Manescape - Ex-Internal (2009)
11 lutego 2010 RECENZJE

Płyta nagrana w studio im. Tom’a Waits’a zobowiązuje…
Ad rem: bardzo gitarowe, dynamiczne i osnute mgłą brzmienia. Ex-Internal to taka biel i czerń, która nieustannie się miesza. Zaczyna się to już na okładce - notabene bardzo udanej. Od pierwszego utworu pojawia się pewna płynność, która sprawia, że nie potrafię się “wyłączyć” ze słuchania. Kolejne przeciwieństwo wiąże się z nastrojem całej płyty: mamy tu wspomnianą wcześniej dynamikę, regularność sekwencji, powtarzalność, ale równocześnie wszystko zatopione jest w raczej mrocznej mgle. Najwyraźniej widać to w kawałku Hell Will Burn In Heaven, który zaczyna się od eterycznego zawodzenia i stopniowo przechodzi w transowe akordy. Przypomina to trochę rozpędzającą się lokomotywę. Z kolei w Ordinary Indywidual jest bardziej chwytliwe, wpadające w ucho. Każdy utwór na tej płycie jest “jakiś”, zawiera pewne smaczki - momenty, ciekawe przejścia, ładne rozwiązania melodii - według mnie mogłoby być ich więcej. Należy docenić pewną kwestię, która w muzyce popularnej byłaby zarzutem: subtelny, ginący wokal. Uważam, że dużą sztuką dla wokalisty jest nagrać utwór w którym pozostanie on jakby w tle, równocześnie nie ginąc. Na pierwszym miejscu są tu gitary. To duża sztuka, a w przypadku takiego rodzaju muzyki jest to zaletą. Najbardziej mięsisty kawałek to Way Out- aż chce się pomachać głową na koncercie. Ponieważ wychodzę z założenia, że w muzyce rockowej nie jest możliwy brak inspiracji, odniesień, pozwolę sobie na porównanie, które na początku trudno mi było wyartykułować. Zespół Tool. To duży plus, mieć choć iskierkę podobieństwa z taką kapelą. Kropką nad i jest Black The White, który smakowicie zamyka płytę, podsumowując walkę przeciwieństw.
Podsumowując: Gratuluję spójności tematycznej: okładka, teksty, muzyka - wszystko trzyma się w całości i to smakuje. Czy są jakieś minusy? to kwestia indywidualnych potrzeb, dla mnie zabrakło nieco optymistycznej energii, bo płyta jest raczej refleksyjna, momentami wręcz mroczna, bardzo męska. Ex-Internal nie jest rewolucyjna, ale jest bardzo, bardzo dobra. Wreszcie do Polski dotarł powiew zachodu, w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto promować taką twórczość - szczerze polecam.
1. Smell My Spot Recognition [3:51]
2. Switched Off [3:37]
3. Failure Machines Never Salute [4:10]
4. In Progress [5:25]
5. Hell Will Burn In Heaven [7:25]
6. Ordinary Indywidual [3:45]
7. Absence Of Silence [8:46]
8. Way Out [4:38]
9. Black The White [4:40]
Tagi: Polska, post-rock, psychodelic, shoegaze, stoner rock
Nowa EP’ka Animal Collective
17 grudnia 2009 NEWSY

Fani AC zawsze z niecierpliwością czekają na nowe nagrania, wtedy to bowiem przychodzi pora sądu: będą lepsi niż do tej pory (wszyscy pragną aby tak było, mimo że osiągnięcie doskonałości w przypadku tej kapeli nie jest czymś odległym) czy może rozczarują. Jak do tej pory każda nowa płyta była pozytywnym zaskoczeniem. Tak jest i tym razem. EP’ka nosi tytuł Fall Be Kind i została oceniona przez Pitchfork na na 8.9 w 10 stopniowej skali…
Z niecierpliwością czekamy więc na świeży krążek.
Tagi: experimental, freak folk, indie rock, psychodelic, Stany Zjednoczone
School Of Seven Bells - Iamundernodisguise
8 grudnia 2009 TELEDYSKI
Tagi: dream pop, electronic, experimental, folk, orient, psychodelic, shoegaze
BOWERY ELECTRIC
7 grudnia 2009 ZESPOŁY

Nowojorski zespół założony w 1993 roku przez byłego protegowanego La Monte Young - Lawrence’a Chandlera (wokal, gitara) i Marthę Schwendener (wokal, bas). Do kompletu dobrali perkusistę - Michaela Johngrena i zaczęli grać pierwsze koncerty. Wytwórnia Kranky Records, urzeczona Drop, skontaktowała się z zespołem. Tak doszło do powstania pierwszej płyty długogrającej, pozytywnie przyjętej przez krytyków. Bowery Electric łączy elektryczne brzęczenie gitar, analogowe basy i zawodzący wokal z downtempowym hip-hopowymi beatem. Przy nagrywaniu drugiej, do duetu dołączył perkusista Wayne Magruder. Beat jest wynikiem ich zwiększonych inspiracji hip-hopem i elektroniką. Zmodyfikowali swoje podejście do komponowania i nagrywania, opuszczając tradycyjne rockowe techniki na rzecz tworzenia piosenek z sampli i sekwencjonowania, wciąż jednak używali instrumentów analogowych - i sterty podniszczonych winyli - jako źródeł dźwięku, manipulując nimi poprzez połączenie analogowych i cyfrowych technologii i przetwarzania sygnału. Od nagrania Lushfile zespół nie wydał już żadnego krążka. Lawrence występował z Experimental Audio Research i produkował remiksy dla zespołów takich jak: Calla, Mercova i Tristeza, Martha natomiast wydała album Sola. Bowery Electric to jedna z pierwszych amerykańskich grup występujących z laptopem, mikserem estradowym i samplerem razem z gitarą, basem i perkusją. Ich utwory pojawiły się między innymi na: The new atlantis, Deepwater black - Inclonation vol. one, Chillout basscapes 2 czy Dark city nights vol. 1.
“Wirujące, hipnotyczne beaty wraz z oszałamiającym szeregiem sampli, sekwencji i najpiękniejszego gitarowego noise’u odkąd Kevin Shields ostatni raz włączył swego Fendera Jazzmastera.” (uk.real.com)
Dyskografia:
EP:
Drop (1994)
LP:
Bowery Electric (1995)
Beat (1996)
Vertigo (1997)
Lushlife (2000)
Bowery Electric - Fear of flying
Tagi: ambient, downtempo, elektronica, experimental, post-rock, psychodelic, rock awangardowy, shoegaze, space rock, Stany Zjednoczone, trip hop
MANESCAPE - wywiad dla shoegaze.pl
6 września 2009 NEWSY, WYWIADY, ZESPOŁY

Shoegaze.pl: Jesteście określani jako zespół shoegaze’owy, czy zgadzacie się z tą opinią?
Manescape: I tak i nie. Jeśli shogaze to granie muzyki wpatrując się w buty, to zdecydowanie nie jesteśmy shogaze’owym zespołem. Moim zdaniem w tym terminie zawiera się coś więcej. To pewnego rodzaju wspólny mianownik muzyki tworzonej przez zespoły, dla których charakterystycznym jest operowanie brzmieniem jako ścianą dźwięku. Ale to również ładunek emocjonalny zawierający się w tej muzyce. Samo gapienie się na swoje obuwie i kręceni gałkami nie ma wiele z tym wspólnego. Łączy się to raczej z pewnym skupieniem czy „wejściem” w stan porównywalny do transu, gdzie na scenie prezentuje się inną stronę samych siebie.
Shoegaze.pl: Gdybyście mieli możliwość wybrania festiwalu na którym moglibyście zagrać, to wasz wybór padłby na….? i dlaczego akurat ten?
Manescape: Reading, Leeds czy Glastonbury – to w Europie. Jeśli chodzi o Polskę to na pewno OFF i Opener – tam jest szansa by pokazać się szerszej publiczności. Ale tak naprawdę zależy nam by grać jak najwięcej koncertów. I to wszędzie, gdzie znajdą się odbiorcy takiej muzyki. Już za miesiąc ruszamy z dość mocną trasą. Zaczynamy pod koniec września od Fląder Pop Festival, a później gramy niemal po całej Polsce. Chcemy dotrzeć do wielu tych, którzy nas jeszcze nie słyszeli. Na festiwale przyjdzie czas – mamy nadzieję, że już w przyszłym roku uda nam się zaprezentować na tych najmocniejszych scenach.
Shoegaze.pl: Co inspiruje waszą twórczość?
Manescape: Hm.. to chyba nie do końca jasne. Główną siłą sprawczą jest pewnie ten wewnętrzny stan rozedrgania, który każdy człowiek przeżywa częściej lub rzadziej. Myślę, że muzycy jak i chyba wszyscy artyści przeżywają pewne rzeczy bardziej dogłębnie i intensywniej. Wywołuje to pewne reakcje zwrotne w postaci energii czy pasji twórczej. I tak powstają pewne twory. W naszym przypadku muzyczne.
Inspiracją jest samo życie. Może to być krótka rozmowa z kimś bliskim czy też niespodziewane zderzenie z nieznajomym. Krótki obraz w telewizji, fragment audycji w radio, sen, z którego budzisz się spocony albo po prostu nieograniczony napływ różnorakich myśli. Zaczynasz to trawić i wyłaniają się różne spostrzeżenia, których wcześniej nie było. Pod ich wpływem wyłaniają się dźwięki, powstają zarysy kompozycji. Ale i tak większość pracy odbywa się w sali prób, gdzie konfrontuje się te szkice z zespołem. Tam już działa chemia wewnętrzna. Czasem jest mowa o utworze, a czasem godzinami nie słychać nic poza dźwiękami, jakby to była jedyna forma komunikacji.

Shoegaze.pl: Czy są jakieś kapele z kanonu shoegaze, które szczególnie was ukształtowały?
Manescape: Raczej nie. Mamy bardzo szerokie korzenie muzyczne. Na pewno wszyscy lubimy My Bloody Valentine czy The Jesus And Mary Chain. Jednak to nie jest tak, ze chcemy się na kimś wzorować. I nie jest tak, że na silę próbujemy być super oryginalni. Kształt naszej muzyki wynika ze zbyt wielu wzorców i doświadczeń muzycznych i nie tylko. Myślę, że to mocno słychać w tym co gramy. Brak tam naśladownictwa. Mam nadzieję, ze nasz debiutancki album ukaże to w pełni.
Shoegaze.pl: Na jesieni ruszacie w trasę koncertową, jakie macie oczekiwania względem niej?
Manescape: W warunkach panujących dzisiaj w naszym kraju, mieć oczekiwania jest niebezpieczne. Można szybko stracić wiarę w sens swoich poczynań. Tak więc oczekiwania mamy dość skromne – chcemy, by jak największa liczba osób miała okazję usłyszeć nas na żywo, poznać naszą muzykę. To pierwszy krok. O krok dalej chce pójść nasz Manager – chce przekonać ludzi, ze kupowanie muzyki przez odbiorców jest wyrazem uznania dokonań artysty. Mówimy mu, że jest naiwny jeśli wydaje mu się, że w kilka osób chce zmienić mentalność polskich słuchaczy, ale on się tylko głupio uśmiecha i mówi, że trzeba w nich uwierzyć. Wiesz – zaczynamy się zastanawiać czy czasem nie ześwirował… (śmiech).
Shoegaze.pl: Są w Polsce zespoły, które odniosły sukces komercyjny. Czy Manescape ma takie aspiracje?
Manescape: (śmiech)! Nie gramy muzyki w stylu gwiazd polskiej rozrywki. To całkiem inny świat muzyczny. Trudno sobie wyobrazić, że z tego typu graniem w Polsce osiągnąć można sukces finansowy. Nie jesteśmy jednak pesymistami. Jak każdy artysta, chcielibyśmy dojść do takiej sytuacji, gdzie możemy się skupić na tworzeniu muzyki, nie martwiąc się o byt, ale myślę, że do tego nam bardzo daleko. Nie zmienia to jednak faktu, że robimy swoje. To od odbiorców zależy co z tym będzie. Jak już mówiłem, nasz manager ma dość zaskakującą wiarę w ludzi i powoli zaczyna nas tym zarażać, więc wszystko się może zdarzyć…
Shoegaze.pl: Czy prace nad nową płytą zostały zakończone?
Manescape: Właśnie w tym tygodniu zakończyliśmy ostatni etap miksowania materiału na płytę. Nie szło nam tak gładko, bo jesteśmy dość krytyczni odnośnie swojej twórczości. Teraz pozostał mastering i etap produkcyjny. Premiera planowana jest na listopad, czyli za dwa miesiące będzie można ocenić naszą pracę. Płyta będzie dostępna już wcześniej na koncertach podczas trasy, na które zapraszamy.
Strona zespołu: http://www.myspace.com/manescape
Na pytania odpowiadał Daniel Paluszek - wokalista Manescape
Wypytywała - Gabriela Szymaszkiewicz
Tagi: alternative, Polska, psychodelic, shoegaze
MANESCAPE
8 sierpnia 2009 KONCERTY, ZESPOŁY


Zespół MANESCAPE powstał w wyniku koniunkcji nietypowych osobowości w roku 2006 w Głogowie, na południowym zachodzie Polski. Wcześniej znany pod nazwą LUSZ, a jeszcze wcześniej jako Retropolis. Początkowo powstawały nastrojowe piosenki opowiadające o mocnych odczuciach, obrazujące nas pędzących przez życie. Jednak po zderzeniu z pierwotną bezkompromisowością bassman’a, minimalizm i czyste dźwięki oblepione zostały brudem gitar i zaczęło się krystalizować brzmienie łączące rytmiczne, niemal transowe granie z energetycznym brzmieniem gitar, wywołując tym samym atmosferę ocierającą się o psychodeliczne wycieczki rodem z lat ‘70ych.
Rdzeniem MANESCAPE jest mocna sekcja rytmiczna, gdzie silne, często nowatorskie bębny i solidny bas przeplatają się z gardłową i zaskakującą gitarą i rozmarzonymi, ascetycznymi i nierzadko mistycznymi wokalizami. Wokalista nie ugiął się presji środowiska i nie zarzucił swej egzystencjalnej maniery wokalu, która nabiera właśnie tak silnego charakteru w nowym wydaniu. Niespodziewanie również rozwinął Daniel swój własny styl gry na gitarze, który doskonale się sprawdza w tym zestawieniu przywołując na myśl skojarzenia z magikami noise’owego neo-psychodelicznego klimatu rodem z San Francisco /Los Angeles. Perkusista to rasa sama w sobie. Potężne brzmienie i mocne uderzenie, nieustające poszukiwanie właściwych rozwiązań i to ‘coś’ trzymające całość w ryzach i wyciskające płyny ustrojowe nie tylko z uszu! Owy “bezkompromisowy basista” dodał do pozostałej dwójki dojrzałe spojrzenie, osadzony rdzeń i energię prosto z trzewi.
Mówi się o nich jak o „nowym odkryciu polskiej sceny alternatywnej” czy „zespole o zniewalającym brzmieniu”. Program 3 Polskiego Radia uznał ich za „nadzieję” i umieścił na jednej ze swoich najważniejszych kompilacji „Minimax.pl”. Mimo stosunkowo krótkiego stażu zdążyli już sporo namieszać. Zarejestrowane w 2007 roku demo „D-Tape” przyniosło grupie pierwszych fanów, a nagrana i wydana własnym sumptem płyta krótko-grająca „In Progress EP” wywarła bardzo mocne wrażenie na wciąż powiększającej się grupie miłośników muzyki zespołu. Jednak przede wszystkim przysporzyła ta publikacja tak ważnych zwolenników wśród dziennikarzy rozgłośni radiowych i muzycznych portali internetowych na terenie całej Polski. Potwierdzeniem rosnącego powodzenia grupy są sukcesy na licznych festiwalach, gdzie zajmuje czołowe miejsca, ciesząc się uznaniem zarówno widowni jak i jurorów. Zwiększająca się frekwencja na koncertach oraz uznanie wśród fanów muzyki alternatywnej zaowocowało pierwszą krótką trasą „POWERED by MANESCAPE 2008 Tour”, na której reakcje i opinie
fanów jak i sprzedaż jedynej publikacji zespołu przerosła najśmielsze oczekiwania zespołu. Obecnie Manescape kończy przygotowania utworów na pierwszą pełnowymiarową płytę, której nagranie planowane jest na lato 2009.
Obecny skład to jest to, do czego dążyli…
Daniel Paluszek - guitar, vocals
Piotr Lubiak – bass, back vocals
Tomasz Piechowiak – drums
Tagi: indie, Polska, psychodelic, shoegaze, stoner rock