Local Natives - Gorilla Manor (2010)
16 lutego 2010 RECENZJE

Południowa Kalifornia, gubernator-terminator, a tam z nimi tubylcy Local Natives. Bardzo rzadko zdarza mi się słuchać płyty po raz pierwszy i już wtedy wiedzieć, że mi się podoba. Niebezpiecznym jest to, że krążek zahacza o pop, wywołuje to u mnie lekkie drżenie powieki, ale staram się opanować. Granica między komercją a wysublimowanym smakiem jest wbrew pozorom chwiejna. Odczuwam satysfakcję z powodu popularności Arctic Monkeys, lub tego, że na Vivie ujrzałam teledysk Editors. Nie przeszkadza mi popularność jakiejś kapeli do momentu, gdy sami nie zaczynają się tą popularnością dławić. Zmierzam do tego, że w przypadku Local Natives mogłoby się tak stać (módlmy się do bóstw wszelakich aby tak nie było). Wracając do Gorilla Manor: nie można jej odmówić melodyjności i pozytywnej mocy. Nieco androgeniczny wokal jest bardzo kojący i bardzo świadomie używany. Czasem potrzebujemy zasiąść na kanapie, włączyć coś lekkiego - jeśli tak właśnie chcemy spędzić czas to włączamy Rezydencję Goryla i w drogę. Na tej płycie nie ma słabego numeru. Jest melodyjnie, wpadająco w ucho. Minus dla kawałka Ariplanes, bo brzmi jak zerżnięty z Arcade Fire, no ale co zrobić - rockowy tygiel
Dla mnie 10/10
1. Wide Eyes [4:26]
2. Airplanes [3:58]
3. Sun Hands [4:51]
4. World News [4:31]
5. Shape Shifter [5:30]
6. Camera Talk [3:45]
7. Cards & Quarters [4:00]
8. Warning Sign [4:12]
9. Who Knows Who Cares [3:53]
10. Cubism Dream [4:00]
11. Stranger Things [5:46]
12. Sticky Thread [3:48]
Tagi: indie, jungle, rock, Stany Zjednoczone
Yeah Yeah Yeahs - Heads Will Roll
27 stycznia 2010 TELEDYSKI
Tagi: alternative, female vocalists, indie, rock
Japandroids - Amplituda temperatur (26.01.2010 Klub Re)
27 stycznia 2010 KONCERTY

Na zewnątrz -26 stopni, w środku >36.6 stopnia. Po sześciu godzinach dziewiczego pobytu w Polsce, Kanadyjczycy z Japandroids zagrali koncert w sercu Krakowa. Mimo powalającego mrozu, publiczność dopisała i zapełniła szczelnie niewielką salkę koncertową w Klubie Re. Na scenie zetknęły się dwie osobowości: charyzmatyczny, wszechobecny Brian, który “szył” na swojej gitarze jak opętany, oraz nieco bardziej spokojny David. Chłopcy zagrali utwory z Post-Nothing, ale nie zabrakło też nowych kawałków. Jeden z nich, jak zapewnił Brian grają tylko w Europie - swoją drogą ciekawe czy to prawda.
Po przesłuchaniu płyty Japandroids nie spodziewałam się, aż tak ciężkich brzmień. Momentami rzężenie gitar przypominało heavy metalową kapelę. Jeśli chodzi o technikę gry to jestem pod dużym wrażeniem; dwuosobowy zespół zagrał za 4, 5 muzyków - wielkie brawa. Mam wrażenie, że były pewne problemy z nagłośnieniem - pierwszy kawałek, wykrzyczany przez Briana, bardziej drażnił niż intrygował. Później było lepiej. Chłopcy zmieniali się na wokalu. Tuż pod sceną ludzie szaleli w pogo. Mimo sprzyjających okoliczności, Japandroids nie nawiązali hiper intymnego stosunku z publicznością. Czegoś zabrakło, mimo że momentami wyczuwało się sprzężenie zwrotne między sceną a widownią. Może to zmęczenie trasą, a może zwyczajnie gorszy dzień…
Miłe akcenty: Brian dzieli się dwiema butelkami wody Kropla Beskidu z publicznością ![]()
Dave stwierdza, że publiczność jest “really awesome”
Mniej miłe akcenty: cena biletu - 30 zł za godzinny koncert wydaje się być nieco na wyrost, myślę że zapowiadana cena 20 zł. byłaby bardziej adekwatna. Niestety wszystko trwało raptem godzinę i pozostał pewien niedosyt.
Podsumowując: fajny koncert, chociaż bywałam na lepszych.
Black Rebel Motorcycle Club wracają do Polski
20 grudnia 2009 NEWSY
Black Rebel Motorcycle Club jednak wracają do Polski. Wczoraj (18 grudnia) opublikowali biuletyn na swoim profilu myspace, w którym ogłosili nowe daty europejskiej trasy koncertowej. Szczęśliwie dla nas, obok duńskiego Aarhus i czeskiej Pragi, znalazła się tam również Warszawa. BRMC mają zagrać 23 maja w klubie Stodola, a sprzedaż biletów ma ruszyć (teoretycznie!) już 21 grudnia. Na razie jednak ich cena jest nieznana.
Tagi: alternative, garage, neo-psychedelic, rock, USA
Anneke van Giersbergen & Agua De Annique – In Your Room (2009)
16 grudnia 2009 RECENZJE

Tej pani coś się chyba pomyliło. W przeciągu 2009 roku to trzeci krążek sygnowany jej nazwiskiem. Kolejny zupełnie nikomu niepotrzebny. Nie ma tutaj nic wciągającego. Kompozycje są mizerne i mdłe. Podczas słuchania tych kiepskich pioseneczek, kilka z nich, przywodzi mi nawet na myśl projekt Blackmore’s Night, co do końca nie jest jednak prawidłowe ale nic na to nie poradzę, że w pewnym (złym) sensie taki wydźwięk one mają. Nie znajdziemy w tej muzyce nic czym tak bardzo przekonywał kiedyś The Gathering. Na In Your Room wysłuchać można tylko najzwyklejsze rockowe patenty + mnóstwo smęcenia i zastanawia mnie po co wydaje się 3 przeciętne płyty jednego roku zamiast popracować nad czymś do czego słuchacz będzie chciał wracać. Mamy teraz słaby The Gathering i nudną jak flaki z olejem Anneke. Kiepsko to wygląda… I nawet najciekawsza piosenka Adore, która ma w sobie pewną zaciętość, mimo, iż umieszczona na sam koniec, nie jest w stanie podnieść tego krążka ani zmienić mojego zdania. Mówię zdecydowane „nie” takim nagraniom, ponieważ wiem jaki potencjał drzemie w tej Holenderce. Teraz jest tylko przeciętność, na którą zdecydowanie szkoda czasu…
a jak stwierdziła niegdyś śpiewaczka operowa Maria Callas: “Przeciętność w sztuce jest nie do wybaczenia”.
3,5/10
1. Pearly [3:32]
2. Hey Okey! [2:34]
3. I Want [3:14]
4. Wonder [3:06]
5. The World [3:52]
6. Sunny Side Up [2:46]
7. Physical [3:47]
8. Home Again [4:37]
9. Wide Open [3:15]
10. Longest Day [4:11]
11. Just Fine [3:27]
12. Adore [3:57]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: female vocalists, Holandia, rock
Anneke van Giersbergen with Agua De Annique - Pure Air (2009); Anneke van Giersbergen & Danny Cavanagh - In Parallel (2009)
20 października 2009 RECENZJE

Była wokalistka zespołu The Gathering - Anneke van Giersbergen, tym razem nagrała wraz z zaproszonymi gośćmi akustyczny album z coverami bądź przedstawiła nowe wersje utworów pochodzących z płyty jej ostatniego projektu Agua De Anniqe. Razem z Anneke zaśpiewali na płycie między innymi Danny Cavanagh z Anathemy, Arjen Lucassen z Ayreon czy John Wetton najbardziej znany z legendarnego King Crimson. Usłyszeć możemy również Ironic Allanis Morissette jak i znaną wszystkim piosenkę Damiena Rice’a z filmu Closer pod tytułem The Blower’s Daughter. To bardzo słaby zbiór piosenek i nieciekawe, proste wykonania. Chociaż lubię akustyczne aranżacje to w tym przypadku zupełnie nie rozumiem dla kogo jest to wydawnictwo.
3/10
1. The Blower’s Daughter [4:33]
2. Beautiful One [5:55]
3. Wild Flowers [4:19]
4. Day After Yesterday [3:43]
5. Come Wander With Me [3:34]
6. Valley Of The Queens [2:40]
7. To Catch A Thief [5:46]
8. Ironic [3:54]
9. What’s The Reason? [3:31]
10. Yalin [3:40]
11. Somewhere [4:09]
12. Witnesses [1:51]
13. The Power Of Love [4:44]

Mija zaledwie ponad pół roku i dobiega kolejna wieść związana z Anneke. Wiadomość, która z miejsca zamieniła się w obawy – po co? Komu potrzebne kolejne akustyczne wzmagania tej pani, tym razem koncertowe. W tym przypadku do całego przedsięwzięcia zaproszony został tylko jeden niezwykły gość - Danny Cavanagh. Występ przebiega pod dyktando utworów Danny’ego, znanych z płyt Anathemy i piosenek z wcześniejszych dokonań, na których śpiewała Anneke + Teardrop Massive Attack i Jolene Dolly Parton. Wspomniany Teardrop, umieszczony na początku zawiesza poprzeczkę dość wysoko, świetna aranżacja potęguje doznanie. Dalej natomiast większe wrażenie robią piosenki Danny’ego niż Anneke zwłaszcza, że w większości znamy je z płyty Pure Air w bardzo podobnych wersjach. Można się także przyczepić do tego, że wszystkie piosenki napisane przez członka Anathemy, umieszczone na In Parallel, znalazły się wcześniej na płycie Hindsight w specjalnie przaranżowanych, akustycznych, również podobnych wersjach. Jednak to one wiodą tu prym. Anneke natomiast najlepiej wypada na You Learn About It, jedynym zamieszczonym tutaj utworze zespołu The Gathering co prowadzi do smutnej puenty - niepotrzebnie z niego zrezygnowała… Tylko dwie osoby na scenie, między którymi przyjemnie iskrzy zwłaszcza w momentach kiedy razem śpiewają. Tym bardziej szkoda, że takowych jest niewiele. Płyta szczególnie dla fanów Anneke i Anathemy.
5/10
1. Teardrop [5:00]
2. You Learn About It [3:54]
3. Temporary Peace [4:26]
4. Yalin [3:16]
5. Songbird [3:23]
6. Big Love [3:08]
7. The Blower’s Daughter [4:35]
8. One Last Goodbye [5:48]
9. Are You There? [4:29]
10. Day After Yesterday [3:56]
11. A Natural Disaster [4:37]
12. Trail Of Grief [3:54]
13. Flying [6:12]
14. Jolene [3:46]
———-
Lucjan Lucimiński
Editors - In This Light And On This Evening (2009)
10 października 2009 RECENZJE

Najnowszy album Editors wciąga jak czarna dziura. Przeskakuję z kawałka na kawałek i za każdym razem jestem zaskoczona. Jeszcze nie “nauczyłam się” tej płyty, a już czuję z nią jakąś więź…
Zacznijmy od wokalu - moim czysto subiektywnym zdaniem, barwa głosu Thomasa Smith’a przypomina mi nieco Dave’a Gahana. Maniera śpiewu nawiązuje do stylistyki nowofalowej. Idźmy dalej. Tytuł sugeruje, że na płycie scierają się ze sobą skrajności: światło i zmrok - to słychać. Kompozycje przeplatają się; od chwytliwych, wręcz przebojowych melodii pokroju Papillon do nostalgicznych i niepokojących jak np. The Big Exit. Podoba mi się to połączenie - kawałki nie są przewidywalne, nastroje mieszają się jak w kalejdoskopie. W sposobie przekazu wyczuwa się pewną teatralność, rzeźbienie formy; nie jest to “szczere śpiewanie prosto z mostu” - kolejny plus. Ta płyta nie uspokaja, nie koi. Jest manifestem i donośnym przemówieniem ze zmienną intonacją.. wyobraźmy sobie oratora stojącego przed tłumem, który przez blisko 30 minut nie daje oderwać od siebie oczu i wyłączyć się słuchaczom.
Całość kompozycji jest zdecydowanie w klimacie nowofalowym, jest wariacją na temat klasyki - to wszystko niby już było, a jednak jest w tym pewna świeżość. Płyta smakowita, trochę cierpka, ale finezyjna. Momentami nieco popowa, przypominająca lata 80 przez partie syntezatora, mocno elektroniczna. Często powtarza się, że Editors grają podobnie do Joy Division - faktycznie, coś w tym jest jednak nie umniejsza to kunsztu zespołu.
Szczerze polecam!
1. In This Light And On This Evening [4:20]
2. Bricks And Mortar [6:20]
3. Papillon [5:24]
4. You Don’t Know Love [4:38]
5. The Big Exit [4:44]
6. The Boxer [4:40]
7. Like Treasure [4:51]
8. Eat Raw Meat = Blood Drool [4:53]
9. Walk The Fleet Road [3:47]
Tagi: alternative, indie, rock, Wielka Brytania
Editors - In This Light And On This Evening (2009)
5 października 2009 RECENZJE

Tym, którzy śledzą losy i wiedzą co w trawie piszczy na pewno obiło się o uszy, że nowe nagrania zespołu Editors będą wyglądały nieco inaczej. Rzecz ma się podobnie do tego co zrobili na swoim ostatnim albumie pod tytułem Intimacy chłopaki z Bloc Party. Mimo podobieństwa dodania elektronicznych brzmień na swoich trzecich płytach przez obydwa wymienione wyżej zespoły podejście do tej kwestii jest jednak inne. W przypadku Bloc Party dodanie elektroniki można porównać do słów Liwiusza, który stwierdził, że “obfitość budzi przesyt”. Natomiast w przypadku Editorsów wygląda to dużo lepiej. Elektronika, w dużej mierze nastawiona na klawisze, na albumie In This Light And On This Evening potraktowana została jako dodatek a nie motyw przewodni. “Naszym celem było zrobienie czegoś, czego nie robiliśmy nigdy wcześniej” – takie właśnie podejście mieli muzycy podczas nagrywania nowego materiału.
Mnie ogólnie cieszą wszelkie zmiany lecz czy przyniosły one pozytywne skutki akurat w tym przypadku też? Pewnie znajdzie się tyle samo zwolenników co przeciwników. Osobiście jestem za sprawnym eksperymentowaniem niż nagrywaniem ciągle takich samych płyt. Nie ma przecież nic odkrywczego w tym, że dwa pierwsze albumy The Back Room oraz An End Has A Start są do siebie bardzo podobne. Jest też pewien fakt, który irytuje mnie w tych płytach. Mam problem z wysłuchaniem ich do końca chociaż poszczególne piosenki podobają mi się nawet bardzo. Od zawsze wolałem krótsze formy i może należałoby powyrzucać po jednym numerze z tych płyt, a wtedy słuchałoby się ich dużo przyjemniej? Wolę mieć niedosyt niż być rozdrażnionym po odsłuchu bądź co gorsze wyłączyć płytę, zanim dobiegnie do końca.
W przypadku nowej muzyki dostrzegam pewną przewrotność. Wydaje mi się, że całości słucha się lepiej, pomimo słabszych jednostek. Należałoby stwierdzić, że zasługą w tej kwestii jest właśnie ta nienarzucająca się elektronika. Jest inaczej, to pewne, chociaż rewolucji większej w stylistyce muzyki zespołu Editors nie odnajdziemy. Jeżeli chodzi o poszczególne piosenki, tak jak już wspominałem, jest nawet słabiej, mniej tutaj “przebojów”. Jednak wiem, że wolę taki album niż trzeci, prawie identyczny.
Możemy sobie czekać na kolejny OK Computer i to dobra cecha, ponieważ “temu, kto nie wie do jakiego portu zmierza, nie sprzyja żaden wiatr”. Mam jednak wrażenie, że już nigdy się tej chwili nie doczekamy. Żyjemy w trochę innym świecie, jesteśmy innymi słuchaczami i podejście do muzyki też się zmieniło. Nie zmieniło się natomiast to, że ciągle się oszukujemy i pomimo wszystko czekamy dalej…
5/10
dopisek z dnia 26, 11, ‘09 - tuż przed koncertem zespołu stwierdziłem, że się znacznie pomyliłem co do oceny tego albumu i zmieniam notę: 8/10
i jeszcze tylko dodam, że moimi ulubionymi piosenkami z tej płyty zostały The Boxer, Bricks And Mortar, tytułowy In This Light And On This Evening (…) wszystkie nagrania trzymają dobry poziom… to na pewno moja ulubiona płyta tego zespołu.
1. In This Light And On This Evening [4:20]
2. Bricks And Mortar [6:20]
3. Papillon [5:24]
4. You Don’t Know Love [4:38]
5. The Big Exit [4:44]
6. The Boxer [4:40]
7. Like Treasure [4:51]
8. Eat Raw Meat = Blood Drool [4:53]
9. Walk The Fleet Road [3:47]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: alternative, indie, rock
The Gathering - The West Pole (2009)
17 września 2009 RECENZJE, ZESPOŁY

Mały rozrachunek przy nagraniu ostatniej płyty The West Pole oraz zmianie wokalistki należy się Holendrom z The Gathering. Pierwszy raz usłyszałem muzykę tego zespołu ponad 10 lat temu za sprawą albumu Mandylion a utwór Strange Machines na długo wkradł się we mnie. Płyta ta nagrana w 1995 była dla mnie wielkim odkryciem i nieco cięższą przygodą niż dotychczas a tytułowy utwór jak wisienka na torcie dodawała jej niezwykłości. Później The Gathering ustąpił innym pola na mej drodze muzycznej edukacji. Powrócił za sprawą maxi płyty pod tytułem Black Light District, na której tytułowy (ponownie), bardzo rozbudowany utwór wgniótł mnie i zmienił trochę tok myślenia i obraz samego zespołu. Jest to spokojniejsza muzyka, zmierzająca już w tym momencie nieco w stronę trip-rockowej myśli lecz zachowująca ciągle klimat starszych dokonań. Wydawało mi się wtedy, że zespół znalazł to do czego dążył, że uspokojenie przyszło wraz z czasem i doświadczeniem. Okazało się, że mój tok myślenia był całkiem trafny patrząc na to co przedstawili już rok później przy okazji wydania przepięknego albumu Souvenirs. Pamiątki były jeszcze bardziej trip ale tym razem już hopowe a ja wsiąkłem doszczętnie, wręcz przepadłem słuchając tej płyty na zmianę z koncertem zespołu Portishead nagranym w Nowym Yorku. Porównać można muzykę wymienionych zespołów również w kwestii emocji mimo tego, że to mimo wszystko jednak inna muzyka przecież jest. Wtedy nastąpiło dla mnie apogeum jeżeli chodzi o The Gathering. Słuchałem wszystkiego, pożerałem lecz już przed Mandylion czyli do płyt Almost A Dance oraz Always nie pamiętam bym kiedykolwiek dotarł. Poza tym to nagrania bez wokalistki Anneke van Giersbergen, która była jak się okazało wraz z dołączeniem do zespołu strzałem w dziesiątkę i jakby nie było motywem przewodnim i rozpoznawalnym w muzyce The Gathering. Jak się okazało już How To Measure A Planet wkroczyło w łagodniejsze klimaty, nieco rozmarzone i wymagające większego skupienia. Na tej płycie ostrość współgra ze spokojem tak, że ogół wypada świetnie a rozmazany i piękny The Big Sleep umieszczony przed rytmicznym Marooned rewelacyjnie wpisuje się w ten schemat. Trzeba jeszcze dodać, że znajduje się tutaj wspaniały Travel ale i zajmujący prawie pół godzinny tytułowy! How To Measure A Planet, w którym cała piątka pokazuje już to o czym myślałem przy Black Light District. Następnie zespół wydał na krążku pół akustyczny koncert Sleepy Buildings, na którym nie znalazł się żaden utwór z Souvenirs. Nieco zmienione wersje zabrzmiały cudownie i nie mogłem się oderwać od nich. Później został wydany na dvd zapis koncertu promującego Pamiątki. Zespół przedstawił podczas tego występu właśnie swoje spokojniejsze oblicze dodając do tego fantastyczne wizualizacje. Na kolejnej studyjnej płycie Home wcześniej wyznaczony kierunek został kontynuowany dalej, co bardzo mi odpowiadało. To chyba najspokojniejsza „rzecz” The Gathering. Na początku Home wydawało mi się za długie, trochę zbyt rozwlekłe. Można by było kilka utworów wyrzucić trzynaście to za dużo. Tylko które? Problem jest lada wyzwaniem. Ja skróciłbym album o A Noise Severe, The Quiet One oraz rozwlekłe i męczące Home. Może kiedy całość byłaby krótsza miałaby silniejszy przekaz i wymiar? Najjaśniejszymi punktami wydają się być Walking Hour, Your Troubles Are Over i następny w kolejności cudownie przestrzenny Box i to one nadają wyrazu tej płycie.
Kolejnymi dochodzącymi do nas informacjami było odejście Anneke z zespołu i zajęcie się przez nią swoim solowym projektem Aqua the Annique. Jej płyta Air wydana pod tym pseudonimem ujrzała światło dzienne już w 2007 roku. Natomiast po trzech latach od ukazania się Home pojawiła się wyczekiwana z obawą po odejściu Anneke kolejna płyta The Gathering nagrana z nową wokalistką. Na The West Pole zaśpiewała Silje Wergeland występująca wcześniej w zespole Octavia Sperati. Obawy były słuszne lecz nie koniecznie co do nowego głosu a co do tego w jaką stronę będzie zmierzała nowa muzyka z nową wokalistką. Słuchając, wiadomo, że dźwięki te grają muzycy zespołu, który dobrze już znałem. Jednak trochę zmieniła się stylistyka. Niektóre kompozycje są najradośniejszymi w całej karierze grupy. Słychać dużo więcej przesterowanych gitar niż dotychczas oraz dream-popowe zagrywki czym mnie jednak zaskoczyli. Silje śpiewa w podobny sposób do Anneke jednak przy całości trochę irytuje i mam wrażenie, że ciekawiej wypadła zaproszona do swojej interpretacji utworu Capital Of Nowhere Anne van den Hoogen. Mimo tego, że brakuje mi Gatheringowego trip-hopu stylistyka płyty nie przeszkadza. Uważam natomiast, że całość jest lekko drażniąca i ciężko przez nią przebrnąć a niektóre momenty są wręcz nudne. Takie piosenki jak When Trust Becomes Sound, No Bird Call, najlepszy kąsek na płycie No One Smoke czy zamykający ją A Constant Run są tu rodzynkami ale nie są w stanie udźwignąć całości. Jest lekki zawód albowiem przy wcześniejszych dokonaniach grupy The West Pole wypada słabiej. Poprzewracało się tutaj coś i nie chodzi mi tu o odwrócone zdjęcie na okładce, która bardzo mi się podoba. Spodziewałem się po The Gathering silniejszych przeżyć i boję się, że Souvenirs jest arcydziełem, którego zespół ten już nigdy nawet nie doścignie. W tym momencie jest daleki ku temu.
5/10
1. When Trust Becomes Sound [3:53]
2. Treasure [4:06]
3. All You Are [4:34]
4. The West Pole [6:35]
5. No Bird Call [5:38]
6. Capital Of Nowhere [6:35]
7. You Promised Me A Symphony [2:54]
8. Pale Traces [7:46]
9. No One Spoke [4:32]
10. A Constant Run [7:44]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: alternative, dutch, female vocalists, rock
CATHERINE WHEEL
10 sierpnia 2009 ZESPOŁY
Catherine Wheel to angielski zespół utworzony w 1990 roku w Great Yarmouth. Grupa składała się z wokalisty/gitarzysty Roba Dickinsona (kuzyna Bruce’a Dickinsona - frontmana Iron Maiden), gitarzysty Briana Futtera, basisty Dave’a Hawesa oraz perkusisty Neila Simsa. Hawes grał wcześniej w silnie zainspirowanym Joy Division zespole Eternal. Nazwa zespołu pochodzi od nazwy sztucznych ognii, którą natomiast wzięto od nazwy średniowiecznego narzędzia tortur. Zespół był zaliczany często przez krytyków do sceny shoegaze.
Zespół (wtedy jeszcze bez kontraktu płytowego) wystąpił w programie Johna Peela na początku 1991 roku; dwie 12-calowe EP-ki zostały wydane przez wytwórnie Norwich. W końcu podpisali kontrakt z dużą wytwórnią Fontana Records. Debiutancki album grupy - Ferment z 1992 roku zrobił duże wrażenie na prasie muzycznej i zawierał chyba największy hit zespołu ,,Black Metallic”.
W 1993 roku wydano drugi album ,,Chrome” wyprodukowany przez Gila Nortona. Na tej płycie zespoł zaczął oddalać się od wcześniejszej stylistyki shoegaze.
Płyta ,,Happy Days” z 1995 roku kontynuowała inspiracje hardrockowe, odnosząc większy sukces w Stanach Zjednoczonych niż zasłuchanej wtedy w britpopie Wielkiej Brytanii.
Kolekcja piosenek ze stron B singli oraz odrzuconych z sesji pt. ,,Like Cats and Dogs”, wydano następnego roku. W 1997 roku wydano płytę ,,Adam and Eve”, na której słychać bardziej eksperymentujące oblicze zespołu.
W 2000 roku zespół ze zmienioną nazwą (The Catherine Wheel) wydał w nowej wytwórni płytę ,,Wishville”. Po mieszanych opiniach recenzentów, kłopotach wytwórni i średnich wynikach sprzedaży, zespół rozpadł się.
Tagi: alternative, indie rock, rock, shoegaze, Wielka Brytania
SILVERSUN PICKUPS
7 sierpnia 2009 ZESPOŁY
Silversun Pickups (w skrócie SSPU) jest amerykańskim zespołem grającym indie rock/shoegaze.
Zespół składa się z Briana Auberta (wokal/gitara), Nikki Monninger (wokal/bass), Christopher Guanlao’a (perkusja), oraz Joe Lestera (keyboard). Członkowie zespołu są przyjaciółmi, którzy od dawna ze sobą grali. Zespół grał w rożnych ważnych klubach w Los Angeles i po wydaniu swojego EP „Pikul” zaczął przybierać na popularności. Zespół gra porównywalnie do The Smashing Pumpkins.
Tagi: alternative, indie, indie rock, rock, shoegaze, Stany Zjednoczone
SWERVEDRIVER
19 lipca 2009 ZESPOŁY
Swervedriver to brytyjski gitarowy zespół istniejący w latach 90., często łączony z gatunkiem nazywanym „shoegazing”, jakkolwiek ich cięższy rock’n’rollwy styl łączył ich z amerykańską muzyką grunge. Można nawet spotkać się ze stwierdzeniem, że był brytyjską odpowiedzią na ten nurt.
Poza etykietkami, zespół łączył rzężące gitary z eksperymentami często wchodzącymi w psychodelię, skrzyżowanymi z mistycznymi tekstami chwalącymi nihilizm sportowych samochodów, wyścigów i autostrad.
Swervedriver ominął jakikolwiek spadek koniunktury na muzykę jaką wykonywali, są często wymieniani, zarówno przez fanów jak i krytyków, jako najbardziej niedoceniany zespół lat 90.
Dyskografia:
* Raise (1991)
* Mezcal Head (1993)
* Ejector Seat Reservation (1995)
* 99th Dream (1998)
* Juggernaut Rides 1989-1998 (2005)
Tagi: alternative, rock, shoegaze, Wielka Brytania
THE NATIONAL na OFF FESTIVAL
The National - zespół założony w Cincinnati, Ohio obecnie przebywający w nowojorskim Brooklynie.
Grupa dowodzona przez wokalistę Matta Berningera oraz braci Scotta i Bryana Devendorfów. Kwintet w szerszej świadomości indierockowych fanów zaistniał przed dwoma laty, wraz z ukazaniem się przełomowego w jego karierze albumu „Alligator”. „Boxer” doskonali dalej to, co już i tak w przypadku wcześniejszej płyty mogło się wydawać doskonałe. A mianowicie - bogate brzmieniowo i kolorystycznie aranżacje na smyczki i sekcję dętą, pod którymi tu podpisał się klasycznie wykształcony Padma Newsome z nowojorskiego, awangardowego ensemble’u The Clogs, a które dodatkowo wzboagaca gra na fortepianie Sufjana Stevensa. W to orkiestrowe tło wspaniale wpisują się poetyckie teksty utworów oraz głos Matta, który któryś z recenzentów trafnie porównał do smaku czarnej, gorzkiej czekolady. The National jednak stawiają na utrzymaną w ciemnej kolorystyce balladową kameralistykę, której wzorcowymi przykładami mogą być utwory w rodzaju „Fake Empire”, „Brainy”, „Squalor Victoria”, „Start A War”, „Green Gloves” czy „Racing Like A Pro”. I w tym są potęgą.
The National zagra na tegorocznym Off Festival 6.08.2009 Jest to niewątpliwie świetna okazja dla tych co znają The National i dla tych, którzy z ich muzyka jeszcze się nie zetknęli. Jedno jest pewne - warto.
Tagi: alternative, indie, indie rock, rock
THE JESUS AND MARY CHAIN
13 lipca 2009 ZESPOŁY

Glasgow, Wielka Brytania (1984 – 1999, 2007 – obecny)
The Jesus and Mary Chain – szkocki zespół indierockowy i noise popowy powstały w Glasgow. Pierwsze lata aktywności datuje się na 1984 – 1999. W 2007 roku zespół wznowił działalność i jest aktywny do dnia dzisiejszego. Jego muzyka charakteryzuje się nietypowym połączeniem hałaśliwej, gitarowej ściany dźwięku (inspirowanej przede wszystkim twórczością The Velvet Underground) i popowych melodii w stylu The Beach Boys. Grupa jest uznawana za protoplastę nurtu shoegaze.
Dyskografia:
Psychocandy (1985)
Darklands (1987)
Automatic (1989)
Honey’s Dead (1992)
Stoned & Dethroned (1994)
Munki (1998)
Tagi: alternative, indie, post-punk, rock, shoegaze, Wielka Brytania
