na pewno wprowadzą w rodzinną i ciepłą atmosferę Świąt. A zagrają dla Was: The Spouds, Rachael, Chasing the Sunshine i Parisian Lark. Cena biletu niedroga bo wynosi tyle co cena jednego piwa na miejscu
Start: godzina 20.
Tagi: alternative, indie, Polska, post-punk, shoegaze
KLIMT - wywiad dla shoegaze.pl
18 listopada 2009 WYWIADY

Klimt to Antoni Budzinski grający na co dzień na gitarze w sopockim zespole Saluminesia. Zadebiutował na składance Sleep Well III z utworem Ennui w maju 2007. W marcu 2008 ukazała się jego debiutancka płyta zatytułowana Jesienne odcienie melancholii.
Rozmawia Gabriela Szymaszkiewicz:
Shoegaze.pl: Co sprawia, że gitarzysta postanawia stworzyć solowy projekt? Czy ktoś pomagał Ci w nagraniu materiału na Jesienne odcienie melancholii? Jeśli tak to kto?
Klimt: Tzn. ja tworzyłem i nagrywałem muzykę zanim jeszcze powstał zespół Saluminesia. Oprócz twórczości zespołu miałem zawsze mnóstwo własnego materiału, który zupełnie różńił się od tego co działo się w zespole. Zawsze miałem w “zapasie” setki różnych kompozycji i utworów. Sama propozycja wydania płyty pojawiła się z zewnątrz. Mianowicie zainteresowała się moją twórczością wytwórnia z Warszawy. Na początku był to jeden utwór na składance Sleep Well III, a później był to już cały longplay. W tamtym okresie nie myślałem wogóle o wydaniu solowej płyty.
A odpowiadając na druga część pytania to jest to w pełni moje samodzielne dzieło. Tylko ja przy tym majstrowałem:).
Shoegaze.pl: Jako swoje inspiracje wymieniasz między innymi zespoły takie jak Slowdive, Mew czy Mogwai. Czy Twoja twórczość jest bezpośrednią odpowiedzią na fascynację tymi kapelami “są świetni, chciałbym robić coś podobnego” czy może wtórną, będąca następstwem funkcjonowania w takiej stylistyce?
Klimt: Te zespoły raczej poznałem później na swojej drodze. Zespołem, który chyba najbardziej ukształtował mnie jako muzyka to Smashing pumpkins. To jest dla mnie ta podstawa. Staram się raczej wypracować moją własną ścieżkę. I myślę, że osoby którym spodobała się moja pierwsza płyta widzą tą ścieżkę. Oczywiście podświadomie człowiek w pewnym stopniu naśladuje to czego słucha i nie da się od tego uciec, ale staram się raczej iść własną drogą.

Okładka płyty "Jesienne odcienie melancholii"
Shoegaze.pl: Pierwsze skojarzenie jakie pojawiło się w mojej głowie podczas słuchania Twojej płyty brzmiało: Jacaszek. Czy spotkałeś się już z tego rodzaju porównaniem i czy się z nim zgadzasz?
Klimt: No proszę, to porównanie słyszę pierwszy raz. Na pewno znajdujemy się na polskim rynku w tej samej szufladzie. Aczkolwiek dla mnie są to raczej odmienne światy, ale skojarzenie jak najbardziej właściwe.
Shoegaze.pl: Momentami jesteś bardzo shoegaze’owy a momentami zdecydowanie ambientowy, a może określiłbyś swój styl jako coś zupełnie nowego?
Klimt: No na pewno jest to jakaś mieszanka, gdzie tam jeszcze po drodze dochodzi post-rock. Dla mnie jednak najważniejsze jest “wnętrze” muzyki. Styl dla mnie jest na drugim miejscu, ale na pewno duże przestrzenie muzyczne mam naturalnie zaprogramowane w sobie.
Shoegaze.pl: Twoja płyta jest bardzo hipnotyzująca, czy kolejna będzie kontynuacją czy może będziesz eksperymentował z brzmieniem?
Klimt: Większość materiału na drugi krążek jest już właściwie skończona. Druga płyta będzie dosyć mocno różnić się od pierwszej. Brzmienie będzie zdecydowanie bardziej ostrzejsze, bardziej dynamiczne i będzie raczej mniej ambientowych klimatów. Muzyka będzie całościowo bardziej optymistyczna i “jaśniejsza” od Jesiennych. Tak z założenia nie zamierzam nigdy wydawać płyt, które będą kontynuacją poprzedniej. Dla mnie to jest taki naturalny proces zmiany. Człowiek po drodze się trochę zmienia. Muzyka zmienia się razem z nim.
Shoegaze.pl: Czy koledzy z Saluminesii pomagają Ci w twoich projektach?
Klimt: Janek - perkusista wspomaga mnie w graniu Klimta na żywo.
Shoegaze.pl: Gdzie można Cie usłyszeć na żywo?
Klimt: Narazie tylko w salce prób:), ale już niedługo powinny się pojawić koncerty.
Shoegaze.pl: Twoje muzyczne numer 1: utwór, płyta a może cała twórczość artysty lub zespołu, coś do czego zawsze wracasz…
Klimt: Jak już wcześniej powiedziałem kapelą nr 1 będzie zawsze dla mnie Smashing Pumpkins. Plyty Mellon Collie… , Adore i Machina to dla mnie taka podstawa, do której zawsze lubię wrócić. Jeśli chodzi o ulubiony utwór czy album to nie byłbym w stanie wskazać.
Chociaż znalazloby się na pewno parę ważniejszych płyt, które z rożnych powodów są mi szczególnie bliskie, m.in. NIN - The Downward Spiral, wspomniane wczesniej Mellon Collie zespołu Smashing Pumpkins, The Cure - Kiss Me,Kiss Me,Kiss Me , Ulrich Schnauss - A Strangely Isolated Places, South - From Here on In, Sigur Ros - Agaetis Byrjun. No i oczywiscie Klimt - Jesienne odcienie melancholii :).
Shoegaze.pl: Czy myślisz o wydaniu płyty za granicą - tam rynek jest zdecydowanie bardziej chłonny na tego rodzaju alternatywę..
Klimt: Wydaje mi się, że najpierw trzeba opanować swój rodzimy kraj, a później dopiero atakować na zachód. Najpierw tutaj muszę stać się niebezpieczny:). Aczkolwiek zauważyłem, że jeśli chodzi o cyberprzestrzeń to poza granicami kraju płyta wzbudziła sporo zainteresowania.
Dziękuję za wywiad i życzę szybkiego wzrostu owego “niebezpieczeństwa” na polskim i zagranicznym rynku
Myspace Klimta: www.myspace.com/theklimt
Tagi: alternative, ambient, Polska, shoegaze
Nowa piosenka od Rachael
15 listopada 2009 NEWSY

W piątek, 13 listopada, premierę miała nowa piosenka Rachael, czyli warszawskich mistrzów garażowo-psychodelicznego grania . Utwór, zatytułowany Watchsick, można legalnie ściągnąć z profilu myspace zespołu. Jak mówią jego twórcy, ma on zapowiadać serię piosenek publikowanych co miesiąc w sieci, które następnie zostaną zebrane w jedno wydawnictwo EP. Całość, jak zwykle, zostanie udostępniona w Internecie do pobrania za darmo. Pozostaje na razie cieszyć się Watchsick i czekać na kolejne piosenki!
Tagi: alternative, garage, indie, neo-psychedelic, Polska
Spouds, The - Serenity Is Only A Brainwave (2009)
15 listopada 2009 RECENZJE
Lubię The Spouds. Stwierdziłam to już po zapoznaniu się z ich demem: trochę nierównym, bardzo garażowym, dość surowym, ale jakże oryginalnym jak na nasze polskie realia. Jeszcze bardziej ich lubię po dokładnym przesłuchaniu ich pierwszego oficjalnego wydawnictwa, czyli EP-ki zatytułowanej Serenity Is Only A Brainwave.
Wrażenia ogólne: dostajemy 7 kawałków (stąd dyskusje, czy to na pewno EP-ka, czy może jednak minialbum? – dla mnie bez różnicy), całość trwa 28 minut 16 sekund. Dużo gitar, noise’u i muzycznego brudu. Dość zauważalna (a właściwie słyszalna) perkusja. Wokale na przemian powściągliwe lub, wręcz przeciwnie, wykrzyczane i pełne emocji. Wydźwięk raczej pesymistyczny, ale The Spouds nie tworzą w końcu muzyki dla słitaśnych małolat.
Wrażenia szczególne: za pierwszym przesłuchaniem zaskakuje saksofon, który pojawia się zupełnie znienacka w Broken Sound. Tym bardziej „znienacka”, że poprzednia wersja tego utworu nie zawierała żadnych instrumentów dętych. Na początku wraz ze zdziwieniem, czułam lekkie zniesmaczenie (bo saksofon kojarzył mi się głównie z latami 90. i przebojem Lily Was Here), ale wystarczyło doczekać ostatniego kawałka Crisis, żebym się już uspokoiła. Zresztą, wszelkie moje wątpliwości rozwiał w pełni październikowy koncert The Spouds, więc w momencie, w którym piszę te słowa, wiem już, że ten saksofon jest na właściwym miejscu i nie może być inaczej! Zresztą, nie wiem czy to zasługa saksofonu, czy akurat przypadek, ale właśnie Broken Sound i Crisis są moimi faworytami z całej siódemki. Crisis ze względu na to co się dzieje na samym końcu, a Broken Sound ze względu na wspomnianą już powściągliwość wokalną w zwrotkach, która tak pięknie kontrastuje z refrenami.
A co poza tym? Running with Scissors jest przebojowe aż do bólu (wystarczy raz posłuchać, żeby nie móc się uwolnić od nucenia „It’s like running with scissors” w kółko), chociaż ja mam pewnie inne pojęcie przebojowości niż reszta świata. Absent Lovers także wpada w ucho z energicznym, trochę plemiennym początkiem na bębnach a w The Dreamlife of Angels znajdziemy równie dynamiczne przejście między zwrotkami i refrenami.
A wracając do wrażeń ogólnych: to, co mnie najbardziej zachwyca w większości zgromadzonych na krążku piosenek, to wyraźne, powtarzalne motywy gitarowe. Nigdy nie byłam zwolenniczką wyszukanych, przekombinowanych solówek i wcale się tego nie wstydzę!
Na koniec o sprawie równie istotnej jak zawartość płyty, czyli o jej opakowaniu. Niby nie można oceniać książki po okładce, ale… Ile razy udało wam się zwrócić uwagę na jakąś płytę w sklepie tylko dlatego, że miała ciekawą okładkę? No właśnie. I tutaj kolejny plus dla zespołu: płyta jest ślicznie, minimalistycznie wydana. Wielkie brawa dla Tomka, który jest autorem grafiki. Szkoda tylko, że płyta jest niedostępna w sklepowej sprzedaży, bo na pewno zwróciłaby czyjąś uwagę.
1. Running with Scissors [3:52]
2. No Light [4:09]
3. Broken Sound [4:12]
4. Absent Lovers [2:31]
5. 11 [2:46]
6. The Dreamlife of Angels [4:26]
7. Crisis [6:20]
Tagi: alternative, garage, indie, Polska, shoegaze
Hatifnats - Before It Is Too Late (2009)
9 października 2009 RECENZJE

Niepokojące smugi na twarzach niewidomych pogrążonych we własnych okazjonalnych uśmiechach. Wybiegające przebłyski kroczące po nagich jezdniach. Goniące odgłosy za plecami, prześcigający się przechodnie. Biegnący podmuch na rozedrganych skroniach. Spadające na głowę odgłosy i odbijające się pogłosy przynoszące niepokoju spokój. Emocji dreszcz, wzruszenie i niemy śmiech dający satysfakcję. Zostań ze mną, zostań we mnie a czas niech stoi w miejscu. Pragnienie pozostania w nim i nie schodzenia z tej drogi obranej w tylko znanej mi przestrzeni…
Mój sceptycyzm po koncertach przerodził się po wysłuchaniu płyty w błogosławieństwo. Brzmi ona dużo lepiej niż występy zespołu na żywo tym bardziej zachęcam do przesłuchania Before It Is Too Late. Na naszym wtórnym rodzimym rynku muzycznym na palcach jednej ręki wyliczymy tak świetne debiuty jak ten…
Ps. Zdjęcie z okładki przedstawiające trzy postaci, których prawie nie widać przypomina mi obraz Caspara Davida Friedricha pod tytułem „Mnich na brzegu morza” mówiący o tym, że człowiek jest niczym przecinek wśród otaczającej go natury i rzeczywistości… tutaj jest podobnie. Poza tym przy skromności jaką prezentują muzycy zespołu, którą widać było na przykład podczas ostatnio odbytego się występu w Trójce, zdjęcie to do nich i płyty świetnie pasuje. Przestrzeń, którą możemy porównać do muzyki jest ważniejsza od nich samych…
7,5/10
1. Towards The Last Sunset [3:12]
2. World 2 [4:44]
3. Horses From Shelville [3:23]
4. Iris [5:32]
5. Soil [3:43]
6. Mathematix [4:48]
7. Walking In The Dark [3:22]
8. The Lost Boys [4:16]
9. Hypoxia [5:24]
10. Before It Is Too Late [5:48]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: alternative, Polska, shoegaze
PREMIERA THE SPOUDS
30 września 2009 NEWSY

Wszystkich warszawiaków zapraszamy już w ten piątek na koncert zespołu The Spouds. Nie będzie to jednak zwykły występ, gdyż na ten właśnie dzień przewidziana jest premiera ich debiutanckiego materiału zatytułowanego “Serenity is only a brainwave”. Jeśli lubicie klimaty noisowe, gaze’owe i posthardcorowe, nie może was tam zabraknąć, tym bardziej, że każdy z uczestników wydarzenia otrzyma w prezencie wspomniany krążek zespołu.
Jako gość specjalny zagrają specjaliści od garażowej psychodelii Rachael, a after do białego rana poprowadzi DJ Gracz Duda.
Warszawa, klub Saturator ul. 11 listopada 22.
Piątek 2 października 2009 godzina 20:30, wstęp 15zł (w cenie płyta The Spouds)
Tagi: garage, indie, noise, Polska, post-shoegaze, rock alternatywny
GIAA, C, TFN - Warszawa (09.09.09 Progresja)
10 września 2009 KONCERTY

Krótko bo co tu się wyzewnętrzniać, zresztą ciężko jest to zrobić po takim koncercie. Przed God Is an Astronaut zagrał warszawski Tides From Nebula. Jeszcze chłopaków nie widziałem na żywo więc nawet przybyłem jurnie i prawie, że zdążyłem na początek. TFN niedawno wydali całkiem udany album Aura a na żywo wypadli jeszcze lepiej. Później zagrał amerykański Caspian i aż dziw mnie bierze czemu grali ciszej od pozostałych. Set taki sobie, monotonią odziany. Miło, że na koniec zagrali również zamykający ich nowy album Tertia utwór Sycamore, na który czekałem. Najbardziej zastanawia mnie jednak fakt, że irlandzki GIAA złożony tylko z trzech muzyków (a nie jak Caspian z pięciu), tak zmiażdżyli, że chłopakom ze Stanów powinno być trochę głupio. Jak już wspomniałem trudno jest tutaj cokolwiek opisywać. Fajnie, że nie było ścisku choć trochę osób jednak przybyło. Fajnie również, że nagłośnienie dało radę bym mógł zanurzyć się w tą przestrzeń dźwięku i zatracić w niej do cna. Niestety nie widziałem wizualizacji, nie patrzyłem. Szkoda tylko, że niektórzy nie rozumieją, że na pogaduchy wybiera się inne miejsca. No i ta opcja z meczem piłki nożnej doprowadziła mnie do szczerego wybuchu śmiechu. Amen.
———-
Lucjan Lucimiński
SPOUDS, THE - wywiad
8 września 2009 WYWIADY
Wywiad z warszawskim zespołem The Spouds przeprowadzony podczas ich wizyty w Radiu Aktywnym.
Rozmawiają: Monika Przybecka i Michał Kropiński z audycji Sunday at Devil Dirt.

MP: Zebraliśmy się tutaj po to, aby porozmawiać o waszej nadchodzącej epce Serenity Is Only A Brainwave. My już ją słyszeliśmy, ale jeszcze nie było oficjalnej premiery.
Tomek Skórzyński: Nie było. Czekamy, kiedy wydawca wróci do kraju.
MP: A kto jest wydawcą?
Mateusz Romanowski: Tę płytę finansuje nam klub Saturator. To znaczy koszty nagrań musieliśmy pokryć sami, a oni nam pokryją koszty drukowania i tłoczenia tych płyt. Premiera powinna odbyć się w październiku.
MP: Prawie odpowiedziałeś tym samym na moje następne pytanie… Skoro płyty będą tłoczone, to znaczy, że ukażą się w formie materialnej, a nie w mp3?
MR: Przede wszystkim w formie materialnej, na to stawiamy.
Paweł Gniazdowski: Mamy jeszcze w planie wydanie kaset magnetofonowych.
MR: I to nie jest żart!
MP: Poważnie?
TS: Tak, ale w niskim nakładzie, bardziej w formie gadżetu.
MP: Ale to może być problem, bo nie wiem czy jeszcze ktokolwiek ma magnetofon w domu, żeby odtworzyć kasetę…
MR: W piwnicy każdy ma!
TS: Tylko trzeba dobrze poszukać.
MP: Ok, to będą płyty i kasety. A przewidujecie też wydanie winyli?
MR: Nie, raczej nie, skoro już prawie nikt nie ma odtwarzaczy kaset, to chyba tym bardziej gramofonów…
MP: A w jaki sposób będzie można zdobyć waszą płytę?
MR: Na pewno będzie sprzedaż internetowa, na pewno będzie też można kupić na koncertach…
Kuba Walenda: Ale najlepiej kupić na naszej premierze, na którą serdecznie zapraszamy.
MP: Czyli będzie jakaś oficjalna impreza?
TS: Przy okazji wydania płyty planujemy koncert właśnie w Saturatorze.
Michał Kropiński: To skoro już jesteśmy przy formie płyty, to jak zostanie ona wydana?
MR: Będzie to wydanie digipackowe.
MK: A książeczka będzie?
MR: Nie, to jeszcze nie ten budżet. Ale za 10 lat wydamy reedycję z tekstami.
TS: To jest już pewne!
MP: To my już czekamy (śmiech). A co do procesu nagrywania płyty… Nagrywaliście wszystko sami czy może ktoś wam pomógł?
TS: Wszystko sami!
MR: Z wyjątkiem saksofonu…
TS: A no tak! Na saksofonie, niestety, żaden z nas nie gra. Tak się składa, że sąsiad Pawła, który jest Anglikiem…
PG: I przyjacielem mojego taty…
TS: Świetnie gra na saksofonie, mimo że nie jest zawodowym muzykiem, i bardzo uprzejmie nas wspomógł.
MP: I jak wyglądała wasza współpraca?
MR: Przyszedł, spojrzał na mój gryf, stwierdził w jakiej ma grać tonacji…
TS: I po kilku próbach wybraliśmy jakiś najwłaściwszy motyw.
MP: I w ilu kawałkach się udziela?
KW: W dwóch: w Broken Sound i Crisis.
MP: Właśnie, Broken Sound to utwór, który już wcześniej raz nagraliście.
TS: Ale teraz go przearanżowaliśmy.
MR: Zabrakło nam wtedy partii Pawła…
MP: I dlaczego akurat ta piosenka została nagrana jeszcze raz?
TS: Chcieliśmy ją ulepszyć, bo uważaliśmy, że na to szczególnie zasługuje. Pozostałe utwory z dema też może kiedyś przearanżujemy. Na razie gramy je na koncertach.
MK: Dobrze, a gdzie nagrywaliście?
MR: Nagrywał nas pan Piotr Staniszewski z Centralnej Warszawskiej Wytwórni Dźwięku, który również nagrywał znany i kochany zespół Setting The Woods On Fire…
TS: The Black Tapes chyba też nagrywał…
MK: Ale tylko ich pierwszą epkę.
TS: Tak jest.
MK: I ile wam to zajęło czasowo?
KW: Tydzień.
MR: Nie, to nie był nawet tydzień.
KW: No, sześć dni…
TS: No, pięć…
MP: Zdania są podzielone…
MK: Poprzednio chyba nagrywaliście na setkę, a teraz pościeżkowo, tak?
TS: Wbrew pozorom, demo tez nagraliśmy pościeżkowo, tylko bez metronomu i o 4 w nocy…
MR: To była taka konspirka…
TS: Tak, mieliśmy podbić świat, ale nam nie wyszło…
MP: A czemu nagrywaliście o 4 w nocy?
MR: Bo nagrywaliśmy na sali prób Setting The Woods On Fire, The Car Is On Fire i Kolorofonu i dopiero o tej porze w budynku robiło się względnie cicho, kapele przestawały grać i mogliśmy w spokoju nagrać kawałki.
TS: Z tym że przychodziliśmy tam o 12, a wychodziliśmy o 6.
MR: Raz się nawet zdarzyło, że wyszliśmy o 7.
MK: A potem do szkoły na 8…
TS: Tak, szybki prysznic, pakowanie plecaka…
MP: I na WF! (śmiech)
MK: Ale tym razem chyba nie nagrywaliście w nocy tylko w dzień?
MR: Tak, nagrywaliśmy w godzinach wczesno-popołudniowych, teoretycznie od 11…
PG: Ale Piotr zawsze się spóźniał godzinę, więc koczowaliśmy pod drzwiami studia.

MK: Wracając do wydania płyty…
MP: Właśnie, chcieliśmy zapytać również o okładkę, której autorem jest Tomek, zgadza się?
TS: Tak.
MP: Czy w takim razie zdradzisz nam kogo lub co ona przedstawia?
TS: To znaczy chyba widać, co przedstawia…
MP: No dobrze, ale czyj to portret?
TS: Nie jest to niczyj portret. Mieliśmy parę projektów, drogą głosowania przeszedł mój. Na okładce znajduje się pani, nie jest to żadna istniejąca kobieta…
MP: Przepraszam, ja myślałam, że to pan, tylko z długimi włosami…
TS: Tak? Jak kupicie płytę, to zobaczycie tył i tam będzie pan. W podobnej stylistyce. W każdym razie, chodziło nam o to, żeby przekazać jakąś subtelność, piękno, które z założenia ma symbolizować kobieta, w kontraście z siniakami i śladami krwi pod nosem. Można to nazwać taką alegorią połączenia czegoś brudnego z pięknem, ale też nie chciałem popaść w banał w stylu aniołka z różkami.
MR: Ten obraz jest jak Tomek, z jednej strony frywolny, a z drugiej… oldskulowy…
TS: (śmiech) Tak, frywolny oldskul…
MK: Czy zamierzacie potem uderzyć z epką do jakichś większych wytwórni?
MR: Nie, chyba nie, nie chcemy się sprzedać…
TS: To znaczy jeśli kiedyś nam ktoś powie: „Róbcie, co chcecie, a my was tylko wydamy”, to czemu nie…
PG: Będziemy mieli wtedy lepszy sprzęt przynajmniej!
MP: Podobno jesteście popularni w Bułgarii…
MR: Tak, lubią nas tamtejsi sprzedawcy dywanów. Ktoś tam nawet zremiksował nasze demo z Greatest Hits Andrei Boccelliego, ale nie mogliśmy mu nawet dać popalić drogą sądową, bo nie zarejestrowaliśmy utworów w ZAIKS-ie.
MP: No to trzeba to zrobić, zanim ktoś zacznie handlować waszą muzyką i na tym zarabiać…
MK: A nie wydaje wam się, że może odbiór waszej muzyki byłby lepszy zagranicą niż w kraju?
TS: Możliwe, że tak. Ktoś kiedyś napisał o nas na forum Sonic Youth…
MR: Zarzucono nam wtedy beznadziejną produkcję, ale podobno brzmimy jak połączenie Modest Mouse, Polvo i Sonic Youth. Chociaż wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak świetną kapelą jest Polvo…
TS: A co do popularności w Polsce, to nie wiem, czy polski słuchacz jest gotowy na teksty po angielsku. W radiu też raczej tego nie puszczą.
MR: Dokładnie, bo np. w Szwecji jest masa kapel, które śpiewają po angielsku, tworzą muzykę alternatywną, i nawet jeśli niejednoznacznie przystępną, to na pewno akceptowaną przez dużą część tamtego społeczeństwa. I te kapele, dzięki sukcesowi na ziemi ojczystej, mogą pójść z tym dalej.
TS: A u nas musiałoby to pójść w odwrotną stronę, najpierw trzeba by było zacząć od zagranicy, a potem wrócić do kraju.
MK: Jak Behemoth.
MR: Albo jak Poise Rite. Chociaż oni są głównie znani w Polsce z tego, że są znani w Anglii.
TS: Tak, gdyby nie zagrali na Glastonbury, to pewnie u nas nie byłoby w ogóle o nich słychać. Ale na Zachodzie jest też mnóstwo stacji radiowych, które puszczają taką muzykę i mają rzeszę słuchaczy.
MR: A u nas też są, tylko nikt ich nie słucha.
MK: A nie boicie się, że u nas jeszcze nie ma kultury słuchania i małolaci, zamiast słuchać Modest Mouse, czy właśnie Sonic Youth, wolą np. The Kooks?
MR: To znaczy, ja się tego nie boję, bo gram głównie dla fetyszystów. Ja odbieram słuchanie muzyki alternatywnej w Polsce jako swego rodzaju fetysz. Wierzę, że jest trochę dziwnych ludzi takich jak ja, którym spodoba się nasza muzyka. I nie czuję jakiegoś strasznego ciśnienia, żeby nagle tłumy waliły na nasze koncerty. Jasne, że byłoby fajnie, ale nie jest mi to potrzebne do szczęścia.
MP: Zresztą, chyba nie chodzi tylko o ilość słuchaczy, ale też o jakość…
MR: No właśnie. Ja lubię grać dla snobów.
Myspace zespołu: www.myspace.com/thespouds
Myspace audycji, gdzie można usłyszeć niepublikowany fragment wywiadu: www.myspace.com/sundayatdevildirt
Tagi: indie rock, Polska, post-punk, post-shoegaze
MANESCAPE - wywiad dla shoegaze.pl
6 września 2009 NEWSY, WYWIADY, ZESPOŁY

Shoegaze.pl: Jesteście określani jako zespół shoegaze’owy, czy zgadzacie się z tą opinią?
Manescape: I tak i nie. Jeśli shogaze to granie muzyki wpatrując się w buty, to zdecydowanie nie jesteśmy shogaze’owym zespołem. Moim zdaniem w tym terminie zawiera się coś więcej. To pewnego rodzaju wspólny mianownik muzyki tworzonej przez zespoły, dla których charakterystycznym jest operowanie brzmieniem jako ścianą dźwięku. Ale to również ładunek emocjonalny zawierający się w tej muzyce. Samo gapienie się na swoje obuwie i kręceni gałkami nie ma wiele z tym wspólnego. Łączy się to raczej z pewnym skupieniem czy „wejściem” w stan porównywalny do transu, gdzie na scenie prezentuje się inną stronę samych siebie.
Shoegaze.pl: Gdybyście mieli możliwość wybrania festiwalu na którym moglibyście zagrać, to wasz wybór padłby na….? i dlaczego akurat ten?
Manescape: Reading, Leeds czy Glastonbury – to w Europie. Jeśli chodzi o Polskę to na pewno OFF i Opener – tam jest szansa by pokazać się szerszej publiczności. Ale tak naprawdę zależy nam by grać jak najwięcej koncertów. I to wszędzie, gdzie znajdą się odbiorcy takiej muzyki. Już za miesiąc ruszamy z dość mocną trasą. Zaczynamy pod koniec września od Fląder Pop Festival, a później gramy niemal po całej Polsce. Chcemy dotrzeć do wielu tych, którzy nas jeszcze nie słyszeli. Na festiwale przyjdzie czas – mamy nadzieję, że już w przyszłym roku uda nam się zaprezentować na tych najmocniejszych scenach.
Shoegaze.pl: Co inspiruje waszą twórczość?
Manescape: Hm.. to chyba nie do końca jasne. Główną siłą sprawczą jest pewnie ten wewnętrzny stan rozedrgania, który każdy człowiek przeżywa częściej lub rzadziej. Myślę, że muzycy jak i chyba wszyscy artyści przeżywają pewne rzeczy bardziej dogłębnie i intensywniej. Wywołuje to pewne reakcje zwrotne w postaci energii czy pasji twórczej. I tak powstają pewne twory. W naszym przypadku muzyczne.
Inspiracją jest samo życie. Może to być krótka rozmowa z kimś bliskim czy też niespodziewane zderzenie z nieznajomym. Krótki obraz w telewizji, fragment audycji w radio, sen, z którego budzisz się spocony albo po prostu nieograniczony napływ różnorakich myśli. Zaczynasz to trawić i wyłaniają się różne spostrzeżenia, których wcześniej nie było. Pod ich wpływem wyłaniają się dźwięki, powstają zarysy kompozycji. Ale i tak większość pracy odbywa się w sali prób, gdzie konfrontuje się te szkice z zespołem. Tam już działa chemia wewnętrzna. Czasem jest mowa o utworze, a czasem godzinami nie słychać nic poza dźwiękami, jakby to była jedyna forma komunikacji.

Shoegaze.pl: Czy są jakieś kapele z kanonu shoegaze, które szczególnie was ukształtowały?
Manescape: Raczej nie. Mamy bardzo szerokie korzenie muzyczne. Na pewno wszyscy lubimy My Bloody Valentine czy The Jesus And Mary Chain. Jednak to nie jest tak, ze chcemy się na kimś wzorować. I nie jest tak, że na silę próbujemy być super oryginalni. Kształt naszej muzyki wynika ze zbyt wielu wzorców i doświadczeń muzycznych i nie tylko. Myślę, że to mocno słychać w tym co gramy. Brak tam naśladownictwa. Mam nadzieję, ze nasz debiutancki album ukaże to w pełni.
Shoegaze.pl: Na jesieni ruszacie w trasę koncertową, jakie macie oczekiwania względem niej?
Manescape: W warunkach panujących dzisiaj w naszym kraju, mieć oczekiwania jest niebezpieczne. Można szybko stracić wiarę w sens swoich poczynań. Tak więc oczekiwania mamy dość skromne – chcemy, by jak największa liczba osób miała okazję usłyszeć nas na żywo, poznać naszą muzykę. To pierwszy krok. O krok dalej chce pójść nasz Manager – chce przekonać ludzi, ze kupowanie muzyki przez odbiorców jest wyrazem uznania dokonań artysty. Mówimy mu, że jest naiwny jeśli wydaje mu się, że w kilka osób chce zmienić mentalność polskich słuchaczy, ale on się tylko głupio uśmiecha i mówi, że trzeba w nich uwierzyć. Wiesz – zaczynamy się zastanawiać czy czasem nie ześwirował… (śmiech).
Shoegaze.pl: Są w Polsce zespoły, które odniosły sukces komercyjny. Czy Manescape ma takie aspiracje?
Manescape: (śmiech)! Nie gramy muzyki w stylu gwiazd polskiej rozrywki. To całkiem inny świat muzyczny. Trudno sobie wyobrazić, że z tego typu graniem w Polsce osiągnąć można sukces finansowy. Nie jesteśmy jednak pesymistami. Jak każdy artysta, chcielibyśmy dojść do takiej sytuacji, gdzie możemy się skupić na tworzeniu muzyki, nie martwiąc się o byt, ale myślę, że do tego nam bardzo daleko. Nie zmienia to jednak faktu, że robimy swoje. To od odbiorców zależy co z tym będzie. Jak już mówiłem, nasz manager ma dość zaskakującą wiarę w ludzi i powoli zaczyna nas tym zarażać, więc wszystko się może zdarzyć…
Shoegaze.pl: Czy prace nad nową płytą zostały zakończone?
Manescape: Właśnie w tym tygodniu zakończyliśmy ostatni etap miksowania materiału na płytę. Nie szło nam tak gładko, bo jesteśmy dość krytyczni odnośnie swojej twórczości. Teraz pozostał mastering i etap produkcyjny. Premiera planowana jest na listopad, czyli za dwa miesiące będzie można ocenić naszą pracę. Płyta będzie dostępna już wcześniej na koncertach podczas trasy, na które zapraszamy.
Strona zespołu: http://www.myspace.com/manescape
Na pytania odpowiadał Daniel Paluszek - wokalista Manescape
Wypytywała - Gabriela Szymaszkiewicz
Tagi: alternative, Polska, psychodelic, shoegaze
MANESCAPE
8 sierpnia 2009 KONCERTY, ZESPOŁY


Zespół MANESCAPE powstał w wyniku koniunkcji nietypowych osobowości w roku 2006 w Głogowie, na południowym zachodzie Polski. Wcześniej znany pod nazwą LUSZ, a jeszcze wcześniej jako Retropolis. Początkowo powstawały nastrojowe piosenki opowiadające o mocnych odczuciach, obrazujące nas pędzących przez życie. Jednak po zderzeniu z pierwotną bezkompromisowością bassman’a, minimalizm i czyste dźwięki oblepione zostały brudem gitar i zaczęło się krystalizować brzmienie łączące rytmiczne, niemal transowe granie z energetycznym brzmieniem gitar, wywołując tym samym atmosferę ocierającą się o psychodeliczne wycieczki rodem z lat ‘70ych.
Rdzeniem MANESCAPE jest mocna sekcja rytmiczna, gdzie silne, często nowatorskie bębny i solidny bas przeplatają się z gardłową i zaskakującą gitarą i rozmarzonymi, ascetycznymi i nierzadko mistycznymi wokalizami. Wokalista nie ugiął się presji środowiska i nie zarzucił swej egzystencjalnej maniery wokalu, która nabiera właśnie tak silnego charakteru w nowym wydaniu. Niespodziewanie również rozwinął Daniel swój własny styl gry na gitarze, który doskonale się sprawdza w tym zestawieniu przywołując na myśl skojarzenia z magikami noise’owego neo-psychodelicznego klimatu rodem z San Francisco /Los Angeles. Perkusista to rasa sama w sobie. Potężne brzmienie i mocne uderzenie, nieustające poszukiwanie właściwych rozwiązań i to ‘coś’ trzymające całość w ryzach i wyciskające płyny ustrojowe nie tylko z uszu! Owy “bezkompromisowy basista” dodał do pozostałej dwójki dojrzałe spojrzenie, osadzony rdzeń i energię prosto z trzewi.
Mówi się o nich jak o „nowym odkryciu polskiej sceny alternatywnej” czy „zespole o zniewalającym brzmieniu”. Program 3 Polskiego Radia uznał ich za „nadzieję” i umieścił na jednej ze swoich najważniejszych kompilacji „Minimax.pl”. Mimo stosunkowo krótkiego stażu zdążyli już sporo namieszać. Zarejestrowane w 2007 roku demo „D-Tape” przyniosło grupie pierwszych fanów, a nagrana i wydana własnym sumptem płyta krótko-grająca „In Progress EP” wywarła bardzo mocne wrażenie na wciąż powiększającej się grupie miłośników muzyki zespołu. Jednak przede wszystkim przysporzyła ta publikacja tak ważnych zwolenników wśród dziennikarzy rozgłośni radiowych i muzycznych portali internetowych na terenie całej Polski. Potwierdzeniem rosnącego powodzenia grupy są sukcesy na licznych festiwalach, gdzie zajmuje czołowe miejsca, ciesząc się uznaniem zarówno widowni jak i jurorów. Zwiększająca się frekwencja na koncertach oraz uznanie wśród fanów muzyki alternatywnej zaowocowało pierwszą krótką trasą „POWERED by MANESCAPE 2008 Tour”, na której reakcje i opinie
fanów jak i sprzedaż jedynej publikacji zespołu przerosła najśmielsze oczekiwania zespołu. Obecnie Manescape kończy przygotowania utworów na pierwszą pełnowymiarową płytę, której nagranie planowane jest na lato 2009.
Obecny skład to jest to, do czego dążyli…
Daniel Paluszek - guitar, vocals
Piotr Lubiak – bass, back vocals
Tomasz Piechowiak – drums
Tagi: indie, Polska, psychodelic, shoegaze, stoner rock
OLD TIME RADIO - wywiad dla shoegaze.pl
25 lipca 2009 WYWIADY, ZESPOŁY
Old Time Radio to polski zespół powstały w 2001 roku w Gdańsku. W skład zespołu wchodzą: Tomasz Garstkowiak (vocal, gitary), Magda Szkudlarek (vocal, klawisze), Piotr Salewski (gitara basowa). Prócz własnej twórczości mogą się pochwalić współpracą z polskimi artystami takimi jak: Scianka, Smolik, Pink Freud czy Silver Rocket. Więcej na temat zespołu można dowiedzieć się z ich profilu na myspace: http://www.myspace.com/otradioSpecjalnie dla shoegaze.pl zgodzili się udzielić krótkiego wywiadu…
Chciałabym się dowiedzieć, w jaki sposób powstał zespół?
Zespół powstał ładnych kilka lat temu, kiedy jeszcze byliśmy na studiach – studiowaliśmy ten sam kierunek na UG. Zarówno Tomek, jak i Piotr mieli już za sobą udział w różnych projektach muzycznych. Potem do wspólnych prób dołączyła Magda i tak jakoś wyłoniło się z tego OTR.
Czym jest inspirowana wasza twórczość, czy są jakieś zespoły, które wywarły na was wpływ? Jeśli tak, to jakie?
Teraz już trudno odpowiadać nam na to pytanie. Na początku, przed wydaniem pierwszej płyty (2004 r.) było to prostsze – inspirowała nas w dużym stopniu elektronika. Potem bardzo się to zmieniało, przeszliśmy przez krąg elektropopu, nawiązania do shoegaze, krautrocka, aż do punktu, w którym jesteśmy teraz, bardziej zbliżonego do brzmień akustycznych. Ale po trzech płytach nie mówimy już raczej o inspiracjach – nie wypada. A nawet jeśli są, to chyba nie zdajemy sobie za bardzo z nich sprawy.
Co sądzicie o nurcie shoegaze i o tym, że jesteście “otagowani” jako przedstawiciele tego gatunku? Czy się z nim identyfikujecie? Czy wiecie, że pojawiacie się na zagranicznych stronach muzycznych jako reprezentanci shoegaze’u w Polsce?
Jako słuchacze – lubimy i cenimy, choć w tym, co robimy, shoegaze’u jest już na pewno znacznie mniej niż kiedyś. Samo hasło przywołuje bardzo przyjemne, nieco sentymentalne skojarzenia, głównie z czasów licealnych: przegrywane kasety Ride, Adorable czy The Verve słuchane na walkmenie. Dziś o wiele łatwiej do muzyki dotrzeć, wtedy trzeba było się bardziej postarać – sprowadzić z zagranicy, poprosić znajomego, który właśnie jechał do Londynu itp. A tagi – to tylko tagi… to przede wszystkim informacja dla potencjalnych słuchaczy. Dla nas istotne są po prostu dobre piosenki.
Gdzie widzicie swoje miejsce na polskiej scenie muzycznej - czy zamierzacie dotrzeć do bardziej masowego odbiorcy, czy pozostaniecie w kręgach off’owych?
Generalnie jesteśmy rozsądnymi ludźmi i już od dawna wiemy, że do masowego odbiorcy nie dotrzemy nigdy. Kręgi offowe, gdzie nic nie trzeba, a tylko można i warto, są dla nas jak najbardziej ok.
Jak wspominacie koncert na tegorocznym Open’er, czy jesteście z niego zadowoleni?
Bardzo miło, choć na tak dużej scenie i dla tylu ludzi graliśmy pierwszy raz. Trochę się baliśmy, że nasza muzyka nie zabrzmi tam dobrze – uważamy, że najlepiej sprawdza się w małych, kameralnych przestrzeniach, gdzie można wytworzyć specyficzną atmosferę między zespołem a publicznością. Ale było ok – i dla nas, i takie sygnały dostajemy od ludzi, którzy na tym koncercie byli.
Jakie są wasze najbliższe plany na przyszłość? Gdzie będzie można was usłyszeć w najbliższym czasie?
Na razie mamy wakacje. Zakończyliśmy cykl koncertów promujących naszą ostatnią płytę “Just Because We Were Wrong” i nie nagrywamy ani nie gramy na żywo. Trochę odpoczynku – również od siebie nawzajem – na pewno nam się przyda.
Na wszystkich zdjęciach na myspace jesteście bardzo nostalgiczni, zamyśleni - czy to odzwierciedla wasze charaktery? czy jest to zabieg celowy?
Tak jakoś wyszło… Jakąś strategię do robionych zdjęć trzeba było przyjąć – osobiście nie nurzamy się zbytnio w melancholii, ale to i tak bliższe naszym charakterom, niż zbiorowe wygłupianie się na użytek fotografii. To by dopiero było smutne.
Dziękuję za wywiad i życzę samych sukcesów nie tylko na polskich scenach!
Gabriela Szymaszkiewicz
Tagi: Dodaj nowy tag, Polska, shoegaze
