Radio Dept., The - Clinging To A Scheme (2010)
1 września 2010 RECENZJE

Labrador Records / 2010
Szwedzkie bożyszcze dream-popu po długim czteroletnim oczekiwaniu fanów powraca z nowym albumem. Jednak nowe wydawnictwo znacznie różni się od poprzednich Lesser Matters i Pet Grief. Z pozoru mamy ten sam wokal Johana Duncansona otoczony zewsząd przestrzenią melodyjnych gitar i klawiszy, za którymi kryją się jednak pewne wyraźne tendencje - poszukiwanie prostoty dźwięku i dużo wyraźniejsze parcie na przebojowość. Przemyślane aranżacje zastąpiły dotychczasowe bardziej eksperymentalne formy. Tym samym płyta nie jest tak marzycielska co nastrojowa w sobie tylko znany indie-popowy sposób.
Fakt, iż jest to dopiero trzeci album grupy wynika z popularności formy przekazu jaką jest dziś “epka”, których zespół w ciągu swego istnienia wydał kilkanaście. Jednak oczekiwanie następcy Pet Grief było dosyć wyjątkowe i odkładane w czasie. Już rok później zaczęły pojawiać się pogłoski na blogach i forach internetowych o rzekomych pracach nad dwoma albumami, które miały być wydane równocześnie w maju 2007 roku. Po epce Freddie And The Trojan House tzw. ‘deadlinem’ wytwórni Labrador była zima 2008.
Warto było przeczekać zwłokę dla jeszcze bardziej dopracowanego i przemyślanego materiału. Biorąc pod uwagę dość organiczny, noise’owy Lesser Matters (uznany w Szwecji za najważniejsze rodzime wydawnictwo sceny indie XXI-wszego wieku), shoegaze’owy i mniej konwencjonalny Pet Grief, nowy album to kolejny krok do przodu w karierze Radio Dept. Johan zainspirowany post-punkwoym minimalizmem, ambientem i wczesnym krautrockiem zmienił swoje główne założenia. Postawił na bardziej wyraźne, choć rzadkie na albumie, melodyjne linie gitar (Domestic Scene), motorykę basu i podkładów rytmicznych (This Time Around) a ponadto na nowatorskie dla swej twórczości echa P-Funku i nurtu “futuristic orchestra” z lat 70-tych. Te ostatnie znajdują odzwierciedlenie w okładce albumu, przedstawiającej grajka na flecie, który to instrument pojawia się kilkakrotnie na płycie podobnie jak i saksofon w przebojowym singlu Heaven’s On Fire. Wyraźnie klasycyzujący jest też utwór David, pozbawiony klawiszy i sampli mógłby znaleźć się w repertuarze niejednej filharmonii.
Radio Dept. tytułowo ‘przylega’ do swojej koncepcji jaką staję się dream-melodramatic-pop, tym samym zbliżając się do Cocteau Twins i Pet Shop Boys, a odchodząc od shoegaze’owych przyrównań do stylistyk My Bloody Valentine czy JaMC. Potwierdzają to bardziej nostalgiczne utwory jak Token Of Grattitude czy You stopped making sense, które zahaczają o chillwave i space-rock. Wydaję się, że małą pomyłką w kolejności utworów jest przedostatni – instrumentalny. Powinien znaleźć się podobnie jak It’s Personal z Pet Grief na samym początku. Podobnie zresztą zespół robi na koncertach, to właśnie Four Months In The Shade otworzyło występ grupy na Off Festiwalu, wprowadzając publikę w unikalną atmosferę własnej twórczości.
Duncanson i spółka nie obawiali się stworzyć też bardziej mainstreamowych utworów, które powinny stać się przebojami niejednej ambitniejszej stacji radiowej. Heaven’s On Fire i Never Follow Suit to najbardziej rytmiczne i taneczne wręcz piosenki jakie kiedykolwiek nagrali. Charakterystyczny bas i klawisze drugiej kompozycji zdecydowanie prowokują do żywszego ruchu.
Oba utwory łączy również inny wspólny element. Zawarto w nich wkomponowane słowa, które poruszają tematykę złożonego procesu nacisku massmediów na współczesną młodzież i kapitalistycznej roli biznesu w kulturze. To wyraz pogardy dla komercjalizacji i bezkultury mas. Biorąc pod uwagę bogactwo, różnorodność i głębszy wymiar aranżacji na Clinging To A Scheme, Szwedzi dają jednoczesną odpowiedź na słowną prowokację. Trudno o lepszy kulturalny policzek dla komercyjnej rzeczywistości jaka nas otacza.
1. Domestic Scene [2:00]
2. Heaven’s On Fire [2:18]
3. This Time Around [3:19]
4. Never Follow Suit [4:34]
5. A Token Of Gratitude [4:04]
6. The Video Dept. [2:33]
7. Memory Loss [2:53]
8. David [3:34]
9. Four Months In The Shade [2:58]
10. You Stopped Making Sense [3:15]
———-
Mateusz Cudo
Tagi: electronic, indie, indie pop, shoegaze
MEMORYHOUSE
11 sierpnia 2010 ZESPOŁY
Mateusz Cudo

„Ostatnio nie sypiam, nie oddycham bez wspomagania maszyn” – tak dziwacznie brzmi przetłumaczony początek debiutanckiego singla kanadyjskiej grupy z Ontario Memoryhouse zatytułowanego Lately. Utwór ten o zupełnie niezwykłym połączeniu, zbalansowaniu przestrzennych kolaży, muzycznego tła za które odpowiada utalentowany student muzyki klasycznej Evan Abeele z wokalami na co dzień fotografki Denise Nouvion.
Memoryhouse nie reprezentuje jednak muzycznego dark-surrealizmu ani trip-hopu czy kwaśnej elektroniki ale jest jednym z najbardziej obiecujących projektów współczesnego dream-popu/shoegazowego minimalizmu. W ciągu zaledwie kilku miesięcy dzięki darmowej epce The Years zyskał niezwykły rozdźwięk i zainteresowanie koneserów spod znaku 4AD, M83 czy nawet My Bloody Valentine, na tyle by wyprzedać nakład 7’ calowego singla w ciagu zaledwie tygodnia.
The Years to 4 utwory trwające raptem kilkanaście minut choć nie tworzą idealnej dopełniającej się całości - dają jednak wyobrażenie o potencjale grupy, która powstała w zupełnie przypadkowy, nieplanowany sposób. Mieliśmy już w alternatywie duety takie jak Handsome Furs czy The Raveonettes ale Memoryhouse oferuje nam daleko bardziej zaangażowaną muzykę. Zawierającą ciągłe odwołania do sfery snu i marzeń, które wspomagane przez zatopione ściany dźwięków i atmosferyczne, przestrzenne harmonie gitar/chillwave’owych klawiszy maja dużo głębszy wymiar i oddziaływanie na słuchacza.
Nic jednak nie byłoby takie same gdyby nie świetnie wpasowujący się w całość glos Denise – czasem specjalnie niedbały, „znudzony rzeczywistością”, doskonale wpisuje się w założenia projektu i daje wyraźniejszą wartość przekazu jego muzyki.
Na epce znajdziemy 3 znakomite utwory – oprócz wspomnianego Lately są to jeszcze Sleep Patterns i To the lighthouse, oraz jeden dużo krótszy, mający bardziej eksperymentalną formę za sprawą gitarowych loopow i komputerowo przetworzonych wokali The Waves. Utwór z latarnią w tytule jest jakby kwintesencją doskonalości harmonii śpiewu Denise i muzyki jej partnera, co szczególnie oddaje fragment “Sometimes I’m pulled away from my own misery, Your hands cover me eyes drift slowly” gdzie ściana gitar wiernie naśladuje nutę głosu – które to podążanie za bliską osobą zakładają słowa tekstu.
Również na szczególną uwagę zasługuje początek Sleep Patterns, który wydaje się być najlepszym utworem z The Years i zarazem gitarowo-melodyjnym.
Kunszt Memoryhouse został doceniony również przez portal Pitchfork, który to właśnie tą grupę a nie Pains Of Being Pured At Heart czy The Pastels określił mianem muzyki z duszą i „rising” projektem .
Zdecydowanie warto jest dać szansę i zapoznać się z Memoryhouse zanim zaczną dawać (wyprzedane) epickie wielkosalowe koncerty a’la Spiritualized czy Pavement…
———-
Mateusz Cudo
Tagi: shoegaze
MAJESTY CRUSH
22 czerwca 2010 ZESPOŁY

Grupa o wdzięcznej nazwie Majesty Crush pochodziła z Detroit, a jej założycielami byli: David Stroughter (śpiew), Michael Segal (gitara), Hobey Echlin (bas), Odell Nails (perkusja). Panowie wzorowali się m.in. na: The Jesus And Mary Chain, Cocteau Twins, My Bloody Valentine oraz A.R. Kane. Zespół współpracował z takimi producentami, jak Mike E. Clark (także Kid Rock, Eminem) oraz David Feeny (także The White Stripes) . Nie zyskawszy większej popularności, w połowie lat 90. rozpadł się. Obecnie Segal jest grafikiem w Detroit, Stroughter stworzył grupę P.S. I Love You, Echlin został niezależnym pisarzem i instruktorem jogi, natomiast Nails występował z Astrobite, Mahogany i Robinem Guthrie z Cocteau Twins, by potem zostać prawnikiem w Nowym Jorku.
Utwór If JFA Were Still Together pojawił się na Disco Sucks, brytyjskiej składance z 1996 roku.
DYSKOGRAFIA
Albumy długogrające:
Love 15 (1993)
Minialbumy:
No. 1 Fan (1992)
Sans Muscles (1994)
Majesty Crush – Uma
Tagi: alternative, ambient, post-punk, shoegaze, Stany Zjednoczone
Asobi Seksu - Asobi Seksu (2004)
14 czerwca 2010 RECENZJE
Pierwszy album grupy Asobi Seksu to porcja pastelowej i słodkiej muzyki, powstałej z czarującego połączenia mglisto lekkiego wokalu (przypomina mi uroczą SoKo) oraz konkretnych, rockowych melodii. Jest czarująca, rozkoszna, zachwycająca, urzekająca, momentami namiętna. Transowa, senna, rozbudza zmysły i wyobraźnię. Pasjonująca, barwna – łączy pierwiastki spokojne (Tayiō), ostre (It’s Too Late), szalone (Asobi Masho), klimatyczne (Stay).
Całkiem jak idealna kobieta.
Ta płyta ma smak. Smaczek.
1. I’m Happy But You Don’t Like Me [3:07]
2. Sooner [3:45]
3. Umi de no Jisatsu [2:23]
4. Walk on the Moon [4:33]
5. Let Them Wait [2:47]
6. Taiyō [2:01]
7. It’s Too Late [7:17]
8. End at the Beginning [4:21]
9. Asobi Masho [1:25]
10. Stay [5:02]
11. Before We Fall [2:39]
Asobi Seksu – Walk on the Moon
Tagi: indie rock, shoegaze, Stany Zjednoczone
Amusement Parks On Fire - Out of the Angeles (2006)
15 maja 2010 RECENZJE
Nie ściana dźwięku. Morze dźwięku.
Out of the Angeles to przestrzeń nieskończona. Lecz nie ma w tym żadnej magii. To wszystko jest nieprawdopodobnie realne. Echo mglistego poranka, dynamizm słonecznego popołudnia. Świat spisany dźwiękiem.
Wybitna, wspaniała, idealnie pomyślana, idealnie zrealizowana, przepojona wielką energią płyta zbyt mało popularnego zespołu. Całkiem możliwe, że spodoba się nie tylko fanom shoegaze’u, jako że mieści w sobie nie tylko klasyczne brzmienie My Bloody Valentine, lecz także chłopięcy wokal, dla którego można oszaleć oraz pełne młodzieńczej energii riffy. Wstyd nie znać, bo to jest reinterpretacja klasyki, tworzenie nowych obszarów muzycznych. Mimo że Amusement Parks On Fire to kontynuatorzy pewnego nurtu, mają potencjał do kreowania przyszłego kształtu muzyki.
“There’s too much future to get out of the way”
Jedna z tych płyt, które powinny trwać wiecznie.
1. Out of the Angeles [6:30]
2. A Star Is Born [6:53]
3. At Last the Night [3:06]
4. In Flight [5:39]
5. To the Shade [4:04]
6. So Mote It Be [5:43]
7. Blackout [4:13]
8. Await Lightning [8:34]
9. No Lite No Sound [7:14]
10. Cut to Future Shock [14:02]
Amusement Parks On Fire - A Star Is Born
Tagi: post-rock, shoegaze, Wielka Brytania
Alcest - Écailles de Lune (2010)
11 maja 2010 RECENZJE
Piękne.
Bardzo ciekawe połączenie ciszy i hałasu.
To już nie tylko sen - to mocno zaangażowane emocje, zmiany tempa, intensywności - kontrasty.
Znalazło się tu miejsce na spokój i nastrojowość aranżacji, szaleństwo i niepewność wokalu, energię i potęgę gitar.
Muzyka czarująca, uzależniająca, przyjemna. Można się w niej zanurzyć i do niej uśmiechnąć.
Prawie wszystkie kompozycje są bardzo długie, co pozwoliło na zrobienie z każdej dziełka sztuki.
Mimo że mamy tu do czynienia z tzw. “ciężką muzyką”, przy Écailles de Lune naprawdę można zrelaksować się, odpłynąć. Idealna do marzeń.
Poza skalą ocen.
Alcest mógłby uczyć Morfeusza snów.
1. Écailles de Lune - Part 1 [9:52]
2. Écailles de Lune - Part 2 [9:48]
3. Percées de Lumière [6:37]
4. Abysses [1:40]
5. Solar Song [5:24]
6. Sur L’Océan Couleur de Fer [8:18]
Alcest - Abysses
Tagi: Francja, post-metal, shoegaze
Alcest - Souvenirs D’un Autre Monde (2007)
7 maja 2010 RECENZJE
Czy połączenie shoegaze’u i black metalu może wywołać uśmiech?
Może.
Czy takie brzmienie może być błogie i przyjemne?
Tak.
To ciekawe, jak łatwo można dać się omamić stereotypom. Na przykład mówiącym, że metal to ciężka i okrutna muzyka dla bezmózgów na usługach szatana. A potem, napotkawszy muzykę z kraju kochanków i najnowszych trendów połączoną z tym, co Skandynawia ma najlepszego do zaoferowania, nie chce się wierzyć własnym uszom.
Bo to tak, jakby utkać zbroję z koronek.
Gdybym miała określić tę muzykę metaforycznie, użyłabym słów: strumień dreszczy.
To sny, które zagłuszają rzeczywistość, albo obejmują ją, wyciskają z niej soki zła, a te przemieniają w nektar łączący z innym światem. To muzyka podróży, nie “do”, a “poprzez” - poprzez wszystko, co kryje wyobraźnia. To morze nieznanych impresji, przestrzeń nieodkrytych gwiazd i niebo pełne tęczy. Baśń opowiedziana synestezją.
1. Printemps Émeraude [7:19]
2. Souvenirs d’un autre monde [6:08]
3. Les Iris [7:41]
4. Ciel Errant [7:12]
5. Sur l’autre rive je t’attendrai [6:50]
6. Tir Nan Og [6:10]
Alcest - Souvenirs D’un Autre Monde
Tagi: black metal, Francja, shoegaze
CECILIA::EYES
15 kwietnia 2010 ZESPOŁY

Cecilia::Eyes to pochodzący z Belgii zespół, grający muzykę oscylującą między takimi gatunkami jak: shoegaze, indie i post-rock. Pomysł na jego powstanie narodził się jesienią 2004 roku. W grudniu 2005 roku muzycy w składzie: Christophe Thys – gitara, Mike Colart – gitara, Pascal Thys – bass, Xavier Waerenburgh – perkusja, wydali pierwszą ep’kę zatytułowaną Echoes From The Attic.
Wydany w 2007 roku pierwszy długogrający krążek Mountain Tops Are Sometimes Closer To The Moon promowany był na koncertach w zacnym towarzystwie, między innymi były to zespoły takie jak: Apse, Kwoon, Pg.Lost, Cranes, iLiKETRAiNS, Thee Silver Mt. Zion czy Three Steps To The Ocean. Można stwierdzić, że wyżej wymienione zespoły to wypadkowa muzyki, którą prezentują Belgowie. Kilka miesięcy po wydaniu albumu do Cecilia::Eyes doszedł Gauthier Vilain grający zwłaszcza na gitarze ale również wspomagający zespół głosem. Dokładnie jutro światło dzienne ujrzy najnowsze dzieło zespołu, które nosi tytuł Here Dead We Lie. Poniżej jego “filmowa” zapowiedź.
———-
Lucjan Lucimiński
Adorable - Fake (1994)
2 marca 2010 RECENZJE
Jak poprzednio. Kawał dobrego rocka, niespokojny, a jednak spokojny, niebezpieczny, ale ciepły. Bez niespodzianek. Płyta wydana nieco ponad rok po Against Perfection jest jak jej bliźniaczka. Nie znaczy to jednak, że jest nudna, przewidywalna, niepotrzebna (tfu!). Z Fake i Against Perfection jest jak z dwiema równie pięknymi siostrami - ciężko się zdecydować na jedną…
Bardzo dobrze, że powstają takie płyty i bardzo źle, że rozpadają się takie zespoły.
1. Feed Me [3:29]
2. Vendetta [4:10]
3. Man in a Suitcase [4:48]
4. Submarine [4:29]
5. Lettergo [3:59]
6. Kangaroo Court [3:27]
7. Radio Days [3:36]
8. Go Easy on Her [4:33]
9. Road Movie [4:17]
10. Have You Seen the Light [4:49]
Adorable - Kangaroo Court
Tagi: alternative, indie, shoegaze, Wielka Brytania
Dead Sea, The - The Dead Sea (2009)
16 lutego 2010 RECENZJE

Nie mogę sobie teraz za bardzo przypomnieć muzyki rodem z Australii (poza Nickiem), do której bym powracał i zachwycał się nią. Tym bardziej byłem ciekaw, co przyniesie ze sobą pochodzący stamtąd materiał zespołu The Dead Sea, który imiennym krążkiem w zeszłym roku zadebiutował. Ponieważ wiedziałem, że to kolejna grająca post-rocka kapela, zastanawiałem się, czy coś wniesie więcej w muzyczny świat sprowadzony do tych dwóch słów. Po odsłuchaniu słychać, że rewolucji tutaj nie ma. Istnieje jednak coś innego na tej płycie, coś niezwykłego, niebywałego - jest to aura ubarwiona schizofreniczną powłoką. Taką muzykę najczęściej porównuje się do zimnego klimatu Skandynawii, dopiero po tym skojarzeniu próbuje się odnaleźć inne, ale o Australii wątpię byśmy wspominali w tych rozrachunkach. Czy to miejsce, skąd pochodzą muzycy, niesie ze sobą tę chorą przenośnię, czy sami spoglądają w taki sposób i rozmawiają o tym dźwiękami? Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się właśnie, że płyta ta skrojona na pewnego rodzaju koncept album, przyciąga wizualnością dźwięków, wystarczy zamknąć oczy. Mimo, iż w większości to krótkie utwory, w których shoegaz’owe gitary mieszają się z post-rock’owym budowaniem kompozycji a całość okraszona jest minimalistycznym spojrzeniem, ich rozbudowany wydźwięk przenosi w jakiś potężny wymiar, gdzie pozostały już tylko myśli i przestrzeń. Obszerność jej jest przygniatająca. Zaczynam bać się kolejnych odsłuchań, milknę wraz z nimi, a czyjeś szepty ciągle podjudzają, odchodzą i zawracają. Zatyka mnie wszechświat wyobrażeń sprowadzany do galaktycznego lotu… i martwe morze wokół.
10 w skali beauforta - to morze tylko z nazwy upodabnia się do trupa
1. Slow Jet [3:06]
2. Okono [1:40]
3. The Devil Bends [4:34]
4. III [2:01]
5. Zabriskie Point [7:49]
6. Nulla Desiderata [2:47]
7. Little Lights [1:45]
8. Departure Gates [5:59]
9. Banquet [2:07]
10. Bandicoots [8:42]
———-
Lucjan Lucimiński
Adorable – Against Perfection (1993)
16 lutego 2010 RECENZJE
Rozpoznanie – Glorious. Wstępny domysł – zapowiada się kawał dobrego rocka spełniającego funkcję shoegaze’ową. Dalsze 36 minut potwierdziło hipotezę. Płyta pełna radosnego, dynamicznego rocka, mimo tak spokojnej formy. „Na Jowisza!”, zamyśliłam się, „dlaczego nie mainstream…”. Po chwili zrozumiałam: „Ach! Za dobre na mainstream…”.
Bywają rzeczy tak piękne, ciekawe, fascynujące, że nie trzeba ich dookreślać – wystarczy zaznaczyć ich istnienie. Do tego zbioru należy Against Perfection, a ja wskazuję – bierzcie i słuchajcie. Tak, wiem, krążek pierwszą młodość ma już za sobą, lecz na moje usprawiedliwienie powiem, że w momencie jego wydania miałam 3 lata – a w tym wieku słucha się czegoś innego.
Moje osobiste odczucie: płyta nie jest uzależniająca. Sądzę jednak, że lepiej jest sięgać po coś świadomie i spokojnie, oddając się kontemplacji i uwielbieniu, niż słuchać, bo już się nie wytrzymuje.
Uśmiechnęłam się do Homeboy. A poza tym – ekstaza , do której być może przyczyniło się także uspokajanie mojego gustu muzycznego folkiem i chilloutem. Oraz najpiękniejsze poczucie braku, czyli nostalgia w Still Life.
I’m tripping into the back of my mind.
1. Sunshine Smile [5:03]
2. Glorious [4:19]
3. Favourite Fallen Idol [2:42]
4. A to Fade In [4:53]
5. I Know You Too Well [3:42]
6. Homeboy [4:32]
7. Sistine Chapel Ceiling [3:35]
8. Cut #2 [4:45]
9. Crash Sight [4:04]
10. Still Life [2:38]
11. Breathless [5:18]
12. I’ll Be Your Saint [3:32]
Adorable - Homeboy
Tagi: rock alternatywny, shoegaze, Wielka Brytania
GLASSACRE
12 lutego 2010 ZESPOŁY

Dawno, dawno temu, w kraju, gdzie ludzie chodzą do góry nogami i ujeżdżają kangury, powstał projekt muzyczny o mrocznej nazwie Glassacre. Jego twórcami są panowie Chris Mason i Cam Merton. Grupa wykonuje muzykę shoegaze, ale uwaga - gdy uwzględnimy położenie geograficzne nasuwa się wniosek, że panowie, spoglądając w swe trzewiki, tak naprawdę patrzą do góry.! Jako wpływy muzyczne podają między innymi klasyków, jak: My Bloody Valentine i Cocteau Twins, zespoły rodzime: Severed Heads oraz grupy z kraju związanego osobą królowej: The Smiths i Boards Of Canada. Chris tworzy pod szyldem Chris Mason Implosion, a także w My Majestic Star, natomiast Cam jest szefem wytwórni Hidden Shoal Records. Grupa może się pochwalić jedynie niewielkimi sukcesami, jak prezentowanie ich utworów w radiu czy przychylne recenzje.
Pierwszą epką Glassacre jest Slow Attack z 2006 r., z niej pochodzi singiel Swimming in Greece (2006). Kolejny singiel, September 16th, wydany pierwotnie w 2007 r. i obwieszczający płytę długogrającą Without Sleep (zapowiadaną od tego samego roku), znalazł się na składance A Million Square Miles: A Sample of Western Australian Music (2009). Utwór Sanctuary, b-side singla September 16th, dostał swe miejsce na kompilacji Limit of Maps (2008), a Asleep in the Lake - na The Least Vestige of Land (2006).
Cam zapytany o to, co jest najfajniejsze w byciu w zespole:
“To może brzmieć trochę jak oczywistość, ale: muzyka, piosenki. Robimy muzykę, której sami chcielibyśmy słuchać. Słuchanie ostatecznej wersji utworu, gubienie się w niej i zapominanie, że maczałeś palce w jej tworzeniu jest magią. Wszystko poza tym jest dodatkiem.”
Glassacre - Take Away the Smiles
Tagi: Australia, chillout, downtempo, electronica, indie, shoegaze
Manescape - Ex-Internal (2009)
11 lutego 2010 RECENZJE

Płyta nagrana w studio im. Tom’a Waits’a zobowiązuje…
Ad rem: bardzo gitarowe, dynamiczne i osnute mgłą brzmienia. Ex-Internal to taka biel i czerń, która nieustannie się miesza. Zaczyna się to już na okładce - notabene bardzo udanej. Od pierwszego utworu pojawia się pewna płynność, która sprawia, że nie potrafię się “wyłączyć” ze słuchania. Kolejne przeciwieństwo wiąże się z nastrojem całej płyty: mamy tu wspomnianą wcześniej dynamikę, regularność sekwencji, powtarzalność, ale równocześnie wszystko zatopione jest w raczej mrocznej mgle. Najwyraźniej widać to w kawałku Hell Will Burn In Heaven, który zaczyna się od eterycznego zawodzenia i stopniowo przechodzi w transowe akordy. Przypomina to trochę rozpędzającą się lokomotywę. Z kolei w Ordinary Indywidual jest bardziej chwytliwe, wpadające w ucho. Każdy utwór na tej płycie jest “jakiś”, zawiera pewne smaczki - momenty, ciekawe przejścia, ładne rozwiązania melodii - według mnie mogłoby być ich więcej. Należy docenić pewną kwestię, która w muzyce popularnej byłaby zarzutem: subtelny, ginący wokal. Uważam, że dużą sztuką dla wokalisty jest nagrać utwór w którym pozostanie on jakby w tle, równocześnie nie ginąc. Na pierwszym miejscu są tu gitary. To duża sztuka, a w przypadku takiego rodzaju muzyki jest to zaletą. Najbardziej mięsisty kawałek to Way Out- aż chce się pomachać głową na koncercie. Ponieważ wychodzę z założenia, że w muzyce rockowej nie jest możliwy brak inspiracji, odniesień, pozwolę sobie na porównanie, które na początku trudno mi było wyartykułować. Zespół Tool. To duży plus, mieć choć iskierkę podobieństwa z taką kapelą. Kropką nad i jest Black The White, który smakowicie zamyka płytę, podsumowując walkę przeciwieństw.
Podsumowując: Gratuluję spójności tematycznej: okładka, teksty, muzyka - wszystko trzyma się w całości i to smakuje. Czy są jakieś minusy? to kwestia indywidualnych potrzeb, dla mnie zabrakło nieco optymistycznej energii, bo płyta jest raczej refleksyjna, momentami wręcz mroczna, bardzo męska. Ex-Internal nie jest rewolucyjna, ale jest bardzo, bardzo dobra. Wreszcie do Polski dotarł powiew zachodu, w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto promować taką twórczość - szczerze polecam.
1. Smell My Spot Recognition [3:51]
2. Switched Off [3:37]
3. Failure Machines Never Salute [4:10]
4. In Progress [5:25]
5. Hell Will Burn In Heaven [7:25]
6. Ordinary Indywidual [3:45]
7. Absence Of Silence [8:46]
8. Way Out [4:38]
9. Black The White [4:40]
Tagi: Polska, post-rock, psychodelic, shoegaze, stoner rock
FOXTAIL SOMERSAULT
13 stycznia 2010 ZESPOŁY
Zespół powstał w San Francisco w 2004 roku. W jego skład wchodzą: Becky Uline (śpiew, gitara), Elizabeth Anderson (śpiew, gitara), Seiken Nakama (gitara), James Spadaro (gitara), Brian Anderson (bas), Mark Lotfin (perkusja). Nakama skompletował grupę w sposób dość ciekawy, bo przez ogłoszenia na stronie internetowej Craigslist. James gra na gitarze w Mornign Spy. Ich muzyczne inspiracje to między innymi: The Cure, Cocteau Twins, Slowdive, My Bloody Valentine, Swervedriver, Bad Brains, David Bovie.
Póki co zespół wydał jedną EPkę - Fanthom, rok 2007. Już w 2008 roku Seiken deklarował, że Foxtail Somersault pracuje nad nową płytą, która z założenia ma różnić się kompozycyjnie od Fanthom, natomiast we wrześniu ubiegłego roku na oficjalnej stronie pojawiła się informacja, że kolejne wydawnictwo jest prawie gotowe. Czekajmy więc.
Foxtail Somersault - Divingboard
oficjalna strona zespołu
strona Becky oraz jej MySpace. MySpace zespołu, a tu - Jamesa
Tagi: experimental, indie rock, new wave, shoegaze, Stany Zjednoczone
Felix potrzebuje waszej pomocy
19 grudnia 2009 NEWSY

Felix Bondareff znany głównie ze swojego jednoosobowego projektu Amazing Electronic Talking Cave opublikował ostatnio na swoim profilu myspace apel o pomoc. Jako avatar ustawił następujący napis: “I’m deaf on my right ear. I need help. Send me a message for details”. Jak się okazało, artysta złapał ciężkie przeziębienie, które spowodowało, że chwilowo utracił słuch w prawym uchu. Niestety, nie stać go na leczenie (zapomnijcie o państwowym leczeniu w Rosji) i stąd wołanie o pomoc do swoich znajomych i fanów. Dlatego jeśli chcecie pomóc, wyślijcie mu wiadomość z prośbą o szczegóły. Każdy gest ma znaczenie!
Tagi: garage, neo-psychedelic, Rosja, shoegaze
Zacznij Święta alternatywnie
18 grudnia 2009 NEWSY

Już w ten wtorek 22 grudnia warszawska Hydrozagadka zaprasza na wspólne rozpoczęcie przerwy świątecznej. Zanim więc zabijecie karpia, ubierzecie choinkę i upieczecie ciasto, wpadnijcie na koncert 4 alternatywnych kapel, które Was na pewno wprowadzą w rodzinną i ciepłą atmosferę Świąt. A zagrają dla Was: The Spouds, Rachael, Chasing the Sunshine i Parisian Lark. Cena biletu niedroga bo wynosi tyle co cena jednego piwa na miejscu
Start: godzina 20.
Tagi: alternative, indie, Polska, post-punk, shoegaze
French Teen Idol - (Un)Told Prejudices
9 grudnia 2009 TELEDYSKI
Tagi: ambient, electronic, post-rock, shoegaze, Włochy
French Teen Idol - El Siete Es La Luz (2009)
9 grudnia 2009 RECENZJE

O Andrea Di Carlo znanym pod muzycznym pseudonimem French Teen Idol usłyszałem pierwszy raz za sprawą utworu (un)told Prejudices znajdującego się na jego płytowym debiucie. Zwróciłem na niego szczególną uwagę dlatego, że skojarzyłem znajdujący się na nim jeden z moich ulubionych cytatów z książki pod tytułem 25th Hour w wersji filmowej wypowiedzianej głosem Edwarda Nortona, który zagrał w tej adaptacji główną postać. Ścieżka z tym właśnie tekstem z filmu Spike’a Lee podłożona przez FTI do partii pianina tak bardzo oddziałuje, że nie było wyjścia, musiałem przyjrzeć się całości. I zostałem wciągnięty w tę muzykę bardzo mocno. Elektroniczno ambientalny post-rock z od czasu do czasu trip-hopowym rytmem wraz z podkładami ścieżek filmowych i dziwnym, rzadko się pojawiającym, „przesterowanym” wokalem zauroczył mnie. Najbliżej FTI jest do M83 i Port-Royal ale to nieco spokojniejsza muzyka niż u wymienionych twórców. Najnowszy, trzeci, album Włocha zatytułowany El Siete Es La Luz (7 jest światłem) jest równocześnie jego najlepszym dziełem. To fascynująca podróż bez przełomowych zwrotów ale za to z czarującą konsekwencją pełni. Widać, że nie ma tutaj dźwięków z przypadku i ta integralność jest dla mnie najistotniejsza w tej płycie. Jest również ta wspaniała przestrzeń, do której zawsze przywiązuję uwagę i którą powiększa jeszcze bardziej, snujący się, damski głos. Wszystkie elementy pięknie się uzupełniają w strefie, której nie da się sprowadzić ot tak do słów, których używamy. To jest muzyka, którą trzeba przeżywać a nie opisywać. Jednym wyrażeniem – mistrzostwo wrażeń. Przy Dying In Time już wspomnianego Port-Royal to najlepsza płyta roku.
10/10
1. Rome Shrugged [4:16]
2. I Want George Soros [6:21]
3. War Is Kind [5:01]
4. Fragile Chords [4:24]
5. The Constant [7:15]
6. Last Train To Santiago [5:46]
7. El Siete Es La Luz [5:04]
8. Prendre Son Temps [12:25]
———
Lucjan Lucimiński
Tagi: alternative, post-rock, shoegaze, Włochy
School Of Seven Bells - Alpinisms (2008)
8 grudnia 2009 RECENZJE

Jeden z debiutów roku 2008! I nie ma w tym żadnej przesady. Już po wcześniejszych nagraniach, sprzed długogrającego krążka, można się było tego spodziewać. Zespół pochodzący z Brooklynu, w którego skład wchodzą bliźniaczki Alexandra i Claudia Deheza oraz Benjamin Curtis (wcześniej Secret Machines), grają jak sami twierdzą Cathedral Cubs Cru-Gaze i szczerze przyznam, że w tej nazwie jest to coś co przedstawiają muzycznie. Jednak będąc ostrożnym należałoby włożyć ich do szafek podpisanych shoegaze, dream-pop, electronic, experimental, psychodelic ale znaleźć też można wstawki typowo orientalne czy folkowe. Idąc dalej należy stwierdzić, że muzyka zawarta na Alpinisms, jest bardzo melodyjna i harmonijna, przy czym, rytm i tępo nabierają mnóstwo znaczenia. Nie mogę się uwolnić od tych dźwięków. Siostry przyciągają głosem i wplatają w dziwny trans ciągłym powtarzaniem fraz (zwłaszcza na Iamundernodisguise). Muszę też zdradzić, że elektronika tutaj użyta, która dodaje tła i rytmu jest naprawdę smakowitą przyprawą. Kiedy już dochodzi do podsumowania, nasuwa mi się jeszcze takie spostrzeżenie, że całość jest cudownie delikatna, zwiewna i pewnie dlatego wnosi w słuchacza świeży podmuch, oczarowanie i przynosi pewnego rodzaju ulgę. Ach to rozmarzenie… Nawet coś z dźwiękowej skali Port-Royal można odnaleźć pod koniec bardzo długiego Sempiterna Amaranth. Wciągająca płyta, kolejna, która pokazuje jak dobrze ma się nowojorska scena.
9/10
1. Iamundernodisguise [3:47]
2. Face To Face On High Places [4:40]
3. Half Asleep [4:20]
4. Wired For Light [4:57]
5. For Kalaja Mari [4:17]
6. White Elephant Coat [4:17]
7. Connjur [4:40]
8. Sempiternal/Amaranth [11:26]
9. Chain [4:22]
10. Prince Of Peace [3:05]
11. My Cabal [5:09]
———-
Lucjan Lucimiński
Tagi: dream pop, electronic, experimental, folk, orient, psychedelic, shoegaze
School Of Seven Bells - Iamundernodisguise
8 grudnia 2009 TELEDYSKI
Tagi: dream pop, electronic, experimental, folk, orient, psychodelic, shoegaze
