Kompendium wiedzy na temat nowej muzyki: shoegaze, post-rock, indie, ambient, trip-hop i inne…

Locomotora - Locomotora (2009)

27 listopada ubiegłego roku finlandzki zespół Locomotora zadebiutował imiennym krążkiem. Na próżno szukać pokrewnej muzyki z tamtego rejonu, podobnie jak to jest z Australią i zespołem The Dead Sea. Lokomotywa na płycie sunie własnym tempem. Zabiera po drodze minimalistycznych podróżnych, których wiek przeważa nad górnolotnymi marzeniami. Poddają się dobrowolnie temu jaki obierze cel ta eskapada. Nie ważne jest gdzie zabierze ich ta machina ponieważ najważniejsza jest dążność. Widok zza okna przeskakujący niczym zdjęcia w klatkach kliszy próbuje sam dociekliwie zajrzeć do wnętrza. Jakby był zainteresowany tym kto niepostrzeżenie świdruje jego piękno.
Muzyka zawarta na tej płycie dostojnie rozwija się, bez niepotrzebnych przeobrażeń sunie przez gęstą mgłę w swojej własnej miarowości.
Mogę przemijać w niej bez końca, końca, końca …

Dość widziałem. Wizja oczekiwała w każdej aurze.
Dość miałem wszystkiego. Szumy miast, wieczorem, i w słońcu, i zawsze.
Dość poznałem. Stacje życia. - O Szumy i Wizje!
Odjazd z nowym uczuciem i w nowym zgiełku!

Artur Rimbaud Odjazd

Ps. No i ta piękna „przemijająca” okładka…

1. Shopping Music For Bloody Wallets [14:30]
2. Anarchophobia [12:42]
3. Teignmouth Electron [9:55]
4. Minipax [6:48]
5. Older Than Dreams [17:26]

Zespół udostępnił płytę do darmowego pobrania i delektowania się. Mozna to zrobić tutaj.

———-
Lucjan Lucimiński

Eskju Divine - Hold On

Polecamy koncerty


Mono with The Wordless Music Orchestra

Ależ ten rok nam się koncertowo rozkręca. Przypominamy o koncertach i podajemy nowe propozycje, na które warto (a jakże) szczególnie zwrócić uwagę.

Russian Circles
28 marca - Pod Minogą - Poznań
29 marca - Ucho - Gdynia (support - Proghma-C (PL) + Dionysos, The (PL)

Mono (Japonia)
1 kwietnia - Centralny Basen Artystyczny - Warszawa (support - Kyst (PL)
2 kwietnia - Blue Note - Poznań (support - Kyst)

Gazpacho (Norwegia)
16 kwietnia - Progresja - Warszawa
17 kwietnia - Loch Ness - Kraków
18 kwietnia - Blue Note - Poznań

Deerhoof (USA & Japonia)
20 kwietnia - Powiększenie - Warszawa (support - Kristen (PL)
21 kwietnia - Klub RE - Kraków

American Dollar, The (USA)
27 kwietnia - Pod Minogą - Poznań (support - Adre’N'Alin (PL)
28 kwietnia - Bezsenność - Wrocław
29 kwietnia - Hydrozagadka - Warszawa
30 kwietnia - TBA - Kraków + PG.Lost (Szwecja)

And So I Watch You From Afar (Irlandia)
1 maja - Hydrozagadka - Warszawa (support - Sands Of Sedna (PL) + N A O (Pl)
2 maja - Łódź Kaliska - Kraków
3 maja - Pod Minogą - Poznań (support - Faust Again (PL) + Bleed From Within (Szkocja) + Before A Burning Earth (PL) + Let Ravens Come (PL)

Fuck Buttons (UK)
1 maja - Powiększenie - Warszawa

Place To Bury Strangers, A (USA)
4 maja - Powiększenie - Warszawa

Black Heart Procession, The (USA)
10 maja - Pod Minogą - Poznań
11 maja - Powiększenie - Warszawa
12 maja - Klub RE - Kraków

STAL Music (Francja)
11 maja - Pod Minogą - Poznań
12 maja - Bezsenność - Wrocław (support - Kamp! (PL)
13 maja - Hydrozagadka - Warszawa
14 maja - Łódź Kaliska - Kraków

Caspian (USA) + Ef (Szwecja) + Constants (USA)
15 maja - Centralny Basen Artystyczny - Warszawa
16 maja - Pod Minogą - Poznań
17 maja - Łódź Kaliska - Kraków


Fuck Buttons - Sweet Love For Planet Earth

WakeThisDay - Sombre Skies for Sombre Eyes

———-

Northern Chorus, A - Winterize

Our Ceasing Voice - As The Horizon’s On Fire

Kwoon - I lived on the Moon

Collapse Under The Empire - Find A Place To Be Safe

Dead Sea, The - The Dead Sea (2009)

Nie mogę sobie teraz za bardzo przypomnieć muzyki rodem z Australii (poza Nickiem), do której bym powracał i zachwycał się nią. Tym bardziej byłem ciekaw, co przyniesie ze sobą pochodzący stamtąd materiał zespołu The Dead Sea, który imiennym krążkiem w zeszłym roku zadebiutował. Ponieważ wiedziałem, że to kolejna grająca post-rocka kapela, zastanawiałem się, czy coś wniesie więcej w muzyczny świat sprowadzony do tych dwóch słów. Po odsłuchaniu słychać, że rewolucji tutaj nie ma. Istnieje jednak coś innego na tej płycie, coś niezwykłego, niebywałego - jest to aura ubarwiona schizofreniczną powłoką. Taką muzykę najczęściej porównuje się do zimnego klimatu Skandynawii, dopiero po tym skojarzeniu próbuje się odnaleźć inne, ale o Australii wątpię byśmy wspominali w tych rozrachunkach. Czy to miejsce, skąd pochodzą muzycy, niesie ze sobą tę chorą przenośnię, czy sami spoglądają w taki sposób i rozmawiają o tym dźwiękami? Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się właśnie, że płyta ta skrojona na pewnego rodzaju koncept album, przyciąga wizualnością dźwięków, wystarczy zamknąć oczy. Mimo, iż w większości to krótkie utwory, w których shoegaz’owe gitary mieszają się z post-rock’owym budowaniem kompozycji a całość okraszona jest minimalistycznym spojrzeniem, ich rozbudowany wydźwięk przenosi w jakiś potężny wymiar, gdzie pozostały już tylko myśli i przestrzeń. Obszerność jej jest przygniatająca. Zaczynam bać się kolejnych odsłuchań, milknę wraz z nimi, a czyjeś szepty ciągle podjudzają, odchodzą i zawracają. Zatyka mnie wszechświat wyobrażeń sprowadzany do galaktycznego lotu… i martwe morze wokół.

10 w skali beauforta - to morze tylko z nazwy upodabnia się do trupa

1. Slow Jet [3:06]
2. Okono [1:40]
3. The Devil Bends [4:34]
4. III [2:01]
5. Zabriskie Point [7:49]
6. Nulla Desiderata [2:47]
7. Little Lights [1:45]
8. Departure Gates [5:59]
9. Banquet [2:07]
10. Bandicoots [8:42]

———-
Lucjan Lucimiński

Manescape - Ex-Internal (2009)


Płyta nagrana w studio im. Tom’a Waits’a zobowiązuje…
Ad rem: bardzo gitarowe, dynamiczne i osnute mgłą brzmienia.  Ex-Internal to taka biel i czerń, która nieustannie się miesza. Zaczyna się to już na okładce - notabene bardzo udanej. Od pierwszego utworu pojawia się pewna płynność, która sprawia, że nie potrafię się “wyłączyć” ze słuchania. Kolejne przeciwieństwo wiąże się z nastrojem całej płyty: mamy tu wspomnianą wcześniej dynamikę, regularność sekwencji, powtarzalność, ale równocześnie wszystko zatopione jest w raczej mrocznej mgle. Najwyraźniej widać to w kawałku Hell Will Burn In Heaven, który zaczyna się od eterycznego zawodzenia i stopniowo przechodzi w transowe akordy. Przypomina to trochę rozpędzającą się lokomotywę. Z kolei w Ordinary Indywidual jest bardziej chwytliwe, wpadające w ucho. Każdy utwór na tej płycie jest “jakiś”, zawiera pewne smaczki - momenty, ciekawe przejścia, ładne rozwiązania melodii - według mnie mogłoby być ich więcej. Należy docenić pewną kwestię, która w muzyce popularnej byłaby zarzutem: subtelny, ginący wokal. Uważam, że dużą sztuką dla wokalisty jest nagrać utwór w którym pozostanie on jakby w tle, równocześnie nie ginąc.  Na pierwszym miejscu są tu gitary. To duża sztuka, a w przypadku takiego rodzaju muzyki jest to zaletą. Najbardziej mięsisty kawałek to Way Out- aż chce się pomachać głową na koncercie. Ponieważ wychodzę z założenia, że w muzyce rockowej nie jest możliwy brak inspiracji, odniesień, pozwolę sobie na porównanie, które na początku trudno mi było wyartykułować. Zespół Tool. To duży plus, mieć choć iskierkę podobieństwa z taką kapelą. Kropką nad i jest Black The White, który smakowicie zamyka płytę, podsumowując walkę przeciwieństw.
Podsumowując: Gratuluję spójności tematycznej: okładka, teksty, muzyka - wszystko trzyma się w całości i to smakuje. Czy są jakieś minusy? to kwestia indywidualnych potrzeb, dla mnie zabrakło nieco optymistycznej energii, bo płyta jest raczej refleksyjna, momentami wręcz mroczna, bardzo męska. Ex-Internal nie jest rewolucyjna, ale jest bardzo, bardzo dobra. Wreszcie do Polski dotarł powiew zachodu, w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto promować taką twórczość - szczerze polecam.

1. Smell My Spot Recognition [3:51]
2. Switched Off [3:37]
3. Failure Machines Never Salute [4:10]
4. In Progress [5:25]
5. Hell Will Burn In Heaven [7:25]
6. Ordinary Indywidual [3:45]
7. Absence Of Silence [8:46]
8. Way Out [4:38]
9. Black The White [4:40]

SAIGA - Outside Over There - live in rehearsal

Panzer Queen - Hunting The White Stag

Mono - Follow The Map

Polecamy koncerty

Przez najbliższe 4 miesiące czeka nas kilka wartych uwagi wydarzeń, które chcielibyśmy wam szczególnie polecić.

Najważniejszą wiadomością jest jednak to, że na początku kwietnia przyjedzie do Poznania zespół 65daysofstatic - ANULOWANY - czytajcie w komentarzach wtf

a poza nimi nasz kraj odwiedzą również:

Japandroids (Kanada)
26 stycznia - Klub RE - Kraków
27 stycznia - Powiększenie - Warszawa
28 stycznia - Eskulap - Poznań

Immanu El (Szwecja)
10 lutego - Bezsenność - Wrocław (support - Neony)
11 lutego - Hydrozagadka - Warszawa
12 lutego - TBA - Kraków
13 lutego - MDK Batory - Chorzów (support - Setting The Woods On Fire)
14 lutego - Pod Minogą - Poznań (support - Nathalie And The Loners)
15 lutego - Cyganeria - Gdynia (ANULOWANY)

Epic45 (UK)
16 lutego - TBA - Kraków - (ANULOWANY)
17 lutego - Pod Minogą - Poznań (support - We Call It A Sound)
18 lutego - TBA - Warszawa

Mono (Japonia)
1 kwietnia - Centralny Basen Artystyczny - Warszawa (support - Kyst)
2 kwietnia - Blue Note - Poznań (support - Kyst)

The American Dollar (USA)
27 kwietnia - Pod Minogą - Poznań
28 kwietnia - Bezsenność - Wrocław
29 kwietnia - Hydrozagadka - Warszawa
30 kwietnia - TBA - Kraków

STAL Music (Francja)
11 maja - Pod Minogą - Poznań
12 maja - Bezsenność - Wrocław
13 maja - TBA - Warszawa
14 maja - Łódź Kaliska - Kraków

Caspian (USA) + Ef (Szwecja) + Constants (USA)
15 maja - Centralny Basen Artystyczny - Warszawa
16 maja - Pod Minogą - Poznań

Caspian
17 maja - TBA - Kraków

Envy - Scene

Pg.Lost - In Never Out (2009)

Ta płyta od pierwszych przesłuchań mi nie leżała. Jednak wczesnym rankiem około czwartej nad ranem, podróżując po stolicy, po raz kolejny, tak na przełamanie przesłuchałem In Never Out i moja niepewność co do tych dźwięków minęła. Może to dlatego, że noc więcej rozumie…? Dzięki tamtemu przesłuchaniu stwierdziłem, że jednak pójdę na ich występ, który tego samego dnia miał się odbyć w CBA. I jak już pisałem wcześniej, nie zawiodłem się.

ładnie zbudowana
rozciągająca się rytmicznie
bicie serca napędzająca
historia w dreszcze okryta
umiejąca w tej gonitwie przynieść spokój i zadumy czas
ciało spłycając do roli narzędzia…

Podobno post-rock zjada swój własny ogon. Podobno każdy już zrzyna z tego co było. Podobno… mamy następny tego przykład? Osobiście wolę słuchać kolejnych takich płyt niż żeby ich wcale nie było. A niech się pożerają post-rockowcy nawzajem, przy równoczesnym wydalaniu takiej muzyki nie mam nic naprzeciwko…

Ps. Crystalline…

8/10

1. Prahanien [8:15]
2. Jura [5:06]
3. Heart Of Hearts [8:25]
4. Still Alright [7:00]
5. Crystalline [10:10]
6. Gomez [12:04]


Pg.Lost - Jura

———-
Lucjan Lucimiński

Pram - Beluga

65daysofstatic - The destruction of small ideas (2007)

Pewne rzeczy ciężko zrozumieć, ale inne jeszcze ciężej. Maniakalne poszukiwania rozwiązań wśród cierni, w gęstwinach puszcz, w zamotanych kłębkach tylko pogłębia beznadziejność sytuacji. Wszak nawet Piotrek Kupicha wie, że słowa niczego nie zmienią*. Lepiej przejść w milczenie, lepiej poznać emocje, lepiej polegać na mowie ciała. Ono nie kłamie.
Muzyka też nie.
Dlaczego ludzie nie umieją porozumiewać się muzyką.

Może słuchają za mało 65daysofstatic.

No i tak się zastanawiam.
Czy jeżeli teraz coś napiszę, będzie to miało sens?
Słowa - czasami brzmią, ale ogólnie są abstrakcyjne. Słowo samo w sobie nic nie znaczy. Musi coś określać (”kocham cię” - funkcja emocjonalna, “ty durniu, wynoś się stąd!” - funkcja imperatywna) albo być przez coś określane (ton głosu, ewentualnie caps lock).
No a muzyka, hm. To piękne, że można nią wyrazić więcej, niż:
a. można się spodziewać i
b. w jakikolwiek inny sposób.
Że nie trzeba mówić, wystarczy słuchać. Że można aż tak zatracić się w dźwięku.

Bo ja to wszystko pisałam w odniesieniu do i na kanwie The destruction of small ideas.
Jeśli coś zaczyna się od pianina, nie może być złe.

1. When we were younger & better [6:54]
2. A failsafe [4:28]
3. Don’t go down to sorrow [6:55]
4. Wax futures [4:03]
5. These things you can’t unlearn [6:27]
6. Lyonesse [3:26]
7. Music is music as devices are kisses is everything [5:20]
8. The distant and mechanised glow of eastern european dance parties [3:33]
9. Little victories [5:14]
10. Primer [4:51]
11. White peak / Dark peak [3:57]
12. The conspiracy of seeds [7:08]


65daysofstatic - Don’t go down to sorrow

* Nie, nie słucham Feela.

Everything Is Made In China, Powieki - zamieszanie (1.12.09 Hydrozagadka)

Wkład w ten koncert miałem nie tylko od strony uczestnika ale zostawię to na boku tak jak nie będę również wspominał o Hydrozagadce, o bossie tego klubu i akustyku pracującemu tam. Nie za bardzo chce mi się też pisać o Powiekach, które w ostatniej chwili zagrały support. Byłem na nich już nie raz, nie dwa i nie jestem odpowiednią osobą do ich komentowania. Wiadomo, że ich lubię. Podczas tego występu chłopaki zagrali jeden! nowy numer, którego wcześniej nie słyszałem więc coś się do przodu porusza i to dobra informacja. Co do nagłośnienia to było naprawdę źle. Zwłaszcza podczas koncertu grupy Everything Is Made In China. I mimo, że Rosjanie mieli swojego akustyka to nic się nie da zrobić z takim sprzętem jakim dysponuje to miejsce. Z wokalem było najgorzej. Chciałbym napisać, że to świetny był występ lecz przy całym moim życzliwym nastawieniu do EIMIC nie mogę. Najgorsze jest to, że nie z ich przyczyny taka wtopa nastąpiła tylko tak jak wspominałem problem był w nagłośnieniu i akustyce samego miejsca. Tym bardziej w dalszym ciągu nie mogę sobie wyobrazić jak fatalnie wypadłoby to w Jadłobaraku. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do upadku całego Dobrego zagłębia. Wracając do EIMIC to oczywiste było, że skupią się na prezentacji i promocji nowej płyty Automatic Movements. I muszę stwierdzić, że lutowy koncert w HRC był bardziej porywający z kilku względów. Na pewno dużą rolę wtedy odgrywało osłuchanie się z materiałem z pierwszego albumu, który dominował. Teraz w większości nowe piosenki usłyszeć można było pierwszy raz a wydaje mi się, że to co się już zna, lepiej “wchodzi” na żywo. Natomiast kiedy słucha się pierwszy raz nowych nagrań przy tak słabym nagłośnieniu to nawet nie można się wyrazić w jakikolwiek sposób o tym nowym materiale. Nie było też aż tak źle, nie chcę demonizować. EIMIC gra fajną, w niektórych momentach naprawdę porywającą muzykę, jednak o płycie Automatic Movements opowiem jak dobrze się z nią osłucham co już mam możliwość czynić dzięki miłemu gestowi jaki sprezentowali mi sami muzycy! Najbardziej irytuje mnie frekwencja w tym 2,5 milionowym mieście, które znów okazało się wioską.


Everything Is Made In China - Sleep-Walking

———-
Lucjan Lucimiński

French Teen Idol - (Un)Told Prejudices

French Teen Idol - El Siete Es La Luz (2009)

O Andrea Di Carlo znanym pod muzycznym pseudonimem French Teen Idol usłyszałem pierwszy raz za sprawą utworu (un)told Prejudices znajdującego się na jego płytowym debiucie. Zwróciłem na niego szczególną uwagę dlatego, że skojarzyłem znajdujący się na nim jeden z moich ulubionych cytatów z książki pod tytułem 25th Hour w wersji filmowej wypowiedzianej głosem Edwarda Nortona, który zagrał w tej adaptacji główną postać. Ścieżka z tym właśnie tekstem z filmu Spike’a Lee podłożona przez FTI do partii pianina tak bardzo oddziałuje, że nie było wyjścia, musiałem przyjrzeć się całości. I zostałem wciągnięty w tę muzykę bardzo mocno. Elektroniczno ambientalny post-rock z od czasu do czasu trip-hopowym rytmem wraz z podkładami ścieżek filmowych i dziwnym, rzadko się pojawiającym, „przesterowanym” wokalem zauroczył mnie. Najbliżej FTI jest do M83 i Port-Royal ale to nieco spokojniejsza muzyka niż u wymienionych twórców. Najnowszy, trzeci, album Włocha zatytułowany El Siete Es La Luz (7 jest światłem) jest równocześnie jego najlepszym dziełem. To fascynująca podróż bez przełomowych zwrotów ale za to z czarującą konsekwencją pełni. Widać, że nie ma tutaj dźwięków z przypadku i ta integralność jest dla mnie najistotniejsza w tej płycie. Jest również ta wspaniała przestrzeń, do której zawsze przywiązuję uwagę i którą powiększa jeszcze bardziej, snujący się, damski głos. Wszystkie elementy pięknie się uzupełniają w strefie, której nie da się sprowadzić ot tak do słów, których używamy. To jest muzyka, którą trzeba przeżywać a nie opisywać. Jednym wyrażeniem – mistrzostwo wrażeń. Przy Dying In Time już wspomnianego Port-Royal to najlepsza płyta roku.

10/10

1. Rome Shrugged [4:16]
2. I Want George Soros [6:21]
3. War Is Kind [5:01]
4. Fragile Chords [4:24]
5. The Constant [7:15]
6. Last Train To Santiago [5:46]
7. El Siete Es La Luz [5:04]
8. Prendre Son Temps [12:25]


French Teen Idol - I Want George Soros (unofficial video)

———
Lucjan Lucimiński

Kammerflimmer Kollektief - Jinx (2007)

Wskazywanie różnych wariacji na temat krótkich ram czasowych. Poranny wydźwięk wolności ukrytej w samotności. Skuteczny aczkolwiek pretensjonalnie trzymany w poważaniu. Zamilkłe wspomnienia beztroskości pozostają ku uciesze radości. Broniące pokłady siły opuszczają bezbronne mury skóry. Dopuszczają do siebie tylko niewidoczne wnikające wraz z powietrzem myśli o zazdrosnej posturze. Wskrzeszając ciało do działań nie poznaję otoczenia. Plamy obrazów opowiadające nieznane historie. Lubiąc się w nie zanurzać pozwalam na to wszystko nie potrafiąc już spojrzeć za siebie. Podczas wynurzania się wyrasta wrażliwości smak. Ciężki wyrazisty i nie do zniesienia. Fantazyjnie zimne barwy przypominają wtedy o dźwiękach głębiej ukrytych nadających sensu snującego się pod nimi. Nurzanie się w tych ramach zwiewne pozostawia odczucia.
Świadomie intensywne snucie rytmicznych halucynacji.

9/10

1. Palimpsest [6:27]
2. Jinx [7:20]
3. Live At The Cactus Tree Motel [4:14]
4. Gammler, Zen & Hohe Berge [3:55]
5. Both Eyes Tight Shut [3:26]
6. Jinx (Version) [7:10]
7. Nest [2:26]
8. Subnarkotisch [10:46]


Kammerflimmer Kollektief - Jinx

———-
Lucjan Lucimiński

BOWERY ELECTRIC

Nowojorski zespół założony w 1993 roku przez byłego protegowanego La Monte Young - Lawrence’a Chandlera (wokal, gitara) i Marthę Schwendener (wokal, bas). Do kompletu dobrali perkusistę - Michaela Johngrena i zaczęli grać pierwsze koncerty. Wytwórnia Kranky Records, urzeczona Drop, skontaktowała się z zespołem. Tak doszło do powstania pierwszej płyty długogrającej, pozytywnie przyjętej przez krytyków. Bowery Electric łączy elektryczne brzęczenie gitar, analogowe basy i zawodzący wokal z downtempowym hip-hopowymi beatem. Przy nagrywaniu drugiej, do duetu dołączył perkusista Wayne Magruder. Beat jest wynikiem ich zwiększonych inspiracji hip-hopem i elektroniką. Zmodyfikowali swoje podejście do komponowania i nagrywania, opuszczając tradycyjne rockowe techniki na rzecz tworzenia piosenek z sampli i sekwencjonowania, wciąż jednak używali instrumentów analogowych - i sterty podniszczonych winyli - jako źródeł dźwięku, manipulując nimi poprzez połączenie analogowych i cyfrowych technologii i przetwarzania sygnału. Od nagrania Lushfile zespół nie wydał już żadnego krążka. Lawrence występował z Experimental Audio Research i produkował remiksy dla zespołów takich jak: Calla, Mercova i Tristeza, Martha natomiast wydała album Sola. Bowery Electric to jedna z pierwszych amerykańskich grup występujących z laptopem, mikserem estradowym i samplerem razem z gitarą, basem i perkusją. Ich utwory pojawiły się między innymi na: The new atlantis, Deepwater black - Inclonation vol. one, Chillout basscapes 2 czy Dark city nights vol. 1.
“Wirujące, hipnotyczne beaty wraz z oszałamiającym szeregiem sampli, sekwencji i najpiękniejszego gitarowego noise’u odkąd Kevin Shields ostatni raz włączył swego Fendera Jazzmastera.” (uk.real.com)

Dyskografia:
EP:
Drop (1994)
LP:
Bowery Electric (1995)
Beat (1996)
Vertigo (1997)
Lushlife (2000)

MySpace zespołu

Bowery Electric - Fear of flying

Port-Royal - ekscytacja w przestrzeni nieograniczonej (29.11.09 CBA)


Port-Royal - Putin vs Valery (29.11.09, CBA, Warszawa)

Nie ma sensu się rozpisywać i komentować poszczególnych utworów. Nagłośnienie było świetne, przestrzeń basenu odpowiednia. Zespół Port-Royal znalazł w swojej muzyce taką skalę dźwięku, którą porównać można do ciągłej ekscytacji. Porażająca jej siła sprawiła, że koncert ten był moim najsilniejszym erotycznym doznaniem muzycznym jakie dane było mi przeżyć. Każdy utwór miał to coś w sobie a ostatni rozrzucił w najdalsze sfery wyobrażeń, po czym długo musiałem do siebie dochodzić. Podprogowa wręcz historia. Należy też przyznać, że na żywo Port-Royal wypada jeszcze lepiej niż na płytach. Ach i była też Natalia… Przestrzeń i energia w tym muzycznym wirze do cna wsysającym… Zjawiskowe

trudna do opisania
erotyczna podróż
w świat wrażeń niezwykłych
pełnych emocji i doświadczeń

Ps. W CBA pojawiło się tylko około 30 miłośników tych cudownych dźwięków. Kto nie był ten trąba…


Port-Royal - Deca-Dance (29.11.09, CBA, Warszawa)

———
Lucjan Lucimiński

And So I Watch You From Afar i Maybeshewill - eksplozja dźwięku (19.11.09 No Mercy)


Maybeshewill

Dotarłem na miejsce spóźniony o jakieś 2 numery zespołu And So I Watch You From Afar. Znałem przed koncertem i epkę This Is Our Machine And Nothing Can Stop It wydaną w 2007 roku, i tegoroczną płytę, nawet z jej drugą dodatkową częścią. Tego dnia natomiast wybierałem się zwłaszcza na Maybeshewill. I takiego koncertu jakiego chciałem, doczekałem się. Zespół Maybeshewill przyniósł to czego się spodziewałem. Potwierdził, że grają niezwykłe i bardzo atrakcyjne dźwięki. Tak zwane „ciary” też były. Jest jednak problem już w samym odegraniu tej muzyki na żywo. Jeszcze brak 4 struny w basie jestem w stanie bez problemu zrozumieć ale braku klawiszy na scenie już nie do końca. Ten sam problem ma God Is An Astronaut. Prezentowanie tychże dźwięków prosto z komputera jakoś mi nie pasuje. Zespół 65daysofstatic radzi sobie z tą kwestią bez zarzutu. Poza tym całość wypadła znakomicie zwłaszcza starsze He Films The Cloud PT.2 oraz The Paris Hilton Sex Tape. Tymczasem jak wrócę myślami do występu ASIYFA to przyznam, że mimo mojego osłuchania z płytami tego zespołu nie spodziewałem się tak przepełnionego ekspresją występu. Myślę, że jeszcze chwila i scena by się rozleciała pod jej “ciężarem”. Wiadomo, że jak coś pozytywnie zaskoczy to i w pamięci się lepiej zachowa. Tak jest i tym razem.
Tego dnia w Warszawie grał również zespół Placebo, moja obecność w No Mercy jest odpowiedzią na to jaką muzykę w tym momencie bardziej szanuję. Poza tym po występie Briana i spółki na Heinekenie i tak na Torwar bym się nie wybrał nawet gdyby koncertu Maybeshewill nie było w tym samym czasie. Jednakże jakby organizator dostrzegł ten pokrywający się gig Placebo i zorganizował wydarzenie z No Mercy w innym terminie, może, mimo różnicy gatunkowej, pojawiłoby się tam więcej osób… a tak, było nas niewiele.
Ps. Oczywiście nie wyobrażam sobie bym miał przeżywać ten wieczór w Jadłobaraku, który i tak prawdopodobnie by się rozleciał pod naporem dźwięków chłopaków z And So I Watch From Afar i Maybeshewill.


And So I Watch You From Afar


And So I Watch You From Afar - Set Guitars To Kill

———-
Lucjan Lucimiński

And So I Watch You From Afar - The Voiceless

Pg.Lost i Tides From Nebula - w basenie dźwięku (12.11.09 CBA)

Tak w ogóle to ja nie wiem skąd się wziął taki pomysł by ten koncert i kolejne (And So I Watch You From Afar, Maybeshewill, Port-Royal i Everything Is Made In China) organizować w Jadłobaraku. Czy ludzie, którzy planują takie! wydarzenia nie myślą zupełnie o odbiorcach? Jak to jest no jak? Przecież to oczywista oczywistość, że w takim baraku TAKIE zespoły to raczej wypadną wcale. Na szczęście (podkreślam to po raz kolejny i będę to robił aż mi się znudzi) na Jadłobarak rzucił się ogień i możemy cieszyć się braniem udziału w tych wydarzeniach w innych miejscach. Moje zadowolenie nie ma końca ponieważ CBA spełniło oczekiwania ponad miarę (kiedyś już tam byłem i akustyka załamała mnie doszczędnie, np.: słyszalna gitara tylko z odsłuchu i tym podobne smaczki, które tak wryły się w pamięć, że zupełnie nie miałem ochoty się wybrać, a tu takie zaskoczenie). Zespół Tides From Nebula zaczynał tym koncertem trasę europejską. To był występ lepszy niż podczas wieczoru z Caspian i God Is An Astronaut. Do tego trzeba dodać, że należy im się ta trasa i szersza publiczność. Nowy numer ok. i raczej radykalnych zmian kierunku nie oczekuję po tym zespole. I bardzo dobrze. Przestrzeń basenu współgrała idealnie ale to był dopiero początek ponieważ po krótkiej przerwie pojawili się na scenie Szwedzi z Pg.Lost. No i zaczęło się budowanie klimatu na nowo. To przecież oni byli główną atrakcją wieczoru i musieli przejąć inicjatywę zabierając nas we własną przestrzeń. Pg.Lost gra nieco spokojniejszą i nostalgiczną odmianę post-rocka. Na domiar tego kompozycje są zazwyczaj bardzo rozbudowane i ich dramaturgia ciągle narasta dążąc do kapitulacji i końcowego wyciszenia. Przyznam się, że do nowej płyty musiałem się długo przekonywać a decyzję wybrania się na koncert podjąłem dopiero o 4 rano w autobusie miejskim kiedy to słuchając po raz nasty In Never Out nagle przełamało się coś we mnie i odczułem wielką potrzebę przeżycia tego na żywo. Pokazały się podczas koncertu wizualizacje ale przy porywającej muzyce nie patrzę na scenę, tylko od czasu do czasu podnoszę powieki by zrozumieć gdzie w dalszym ciągu się znajduję. Tutaj udało się zespołowi doprowadzić mnie do takiego stanu, że ten spod powiek podobał mi się bardziej więc wizualizacji znów nie widziałem. Jest jeszcze coś, co jak się okazało, wpłynęło na plus w ogólnym rozrachunku tego co wydarzyło się tego wieczoru. Chłopaki z Pg.Lost nie zagrali mojego ulubionego utworu pod tytułem Crystalline co spowodowało u mnie niedosyt, który wywołał od razu po koncercie chęć kolejnego odsłuchu ich muzyki. Najbardziej nie znoszę właśnie przesytu spowodowanego występami na żywo, a tak, wracam do Pg.Lost całkiem często, również wspomnieniami z CBA.


Pg.Lost - Crystalline

———-
Lucjan Lucimiński

This Will Destroy You - The World Is Our

Maybeshewill - Co-Conspirators

Eaststrikewest - Wolvves (2009)

Jeśli muzykę można porównywać do rozkoszy cielesnych, to Eaststrikewest odbywają swoją płyta prawdziwy stosunek seksualny ze słuchaczem. Gra wstępna w postaci ambientowego God Can’t Take His Eyes Off Me - bez wokalu, jesteśmy wprowadzani w lekkie wibracje. Następnie przechodzimy do bliższego kontaktu: Stumble zaczyna się niepozornie, jednak pod koniec jest już rozgrzaną i pędzącą maszyną, która nie może się zatrzymać. Mocne gitary, szybkie tempo i przelewający się wokal. No właśnie, wokal. Z pewnością nie jest on zaskakujący. Pierwsze skojarzenie jakie pojawiło się w mojej głowie wiązało się z wokalistą post-grunge’owego Silverchair, Danielem Johnsem. Przy dłuższych wokalizach przychodzi mi na myśl Sting - nie wiem czy są to dobre objawy przy tego rodzaju muzyce…  Pieszczoty stają się odważniejsze: Welcoming The Ghost to chyba najbardziej “hitowy” numer z całego zestawienia, wpada w ucho i chce się go słuchać i słuchać. W końcu każdy audiofil zna te kawałki, które mają w sobie ten jeden, jedyny fragment, który powala na łopatki. Nagle coś się dzieje, czyżby partner nie miał gumki? Chu! - niczym pozytywka, fortepian i infantylizm - wybija z rytmu. Rekompensata przychodzi wraz The Architect: czysty post-rock z długimi, bardzo emocjonalnymi partiami wokalu. To chyba orgazm. Uśmiechnięta i zaspokojona opadasz na łóżko, endorfiny zalewają Twoje ciało:  Electricity.

Mogę zarzucić tej płycie kilka rzeczy:  mimo zróżnicowanego ładunku emocjonalnego, trochę monotonne jest używanie tych samych trików, jednak nie jest nudno, o nie! Chciałabym być na koncercie i sprawdzić, czy da się mocniej poruszyć niż tą płytą. Możliwe, że jeśli muzycy Eaststrikewest wkładają tyle energii i emocji w granie za każdym razem to byłoby to wręcz niebezpieczne. Wokal pod koniec płyty wywołuje szyderczy uśmieszek: ile razy można zawyć w ten sam sposób? A może tak buduje się “znak rozpoznawczy”? No i na koniec wizualnie: świetna okładka, właściwie to ona mnie zwiodła na pokuszenie… Nie żałuję.

9/10

1. God Can’t Take His Eyes Off Me [3:01]
2. Stumble [5:27]
3. Welcoming The Ghosts [6:25]
4. Chu! [1:39]
5. The Architect [6:33]
6. Every Whisper And Word Said [5:15]
7. Electricity [5:10]
8. From Here You Can See Everything [1:28]